07/09/2026
Gmina nic nie może, a inwestor może wszystko. Tak wyglądała rozmowa o data center przed kamerami TVP3 Warszawa
Dziś w Piasecznie nagrywano program „Reagujemy” TVP3. Tematem była budowana właśnie serwerownia, a przed kamerami stanęli mieszkańcy, wiceburmistrz Robert Widz i prezes PWiK.
Mieszkańcy mówili o hałasie, o wodzie, o ryzykach i o spadku wartości nieruchomości, ale przede wszystkim o tym, że nikt ich o zdanie nie zapytał.
Z odpowiedzi urzędu wybrzmiał jeden przekaz. Gmina nie ma narzędzi, gmina nie mogła, gmina nie może. Do samych problemów podniesionych przez mieszkańców praktycznie się nie odniesiono.
Pytania mieszkańców były konkretne
Nie było w nich ani hasła, ani ideologii. Był hałas obiektu pracującego całą dobę, tuż obok domów, w których ludzie próbują spać przy otwartym oknie. Było zaopatrzenie w wodę w gminie, która tego lata prosiła mieszkańców o ograniczenie podlewania ogrodów. Były ryzyka związane z pracą tak dużego zakładu w zurbanizowanej części miasta. Była wartość nieruchomości, czyli dorobek życia i kredyt na kolejne dwadzieścia lat.
I był wątek, który wracał najczęściej. Dlaczego o inwestycji tej skali mieszkańcy dowiedzieli się wtedy, gdy na działce ruszyły już prace.
Te pytania padają w Piasecznie od miesięcy. Zmieniają się tylko sale, w których je zadajemy.
Odpowiedź brzmiała: nie mamy narzędzi
To, co uderzało najbardziej, to sposób, w jaki urząd rozmawiał z ludźmi.
Zamiast odniesienia się do hałasu, do wody, do ryzyk i do wartości nieruchomości, mieszkańcy usłyszeli wykład o granicach kompetencji. Że przepisy takie, że procedura taka, że decyzja zapadła, że gmina w tej sprawie niewiele może.
Rozumiemy, że urząd działa w ramach prawa. Tyle że mieszkaniec, który pyta o poziom hałasu w porze nocnej, nie dostał odpowiedzi o hałasie. Dostał odpowiedź o tym, że gmina nie jest od tego, żeby odpowiadać.
Niemoc powtarzana jako główny argument przestaje być wyjaśnieniem. Staje się linią obrony.
Czyim przedstawicielem jest burmistrz
Mieszkańcy powiedzieli to na nagraniu wprost i było to najmocniejsze zdanie całego spotkania.
Burmistrz jest przedstawicielem mieszkańców. Dostał od nich mandat i to oni są jego mocodawcą. Tymczasem w tej sprawie zachowuje się jak rzecznik inwestora albo jak obserwator, który przygląda się z boku i relacjonuje przebieg zdarzeń.
Trudno się z tym nie zgodzić. Przez cały czas trwania tej sprawy to nie urząd zbierał dokumenty, liczył agregaty i publikował dane. Robili to sami mieszkańcy, po godzinach i za własne pieniądze.
Gmina włączyła się dopiero wtedy, gdy zrobiło się głośno w mediach. Najpierw decyzja, potem publikacje, na końcu komunikat, że wszystko odbyło się zgodnie z przepisami. Kolejność za każdym razem ta sama, a mieszkaniec zawsze na jej końcu.
Dlaczego warto obejrzeć ten materiał
Nie dlatego, że powiedziano tam coś nowego o samej inwestycji. Dlatego, że widać w nim, jak wygląda rozmowa władzy z mieszkańcami, kiedy po jednej stronie są konkretne pytania, a po drugiej gotowa lista powodów, dla których nie da się na nie odpowiedzieć.
Warto to zobaczyć i wyrobić sobie własne zdanie.
Link do materiału w komentarzu.