Centrum Tradycji Strażackiej i Historii Wsi w Rudnikach

Centrum Tradycji Strażackiej i Historii Wsi w Rudnikach Centrum Tradycji Strażackiej i Historii Wsi w Rudnikach - miejsce nawiązujące do historii regionu

KLASYCZNA MOTORYZACJA W RUDNIKACHRajd Starych Tłoków, to coroczne święto miłośników klasycznej motoryzacji organizowane ...
01/06/2026

KLASYCZNA MOTORYZACJA W RUDNIKACH

Rajd Starych Tłoków, to coroczne święto miłośników klasycznej motoryzacji organizowane przez Stowarzyszenie Pojazdów Zabytkowych „Stare Tłoki”, które ma swoją siedzibę w Zelawie, w województwie łódzkim. Wydarzenie organizowane w tym roku po raz czwarty, przyciągnęło wielu pasjonatów starych samochodów, motocykli oraz innych zabytkowych pojazdów.

Impreza stanowi wyjątkową okazję do obejrzenia motoryzacyjnych „perełek” – od klasycznych aut z minionych dekad, przez kultowe polskie samochody osobowe lat PRL, aż po rzadkie motocykle, których nie spotyka się na co dzień na drogach. Z założenia rajd nie jest w żaden sposób rywalizacją na czas, lecz pełną zagadek motoryzacyjną przygodą, której towarzyszą barwne przebrania i doskonały nastrój. Jednym z punktów postojowych na mapie tegorocznego rajdu było również Centrum Tradycji Strażackiej i Historii Wsi w Rudnikach. Uczestnicy meli w nim okazję przeżyć niezapomnianą podróż w czasie oraz podzielić się nostalgicznymi wspomnieniami czasów, być może niezbyt doskonałych, ale posiadających swój miły koloryt dnia codziennego i niecodziennego, gdy stawaliśmy się posiadaczami samochodu. Czasami pierwszego w historii rodziny.
Wizyta uczestników Rajdu Starych Tłoków w Rudnikach była nie tylko doskonałą okazją do obejrzenia wyjątkowych pojazdów, ale również dała możliwość spotkania lokalnych pasjonatów motoryzacji, wymiany doświadczeń oraz poznania historii tych jakże nietypowych egzemplarzy.

Bardzo dziękujemy za pomoc przy organizacji pobytu uczestników zlotu w Rudnikach harcerzom z 29 Szczepu "Barwne Iskry" im. Janusza Korczaka.

Zdjęcia: Daniel Kucharski

HISTORIA DZIADKAMICHAŁA MRUGAŁYJednak mimo burz świat w maju jest „uptaszony”, śpiewa tysiącem odgłosów. Lasy, ogrody, n...
26/05/2026

HISTORIA DZIADKA
MICHAŁA MRUGAŁY

Jednak mimo burz świat w maju jest „uptaszony”, śpiewa tysiącem odgłosów. Lasy, ogrody, nawet wolne przestrzenie między płotami, rozbrzmiewają głosem ptaków. Umajony maj jest zielony – zielenią młodziutką, przepiękną i delikatną. Chwila spokoju, ale tylko pozorna. Bywały bowiem dni, że drzwi do domu nie zamykały się od świtu do późnego wieczora. I tak miesiąc za miesiącem, rok za rokiem. Jeden wchodził, drugi wychodził. A, że licho nie śpi, to i ludzie przychodzili z różnymi dolegliwościami. Czasem iść nie potrafili z wybitymi dyskami, a wychodzili zdrowi.

Trwała I wojna światowa, kiedy los postawił na drodze Michała Mrugały dobrego człowieka. Rosyjski lekarz, zdolny i oddany swojej pracy ortopeda, widząc w nim wybitne zdolności, wysłał go do szkoły medycznej, do której uczęszczał 2 lata. I pewnie zostałby w Uchta – mieście w europejskiej części Rosji dłużej, gdyby na prośbę rodziców, z powodu głuchoniemego brata, postanowił zawrócić z dotychczasowej drogi. Do rodzinnego domu w Żytniowie wracał piechotą. Z talarami w kieszeni szedł miesiąc może dłużej, któż to dzisiaj wie. Swoje umiejętności zaczął ujawniać już w czasie II wojny światowej, kiedy w rodzinne strony weszli Niemcy i dostęp do lekarzy był bardzo ograniczony, jak nie znikomy. Jako sołtys Jelonek, w których zamieszkał po ślubie, mógł również mieć dostęp do zbadania ciężkich, jednak z medycznego punktu widzenia – ciekawych przypadków garba. A ta „ludzka przypadłość” jeszcze bardzie udoskonaliła jego wiedzę o ludzkiej anatomii, stając się niemal jego specjalizacją.

Swoista sława przychodziła w cichości i skromności. „Pacjenci” przyjeżdżali z różnych zakamarków Polski, a nawet ze Szwecji czy z Danii. Specjalizował się w „nastawianiach” i składaniach kości oraz masażach. Wierzył, że dzięki systematycznej pracy, można było „wyprowadzić” prawie każdy przypadek. Czasem trwało to nawet 2 lata. W tym czasie „pacjent” pomieszkiwał u niego „kątem”. Ciasno było, ale masował osobę tak długo, dopóki nie wyprostował kręgosłupa. Bywało również, że przyjezdni wynajmując pokój „na wsi”, przychodzili na regularne masaże. Cechował go ponadprzeciętny rentgen w dłoniach. Nikt nie wiedział, jak to robił. Po prostu dotknął palcami – i wszystko wiedział. Wyczuł, szturchnął, naciągnął… i naprawione. Tak po prostu. Nie dawał żadnych lekarstw, nie przemierzał pól wzdłuż i wszerz w poszukiwaniu ziół leczniczych. Wystarczyła ta niewytłumaczalna boska zdolność do wyczucia nieprawidłowości poparta dużą dawką medycznej wiedzy pochodzącej ze szkoły, której nigdy nie ukończył.

Oczywiście wszelakie bolączki zdarzały się i dzieciom, również tym „domowym”. Wiosenny dzień. Mała dziewczynka w pogoni za bratem, nim się spostrzegła znalazła się na wysokiej gałęzi wierzby. Jak szybko tam weszła, tak szybko spadła. Jak leciała w dół, to nie myślała, że sobie coś zrobi, tylko... żeby nie wpaść do stawu, kijankom na pożarcie. W domu ani żywego ducha, bo wszyscy w kościele. Postanawiając ratować się jak dziadek - coś tam pociągnęła, zakwiliła, posmarowała rękę smalcem, zawinęła rękę babcinymi szmatami i dopiero wtedy pobiegła za stodołę płakać... Dziadek jak to dziadek, wyczuł, nastawił, zaaplikował „klepki”, sprawdzając co chwila, aby nic złego się nie działo. A kiedy przyszedł właściwy czas puścił jak wróbelka na pole, mówiąc: „Idź latać. Tylko nie zepsuj”.

Źródło: Danuta Pawlaczyk.

Opracowała: Marlena Iwańska (GOKSiR w Rudnikach)

W duchu prawdziwej integracji międzypokoleniowej uczniowie klasy V z PSP w Żytniowie mieli dzisiaj okazję zarówno zwiedz...
26/05/2026

W duchu prawdziwej integracji międzypokoleniowej uczniowie klasy V z PSP w Żytniowie mieli dzisiaj okazję zarówno zwiedzić Centrum Tradycji Strażackiej i Historii Wsi w Rudnikach jak i uczestniczyć w zajęciach Kreatywnej Strefy Seniora. Oprócz ciekawostek związanych z historią regionu jak i samej miejscowości Żytniów, dzieci mogły wykonać florystyczny upominek dla swoich mam z okazji ich wyjątkowego święta.

Kolejną grupą, która dziś odwiedziła naszą izbę tradycji w ramach lekcji muzealnej to klasa V z PSP w Rudnikach.

Serdecznie dziękujemy za odwiedziny i zapraszamy ponownie!

LEKCJA PLASTYKIW CENTRUM TRADYCJI STRAŻACKIEJI HISTORII WSIDziś w Izbie Tradycji mieliśmy przyjemność gościć przesympaty...
08/05/2026

LEKCJA PLASTYKI
W CENTRUM TRADYCJI STRAŻACKIEJ
I HISTORII WSI

Dziś w Izbie Tradycji mieliśmy przyjemność gościć przesympatyczną grupę pierwszoklasistów z PSP w Rudnikach. Pełni uśmiechu i w duchu ciekawostek dotyczących historii pochodzenia niektórych przedmiotów wykorzystywanych w przeszłości, postanowiliśmy „przenieść” eksponaty na papier, doskonaląc umiejętność malowania martwej natury. Ta bardzo wdzięczna dziedzina sztuki malarskiej polega na przedstawieniu przedmiotów codziennego użytku w sposób artystyczny i realistyczny. Doskonale rozwija umiejętność obserwacji, kompozycji oraz gwarantuje wspólną integrację i prostą radość z procesu tworzenia.

Dziękujemy za wizytę i zapraszamy ponownie!

NIECH SIĘ ŚWIĘCI 1 MAJAPod takim propagandowym hasłem cała PRL odchodziła Międzynarodowy Dzień Solidarności Ludzi Pracy,...
01/05/2026

NIECH SIĘ ŚWIĘCI 1 MAJA

Pod takim propagandowym hasłem cała PRL odchodziła Międzynarodowy Dzień Solidarności Ludzi Pracy, czyli Święto Pracy. Białe podkolanówki, pepegi pastą do zębów wyczyszczone, plisowana spódniczka, biała bluzka. Elegancja w esencji.

Jak Polska długa i szeroka przygotowania zaczynały się już na kilka dni przed. Należało przystroić okna, zwłaszcza te, które wychodziły na ulicę. Nie wystarczyło wywiesić flagę, którą niejednokrotnie trzeba było samemu sobie uszyć. Spore wyzwanie przed świętem z deficytem czerwonego materiału w sklepach, a też czasy, kiedy wszystkie sklepy miały nazwiska lub imiona. Do jednych po jedno, do drugich po lizaka kogutka. W oknach wycięte „gołąbki pokoju” lub przyklejone kwiaty. Wszystkie dekoracje musiały być przemyślane i starannie wykonane. Biało – czerwone chorągiewki na drewnianym patyczku, były wręcz obowiązkowe. Poczta Polska przygotowywała okolicznościowe znaczki pocztowe, a w klapach maszerujących pojawiały się przypinki.

Trybuna na przyczepie. Składana specjalnie na tę okazję, chociaż tych młodszych uczestników pochodu mało obchodziło, kto na niej siedział. Kiedy nową szkołę „oddano” w 1958 r. znalazł się na tyłach i idealny na nią plac. W szkole apel i zbiórka. Wszyscy albo w harcerskich mundurkach albo w biało – granatowych strojach. Na stopach juniorki, które w czasach PRL – u mimo, że uważane za obuwie profilaktyczne korygujące koślawość – szkodziły dzieciom bez wad postawy, wciąż stanowiły szkolne obuwie obowiązkowe. Formowano szyk i kolejno szkołami z całej gminy Rudniki, które były przywiezione ciągnikami z udekorowanymi specjalnie na tę okoliczność przyczepami. Wraz wychowawcami wszyscy stali zwarci i gotowi na wymarsz. Na placu przywitanie gości, przemowy oddające hołd ludziom pracy, brawa i niekończące się wiwaty, po czym następowało sprawne formowanie wcześniej zaplanowanego pochodu, w którym uczestniczyli również przedstawiciele Ochotniczej Straży Pożarnej i w efekcie, wymarsz z placu szkolnego. 1 – majowy ceremoniał było widowiskiem zaplanowanym z ogromnym rozmachem stanowiąc jeden z najbardziej widowiskowych wydarzeń w kalendarzu państwowym. Rozśpiewany i radosny pochód docierał do okolic domu pana Zachy, by tam zawrócić i ponownie ulicą Częstochowską wrócić na szkolny plac, gdzie wszyscy witali się oklaskami a na uczestników czekało sporo atrakcji.

Po części artystycznej, w której wybrzmiewało wiele patriotycznych nut, można było odsłuchać również wiersza, pt. „Pochód” Władysława Broniewskiego w wykonaniu Jana Stasiaka. Po części artystycznej mała potańcówka, no i oczywiście penetrowanie stoisk gastronomicznych, gdzie GS oferował, między innymi: kiełbaski, oranżadę i inne napoje orzeźwiające... ale i najlepsze na świecie lody Bambino w czekoladzie i na patyku. Był to niewątpliwie rarytas i przyznać trzeba, że wielu uczniów, głównie dlatego tak chętnie brało udział w pochodach. Do domu wracało się więc w dobrym nastroju i oczekiwało na powrót rodziców. Wielu z uczestników pochodu pracowało w dużych zakładach pracy w ościennych miejscowościach i obecność pracowników była niepisanym obowiązkiem. Na własny samochód mało kto mógł sobie pozwolić, więc podróż „ogóreczkiem” była standardem. Nawet, jeżeli obchody przy dobrej pogodzie trwały do 3 godzin, to rodzice wracali do domu bardzo późnym popołudniem. Zdarzały się również pochody, podczas których wiatr zsuwał podkolanówki po połowy łydek a śnieg malował na skórze dodatkowe wzory, jednak święcić dzień trzeba było tak czy siak.

Ten wyjątkowy dzień stwarzał również okazję do wspólnej integracji, zwłaszcza, jeżeli było się zagorzałym sportowym kibicem. Pewnego dnia postanowiono zatroszczyć się o wolny plac dzisiejszego miejsca przesiadkowego w Rudnikach, urządzając na nim pełnowymiarowe boisko do piłki nożnej. I tak też się stało, tylko dzień przed Świętem Pracy powstał problem, gdyż okazało się, że nie było bramek, ani drzewa na bramki… Poratował Józef Kasprzycki, Zbigniew Duda zrobił obróbkę drewna i tak wspólnymi siłami bramki zostały wkopane, jedna od strony szkoły a druga od strony pawilonów. Jedynym wyzwaniem w tej sytuacji mogła stanowić tylko glina w podłożu, jednak piłkarze szybko o niej zapomnieli. Stanisław Idasiak wyrównał grunt ciągnikiem Ursus 28 i punktualnie o godzinie 15.00 wybrzmiał pierwszy gwizdek meczu LZS Rudniki – LZS Żytniów.

A późnym popołudniem na podwórku był jeszcze czas, żeby wytyczyć trasy do gry w kapsle na murku, wypić butelkę oranżady i przygotować się na jutrzejszy powrót do pracy w poczuciu, że brało się udział w czymś ważnym i wyjątkowym.

Opracowała: Marlena Iwańska (GOKSiR w Rudnikach)
Źródło: Ewa Sarowska, Irena Kościelna, Jan Stasiak
Zdjęcia: z archiwum GOKSiR, autor - Jan Leszczyński

Mieszkańcy dóbr Jaworzno i ich miejsca zamieszkania w 1790 roku cz. 3W 1762 roku istniały 3 młyny z pustkowiami (według ...
15/04/2026

Mieszkańcy dóbr Jaworzno i ich miejsca zamieszkania w 1790 roku cz. 3

W 1762 roku istniały 3 młyny z pustkowiami (według definicji ze słownika leśnego, bartnego, bursztyniarskiego i orylskiego - pustkowiem nazywano osadę wśród lasu w rejonie kaliskim): Mirowski, Jabłonka i Kustrzak. Idąc tropem młynów można by pok**ić się o stwierdzenie, że owe pustkowia w 1790 roku znajdowały się mniej więcej w okolicach dzisiejszej granicy wsi Mirowszczyzna i Słowików. W pewnym stopniu jest to prawda ale całkiem możliwe, że w obrębie “pustkowian tejże wsi” mogli znajdować się i Ci, którzy mieszkali w innych częściach dóbr Jaworzno. Mapa z 1796 roku “sugeruje” trzy różne pustkowia. Pierwsze mniej więcej pokrywa się z tym, o którym wspomniałem wyżej, drugie - nieopodal lasu parzymieskiego w okolicach dzisiejszego Julianpola “pod lasem” i trzecie bliżej Szarek w okolicach miejsca, gdzie około 1800 roku powstał folwark Julianpol.

Co ciekawe w wykazie z 1790 roku nie widzimy informacji o jakimkolwiek młynie wodnym w dobrach Jaworzno. Brak informacji na ten temat nie musi wskazywać, by żaden w tym czasie nie istniał. W 1799 roku na “karcie rozmiarowej” Jaworzna (najpewniej chodzi o mapę dóbr Jaworzna) pod numerami 14 i 15 zostały zaznaczone dwa młyny wodne, oba opisane jako “Mirowski”. Jeden z nich - oznaczony numerem 15 dawniej nazywany “Jabłonkowizną” co może nawiązywać do innego nazwiska istniejącego pod koniec XVIII wieku - Jabłonka lub nieco innego - Jabłoński.

Właścicielami chałup na pustkowiach byli:
1) Jakub i Marianna Mirowscy
2) Marcin i Brygida Mirowscy
3) Paweł i Katarzyna Jabłońscy
4) Franciszek i Zofia Jabłonka
5) Mikołaj i Katarzyna Kustrzabka
6) Wojciech i Marianna Roszak
7) Filip i Katarzyna Podgórscy
8) Paweł i Agnieszka Majchrzak
9) Franciszek i Agnieszka Jabłonka
10) Jan i Brygida Gruszka
11) Adam i Małgorzata Wolniaczek
12) Ludwik i Agata Walaszczyńscy
13) Jędrzej i Marianna Galas

Po 28 latach pustkowianami dalej są osoby o nazwiskach Mirowski, Jabłonka/Jabłoński, Kustrzabka (zapis podobny do Kustrzak) czyli rody, do których należały trzy młyny. Ile było młynów w 1790 roku oraz do kogo one należały tego na ten moment nie wiemy.

Pierwszą chałupę na pustkowiu zamieszkiwali:
1) Jakub Mirowski (l. 50)
2) Marianna żona jego (l. 49)
3) syn [Jakuba i Marianny] Jan (l. 20)
4) syn [Jakuba i Marianny] Stanisław (l. 13)
5) syn [Jakuba i Marianny] Antoni (l. 10)
6) Jakub służebny (l. 23)
7) Wojciech służebny (l. 15)
8) Marianna służebna (l. 30)
9) Katarzyna komornica (l. 40)
10) Marianna komornica (l. 20)

Nie była to typowa wiejska chałupa chłopskiej rodziny. Mieszkało w niej 10 osób w tym aż 3 służących. Już samo to może świadczyć o nieco innym statusie społecznym niż pozostałych mieszkańców pustkowia ale to nie wszystko. Najstarszy z pozostałych w domu synów - Jan - w 1801 roku poślubił Mariannę, córkę młynarza z dóbr Rudniki - Walentego Szafranka, po czym najprawdopodobniej przejął dzierżawę gospodarstwa (i młyna?) po swoich rodzicach. Stanisław przed 1799 rokiem na co najmniej dekadę zmienił swój adres zamieszkania. Pełnił funkcję ekonoma dworskiego w innym majątku Sucheckich - Ptaszkowicach. W późniejszym czasie był on ekonomem dworskim w Jaworznie oraz Urzędnikiem Stanu Cywilnego gminy Jaworskiej. Najmłodszy syn Antoni został księdzem i był proboszczem w Janisławicach. Pełnił również funkcję poddziekana i dziekana skierniewickiego. W 1826 roku kupił on od Floriana Sucheckiego (syn Daniela i wnuczek Teresy wymienionej w wykazie) dwa młyny na własność. Był on prawnym właścicielem a gospodarzami byli jego bracia Jan i Stanisław, którzy w 1836 roku dostali te młyny od swojego brata na własność.

Drugą chałupę na pustkowiu zamieszkiwali:
1) Marcin Mirowski (l. 30)
2) żona jego Brygida (l. 25)
3) córka [Marcina i Brygidy] Magdalena (l. 6)
4) córka [Marcina i Brygidy] Julianna (l. 4)
5) córka [Marcina i Brygidy] Elżbieta (l. 2)
6) Filip służebny (l. 20)
7) Jan komornik (l. 53)

Najpewniej od nazwiska Mirowski, którym m.in tytułowane były młyny na pustkowiach wzięła się dzisiejsza nazwa wsi Mirowszczyzna. Co ciekawe, miejscowość nie powstała w okresie gdy owe nazewnictwo w kontekście młynów funkcjonowało lecz wiele lat później. Nazwa wsi w księgach metrykalnych pojawia się pod koniec lat 80. XIX wieku choć potoczne nazewnictwo mogło funkcjonować już wcześniej.

Na pustkowiach w 1790 roku znajdowało się 13 budynków opisanych w wykazie jako chałupy. Wszystkie z nich zamieszkiwały pełne małżeństwa, a średni wiek właścicieli chałup był nieco wyższy niż w obrębie zwartej zabudowy Jaworzna. W przypadku mężczyzn wynosił on 43 lata (od 27 do 60 lat) a w przypadku kobiet - 37 lat (od 23 do 53 lat). Średnio w chłopskiej chacie mieszkało 6 osób. Co drugą zamieszkiwał co najmniej jeden służący. Ich średni wiek wynosił 23 lata (od 9 do 53 lat). Tylko w trzech chałupach mieszkali komornicy, których łącznie było czterech.

W XVIII wieku karczma zaczęła stopniowo zmieniać swoje funkcje, przekształcając się w gościniec zajezdny oferujący zakwaterowanie i stajnię dla gości podróżujących konnymi zaprzęgami lub wierzchem. Autor spisu z 1790 roku nie używa słowa “karczma” a zamiast niego “gościniec”. Być może ma to związek z podkreśleniem tego zajezdnego charakteru. Co więcej, dwa gościńce są wymienione na samym końcu, za chałupami znajdującymi się na pustkowiach. Znów, być może, znajdowały się na obrzeżach dóbr przy ważniejszych drogach a te prowadziły z Jaworzna do Parzymiech, Rudnik, Cieciułowa, Krzepic i Dzietrznik.

Pierwszy gościniec zamieszkiwali:
1) Maciej Madelak (l. 43)
2) żona jego Katarzyna (l. 32)
3) syn [Macieja i Katarzyny] Sebastian (l. 3)
4) córka [Macieja i Katarzyny] Agnieszka (l. 6)

Drugi gościniec zamieszkiwali:
1) Mikołaj Kudrzak (l. 36)
2) żona jego Rozalia (l. 26)
3) syn [Mikołaja i Rozalii] Paweł (l. 6)
4) córka [Mikołaja i Rozalii] Marianna (l. 4)
5) córka [Mikołaja i Rozalii] Ewa (l. 2)
6) Łukasz służebny (l. 15)
7) Marianna komornica (l. 53)

Dobra Jaworzno w 1790 roku zamieszkiwało 451 osób - 251 mężczyzn i 200 kobiet. Większość tych osób mieszkało w obrębie wsi Jaworzna - 350 a pozostałe (101 osób) na pustkowiach i w folwarku Słowików. Średnia wieku wynosiła niecałe 24 lata. Na taki stan przekładały się duża dzietność (dzieci poniżej 10 roku życia stanowiły 22% ogółu mieszkańców) i krótsza niż dzisiaj długość życia (osoby w wieku 50 lat i więcej stanowiły niecałe 10% ogółu mieszkańców). W chałupach mieszkało średnio 5-6 osób (od 2 do 10 osób). Tymi osobami byli: najbliższa rodzina właściciela, służący i komornicy. Centralnymi punktami dóbr był dwór z folwarkiem Teresy z Pągowskich Sucheckiej i drewniany kościół filialny należący do parafii Parzymiechy w którym obowiązki duszpasterskie sprawował ks. Stanisław Bogdański. W pobliżu rzeki o dzisiejszej nazwie “Jaworzynka” przebiegała droga ze wsi do folwarku Słowików. Pomiędzy wsią a wymienionym wyżej folwarkiem mogły znajdować się młyny wodne z pustkowiami. Północną część dóbr stanowiły “bory jaworskie” a pozostałe terytorium zajmowały łąki i pola uprawne.

Opracował: Michał Włoch (GOKSiR w Rudnikach)

Bibliografia:

Archiwum Główne Akt Dawnych, Komisja Porządkowo Cywilno-Wojskowa ziemi wieluńskiej i powiatu ostrzeszowskiego, Rejestr różnych parafii aktów urodzeń, zejść i ślubów, ludności i uczniów uczęszczających do szkół, litery A-K
Rocznik Powiatu Oleskiego nr 8 (2015), ks. Sławomir Zabraniak, Z kościelnych dziejów Jaworzna w XVII i XVIII w.
Wiktor Kozłowski, Słownik leśny, bartny, bursztyniarski i orylski. Zeszyt pierwszy
Archiwum Państwowe we Wrocławiu, Zbiór atlasów geograficznych i budowlanych, Krieges Karte von dem Herzogthum Schlesien und der Grafschaft Glatz nebst den angrenzenden Theilen von Südpreussen längst der Warthe, von der Mark Brandenburg, Böhmen und Mähren in XX Sectionen
Gilly David, B4. Special Karte von Südpreussen : mit Allergrösster Erlaubniss aus der Königlichen grossen topographischen Vermessungs-Karte, unter Mitwürkung des Directors Langner
Archiwum Państwowe w Łodzi, Oddział w Sieradzu, Notariusz Wincenty Kobyłecki w Szadku, Akta notariusza Wincentego Kobyłeckiego w Szadku z 1828 roku, od Nr 1 do Nr 651
Archiwum Państwowe w Warszawie, Kancelaria notariusza Jana Feliksa Wilskiego notariusza w Warszawie, Akta notarialne 271-550 [1826 rok]
Archiwum Państwowe w Łodzi, Oddział w Sieradzu, Notariusz Antoni Kowalski w Wieluniu, Akta dobrowolnych czynności powiatu Wieluńskiego roku 1836, volumen I [od Nr 1 do Nr 124]
Archiwum Archidiecezji Częstochowskiej, Parafia Rudniki, Akta Urodzeń 1776 - 1814, Małżeństw i Zgonów 1776 - 1808 (dostęp internetowy)
Archiwum Państwowe w Łodzi, Akta stanu cywilnego Parafii Rzymskokatolickiej w Strońsku, Akta urodzeń [1808-1809] (dostęp internetowy)
Elżbieta Halina Nejman, Cztery pokolenia rodu Złotnickich w Zduńskiej Woli
Archiwum Państwowe w Łodzi, Oddział w Sieradzu, Notariusz Antoni Pstrokoński w Sieradzu, Akta notariusza Antoniego Pstrokońskiego w Sieradzu z 1818 roku, od Nr 1 do Nr 286
Archiwum Archidiecezji Częstochowskiej, Parafia Jaworzno, Akta Urodzeń 1877 - 1894 (dostęp internetowy)
Jacek Olczyk, Zdzisław Włodarczyk i inni, Monografia gminy Pątnów, T.1

Mieszkańcy dóbr Jaworzno i ich miejsca zamieszkania w 1790 roku cz. 2W niewielkiej odległości od dworu jaworskiego znajd...
01/04/2026

Mieszkańcy dóbr Jaworzno i ich miejsca zamieszkania w 1790 roku cz. 2

W niewielkiej odległości od dworu jaworskiego znajdował się kościół należący do parafii w Parzymiechach. To jedyny budynek istniejący w 1790 roku z terenu dóbr Jaworzna, którego część możemy oglądać po dzień dzisiejszy. Był on zdecydowanie mniejszy od całej dzisiejszej bryły, “pomniejszony” o większość nawy oraz o całą jedną kaplicę. Znajdowały się tam cztery ołtarze. W ołtarzu głównym, drewnianym, z mensą murowaną i portatylem był obraz Trójcy Świętej. Konsekrowany w 1610 roku przez biskupa Pawła Dębskiego sufragana krakowskiego. Kolejne dwa ołtarze były poświęcone Matce Bożej Bolesnej i św Tekli. Czwarty, a zarazem ostatni znajdował się w nowo wybudowanej kaplicy północnej i był poświęcony Matce Bożej Szkaplerznej. W kościele znajdowało się 10 ławek i kamienna chrzcielnica, w zachodniej jego części, nad wejściem głównym - chór wraz z nieczynnymi od pewnego czasu organami. Przy przezbiterium, w miejscu dzisiejszej murowanej, znajdowała się drewniana zakrystia, z szafą z szufladami na sprzęty kościelne.

Kościół otaczał cmentarz grzebalny ogrodzony parkanem z możliwością jego zamykania. Przy głównym wejściu znajdowała się drewniana dzwonnica z dwoma dzwonami. Trzeci umieszczony był w sygnaturze na środku kościoła.

Wikariat zamieszkiwali:
1) ks Stanisław Bogdański wikary (l. 57)
2) Antoni Koralik służebny (l. 32)
3) Elżbieta Ściborska (l. 47)
4) Marianna służebna (l. 21)
5) Jan Krzykawiak (l. 15)

Ksiądz Stanisław Bogdański był wieloletnim filialistą kościoła w Jaworznie. Swoją posługę w tym miejscu rozpoczął w 1764 roku i trwała ona nieprzerwanie aż do 1799. W 1725 roku proboszcz parafii Parzymiechy zobowiązał się do utrzymywania na stałe wikariusza w Jaworznie, co miało przełożenie na lata późniejsze. Dzięki temu dekretowi ksiądz Stanisław Bogdański był związany wyłącznie z Jaworznem przez te wszystkie lata.

Na pojęcie “wikariat” należy spojrzeć w tym wypadku szerzej. Opierając się o spis inwentarza z 1802 roku, możemy pok**ić się o dokładniejszy opis tego, jak mogło wyglądać to miejsce 12 lat wcześniej. Wikariat składał się z drewnianego, krytego słomą, domu z jedną izbą i sienią dla filialisty, który z jednej strony graniczył z cmentarzem otaczającym kościół. Kilka kroków dalej (prawdopodobnie względem kościoła i domu filialisty), znajdował się budynek dla służby z komorą i sienią. Z jednej strony tej chałupy umiejscowiony był sad, z drugiej zaś pod jednym dachem stajnia i obora. W podwórzu “wikariatu” była także stodoła o dwóch sąsiekach, szopka na siano i bróg. Ostatnim budynkiem gospodarczym znajdującym się obok kościoła był spichlerz, który podobnie jak zamieszkanie dla filialisty usytuowany był w pobliżu cmentarza.

Hodowlaną częścią inwentarza w wikariacie były: para koni, para młodych wołów, dwie młode krowy, trzyletni ciołek, trzyletnia jałówka, maciora z dwojgiem prosiąt, sześć kur i kogut. Ruchomościami gospodarskimi i domowymi w “wikariacie” były: wóz szybowany (prawdopodobnie wasąg - czterokołowy wóz z wyplatanymi bokami z wikliny), brony żelazne, pług z żelaznymi elementami, krojem grądzielowka (prawdopodobnie socha lub jej fragment), kosa do trawy, widły żelazne do siana, naszelnik, jarzmo bez grządziela, “tasa na sypanie” (prawdopodobnie narzędzie do przesiewania), przycisk do kapusty, trzy sierpy, młotek i babka do klepania, siekiera, osełka, dwie motyki, rydel, duże cebratki (drewniane naczynia na wodę), dwie konwie, kierzonka (maselnica), szkopiec (wiadro z klepek do którego doiło się mleko), osiem garnków, dwie miski, donica, tygielek. Ponadto w wykazie możemy zobaczyć również meble: dwa stoliki, jeden w izbie a drugi w chałupie czeladników, kredens u filialisty, dwa stołki u czeladników, szafa, magiel u filialisty.

Do kościoła filialnego w Jaworznie należał również 1 łan ziemi (około 18ha). Większość ziemi stanowiły uprawy: żyta, jęczmienia, owsa, grochu, tatarki (gryki), ziemniaków i kapusty. Część gruntów stanowiły łąki, z których zbierano dziesięć wozów parokonnych siana.

Przy kościele, najprawdopodobniej na gruncie kościelnym, znajdowała się chłopska chata w której mieszkał “bakałarz” i organizował nauczanie miejscowej ludności. W XVIII wieku celem szkół parafialnych było wyposażenie uczniów w znajomość podstawowych modlitw, podstaw wiary, części katechizmu i ministrantury. Absolwenci takich szkół rozumieli teksty pisane, potrafili pisać, znali język oraz gramatykę łacińską. O zróżnicowaniu w etapach edukacji poszczególnych uczniów w tych szkołach mówią dopiski proboszcza z Parzymiech w kontekście szkoły w Parzymiechach: “czyta i pisze”, “czyta”, “sylabizuje” i “litery poznaje”.

Chatę “bakałarza” w Jaworznie zamieszkiwali:
1) Tomasz Bobrowski bakałarz służebny (l. 67)
2) Katarzyna żona jego (l. 76)
3) Łukasz Miroszczyk (l. 31)
4) Agnieszka żona jego (l. 28)

Ostatnim miejscem, które służyło biedniejszej lub schorowanej części ludności, był szpital. Mimo, że dla spisu z 1790 roku niewidoczny (brak informacji wprost), to można pok**ić się o stwierdzenie że takowy mógł istnieć. Tuż za chatą “bakałarza” autor spisu wymienia mieszkańców kolejnej lecz bez podawania służebności. Mieszkały tam dwa małżeństwa w podeszłym jak na tamte czasy wieku, prawdopodobnie na równych prawach. Być może było to miejsce, które mieściłoby się w ramach ówczesnego pojęcia “szpital”.

W zwartej zabudowie wsi Jaworzno znajdowało się również 61 chałup. Były zamieszkiwane przez rodzinę gospodarza, służących i komorników. Pod jedną strzechą średnio mieszkało 5-6 osób. W niemalże wszystkich przypadkach właścicielami chałup byli małżonkowie a tylko w jednym wypadku mężczyzna, który mógł być stanu wolnego lub wdowcem (osoba sporządzająca wykaz nie uwzględniała takich różnic w spisie). Średni wiek małżonków właścicieli chałup wynosił 40 lat (od 22 do 66 lat) dla mężczyzn i 32 lata (od 18 do 53 lat) dla kobiet. Młodzi dorośli pełnili tzw “służbę” w innych chłopskich chałupach, których średnia wieku wynosiła 18 lat (od 6 do 40 lat). W połowie z nich mieszkał co najmniej jeden służący (od 1 do 3) i częściej owymi służącymi byli mężczyźni - na 57 stanowili oni 40 osób. Komornicy mieszkający “kątem” u właścicieli chałup byli najmniej liczną grupą społeczną (7% wszystkich mieszkańców chłopskich chałup) i mieszkali oni pod co 4 strzechą.

Pod koniec roku 1790 w Jaworznie znajdował się również browar, który poza swoim produkcyjnym charakterem był także miejscem zamieszkania dla rodziny wyznania mojżeszowego.

Browar zamieszkiwali:
1) Szymon Markowicz Gorzelany (l. 32)
2) Barbara żona jego (l. 36)
3) syn [Szymona i Barbary] Jakub (l. 12)
4) syn [Szymona i Barbary] Jachim (l. 5)
5) syn [Szymona i Barbary] Marek (l. 2)
6) córka [Szymona i Barbary] Józefa (l. 6)

Opracował: Michał Włoch (GOKSiR w Rudnikach)

Bibliografia:
Archiwum Główne Akt Dawnych, Komisja Porządkowo Cywilno-Wojskowa ziemi wieluńskiej i powiatu ostrzeszowskiego, Rejestr różnych parafii aktów urodzeń, zejść i ślubów, ludności i uczniów uczęszczających do szkół, litery A-K
Rocznik Powiatu Oleskiego nr 8 (2015), ks. Sławomir Zabraniak, Z kościelnych dziejów Jaworzna w XVII i XVIII w.
Zofia Jarząbek, Kamil Kęsik i inni., Z przeszłości miejscowości i parafii Jaworzno k. Wielunia
Archiwum Archidiecezji Częstochowskiej, Księgi Konsystorskie 161, Inwentarz Kościoła Parzymieskiego Farnego Jaworznickiego Filialnego w Dekanacie Krzepickich będących, Roku 1802 spisany
Roczniki Humanistyczne, Tom XXV, zeszyt 2 - 1977, Litak Stanisław, Szkoły parafialne w Polsce w XVIII w. przed powstaniem Komisji Edukacji Narodowej

W POSZUKIWANIUWIELKANOCNYCH PISANEKMalowanie pisanek to zdecydowanie ulubiony element przygotowań najmłodszych. Kiedy od...
01/04/2026

W POSZUKIWANIU
WIELKANOCNYCH PISANEK

Malowanie pisanek to zdecydowanie ulubiony element przygotowań najmłodszych. Kiedy odwiedzają nas dzieciaczki z rudnickiego żłobka, z grupy Misie i Biedronki, to od razu wiadomo, że będzie radośnie, kolorowo i bardzo zagadkowo...

„Kolejna zagadka w kuchni się skryła,
na dnie szafy się położyła.
Obok przedmiotu, który w ręce trzymacie,
kiedy na obiad zupę macie”...

Wygodne, mięciutkie, stoi i k**i
z zestawem kołderki i małej podusi.
W sekrecie powiem wam cicho na uszko,
że j***o znajdziecie tam, gdzie stoi…

Dziękujemy za wizytę i zapraszamy ponownie!

24/03/2026

Kto pamięta? 😉 Zawsze też można odwiedzić naszą izbę tradycji i przenieść się w czasie. Wszystkie te rekwizyty zobaczycie na naszej ekspozycji 😊

Mieszkańcy dóbr Jaworzno i ich miejsca zamieszkania w 1790 roku cz. 1Aby zrozumieć pewne dzisiejsze zagadnienia musimy s...
13/03/2026

Mieszkańcy dóbr Jaworzno i ich miejsca zamieszkania w 1790 roku cz. 1

Aby zrozumieć pewne dzisiejsze zagadnienia musimy spojrzeć wstecz. Parafia Jaworzno należy do dekanatu krzepickiego podczas gdy pozostała część gminy Rudniki znajduje się w obrębie dekanatu praszkowskiego. 7 lat temu był obchodzony jubileusz 100 lecia parafii w Jaworznie podczas gdy fragment zabytkowego kościoła pochodzi z XVI wieku. Jest też pewien związek pomiędzy osadami młynarskimi z dzisiejszą nazwą wsi Mirowszczyzna.

Co najmniej od końca XVI wieku dobra Jaworzno należały do klucza majątkowego w skład którego wchodziły także Parzymiechy, Danków, Lipie, Szyszków i Rębielice [Szlacheckie]. Najważniejszym miejscem całego tego obszaru był zamek w Dankowie, w którym gościli królowie polscy m.in. Zygmunt III Waza i Jan Kazimierz. W 1610 roku cały klucz nabywa Stanisław Warszycki herbu Abdank podskarbi wielki koronny (1610-1616). Dobra te pozostają w rękach bardzo zamożnego i wpływowego rodu Warszyckich do 15.07.1730. Wtedy to Emerencjanna z Warszyckich Pociej sprzedaje cały klucz Antoniemu Ponińskiemu herbu Łodzia nadwornemu poecie, późniejszemu senatorowi I RP (1738 - 1742) i wojewodzie poznańskiemu (1738 - 1742). Po jego śmierci następuje podział całego klucza na mniejsze części pomiędzy spadkobierców. Jaworzno przypada synowi Stanisławowi po czym trafia w ręce rodu Sucheckich herbu Poraj. Najpierw Ludwika łowczego Bielska Podlaskiego a później jego syna Felicjana podsędeka wieluńskiego (09.03.1738 - 20.04.1771).

Zagadką pozostaje kwestia zabudowań dworskich w dobrach Jaworzno. Na początku XX wieku w Jaworznie istniały “dwory trzech rodów szlacheckich” mających we władaniu owe dobra ziemskie. Jednym z nich był murowany budynek przekształcony na szkołę w Jaworznie, który powstał około roku 1870. Data sugeruje że wzniósł go ród Kiślańskich. Biorąc pod uwagę że córka Emanuela Taczanowskiego herbu Jastrzębiec - Agnieszka wyszła za mąż za Karola Kiślańskiego herbu Kisiel jeden z dworów mógł być potraktowany jako wspólny dla dwóch rodów. Drugim, który powinien istnieć na początku XX wieku był dwór Sucheckich. Kiedy został wybudowany, czy był drewniany, czy murowany pozostaje na chwilę obecną nieznane.

Dwór w Jaworznie w 1790 roku zamieszkiwali:
1) Teresa Suchecka podsędkowa wieluńska (l. 53) [wdowa po Felicjanie Sucheckim]
2) Salomea Suchecka córka Teresy (l. 20)
3) pani Krystyna Więckowska służebna [garderobiana] (l. 21)
4) Szymon lokaj służebny (l. 21)
5) Józef kucharz służebny (l. 23)
6) Marcin służebny (l. 14)

Folwark w Jaworznie zamieszkiwali:
1) Jan Kożuchowski ekonom (l. 34)
2) żona jego Agnieszka
3) syn [Jana i Agnieszki] Wojciech (l. 3)
4) córka [Jana i Agnieszki] Marianna (l. 6)
5) Kacper służebny (l. 59)
6) Jakub służebny (l. 18)
7) Franciszek służebny (l. 23)
8) Zofia służebna (l. 46)
9) Marianna służebna (l. 23)
10) Franciszka służebna (l. 13)

Z powyższego wykazu wynika że zarządcą folwarku w Jaworznie był Jan Dzik-Kożuchowski herbu Doliwa. Osoba, którą dzisiaj moglibyśmy nazwać szlachcicem czynszownikiem. Dzierżawili oni folwarki od swoich zamożniejszych reprezentantów stanu szlacheckiego lecz nie posiadali swojej własnej ziemi. Umowy na dzierżawę były podpisywane na czas określony. Gdybyśmy spojrzeli na podobne wykazy co kilka lat to zobaczylibyśmy często zmieniających się zarządców folwarków.

Folwark Słowików zamieszkiwali:
1) Paweł Walaszczyński (l. 35)
2) żona jego Katarzyna (l. 29)
3) syn [Pawła i Katarzyny] Paweł (l. 14)
4) syn [Pawła i Katarzyny] Józef (l. 10)
5) córka [Pawła i Katarzyny] Ludwika (l. 3)
6) Wojciech Pietrucha służebny (l. 47)
7) żona jego Agnieszka (l. 38)
8) Grzegorz Miroszczyk służebny (l. 25)
9) Gertruda Głowacka służebna (l. 24)

Folwark Słowików usytuowany był w zachodniej części dóbr Jaworzno. Były to ostatnie zabudowania w pobliżu których przepływała rzeka dzisiaj zwana Jaworzynką przed wpłynięciem do dóbr Rudniki. Pierwsze wzmianki o wspomnianym folwarku pochodzą z 1602 roku, jeszcze zanim cały klucz majątkowy trafił w ręce Stanisława Warszyckiego herbu Abdank.

Oba folwarki w dobrach Jaworzno były miały charakter rolno-hodowlany. Nieco światła na inwentarz, którym mogli dysponować dzierżawcy folwarków rzucają dwa akty notarialne spisane 30 lat później. Żywym inwentarzem wtedy było: 1050 owiec, 2 stadniki (młody i stary), 14 krów, 8 wołów roboczych, jednoroczna jałówka, 2 roczne wołki, 2 dwuroczne wołki, 8 koni z wszystkimi potrzebnymi zaprzęgami, 2 wieprze odyńce oraz 5 macior. Ruchomościami na folwarkach były: 4 wozy konne żelazem okute, 4 półtoraczne wozy o dwóch kołach do zwożenia zboża, dwa nowe wozy nieokute, wóz o dwóch kołach nieokuty, 12 sztuk bron z żelaznymi “bronikami”, 2 żelazne pługi, 2 radła do radlenia pola, 2 radła do oborywania kartofli, 3 wielkie sanie konne, 4 pary gnojnic, 4 pary drabin do wozów konnych, 2 pary drabinek, 3 sanki do bron i 3 skrzynie do zwożenia kartofli.

Opracował: Michał Włoch (GOKSiR w Rudnikach)

Bibliografia:

Archiwum Główne Akt Dawnych, Komisja Porządkowo Cywilno-Wojskowa ziemi wieluńskiej i powiatu ostrzeszowskiego, Rejestr różnych parafii aktów urodzeń, zejść i ślubów, ludności i uczniów uczęszczających do szkół, litery A-K
Teki Dworzaczka, Księgi grodzkie i ziemskie poznańskie, Rezygnacje, 13158 (Nr. 1400) 1589
Maciej Trąbski, Twierdze osiemnastowiecznej Europy Studia z dziejów nowożytnej sztuki wojskowej, Dudak Wojciech, Herman Radosław, Kobus Andrzej, Twierdze w Krzepicach i Dankowie w świetle najnowszych badań
Teki Dworzaczka, Zap. Tryb. Piotrk. 55 (Nr. 27) 1610
Z kart historii (31) w fb.com/lipie.gmina
Z kart historii (32) w fb.com/lipie.gmina
Zofia Jarząbek, Kamil Kęsik i inni., Z przeszłości miejscowości i parafii Jaworzno k. Wielunia
Maria Jadwiga Minakowska, Wielka genealogia Minakowskiej (Wielcy.pl)
Edward Opaliński, Hanka Żerek-Kleszcz, Urzędnicy województw łęczyckiego i sieradzkiego
XVI-XVIII wieku
Archiwum Szkoły Podstawowej w Jaworznie, Organizacja szkoły [1917-1974]
Teki Dworzaczka, Księgi grodzkie i ziemskie poznańskie, Rezygnacje, 16430 (Nr. 1404) 1602
Archiwum Państwowe w Łodzi, Oddział w Sieradzu, Notariusz Franciszek Lisiecki w Wieluniu, Akta Notariusza Franciszka Lisieckiego w Wieluniu z 1821 roku, od Nr 1 do Nr 122
Archiwum Państwowe w Łodzi, Oddział w Sieradzu, Notariusz Franciszek Lisiecki w Wieluniu, Akta Notariusza Franciszka Lisieckiego w Wieluniu z 1821 roku, od Nr 123 do Nr 155

Adres

Ulica Targowa 2
Rudniki
46-325

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Centrum Tradycji Strażackiej i Historii Wsi w Rudnikach umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Ta Organizacja

Wyślij wiadomość do Centrum Tradycji Strażackiej i Historii Wsi w Rudnikach:

Udostępnij