31/05/2026
Szczepan Twardoch GWIAZDĄ XII Gali Alei Gwiazd Literatury! Wczorajsza uroczystość na długo zapadnie nam wszystkim w pamięci. Takiego święta literatury nie ma nigdzie indziej w Polsce, a nasza wspaniała konstelacja to marzenie każdego wydawcy i czytelnika. Wielkie gratulacje dla całej ekipy biblioteka_minsk_maz na czele z Panią Dyrektor Katarzyna Pskiet , dla prowadzącej milka_skalska oraz Agnieszka Budnik.
A ja, na tą uroczystość przygotowałem pastisz który prezentuję poniżej :-)
Szanowni Państwo. Ponieważ znajdujemy się dziś w kręgu literatury, to pozwolicie że z góry wyjaśnię że wygłoszony przeze mnie za chwilę pastisz ma na celu wyłącznie złożenie hołdu naszemu dzisiejszemu bohaterowi przeze mnie - jego wiernego czytelnika.
Stoimy tu dzisiaj, na tym zwykłym placu przed naszą Miejską Biblioteką Publiczną. Wokół toczy się normalne, bezwzględne życie. Ktoś niesie siatki z zakupami, ktoś ma błoto na podeszwach i własne, milczące zmęczenie. Mińsk Mazowiecki nie udaje, że jest pępkiem świata. Nie jesteśmy pęczniejącą od własnej ważności Warszawą, ani czarnym, spoconym od węgla i historii Śląskiem znanym z kart powieści naszego dzisiejszego gościa.
Ale mamy tu ten chodnik. I od 2014 roku z żelaznym uporem wtłaczamy w niego twarde, ciężkie gwiazdy. To nasza Aleja Gwiazd Literatury. Jedyne takie miejsce, gdzie literaturę z całą jej arogancją, mrokiem i melancholią wciska się fizycznie w miejską tkankę. Kładziemy ją prosto pod buty przechodniów, bo przecież tam jest jej miejsce – blisko ziemi.
W tym chłodnym kruszcu, po którym na co dzień depczą ludzie, utrwaliliśmy już wielu wyjątkowo wybitnych. Wszyscy wdeptani w ten sam mazowiecki kurz. Czynimy z tego miasta na jeden moment surową stolicę polskiego pisania. A dziś, podczas tej XII Gali, przyszedł czas na Szczepana Twardocha.
Jego literatura sprowadza się ostatecznie do mięsa, krwi, prochu i materii. Do potu ślęczenia nad klawiaturą, do zapachu gęstej farby drukarskiej. Dlatego wmurowanie tego konkretnego nazwiska w naszą mińską kostkę ma w sobie jakąś brutalną, ciężką prawdę. Zderzamy dziś fizjologię jego śląskiej prozy z twardym, mazowieckim brukiem.
Szanowni Państwo. Na koniec i tak wszyscy zrównamy się z ziemią. Ale póki wciąż stoimy na własnych nogach, póki oddychamy tym samym chłodnym powietrzem, niech to nazwisko błyszczy w błocie, kurzu i wiosennym deszczu Mińska Mazowieckiego.