Miał on na Wyspie zwanej Młyńską dom wielki ale opuszczony i tchnący wilgocią. Byli ludzie gotowi przysięgać, że diabli tam po nocach harcowali. Aż pan podkomorzy dom oddał w dzierżawę jednemu Brandenburdczykowi. Co jednak by ów obcokrajowiec miał czynić — nie wiedziano. Tam zaś robota nie stawała dniem i nocą. Raz po raz z komina biły w niebo kłęby ognia i dymu. Choć tajemnicy strzeżono jak źreni
cy oka, z czasem wydało się, że niemiecki mincerz bije królewskie monety. Wszelako pan podkomorzy nie był kontent z pierwszych prób. Wciąż wydawało mu się, że moneta nie jest godna królewskiego majestatu. Poradził Niemcowi, by skorzystał z pomocy mistrza Krzysztofa, który będąc drzeworytnikiem już zasłużył na pochwały ojców Karmelitów i Bernardynów. Niemiec Johannes rad nie rad przystał a Krzysztof zabrał się raźnie do dzieła. Z jednej strony monety miał być królewski wizerunek, z drugiej zaś święta postać. Mistrz słowa dotrzymał i na Wyspie Młyńskiej się stawił:
— Oto panie moja praca. Johannes obejrzał rysunek i skrzywił się:
— Królewska podobizna niech będzie. Ale z drugiej strony miała być zwyczajna białogłowa...
— Niczego nie zmienię — rzekł twardo Krzysztof — Moneta ma być godna Polaka a nie heretyka...
— Precz mi z oczu — nie wytrzymał Niemiec a trzech jego kamratów sięgnęło po żelazo. To już nie żarty — pomyślał sobie mistrz Krzysztof — Ale, że był również niezłym rębajłą skoczył za drzwi i dobył swego multana. Jednego z napastników powalił na ziemię, drugiego trzasnął w gębę. Nie namyślając się wiele wskoczył do niej i myląc pogoń rychło sięgnął drugiego brzegu. Następnego dnia rankiem Johannes złożył skargę na mistrza Krzysztofa. Ale Podkomorzy wszystkiego spokojnie wysłuchał, bo o zajściu już się dowiedział i rzekł:
— Biada ci Niemcze, że nie posłuchałeś mej rady. Gorzej, bo gościa u siebie napadłeś. Teraz miejskie łyki mogą cię obedrzeć ze skóry. Johannes w popłochu i trwodze niemałej wyspę opuścił kierując się nie przez kładkę i gródek, lecz na przełaj, przez drogę zwaną odtąd potocznie „okólną" ? Czyliż nie był to początek przedmieścia Okolem zwanego ? W oparciu o zbiorek legend. W. Sławińskiego. Opracowanie:Jerzy Derenda