Blade Runners Warsaw - SCT Warszawa

Blade Runners Warsaw - SCT Warszawa Dane kontaktowe, mapa i wskazówki, formularz kontaktowy, godziny otwarcia, usługi, oceny, zdjęcia, filmy i ogłoszenia od Blade Runners Warsaw - SCT Warszawa, Organizacja polityczna, Warsaw.

Radny Warszawy zamiast walczyć o dobro mieszkańców i uczciwa wycenę nieruchomości woli nazywać ludzi, którzy widzą ten p...
01/06/2026

Radny Warszawy zamiast walczyć o dobro mieszkańców i uczciwa wycenę nieruchomości woli nazywać ludzi, którzy widzą ten problem i solidaryzują się z poszkodowanym "prawakami".

Poważnych ludzi mamy w tej radzie miasta. 🤡

Portal Warszawski

W internetach można znaleźć teksty i grafiki na temat tego jak to wyburza się domy w Warszawie aby wybudować drogi rowerowe. Ma
to być rzekomo wyrazem jakiejś walki ideologicznej.. Jako przykład podawana jest głośna sprawa przejęcia nieruchomości na ul. Białołęckiej. Otóż jest to bezczelna manipulacja. Ta nieruchomość jest bowiem usytuowana w przebiegu nowego śladu ul. Białołęckiej, która znacznie ułatwi kierowcom przemieszczanie się w tym rejonie. Oczywiście jest tam też zaprojektowany chodnik i droga rowerowa, ale sam pas jezdni będzie częściowo w miejscu obecnego budynku. W załączeniu fragment projektu.

01/06/2026

Kolejne wielkie osiągnięcie rafała - zamienić dojazd dla mieszkańców na betonowy placyk ze spryskiwaczami i światełkami. Wielkie brawa za rozwój miasta!

A gdyby tak zamiast zabierać ludziom tunel tą sikawkę zrobić na i tak wybetonowanym już placu przed PKiN...? 🤔

Warszawa znowu idzie w stronę absurdów, które mieszkańcom próbuje się sprzedawać jako rozwiązania nowoczesnego miasta. Z...
31/05/2026

Warszawa znowu idzie w stronę absurdów, które mieszkańcom próbuje się sprzedawać jako rozwiązania nowoczesnego miasta. Zabrano ludziom potrzebny tunel, który realnie usprawniał poruszanie się po centrum, a teraz w jego miejscu powstał kolejny betonowy plac z kilkudziesięcioma drzewkami i efektownymi wizualizacjami pod media. Nikt nie przejmuje się problemami mieszkańców ani osobami, które od początku wyrażają swoje niezadowolenie z tych zmian.

Miasto zamiast rozwijać infrastrukturę i poprawiać przepustowość ulic kolejny raz robi dokładnie odwrotnie - utrudnia życie kierowcom, likwiduje praktyczne rozwiązania i wciska mieszkańcom ideologiczną wizję miasta dla wybranych. Coraz więcej osób widzi już, jak kończą się te wszystkie rewitalizacje. Miało być mniej betonu i więcej zieleni, a finalnie powstają ogromne kamienne place, na których wrzuca się kilkadziesiąt drzewek i ogłasza sukces, identycznie jak obok PKiN. Mieszkańcy dostają kolejne utrudnienia zamiast normalnej infrastruktury, która faktycznie ułatwiałaby codzienne życie.

To wszystko jest kolejnym elementem realizowanej polityki podziału miasta i społeczeństwa, widocznej bardzo wyraźnie również przy sprzedawaniu SCT i systematycznym wypychaniu zwykłych mieszkańców z centrum Warszawy. Najpierw ogranicza się ruch, później likwiduje przepustowe rozwiązania, zwęża ulice i utrudnia przejazd, a na końcu mówi ludziom, że mają zostawić samochody i dostosować się do nowej wizji miasta tworzonej pod wąską grupę aktywistów i najbogatszych mieszkańców.

Warszawa potrzebuje rozsądnego rozwoju, nowych połączeń i usprawniania ruchu, a nie ciągłego zwężania miasta pod chore idee urzędników, którzy najczęściej nie mają pojęcia, jak wygląda codzienne życie ludzi dojeżdżających do pracy, szkoły czy lekarza. Dzisiaj zabierają tunel, jutro kolejną ulicę, a później każą wszystkim się cieszyć, bo między tonami betonu posadzono 30 drzewek.

Nie dajcie się oszukać. Nie kupujcie tego dziadostwa.

Krucza ma stać się kolejnym zielonym salonem miasta. Mimo wcześniejszych przesłanek, że udało się to zablokować wszystko...
30/05/2026

Krucza ma stać się kolejnym zielonym salonem miasta. Mimo wcześniejszych przesłanek, że udało się to zablokować wszystko wskazuje na porażkę w tej kwestii. Więcej drzew, mniej samochodów, więcej ławek i betonowych donic, a mniej normalnego życia. Na wizualizacjach wszystko wygląda "pięknie" - kawa, spacery, rowery i modne miejskie obrazki rodem z zachodnich folderów reklamowych. Problem w tym, że Warszawa to nie plansza dla urbanistycznych eksperymentów, tylko realne miasto, w którym ludzie pracują, prowadzą firmy, wożą dzieci, robią zakupy i każdego dnia próbują normalnie funkcjonować.

Krucza od zawsze była jedną z najważniejszych ulic Śródmieścia. Żyła dzięki ruchowi, dostępności i temu, że była prawdziwą miejską arterią, a nie dekoracją pod medialne zdjęcia. Dziś próbuje się ją zamienić w kolejny pseudo-park, który w praktyce będzie oznaczał dalsze utrudnianie życia kierowcom i stopniowe wypychanie zwykłych mieszkańców z centrum miasta.

Tak samo jak wprowadzenie SCT jest to realizacja bardzo konkretnej ideologii, według której samochód ma stać się luksusem dla wybranych, a centrum miasta przestrzenią dla wybranej grupy społeczeństwa. Podobnie jak przed wprowadzeniem SCT najpierw opowiada się ludziom o ekologii, nowoczesności i odzyskiwaniu przestrzeni, a później okazuje się, że największe koszty ponoszą ci, którzy po prostu nie mają pieniędzy na życie według wizji miejskich aktywistów. Bogatszy mieszkaniec poradzi sobie bez problemu - kupi nowe auto, zamówi taksówkę albo przeprowadzi się bliżej centrum. Zwykły człowiek zostaje z utrudnionym dojazdem, korkami przerzuconymi na inne ulice i coraz większym wykluczeniem komunikacyjnym.

Najbardziej oberwą lokalni przedsiębiorcy - restauracje, sklepy i punkty usługowe przy Kruczej funkcjonują dlatego, że ludzie mogą tam wygodnie podjechać i normalnie załatwić swoje sprawy. Odcinanie ulic od ruchu samochodowego bardzo często kończy się tak samo - najpierw wielkie hasła o nowoczesnym mieście, a później puste lokale i biznesy walczące o przetrwanie. Zamiast klientów przedsiębiorcy zyskają fanów ławeczek pod blokami.

Do tego dochodzi charakterystyczne dla obecnych władz podejście, według którego posadzenie kilku drzew ma automatycznie przykryć wszystkie problemy miasta. Tymczasem mieszkańcy potrzebują przede wszystkim sprawnej komunikacji, dostępności i infrastruktury, która ułatwia codzienne życie, a nie kolejnych ideologicznych projektów tworzonych głównie pod dobre samopoczucie miejskich elit.

Krucza nie wymaga rewolucji. Potrzebuje rozsądku i zachowania swojej funkcji jako normalnej ulicy w centrum dużego miasta. Warszawa coraz częściej jest urządzana pod wąską grupę aktywistów i ludzi żyjących w całkowitym oderwaniu od codziennych problemów zwykłych mieszkańców. Efektem takich pomysłów jest coraz większy chaos komunikacyjny, utrudnienia i miasto, które zamiast być wygodne dla wszystkich, staje się przestrzenią projektowaną wyłącznie dla wybranych.

Jeszcze niedawno wielu ludzi śmiało się, gdy ktoś mówił, że ideologia zaczyna być ważniejsza niż zwykły rozsądek i dobro...
30/05/2026

Jeszcze niedawno wielu ludzi śmiało się, gdy ktoś mówił, że ideologia zaczyna być ważniejsza niż zwykły rozsądek i dobro mieszkańców. Dzisiaj już nie ma z czego się śmiać, bo widzimy to na własne oczy na warszawskiej Białołęce, gdzie urzędnicy w asyście policji przejęli dom mieszkańca, który od lat walczył o swoją własność.

Dom został oplombowany, teren zabezpieczony, a człowiekowi odebrano miejsce, które było dla niego czymś więcej niż tylko nieruchomością w dokumentach. To był rodzinny dom, wspomnienia, lata życia. Oczywiście wszystko da się dziś uzasadnić procedurą i specustawą, tak samo jak każdą absurdalną decyzję można dziś przykryć hasłami o nowoczesnym mieście, zielonej transformacji albo dobru wspólnym.

Na szczęście coraz więcej ludzi widzi, że w tym wszystkim dobro zwykłych mieszkańców dawno przestało być najważniejsze. Przytoczony przykład Bo jak inaczej nazwać sytuację, w której człowiekowi odbiera się dom pod kolejną ideologiczną wizję miasta projektowanego pod wygodę aktywistów i urzędników, a nie pod normalne życie zwykłych ludzi? Jak inaczej nazwać moment, w którym ważniejsza okazuje się ścieżka rowerowa, estetyczna wizja miasta i polityczny PR niż dramat rodziny?

I dokładnie tak samo wygląda dziś temat SCT. To nie jest żadna troska o mieszkańców. To nie jest walka o dobro ludzi. To jest tworzenie miasta dla wybranej grupy osób, które mają odpowiednie poglądy lub odpowiednio dużo pieniędzy i najlepiej jeszcze życie podporządkowane miejskiej ideologii. Masz nowe auto albo lubisz pedałować - świetnie, miasto jest dla ciebie. Natomiast jeśli jesteś zwykłym człowiekiem, dojeżdżasz starszym autem do pracy, wozisz dzieci albo po prostu nie stać cię lub (nie chcesz) na ekologiczne fanaberie za kilkadziesiąt tysięcy złotych to jesteś problemem.

Coraz częściej wygląda to tak, jakby władze miasta przestały budować Warszawę dla mieszkańców, a zaczęły budować ją pod chorą wizję aktywistów, którzy chcą urządzać ludziom życie według własnej ideologii.

Najsmutniejsze jest jednak to, że za każdą taką decyzją stoją prawdziwi ludzie. Ten dom na Białołęce to nie był obiekt kolidujący z inwestycją. To był czyjś dom rodzinny, a został przejęty przez urzędników w asyście policji, bo wielka miejska machina uznała, że ważniejsza jest realizacja projektu niż człowiek.

Coraz wyraźniej widać, że cała polityka związana ze zwężaniem ulic, budową kolejnych torowisk i wprowadzaniem SCT nie ma...
29/05/2026

Coraz wyraźniej widać, że cała polityka związana ze zwężaniem ulic, budową kolejnych torowisk i wprowadzaniem SCT nie ma nic wspólnego z nowoczesną mobilnością, tylko z tworzeniem miasta dla wybranych. Miasta, do którego wjedzie ten, kogo stać na nowe auto, mieszkanie w centrum i życie według wizji urzędników, a cała reszta ma grzecznie zniknąć z ulic, najlepiej razem ze swoimi samochodami i codziennymi problemami.

SCT od początku wygląda jak próba wypchnięcia biedniejszych mieszkańców poza atrakcyjne dzielnice. Jeśli masz nowe auto spełniające normy - nie ma problemu, możesz jechać dalej. Jeśli jeździsz starszym samochodem, bo zwyczajnie nie stać cię na wymianę auta za kilkadziesiąt czy kilkaset tysięcy złotych, słyszysz - „przesiądź się do komunikacji miejskiej”. Według niektórych elit to najlepiej w ogóle nie pojawiaj się w centrum, bo przecież nowoczesne miasto ma być wygodne tylko dla tych, którzy pasują do ich wizji - bogacze, politycy i utrzymujący ich aktywiści.

Najbardziej absurdalne jest to, jak równolegle prowadzi się systemową walkę z kierowcami pod płaszczykiem rozwoju transportu publicznego. Jak zabrać ludziom pas ruchu i wywołać korki - bardzo prosto. Wystarczy zamienić go na torowisko tramwajowe i ogłosić wielki sukces cywilizacyjny. Problem polega na tym, że to nie jest żaden rozwój komunikacji, tylko jej coraz droższe i mniej praktyczne ograniczanie.

Autobus to rozwiązanie idealne, potrzebuje po prostu drogi, która już istnieje. Tramwaj wymaga gigantycznych inwestycji w tory, sieć trakcyjną, rozjazdy, przebudowę ulic i wieloletni paraliż miasta podczas budowy. Za cenę jednego odcinka torowiska można byłoby stworzyć rozwiązania realnie poprawiające transport dla wszystkich mieszkańców, bez niszczenia przepustowości ulic.

Największym kłamstwem jest wciskanie ludziom, że tramwaj jest jedynym sposobem na szybki transport zbiorowy. Dobrze zaprojektowany buspas daje autobusom dokładnie tę samą przewagę - autobus jedzie bez korków tak samo jak tramwaj. Różnica jest taka, że buspas pozostaje normalną częścią drogi i może służyć także służbom ratunkowym, może być otwierany poza godzinami szczytu, można zmieniać jego organizację zależnie od potrzeb miasta. Torowisko natomiast przez większość czasu pozostaje martwą przestrzenią wyłączoną z ruchu, która tylko zmniejsza przepustowość ulic i generuje kolejne korki.

Później ci aktywiści dziwią się, że samochody stoją godzinami w korkach i produkują więcej spalin niż wcześniej. Zwężają ulicę z trzech pasów do jednego, wciskają torowisko, likwidują możliwość normalnego przejazdu, a następnie opowiadają mieszkańcom, że problemem są auta, a nie ich własne decyzje.

Do tego dochodzi kwestia awaryjności. W przypadku autobusu drobna kolizja czy awaria oznacza po prostu zjazd na bok i ruch jedzie dalej. Tramwaj - jedna usterka, zerwana sieć albo stłuczka na torach i nagle stoi cała linia, tysiące ludzi są sparaliżowane, a miasto musi uruchamiać AUTOBUSOWĄ komunikację zastępczą. To chyba najlepiej pokazuje, który system jest naprawdę bardziej elastyczny i niezawodny.

Dzisiejsza polityka transportowa coraz częściej nie wygląda jak troska o mieszkańców, tylko jak ideologiczna przebudowa miasta pod konkretną grupę społeczną. Miasta, w którym zwykły człowiek ma być pasażerem, petentem i problemem, a nie mieszkańcem mającym prawo normalnie się poruszać.

Nie dajcie sobie wmówić, że tramwaj to rozwiązanie na szybszą komunikację. Nie dajcie sobie wmówić, że SCT to rozwiązania, które ma poprawić funkcjonowanie w mieście. SCT to kłamstwo, sadzenie drzew na ulicy to mydlenie, wciskanie wszędzie tramwajów to manipulacja.

Jak myślicie, czy to miałoby szanse się udać? Postarajmy dotrzeć do jak najwięcej grupy osób i sprawdźmy czy rzeczywiści...
28/05/2026

Jak myślicie, czy to miałoby szanse się udać? Postarajmy dotrzeć do jak najwięcej grupy osób i sprawdźmy czy rzeczywiście jest szansa na zebranie takiej ilości głosów. Do końca kadencji jeszcze kupa czasu, wiele może w tym czasie napsuć.

Będzie nas 133 000?

Może trudne, ale biorąc pod uwagę skalę zaniedbań w Warszawie, to nie jest niemożliwe.

Posłanka Nowej Lewicy Anna Maria Żukowska od lat bardzo chętnie opowiada o ekologii, ograniczaniu ruchu samochodowego i ...
28/05/2026

Posłanka Nowej Lewicy Anna Maria Żukowska od lat bardzo chętnie opowiada o ekologii, ograniczaniu ruchu samochodowego i konieczności zmiany naszych przyzwyczajeń transportowych, a środowiska polityczne, z którymi jest związana, należą dziś do największych zwolenników wypychania samochodów z miast poprzez SCT, zwężanie ulic, ograniczanie miejsc parkingowych i utrudnianie życia kierowcom pod hasłem ratowania klimatu oraz budowy nowoczesnego miasta.

Tymczasem media ujawniły, że sama posłanka w ciągu jednego roku rozliczyła około 33 tysięcy kilometrów przejazdów samochodowych, pobierając za to ponad 38 tysięcy złotych zwrotu z publicznych pieniędzy, co daje średnio około 90 kilometrów dziennie przez praktycznie cały rok, a cała sprawa robi się jeszcze ciekawsza w momencie, gdy człowiek dowiaduje się, że jej biuro poselskie znajduje się zaledwie około 1,7 kilometra od Sejmu.

I właśnie tutaj zaczyna się problem, który coraz bardziej irytuje zwykłych ludzi, bo od mieszkańców miast oczekuje się dziś wyrzeczeń, rezygnacji z samochodów, przesiadania się do komunikacji miejskiej oraz akceptowania coraz bardziej agresywnej polityki wobec kierowców, szczególnie tych mniej zamożnych, których zwyczajnie nie stać na nowe auta spełniające kolejne normy wymyślane przez polityków i urzędników, podczas gdy ci sami politycy bardzo chętnie sami korzystają z samochodów wtedy, kiedy jest im po prostu wygodnie.

Bo przecież łatwo opowiada się o ekologii i konieczności ograniczania ruchu samochodowego ludziom, którzy codziennie dojeżdżają do pracy starym autem z podwarszawskiej miejscowości albo muszą zawieźć dzieci do szkoły, kiedy samemu rozlicza się dziesiątki tysięcy kilometrów przejazdów i korzysta z przywilejów finansowanych przez podatników.

Coraz więcej ludzi ma już po prostu dość tej hipokryzji, w której politycy próbują urządzać społeczeństwu życie, opowiadając o nowoczesnym mieście bez samochodów, podczas gdy sami nie mają najmniejszego zamiaru rezygnować z wygody, mobilności i swobody, które daje własny transport, a wszystkie koszty tej ideologicznej rewolucji jak zwykle mają ponosić zwykli mieszkańcy, szczególnie ci biedniejsi, których nie stać na nowe auta za kilkadziesiąt albo kilkaset tysięcy złotych.

SCT to nie jest walka o klimat, to stworzenie dzielnic dla bogatych i bezrefleksyjnie chłonących lewacką ideę. Domagamy się lepszej infrastruktury i sprawniejszej komunikacji miejskiej, a nie sztucznych zakazów i prób wykluczenia oraz podziału społeczeństwa.

Dociera do nas coraz więcej wiadomości od mieszkańców dotyczących SCT i wykluczenia zwykłych ludzi. Piszecie o problemac...
27/05/2026

Dociera do nas coraz więcej wiadomości od mieszkańców dotyczących SCT i wykluczenia zwykłych ludzi. Piszecie o problemach ekonomicznych, o strachu przed utratą możliwości normalnego funkcjonowania w mieście, o absurdach przepisów i pytacie nas co możemy z tym razem zrobić. Jest to przerażające ale zarazem dające nadzieję, że nagłaśniając takie sytuacje coraz więcej osób zacznie dostrzegać, że nie chodzi tutaj o żadną ekologię ani troskę o klimat, tylko o zwykły podział społeczeństwa na tych „lepszych”, których stać na nowe auta i życie w centrum oraz tych „gorszych”, którzy mają po prostu zniknąć z miasta albo podporządkować swoje życie urzędniczej wizji.

Musimy mówić o tym cały czas i przedstawiać nasze argumenty tak, żeby docierały do jak największej liczby ludzi. Bo prawda jest taka, że miasto ma ogromne możliwości realnego wpływu na środowisko, ale od lat nie robi rzeczy, które faktycznie poprawiałyby jakość życia mieszkańców. Nie dostajemy zielonych terenów między osiedlami, tylko kolejne betonowe inwestycje upychane na każdym wolnym kawałku miasta. Nie dostajemy chodników pełnych zieleni czy sensownie zaprojektowanej przestrzeni, tylko kolejne hektary betonu z doklejoną ścieżką rowerową (która później świeci pustkami). Za to mieszkańcy regularnie dostają nowe zakazy, ograniczenia i coraz większe koszty życia.

Najbardziej groteskowe w tym wszystkim jest jednak to, że ci sami ludzie, którzy każą mieszkańcom rezygnować z samochodów, sami bardzo chętnie nimi jeżdżą. Politycy, urzędnicy, miejscy aktywiści - wszyscy doskonale wiedzą, jak wygląda codzienność w dużym mieście. Wiedzą, że samochód dla wielu ludzi nie jest luksusem, tylko normalnym narzędziem do życia, pracy i opieki nad rodziną. Ale mieszkańcom próbuje się wmówić, że mają zacisnąć zęby i po prostu się dostosować”. Ciekawe kiedy politycy tacy jak poseł żukowska się zacznie stosować do popieranych przez siebie pomysłow.

Najlepszym dowodem na to, że SCT od początku była projektem ideologicznym, a nie rozsądną polityką miejską, jest sytuacja z Zakładem Specjalnym dla Chronicznie Chorych prowadzonym przez Siostry Felicjanki. Placówka pomagająca ciężko chorym kobietom została potraktowana jak problem środowiskowy tylko dlatego, że korzystała z busa niespełniającego nowych norm. Samochód wykorzystywany do przewozu chorych, leków i codziennej opieki stał się celem restrykcji, której nie da się obejść. Dopiero ogromny rozgłos medialny zmusił trzaskowskiego do reakcji i prób wybielania całej sytuacji. I co z tego finalnie wyszło - oczywiście nic. Następnego dnia temat został praktycznie zamieciony pod dywan.

Najbardziej wymowne jest jednak to, że nawet gdy pojawił się projekt częściowego złagodzenia przepisów dla organizacji społecznych, fundacji czy przedsiębiorców pomagających mieszkańcom, warszawski ratusz po prostu zdjął uchwałę z obrad. Nawet tak niewielkiej ulgi nie chcieli przyjąć. To jest dokładny sygnał, o co tutaj naprawdę chodzi. Gdyby SCT była uczciwie przygotowanym programem środowiskowym, miasto od początku szukałoby rozsądnych wyjątków i kompromisów dla ludzi, którzy realnie pomagają mieszkańcom. Tymczasem oni nie chcą nawet minimalnego złagodzenia skutków własnych decyzji, bo każda poprawka byłaby przyznaniem, że cała ta polityka od początku była źle przygotowana.

To już nie wygląda jak walka o czystsze powietrze. To wygląda jak próba stworzenia dzielnicy miasta dla wybranych - bogatszych, a tak przy okazji tych wygodniejszych politycznie i zgodnych z ideologiczną wizją. Reszta ma się podporządkować albo zostać wypchnięta za margines. I właśnie dlatego musimy mówić o tym głośno, przypominać te sytuacje i docierać z tym przekazem do kolejnych ludzi. Bo tylko presja społeczna może zatrzymać politykę, która coraz bardziej uderza w zwykłych mieszkańców Warszawy.

25/05/2026

Gratulacje Kraków! 🥳

Blade Runners SCT Kraków

Adres

Warsaw

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Blade Runners Warsaw - SCT Warszawa umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Udostępnij