29/05/2026
Coraz wyraźniej widać, że cała polityka związana ze zwężaniem ulic, budową kolejnych torowisk i wprowadzaniem SCT nie ma nic wspólnego z nowoczesną mobilnością, tylko z tworzeniem miasta dla wybranych. Miasta, do którego wjedzie ten, kogo stać na nowe auto, mieszkanie w centrum i życie według wizji urzędników, a cała reszta ma grzecznie zniknąć z ulic, najlepiej razem ze swoimi samochodami i codziennymi problemami.
SCT od początku wygląda jak próba wypchnięcia biedniejszych mieszkańców poza atrakcyjne dzielnice. Jeśli masz nowe auto spełniające normy - nie ma problemu, możesz jechać dalej. Jeśli jeździsz starszym samochodem, bo zwyczajnie nie stać cię na wymianę auta za kilkadziesiąt czy kilkaset tysięcy złotych, słyszysz - „przesiądź się do komunikacji miejskiej”. Według niektórych elit to najlepiej w ogóle nie pojawiaj się w centrum, bo przecież nowoczesne miasto ma być wygodne tylko dla tych, którzy pasują do ich wizji - bogacze, politycy i utrzymujący ich aktywiści.
Najbardziej absurdalne jest to, jak równolegle prowadzi się systemową walkę z kierowcami pod płaszczykiem rozwoju transportu publicznego. Jak zabrać ludziom pas ruchu i wywołać korki - bardzo prosto. Wystarczy zamienić go na torowisko tramwajowe i ogłosić wielki sukces cywilizacyjny. Problem polega na tym, że to nie jest żaden rozwój komunikacji, tylko jej coraz droższe i mniej praktyczne ograniczanie.
Autobus to rozwiązanie idealne, potrzebuje po prostu drogi, która już istnieje. Tramwaj wymaga gigantycznych inwestycji w tory, sieć trakcyjną, rozjazdy, przebudowę ulic i wieloletni paraliż miasta podczas budowy. Za cenę jednego odcinka torowiska można byłoby stworzyć rozwiązania realnie poprawiające transport dla wszystkich mieszkańców, bez niszczenia przepustowości ulic.
Największym kłamstwem jest wciskanie ludziom, że tramwaj jest jedynym sposobem na szybki transport zbiorowy. Dobrze zaprojektowany buspas daje autobusom dokładnie tę samą przewagę - autobus jedzie bez korków tak samo jak tramwaj. Różnica jest taka, że buspas pozostaje normalną częścią drogi i może służyć także służbom ratunkowym, może być otwierany poza godzinami szczytu, można zmieniać jego organizację zależnie od potrzeb miasta. Torowisko natomiast przez większość czasu pozostaje martwą przestrzenią wyłączoną z ruchu, która tylko zmniejsza przepustowość ulic i generuje kolejne korki.
Później ci aktywiści dziwią się, że samochody stoją godzinami w korkach i produkują więcej spalin niż wcześniej. Zwężają ulicę z trzech pasów do jednego, wciskają torowisko, likwidują możliwość normalnego przejazdu, a następnie opowiadają mieszkańcom, że problemem są auta, a nie ich własne decyzje.
Do tego dochodzi kwestia awaryjności. W przypadku autobusu drobna kolizja czy awaria oznacza po prostu zjazd na bok i ruch jedzie dalej. Tramwaj - jedna usterka, zerwana sieć albo stłuczka na torach i nagle stoi cała linia, tysiące ludzi są sparaliżowane, a miasto musi uruchamiać AUTOBUSOWĄ komunikację zastępczą. To chyba najlepiej pokazuje, który system jest naprawdę bardziej elastyczny i niezawodny.
Dzisiejsza polityka transportowa coraz częściej nie wygląda jak troska o mieszkańców, tylko jak ideologiczna przebudowa miasta pod konkretną grupę społeczną. Miasta, w którym zwykły człowiek ma być pasażerem, petentem i problemem, a nie mieszkańcem mającym prawo normalnie się poruszać.
Nie dajcie sobie wmówić, że tramwaj to rozwiązanie na szybszą komunikację. Nie dajcie sobie wmówić, że SCT to rozwiązania, które ma poprawić funkcjonowanie w mieście. SCT to kłamstwo, sadzenie drzew na ulicy to mydlenie, wciskanie wszędzie tramwajów to manipulacja.