20/01/2026
Św. Sebastian, którego wspomnienie w Kościele Katolickim przypada na 20 stycznia, towarzyszył mieszkańcom miasta od początków XVII w.
Sebastian, żyjący w III w. w Rzymie, miał zginąć śmiercią męczeńską z polecenia cesarza Dioklecjana. Jako członek straży cesarza upominał władcę za okrutne zabijanie chrześcijan. Ten, jak każdy tyran nieznoszący sprzeciwu, a już na pewno upominania, kazał Sebastiana przywiązać do drzewa rosnącego w polu i zabić strzałami z łuku. Stąd też jego ikonograficzne przedstawienia są tak drastyczne. Młody mężczyzna, skrępowany, stojąc lekko ugięty przy konarze drzewa z wbitymi w ciało licznymi strzałami. Makabra.
Św. Sebastian zajmował ważne miejsce w życiu dawnych ludzi. Jest bowiem remedium na jedną z wielkich kar boskich, jakie spadały na maluczkich. A kary tej nie można było się tak łatwo pozbyć i jej zaradzić, jak na przykład głodowi, ogniowi czy powodzi. Morowe powietrze - jak to powietrze - mogło być wszędzie i dopaść każdego. Pod tą nazwą kryły się epidemie dżumy, które co jakiś czas nawiedzały Kęty, aż zaniknęły w II połowie XVIII w. (dopiero w latach 30-tych XIX w. Europa musiała się zmierzyć z nową chorobą z Azji - cholerą).
Znamy dużo epizodów grasowania morowego powietrza w Kętach, czasami również i ich skutki. Jednak, jak to zawsze bywa, starano się zapobiec tym siejącym strach wydarzeniom. Pomóc miała w tym rzesza świętych mających wspomagać w modlitwach o zdrowie i ochronę przed zarazą, a to św. Roch, św. Rozalia i sam św. Sebastian.
Żeby zobrazować, kiedy i dlaczego wprowadzili się oni do Kęt, musimy cofnąć się do końca XVI w. W roku 1585, w czasie siejącej spustoszenie epidemii dżumy zmarło w Kętach kilkaset osób, w tym 3 księży. Do tego strach był tak wielki, że zaczęły się szerzyć niesłychane historie. Kronikarz kościoła żywieckiego odnotował, że Kęczanie obawiając się, iż po mieścicie grasuje strzygoń - historia jak z wiedźmińskiego świata Sapkowskiego - postanowili go zabić. Otóż miał nim być zmarły na dżumę Wojciech Młynarski. Starym sposobem, by zabić strzygonia, rozkopali grób i odcięli głowę trupowi. Zapewne zgodnie ze starymi przesądami i praktykami magicznymi Młynarski już nie pałętał się po drewnianej mieścinie. Ale Kęczanie nie mogli żyć spokojnie.
Dokładnie sześć lat później Małopolskę, w tym Żywiec, nawiedziła kolejna epidemia. Tym razem Kęty zostały oszczędzone, podobnie jak w 1600 r., kiedy to mór grasował w Zatorze. Mieszkańcy miasta na czele z rajcami i proboszczem Walentym Korabiusem przyrzekli Bogu, że jeżeli oszczędzi miasto to wybudują nowy kościół wotywny. I tak się stało. W roku 1601 w porozumieniu z władzami miasta i proboszczem ówczesny wójt kęcki Jan Jordan darował działkę na budowę świątyni przy ul. Młyńskiej (dziś od wezwania nowego kościoła nosi ona nazwę Wszystkich Świętych).
Nowy, drewniany kościół, utrzymywany przez mieszczan, otrzymał silną reprezentację świętych powierników. Jako głównych patronów wybrano - a jakże - Wszystkich Świętych ! W kupie siła. Do tego dobrano wspomożenie Najświętszej Marii Panny oraz obrońcę przed chorobami i epidemiami - św. Sebastiana. W kościele więc, od wejścia na wprost, w ołtarzu głównym wisiał wspaniały obraz Wszystkich Świętych (dziś można go oglądać w kościele w Międzybrodziu Bialskim), po prawej stronie, na południowej ścianie stał drewniany, pięknie rzeźbiony i pozłacany ołtarz św. Sebastiana z obrazem męczeństwa świętego. Po lewej, na ścianie północnej znajdował się ołtarz Najświętszej Marii Panny.
Obok kościoła założono cmentarz grzebalny parafii, ponieważ ksiądz proboszcz zabiegał, by Kęty miały więcej miejsca na grzebanie zmarłych, gdyby jednak św. Sebastian zawiódł w ochronie.
Sebastian był rezydentem kościoła Wszystkich Świętych do czasów jego zniesienia w 1786 r. Niestety nie wiem co stało się z jego obrazem.
Sprawa epidemii była jednak na tyle poważna, że również w kaplicy św. Jana Kantego w okresie 1658-1708 jeden z dwóch ołtarzy bocznych poświęcono innemu świętemu "prozdrowotnemu"- św. Rochowi.
Ten żyjący w XIV w. we Francji chłopak wyruszył po śmierci swoich rodziców, rozdając wszytko, do Rzymu i tam opiekował się chorymi na dżumę. Sam uzdrawiał, a i zachorowawszy został uzdrowiony. Nic dziwnego, że stał się obok św. Sebastiana pogromcą chorób, w tym przypadku szczególnie właśnie morowego powietrza.
Tym samym wraz z szerzeniem się jego kultu w Polsce, a mając na uwadze wzmocnienie ochrony i zapobiegliwość mieszczan św. Roch trafił do małej, jeszcze nierozbudowanej kaplicy. Tuż pod skrzydła św. Jana Kantego. Nie trwał na posterunku jednak długo. Chyba zawiódł Kęczan, może podczas epidemii w latach 1707-1709, bo już przed 1747 r. jego ołtarz w kaplicy oddano opiekunowi rodzin - św. Józefowi.
W tym czasie jednak w kęckiej farze obawy przed chorobami rozwiewał drugi św. Sebastian. Gdzieś pomiędzy 1732 a 1747 r. wystawiono ołtarz tego męczennika, w którym stanęła jego rzeźba. Po prawej stronie, naprzeciw ambony, tuż obok wejścia do południowej kaplicy. Co mogło być przyczyną nowej "inwestycji" w ochronę zdrowia ? Zapewne pamięć ponad rocznego grasowania dżumy w okresie 1707-1709, kiedy to Kęty zostały objęte blokadą.
Z pewnością była to kara boska, gdyż wcześniej 7 sierpnia 1707 r. podczas Mszy Bractwa Różańca Św. zabrakło wina i ksiądz - o zgrozo ! - przerwał celebrę, śpiewając pieśń "Przyjdzie Panie zginąć, ratunku potrzeba ect.". I dlatego mór wielki nastał w 8 tygodni od tego nieszczęsnego zdarzenia. I zapewne dżuma w Kętach trwałaby krócej, jak w innych miejscach, gdyby nie pobicie księdza. Księdza nie byle jakiego, bo Sebastiana Pyzowica - rezydenta Kościoła pw. Wszystkich Świętych. Kościoła, który, jak pamiętamy, miał sprawczego mieszkańca, do tego imiennika ofiary. Sprawa była o tyle tragiczna, że kapłan został zaatakowany podczas odprawiania Mszy Św. przez swego starszego brata, a proboszcza kęckiego Jana Chryzostoma Pyzowicza. Atak był tak silny, że duchowny okładając młodszego duszpasterza połamał monstrancję. I jakże za to nie miało być kary ?
Dziś w kęckim kościele nie ma już ołtarza św. Sebastiana. Nasza mentalność się zmieniła, a ja nadal nie wiem, co się stało z tym ołtarzem. Wiele ich bowiem zostało zniesionych z racji braku opiekunów i pieniędzy na remonty.
Co więc pozostało w Kętach po świętych chroniących zdrowie ?
I tu niepozorna niespodzianka. Jeszcze do niedawna, na ołtarzu bocznym Najświętszego Serca Pana Jezusa zobaczyć można było, małą rzeźbę słynnego pogromcy dżumy św. Rocha. Pierwotnie jednak nie stała w tym miejscu, lecz w innym ołtarzu. Tak, tak rzeźby w kościele kęckim zmieniają swoje miejsce, a szkoda, wszak wiele mówi to, gdzie nasi przodkowie i w jakim towarzystwie umieszczali poszczególnych świętych i co też chcieli nam przez to powiedzieć...
Ważne!
Ten post jest moim autorskim opracowaniem na podstawie dokumentów archiwalnych i materiałów źródłowych, które zgłębiam od dawna. Jego opracowanie zajęło mi kilka godzin, by wszystko posprawdzać, ustalić fakty i zebrać do kupy. Dlatego jeżeli Ci się podoba, drogi czytelniku, doceń - zostawiając lajka, komentarz lub udostępnij. Będę wdzięczna :)
Marta Tylza-Janosz