15/07/2026
Kiedy inni milczą, to już jest koniec?
W piątek wreszcie przyszła.
Książka, na którą czekałam z ogromną nadzieją. Miałam wrażenie, że za chwilę dostanę odpowiedzi na wszystkie pytania, które od tygodni krążyły mi po głowie.
Szybkie wydobycie jej z tekturowej obudowy niestety okazało się niemożliwe, a tu takie nadzieje… Takie oczekiwania… Byle szybciej…
Profesor Joachim Śliwa, rozkochany w archeologii postanowił opublikować, trzymany w rękach teraz pazernie „Słownik biograficzny egiptologów, archeologów i badaczy pokrewnych dziedzin, podróżników i kolekcjonerów oraz literatów i malarzy zafascynowanych przeszłością i teraźniejszością Egiptu”. Znajduje się w nim i biogram Stanisława Kozierowskiego, choć po tym co już wiem o naszym bohaterze nie mam totalnego pojęcia do której z wymienionych w tytule kategorii osób go zaliczyć.
Ciesząc się jak dziecko, które ma dostać wyczekiwany długo prezent, zaglądam do środka, szybko wertując strony biogramów ułożone, jak na słownik przystało w kolejności alfabetycznej. O, M, N… K – jest!
Na stronie 140, tuż za długim życiorysem Koziebrodzkiego Tadeusza, jest napisane:
„Kozierowski Stanisław (akt. 1880-1914)
W Egipcie od około 1880 roku. Naczelny rachmistrz sekcyjny Kompanii Kanału Suezkiego w Isamilii: „Polonus z wyglądu i mowy, pomimo tak długiego przebywania na obczyźnie, ożeniony z Angielką” (Baruch, Polacy w Egipcie, s. 852). „Do kompanii Kanału Suezkiego liczy się wysoki urzędnik przy rachunkowości ismailskiej, p. Stanisław Kozierowski, pochodzący z Kęt.” (Smoleński, Pisma, s. 302), później działający jako c. k. honorowy agent konsularny w Ismailii (Agstner, 125, Jahre Suezkanal, s. 183).”
To nie był przełom, którego się spodziewałam. Ale jedna informacja natychmiast przykuła moją uwagę. Stanisław Kozierowski był żonaty z Angielką. Maksymilian Baruch, którego opis Polonii egipskiej przywołał Śliwa w notatce, opublikował ją w numerze warszawskiego „Wedrowca” z października 1901 r. Sięgam więc do źródła. Faktycznie, jest tylko mała wzmianka. Nic więcej, nawet imienia wybranki Kozierowskiego.
W starych czasopismach znalazłam jeszcze dwie wzmianki o Kęczaninie. Pierwsza z „Egyptian Gazette” nr z 9 lipca 1906 r. ” Statek pasażerski „Habsburg”, należący do Lloyd Austrischen, który 7 lipca wypłynął z Aleksandrii do Brindisi, Wenecji i Triestu..." Wśród pasażerów był Stanisław Kozierowski. A więc odwiedził Europę. Gdzie jednak znajdowało się miejsce docelowe jego podróży – trudno dociec.
Ale już kolejna informacja – znów lakonicza – daje do myślenia. Otóż 30 lipca 1913 r. Stanisław Kozierowski, przybyły z Kairu, zameldował się w Hotelu Francuskim w Krakowie. Był sam. I w tym przypadku nie wiadomo gdzie co robił w Krakowie i gdzie podążał. Niemniej jednak mając już ok. 58 lat odwiedził Galicję.
Nauczona doświadczeniem pomyślałam: skoro Towarzystwo Kanału Sueskiego było tak ogromnym przedsiębiorstwem, jego archiwum musi gdzieś istnieć.
I istniało.
We francuskim Roubaix.
W aktach Towarzystwa Kanału Suezkiego, przechowywanych we francuskim Archives du Monde du Travail, znajduje się teczka osobowa Stanisława Kozierowskiego. Jej krótki opis inwentarzowy, już daje mi wielką nadzieję.
Stanisław bowiem urodził się 16 kwietnia 1855 r.
Więc moja hipoteza, że urodził się w rodzinie Ignacego poza Kętami w okresie 1853-1860 – jest prawdziwa, co więcej doskonale pasuje do lat edukacji.
Teczka obejmuje lata 1887-1926. Oznacza to, że została założona w roku zatrudnienia Kozierowskiego w firmie, a z racji tego, że w 1924 r. nasz bohater był już na płatnej emeryturze zakładowej, data końcowa kompletowania akt oznacza zapewne datę jego zgonu.
Nie pozostaje więc nic innego, jak postarać się o cyfrową kopię dokumentów. To właśnie w tej niepozornej teczce mogą znajdować się odpowiedzi na pytania, które od wielu dni nie dają mi spokoju: jak wyglądała droga życiowa chłopca wychowanego w Kętach, który został najpierw farmaceutą w Aleksandrii, później wysokim urzędnikiem finansowym Kompanii Kanału Sueskiego, a ostatecznie konsulem honorowym Austro-Węgier w Ismailii.
Być może znajdują się tam życiorys, świadectwa pracy, korespondencja, fotografie, informacje o rodzinie, a może nawet odręcznie napisane podanie o przyjęcie do służby. Tego jeszcze nie wiem. Wiem natomiast, że historia Stanisława Kozierowskiego dopiero zaczyna odsłaniać swoje karty.
Wniosek o wykonanie cyfrowych kopii dokumentów został wysłany.
Teraz pozostaje czekać.
Być może właśnie w tej teczce od ponad stu lat spokojnie leżą odpowiedzi na pytania, które od kilku tygodni nie dają mi spokoju.
I tak na tę chwilę kończy się moje śledztwo. Powrócę do niego po otrzymaniu dokumentacji, choć na razie od kilku dni bez odzewu ze strony archiwum.
A do tego czasu... wracam badawczo do Kęt.
Marta Tylza-Janosz