15/07/2026
Wykorzystanie przewagi informacyjnej zawsze budzi pytania o przejrzystość i równe zasady. Dlatego takie sprawy warto wyjaśniać w oparciu o fakty.
Czas z czasem, czasami przynosi prawdę. Niektóre sprawy wymagają po prostu cierpliwości.
Czy na majątku gminy można się legalnie wzbogacić?
To pytanie może brzmieć prowokacyjnie. Ale warto je zadać. Nie po to, aby kogokolwiek oskarżać, lecz aby zastanowić się nad tym, gdzie przebiega granica między legalnością a standardami uczciwego gospodarowania majątkiem publicznym.
Samorządy sprzedają nieruchomości od wielu lat. Mieszkania, lokale użytkowe, działki czy kamienice trafiają na rynek zgodnie z obowiązującymi przepisami. Organizowane są przetargi, publikowane ogłoszenia, sporządzane operaty szacunkowe. Na pierwszy rzut oka wszystko odbywa się zgodnie z prawem.
Czy to oznacza, że nie ma żadnego problemu Niekoniecznie.
Wyobraźmy sobie sytuację, w której gmina sprzedaje lokale znajdujące się w jednej kamienicy. Pierwszy lokal zostaje nabyty w otwartym przetargu. Zwycięzcą zostaje osoba związana z lokalnym środowiskiem władzy albo pracownik urzędu. Sam fakt zakupu nie jest niczym nagannym. Każdy obywatel ma przecież prawo uczestniczyć w przetargu, o ile przepisy nie stanowią inaczej.
Pytania pojawiają się dopiero później. Co, jeśli kolejne lokale są sprzedawane w sposób, który w praktyce znacząco ogranicza krąg potencjalnych nabywców? Co, jeśli dzięki wcześniejszemu nabyciu jednego mieszkania dana osoba uzyskuje przewagę przy zakupie następnych? Co, jeśli w efekcie jedna osoba staje się właścicielem kilku lokali, które po remoncie przynoszą znaczny zysk?
Czy jest to nielegalne Niekoniecznie.Czy może budzić wątpliwości? Zdecydowanie tak.
Problem często nie polega na naruszeniu przepisów. Znacznie częściej dotyczy wykorzystania przewagi informacyjnej, znajomości procedur lub okoliczności, które – choć zgodne z literą prawa – mogą sprawiać wrażenie, że nie wszyscy uczestnicy rynku mają rzeczywiście równe szanse.
Nie można również zapominać, że ogłoszenia o sprzedaży nieruchomości najczęściej publikowane są w Biuletynie Informacji Publicznej. Formalnie są więc dostępne dla każdego.
W praktyce jednak niewielu mieszkańców regularnie śledzi takie publikacje. To powoduje, że część przetargów cieszy się bardzo małym zainteresowaniem, a kolejne postępowania mogą odbywać się przy obniżonej cenie wywoławczej. Sam ten mechanizm jest przewidziany przez przepisy i nie stanowi nieprawidłowości.
Dlatego prawdziwe pytanie brzmi nie: czy wszystko odbyło się zgodnie z prawem, lecz: czy majątek publiczny został sprzedany w sposób, który buduje zaufanie mieszkańców do samorządu?
Osoby pełniące funkcje publiczne oraz pracownicy samorządowi powinni pamiętać, że zaufanie społeczne buduje się nie tylko poprzez przestrzeganie przepisów, ale również przez unikanie sytuacji mogących rodzić podejrzenia o konflikt interesów lub wykorzystywanie swojej pozycji. Czasami bowiem największym problemem nie jest korupcja ani łamanie prawa.
Największym problemem jest sytuacja, w której wszystko wygląda legalnie, a mimo to mieszkańcy pozostają z przekonaniem, że „zwykły człowiek i tak nie miał żadnych szans”.
A dla samorządu utrata zaufania bywa znacznie bardziej kosztowna niż sprzedaż jednej czy kilku nieruchomości.
A jak wygląda to w Waszych gminach? Czy spotkaliście się z sytuacjami, które – choć zgodne z przepisami – budziły wątpliwości co do przejrzystości gospodarowania majątkiem publicznym? Zachęcam do merytorycznej dyskusji i dzielenia się doświadczeniami, pamiętając o nieformułowaniu niepotwierdzonych zarzutów wobec konkretnych osób czy instytucji.
Postaw kawę autorowi. Stać Cię 😀😀 Espresso tylko 10 zł. Kliknij w link buycoffee.to/urzedniczo-samorzadowe-pogaduchy