24/05/2026
To książka, która od pierwszych stron obiecuje lekkość — i tę obietnicę spełnia. Toskania, prosecco, kobieca przyjaźń, romantyczne rozczarowanie i nowy początek składają się na historię ciepłą, wakacyjną i bardzo niewymagającą. Czyta się ją szybko, łatwo i bez większego wysiłku. To jedna z tych powieści, które dobrze sprawdzą się w pociągu, na plaży albo podczas leniwego popołudnia, gdy bardziej niż literackich uniesień potrzebujemy chwili oddechu.
Jednocześnie trudno oprzeć się wrażeniu, że pod tą lekką formą zabrakło czegoś więcej. Historia Eleny płynie gładko, momentami (jak dla mnie) wręcz zbyt gładko — bez większych emocjonalnych napięć, bez prawdziwych rozterek czy głębszej refleksji. Relacje między bohaterami bywają uproszczone, a niektóre sceny ocierają się o infantylność. Brakuje tajemnicy, intrygi albo takiego literackiego „spięcia”, które sprawiłoby, że po zamknięciu książki zostaje w czytelniku coś więcej niż tylko sympatyczny obraz lawendowych wzgórz i kieliszka wina, ale być może to tylko moje wrażenie. pamiętajcie o tym.
To nie jest powieść, która zdołała mnie poruszyć. Raczej szybka opowieść o przygodzie, romansie i odzyskiwaniu siebie w pięknych okolicznościach przyrody. I być może właśnie w tym tkwi jej siła — nie każda książka musi przecież boleć, zadawać pytania czy przewracać świat do góry nogami.
Ja jednak szukam w literaturze czegoś więcej: smaku historii, emocji, które dojrzewają jeszcze długo po lekturze, zdań, do których chce się wracać. Tutaj tego zabrakło. Nie zmienia to jednak faktu, że wielu czytelniczkom właśnie taka forma może przynieść przyjemność i wytchnienie. Jeśli ktoś potrzebuje lekkiej, wakacyjnej historii poprawiającej nastrój — być może trafił właśnie na idealną książkę dla siebie.