21/05/2025
Od lat przyglądamy się temu, jak działa demokracja. Z założenia piękny system – każdy ma głos, każdy się liczy. Ale im dłużej to obserwujemy, tym bardziej widać, jak bardzo ten system się sypie, kiedy zderza się z brakiem odpowiedzialności i elementarnej wiedzy.
Wybory przestają być świętem demokracji, a stają się grą w "kto ma większe wpływy w telewizji i internecie" albo "kto bardziej gra na emocjach". Nikt nie wymaga od wyborcy znajomości zasad, podstaw ekonomii, działania państwa. A przecież to, co wybieramy, ma realne skutki. Dla nas wszystkich. Na lata.
Dlatego jestem przekonany – i mówię to z pełną odpowiedzialnością – że egzaminy na prawo wyborcze to najlepsze, najbardziej uczciwe rozwiązanie. Tak, egzaminy. Nie trudne, nie zamknięte dla nikogo. Po prostu test z podstaw funkcjonowania państwa i demokracji. Jak prawo jazdy – uczysz się, zdajesz, masz uprawnienia. Bo świadome decyzje to fundament zdrowego systemu.
To nie odbieranie głosu ludziom. To danie głosu tym, którzy są gotowi go użyć z odpowiedzialnością. Bo dzisiaj zbyt często decyduje przypadek, manipulacja i strach, a nie wiedza i refleksja.
Chodzi o to, żebyśmy nie żyli w państwie, gdzie o przyszłości decydują ci, którzy nie potrafią wskazać, czym się różni rząd od sejmu. Demokracja to nie zabawa. To odpowiedzialność.
I najwyższy czas, żebyśmy zaczęli ją traktować poważnie.