04/08/2026
PASŁĘK, KTÓREGO JUŻ NIE MA #2
Kiedy podwórko było całym światem
Dzisiaj pieczołowicie pielęgnuję przyblokowe krzaki, strzygę trawkę, sadzę kwiatki i denerwuję się, gdy pies rozkopie klomb albo zostawi niespodziankę na trawniku.
Dobrze, że za czasów mojego dzieciństwa nie było takich zielonych maniaków jak ja dzisiaj, bo pewnie zeszliby na zawał, widząc, co nasza podwórkowa banda robiła z efektami ich pracy.
Dziś rodzice często muszą negocjować z dziećmi, żeby oderwały się od smartfonów i wyszły z domu. Nas trzeba było siłą i podstępem ściągać z podwórka. Strach było iść do domu na kolację, bo nigdy nie było pewności, czy mama pozwoli jeszcze wrócić do kolegów.
Krzaki wokół bloku były naszym światem. Budowało się w nich bazy, kryjówki i tory przeszkód. Niejednemu przy tej okazji wbił się w tyłek kolec z ałyczy, ale przecież nikt z tego powodu nie ogłaszał końca zabawy.
Podwórko było areną najróżniejszych „sportów”⚽.
Na chodniku rysowało się „chłopka”, przez innych nazywanego klasami. W innym miejscu była arena do gry w noża. Dziewczyny grały w gumę, a czasem, z powodu chwilowego braku towarzystwa, i mnie zdarzało się w tej gumie postać. Były kwadraty, był trzepak, który choć dziś znacznie rzadziej, nadal czasem służy dziecięcym małpim figlom.
Czasami od okna mojego małego pokoju do trzepaka była rozpięta linka, która robiła za siatkę. I nikomu nie przeszkadzało, że była tylko jedna linka, a nie cała siatka jak na boisku. Wtedy jeszcze dużo się czytało, więc z wyobraźnią nie było problemu. Wystarczyło umówić się, że to siatka ...... i była siatką😂.
Był też czas Wyścigu Pokoju. Wtedy wokół bloku wiła się kapslowa trasa kolarska. Kapsle stawały się zawodnikami, chodnik trasą, a zwykłe podwórko wielkim sportowym wydarzeniem 🚲.
Podwórko cichło tylko na chwilę, mniej więcej w okolicach telewizyjnej Wieczorynki. Potem znów, do późnego wieczora, stawało się areną krzyków, śmiechu i dzikich ryków. Do dziś nie wiem, jak ówcześni „starzy” to znosili.
Pod oknami naszego mieszkania stała ławka. Wieczorami zmieniała się w miejsce ważnych debat, opowieści i podwórkowej dyplomacji. Czasem dopiero kubeł zimnej wody wylany z któregoś piętra był w stanie rozpędzić towarzystwo do domów.
Tamte podwórka były przeorane wzdłuż i wszerz. Krzaki, trawniki, chodniki, trzepaki i ławki miały swoje funkcje, choć nikt ich nie projektował w żadnym programie rewitalizacji.
A dziś? Dziś rozczulam się nad rozkopanym klombem, wściekam na wypaloną trawę, walczę z mszycami i mrówkami na ałyczy, a kiedy kosiarka ochlapie mnie psią niespodzianką, to moja miłość do zwierząt przechodzi poważną próbę.
I może właśnie dlatego tak dobrze pamiętam tamten świat.
Bo podwórko nie było wtedy dodatkiem do bloku.
Było całym światem.