22/08/2026
Bezprawne tamowanie jawności i próba kneblowania kontroli obywatelskiej?, bo Samorządowe Kolegium Odwoławcze nie zostawiło suchej nitki na Arkadiuszu Jaksie
Zastanawiałem się czy mamy do czynienia z Europejskimi ambicjami, ale wschodnim standardem jawności w Powiecie Pabianickim ? , więc sprawę do zbadania otrzymała już Komisja Petycji , może komisja rozwieje moje wątpliwości ?
Całą tę historię krok po kroku, udokumentowaną czarno na białym w urzędowych "papierach", można przedstawić bardzo prosto:
Część I: Sprawa SKO, czyli 32 faktury i urzędowy absurd o „prywatnym hobby”
W państwie prawa granica między rzetelnym informowaniem obywateli a krypto kampanią za publiczne środki musi być ostra jak brzytwa. Dostałem od was kilkanaście sygnałów że coś jest nie tak. Z tego powodu 11 maja 2026 r. złożyłem do wniosek o udostępnienie informacji publicznej, w którym zapytałem:
-Jaki był łączny koszt wykonania i zakupu materiałów promocyjnych opatrzonych imieniem i nazwiskiem Starosty Arkadiusza Jaksy w latach 2024–2026?
-Jaki był cel wykonania i eksponowania wskazanych materiałów promocyjnych?
-Na podstawie jakich zasad, wytycznych, decyzji lub dokumentów przyjęto formę graficzną materiałów, w której imię i nazwisko Starosty stanowi dominujący element przekazu?
-Czy Starostwo Powiatowe w Pabianicach posiada wewnętrzne regulacje, procedury, wytyczne lub zasady dotyczące promocji osób pełniących funkcje publiczne przy wykorzystaniu środków publicznych?
Ostateczna odpowiedź Starosty (Decyzja Nr 1/2026 z 7 lipca 2026 r.) to był w mojej ocenie podręcznikowy przykład urzędniczego uniku i stosowania tzw, efektu mrożącego. Wniosek odrzucono. Co więcej, uważałem że w toku urzędowej polemiki posunięto się do absurdalnego argumentu, że moje zapytanie nie ma istotnego znaczenia dla interesu społecznego, a cała inicjatywa wynika niemal z mojego „prywatnego hobby”. Urząd uznał też, że wyliczenie tych kosztów to rzekomo „informacja przetworzona”, a jej przygotowanie wymagałoby niewspółmiernego nakładu pracy, co mogłoby sparaliżować normalne funkcjonowanie instytucji… serio.
Zawiadomiłem o sprawie , a 20 lipca dostarczyłem do Starostwa moje odwołanie i sprawa trafiła do Samorządowego Kolegium Odwoławczego w Łodzi. Decyzja SKO z 4 sierpnia 2026 r. (sygn. SKO.4103.207.2026 całość, 10 stron znajduje się w komentarzach pod postem) wydaje się dla Starosty po prostu miażdżąca. SKO w całości uchyliło jego decyzję, punktując krok po kroku prawne i logiczne nadużycia:
-SKO ustaliło, że wniosek dotyczył zaledwie 32 faktur. Kolegium jednoznacznie orzekło, że wyselekcjonowanie i zsumowanie danych z 32 dokumentów księgowych to zwykła, rutynowa czynność analityczna urzędnika, a nie proces tworzenia jakościowo nowej informacji.
-W ocenie organu odwoławczego, urząd nie przedstawił absolutnie żadnych dowodów na to, że obsługa tych kilkudziesięciu faktur mogłaby jakkolwiek zakłócić pracę instytucji. Argumentacja Starosty została uznana za całkowicie bezpodstawną.
-SKO wytknęło Staroście złamanie fundamentalnych zasad Kodeksu postępowania administracyjnego (m.in. art. 7, art. 77 § 1 oraz art. 80 k.p.a.).
-Kolegium przypomniało (powołując się na utrwalone orzecznictwo WSA i NSA), że pochopne uznawanie informacji za „przetworzoną” stanowi bezzasadną próbę ograniczania konstytucyjnego prawa obywatela do kontroli wydatków publicznych (art. 61 Konstytucji RP).
Wnioski chyba są jednoznaczne: próbowano zamknąć mi usta, zasłaniając się mitem o rzekomym paraliżu urzędu i kwestionując społeczny wagę sprawy.
Urząd został teraz związany oceną prawną SKO i musi ponownie rozpatrzyć mój wniosek. Ale skoro podliczenie zaledwie 32 faktur oraz wyjaśnienie, dlaczego nazwisko włodarza dominuje w materiałach promocyjnych, wywołuje w urzędzie tak paniczny strach, to co władza próbuje przed nami ukryć?
Cześć II: 650 tysięcy złotych za system, w którym rzecznik nie zna definicji „komunikacji”
Sprawa kosztów materiałów z nazwiskiem Starosty to nie wszystko. Z wcześniejszych zapytań o dostęp do informacji publicznej wynika, że Powiat Pabianicki wydał na komunikację medialną tylko za 2025 rok 649 813,35 zł.
Ustalenie tych, wydawałoby się, prostych danych finansowych zajęło mi aż 5 miesięcy i wymagało złożenia serii pięciu kolejnych wniosków (sygn. OR.1431.03.2026, OR.1431.26.2026, OR.1431.29.2026, OR.1431.42.2026, OR.1431.68.2026).
Dlaczego musiałem toczyć z urzędem tak wyniszczającą batalię o każdy skrawek papieru? Z dokumentacji i urzędowej zwłoki - w mojej opinii wyraźnie wynikało, że Biuro Rzecznika Prasowego miało ogromny problem z precyzyjną definicją i wskazaniem, czym w ogóle jest „komunikacja medialna”. Urząd rozdzielał pojęcia, dawkował dane i mnożył problemy tam, gdzie profesjonaliści działają od ręki. Serio, proste pytanie o komunikację medialną w biurze rzecznika prasowego sprawiło tyle problemów…
Aby to obnażyć, wystarczy spojrzeć na administrację rządową. Złożyłem analogiczny wniosek, w tym samym dniu do Tam nikt nie miał najmniejszego problemu z definicją "komunikacji medialnej". Otrzymałem wyczerpujące, pełne informacje (w tym dziesiątki umów, setki faktur, wyszczególnienie kosztów itd) wręcz przed ustawowym terminem. Jedna odpowiedź, jedno pismo z Kancelarii Premiera i kilka maili z uwagi na ilość załączników z dokumentami. Sprawa załatwiona bez problemu.
Tymczasem w Pabianicach, przy ułamku tej skali, urzędnicy Starostwa Powiatowego potrzebowali 5 miesięcy, pięciu wniosków i całej batalii, żeby policzyć własne wydatki…
Widząc powtarzające się problemy i konieczność złożenia aż pięciu odrębnych wniosków, by wydobyć podstawowe dane finansowe, 23 czerwca 2026 r. skierowałem do Starosty Arkadiusza Jaksy oficjalne pismo. Zasugerowałem w nim braki kompetencyjne rzecznika prasowego w definiowaniu zadań komunikacyjnych i stanowczo zażądałem objęcia całego procesu udzielania informacji publicznej w urzędzie osobistym nadzorem Starosty. Wykazałem, że obecna ścieżka wydobywania danych, przypominająca drogę przez mękę, jest dla obywateli po prostu nieakceptowalna.
W piśmie tym zwróciłem uwagę na poważne trudności merytoryczne Biura Rzecznika w definiowaniu zadań komunikacji medialnej i wskazałem konkretne rozwiązanie. Zażądałem, aby urząd niezwłocznie podniósł standardy i zadbał o właściwe merytoryczne przygotowanie kadr odpowiedzialnych za kontakt z mieszkańcami.
No i ... do dziś Starosta nie odpowiedział na to pismo. Milczy... może inicjatywa społeczna zadając niewygodne pytania zasługuje tylko na milczenie lub deprecjonowanie jej istoty dla lokalnej demokracji przez urzędników?. Przecież jawność i transparentność wydatków publicznych powinny być dla każdego włodarza bezwzględnym priorytetem, a nie niewygodnym kłopotem.
Dlaczego tak jest? - nie wiem, może ktoś z Was wie?
Cześć III: Jak obsadzono fotel rzecznika?
Odpowiedź na wniosek o dostęp do informacji publicznej że Starostwa (sygn. OR.1431.26.2026) mówi mi coś więcej. W 2024 roku przeprowadzono aż cztery nieudane nabory na stanowisko Rzecznika Prasowego. Przez 5 miesięcy gabinet świecił pustkami.
Zamiast otworzyć urząd na rynek, przeprowadzić wolnorynkową rekrutację i zatrudnić za pieniądze obywateli niezależnego eksperta z branży, to zastosowano tryb awansu wewnętrznego (art. 20 ustawy o pracownikach samorządowych). Obsadzono stanowisko lokalnym działaczem . Czy ma odpowiednie kwalifikacje, doświadczenie i wykształcenie do piastowania tego stanowiska - tego nie wiem.
Dlatego warto postawić otwarte pytanie: czy łańcuch czterech nieudanych konkursów i późniejszy bardzo szybki awans partyjnego działacza na to stanowisko to jedynie nieszczęśliwy zbieg okoliczności? Czy może mamy do czynienia z układem, w którym stanowisko rzecznika, poniekąd przekształcone w „event-managera” realizującego dziesiątki zadań, służy bardziej wizerunkowej promocji lokalnych władz niż rzetelnej, otwartej komunikacji z mieszkańcami?
Warto w tym miejscu zapytać czy ktoś z was widział Pana rzecznika udzielającego wywiadów czy komunikującego się w mediach społecznościowych Starostwa z mieszkańcami?
Cześć IV: Będzie ciąg dalszy !
Sprawa ta, wraz z kompletem kopii urzędowych dokumentów, została już oficjalnie złożona jako petycja do , a w dniu 21-08-2026 otrzymałem email potwierdzający jej dostarczenie. Zatytułowana jest: Systemic breach of public access to information and transparency standards by local authorities in Poland. Teraz oczekuje na dalszy bieg, merytoryczne rozpatrzenie i mam nadzieję przyjęcie bez zastrzeżeń czy wymaganych poprawek
Będzie to druga petycja Inicjatywy do Parlamentu Europejskiego. Pierwsza opierająca się na przykładzie z zatytułowana: Potential chilling effect on civic oversight and access to public information at local level in Poland - została już przeanalizowana pod względem formalnym, i w całości przyjęta przez Parlament Europejski w maju tego roku
Ta sprawa zostanie również szeroko opisana w nadchodzącym Raporcie Społecznym Inicjatywy o standardzie jawności
Prawo do informacji publicznej to nie jest urzędnicza łaska, lecz nasz konstytucyjny fundament (art. 61 Konstytucji RP). Kiedy jednak jako obywatel, czy jako koordynator Inicjatywy Społecznej zaczynam pytać mi.in. gdzie kończy się promocja powiatu, a zaczyna budowanie prywatnego wizerunku władzy za publiczne pieniądze, urzędnicza machina stawia twardy opór.
Dziś, po wygranej przed , przedstawiłem dowody na systemowy kryzys transparentności w Powiat Pabianicki. W mojej ocenie kierowany przez Starostę Arkadiusza Jaksę urząd właśnie oblał egzamin z jawności. Niestety...
Cześć V: Europoseł - może lepiej nie...
Zestawiając to z faktem, że Arkadiusz Jaksa niedawno aspirował do mandatu Europosła, osobiście uważam, że to prawdziwa ulga dla standardów życia publicznego, iż ostatecznie tam nie trafił, bo Unia Europejska, opiera się na fundamentach, które w Pabianicach zdają się być nieznane.
Wspólnota promuje koncepcję otwartego rządu. Zgodnie z art. 10 i 11 Traktatu o Unii Europejskiej, decyzje muszą być podejmowane w sposób „jak najbardziej otwarty i zbliżony do obywatela”, a instytucje mają obowiązek umożliwiać nam realną kontrolę i publiczną wymianę poglądów. UE wdraża dyrektywy, które nakazują urzędom udostępnianie informacji publicznych w sposób przejrzysty, bezpłatny i dostępny, żeby obywatel mógł faktycznie sprawdzać, na co idą jego pieniądze.
Tymczasem w Pabianicach wniosek o jawność, który zawierał niewygodne pytanie o wydatki, potraktowany został jak zamach na dobre samopoczucie władzy. Walka o podstawowe zestawienie 32 faktur skończyła się batalią przed SKO i absurdalnym zarzutem, że kontrola społeczna to tylko moje „prywatne hobby”...
Różnica jak widać jest drastyczna: w Europie dostęp do informacji to fundament demokracji, w Pabianicach zobaczyłem urzędniczy problem, który rzekomo „paraliżuje pracę instytucji” kiedy tylko pytania są niewygodne. Jeśli wygląda na to że włodarz nie potrafi zrozumieć standardów, które w UE są codziennością od lat, to jak chciałby reprezentować nas w Parlamencie Europejskim?