02/12/2020
Historia Przemka z policją cz. I
Moja historia o tym jak przestałem szanować policję cz. I
Myślałem, że łatwo mi przyjdzie opisać, jednak mam na ten temat tyle przemyśleń, że nie było łatwo opisać to w kilku zdaniach. Z opowieści od tego jak przestałem lubić policję zmieniłem to na wstęp do tego jak niechęć do policji chcę przekuć w coś dobrego.
Na początku małe ostrzeżenie. Jeśli ktoś oczekuje, że poniżej opiszę drastyczne lub soczyste historie moich spotkań z policją, to rozczaruję. Nie byłem brutalnie zatrzymany, przetrzymywany przez wiele godzin na komendzie czy zwyzywany przez policjantów, gdy ci wiedzą, że nikt nie patrzy im na ręce. Takich historii nie mam i pewnie nie będę miał. Powód jest prosty, jestem osobą uprzywilejowaną.
Trzydziestoparoletni mężczyzna, nieskromnie powiem o dość przyjemnej aparycji, niewyróżniający się ani wyglądem, ani sposobem mówienia od innych uprzywilejowanych mężczyzn, a tacy mają łatwiej. Chcę by to wybrzmiało na początku. Bo to nierówność w traktowanie osób nie tylko mi bliskich, ale też tych których na co dzień nie mam w polu swojego widzenia, miała największy wpływ na moje postrzeganie policji.
Lipiec - pierwszy kontakt z policją
Do lipca tego roku, praktycznie nigdy nie miałem styczności z policją. Jako nastolatek raz zgłosiłem kradzież telefonu i raz dostałem mandat za zatrzymanie się w niedozwolonym miejscu. Policję postrzegałem raczej dobrze. Oczywiście wiedziałem, że są wśród nich czarne owce, ale ciężko by wśród ok 100 tysięcy ludzi wszyscy byli wzorem cnót. Nigdy też nie zastanawiałem się zbytnio nad działaniami policjantów. Oceniałem pobieżnie ich zachowanie po relacja z Marszu Niepodległości czy obchodów np. miesięcznic smoleńskich. Można powiedzieć, że czasem im współczułem. W ich pracy jest hierarchiczna struktura, muszą wykonywać rozkazy, a te nie zawsze są wydawane przez ludzi mądrych i odpowiedzialnych.
Dużo się zmieniłem, odkąd zacząłem moje małe protesty pod Pałacem Prezydenckim. Pamiętam pierwszy dzień, gdy stanąłem z moim kartonikiem i tęczową flagą na plecach. Policjanci pojawili się po niecałej minucie. Chcieli mnie spisać. Spodziewałem się tego. Ba! Znajomi mnie ostrzegali i wręcz trochę się nastawiłem bojowo. Mimo wszystko była to dla mnie stresująca sytuacja, nic miłego jak na oczach ludzi otacza Cię policja Ciebie. Wtedy pogadałem z jednym policjantem. Powiedział mi, że to też dla mojego bezpieczeństwa. Zgodziłem się z nim, bo jeszcze wtedy to co mówił miało dla mnie sens.
Sierpień - małe rzeczy
Później każde spotkanie z policją pod Pałacem było bezproblemowe, wręcz nawet miłe. Dużo zmieniło się w sierpniu. Nie chodzi tylko o skandaliczne zatrzymanie Margot i innych prawie 50 osób na Krakowskim Przedmieściu. Samo zajście znałem tylko z relacji w mediach i od znajomych. Czy zrobiło na mnie wrażenie? Oczywiście, że tak bo wszystko obserwowałem z miłego Amsterdamu, a relacje były dramatyczne i dotyczyły osób, które walczyły o sprawy mi bliskie.
Jednak wtedy jeszcze winę zwalałem przede wszystkim na dowództwo, a nie na szeregowych policjantów. Bo oni tylko wykonywali rozkazy, a to ich przełożeni mają doświadczenie i ekspertów, którzy wiedzą, jak zarządzać tłumem i abstrahując, czy było to celowe czy błąd w sztuce, swoimi decyzjami pozwolili na eskalację negatywnych emocji. Winę i frustrację przelewałem na polityków i komendantów dowodzących. Miałem dwojakie uczucia, gdy widziałem relację z wiecu pod PKiN. Nie rozumiałem wtedy jak można do ochraniających wiec policjantów krzyczeć „jebać psy!”, ale nie miałem prawa kogokolwiek oceniać, bo nie miałem tych doświadczeń co oni.
To co się zmieniło? W sierpniu nie stałem sam. Stała ze mną Kasia, mieliśmy też przeciwników. Widziałem, jak policjanci traktują mnie, a jak Kasię, a jak panów z Krucjaty „Młodych” aka Ordo Iuris.
W Polsce dużo mówimy o szacunku do kobiet lub osób od nas starszych. Jednak Polska Babcia Kasia była traktowana najgorzej. Kasię i mnie legitymowali praktycznie codziennie. Ją pouczali o wszystko, gdy wymknęło się jej przekleństwo, gdy podchodziła do „młodzieżówki” OI. Policjanci nigdy nie legitymowali panów z OI, nie reagowali, gdy „modlący” nie mieli maseczek, gdy ktoś rzucał bluzgami lub pluł w naszą stronę. Gdy Kasia zwracała na to uwagę funkcjonariuszom, to ją zlewali, patrzyli z góry. Niby małe rzeczy, ale zawsze. Dla mnie to takie miękkie działania, by kogoś zniechęcić.
Wrzesień - historie Kasi
Czym dłużej stałem z Kasią tym bardziej poznałem jej historię protestowania. Opowiadała mi historie o zatrzymaniach, o tym jak policja ją traktowała czy to w radiowozach czy na komendzie. Rozmawiałem z policjantami, widziałem ich reakcje, gdy zacząłem ich upominać jak Kasia. Widziałem co raz więcej różnic między traktowaniem jej a mnie. Słyszałem też ich różne bezsensowne tłumaczenia.
W połowie września była Marsz dla Życia i Rodziny. Widziałem jak zostałem potraktowany przez policjantów podczas tego marszu, a jak dwie dziewczyny. Ja otoczony policjantami, one podane na pożarcie „chrześcijan”. Później widziałem co się działo też z Kasią, która była na początku tego marszu.
Zanurzałem się w relacjach z różnych manifestacji z ostatnich lat, przyglądałem się sylwetkom osób zatrzymanych lub poszkodowanych na takich protestach. Mało kogo mogłem dopasować do siebie. Każda z tych osób nie mieściła się w schemacie, no właśnie kogo? Osób podobnych do mnie?
Październik - policja na usługach Ordo Iuris i Bąkiewicza
Od końca października trwają protesty. Jestem na niemal każdy. Staram się być nie tylko na blokadach czy spacerach, ale i solidarnościowych demonstracjach pod komendami. Dzięki, a może z winy Kasi zdarza mi się być na pierwszej linii. Mam pełny obraz tego co się dzieje.
W ostatnią niedzielę października są protesty pod kościołami. Z Kasią jesteśmy na mszy w kościele Św. Krzyża. Czy chcemy ją zakłócić? Nie, grzecznie zadałem tylko pytanie podczas kazania. Bardziej mieliśmy plan wyjść głównymi drzwiami, by pokazać narodowcom i Ordo Iuris, że nie mają prawa robić selekcji. Wychodząc rozrzuciłem ulotki ze schodów, Kasia pokazała flagę.
Jak się to dla nas skończyło? Mnie nikt nawet nie dotknął, dostałem pouczenie za zaśmiecanie. Kasia została przeciągnięta po schodach na oczach policjantów, którzy nie reagowali, a nawet zachęcali do tego. Niestety nie był to pierwszy raz. Byłem świadkiem wielu podobnych zajść, jak np. przy proteście z Magdą, gdy policja nie reagowała jak „obrońca kościoła” wręcz seksualnie ją napastował, choć stali 5 metrów od nich.
26 października – Kasia pchnięta na ziemie
Mówi się, że działania policja spacerów w ramach Strajku Kobiet od 12 listopada są brutalniejsze. Czy na pewno? Może policja była zawsze tak mocno brutalna, tylko tego nie widzieliśmy. Podczas pierwszej blokad Warszaw 26 października Kasia została pchnięta na ziemie przez policjanta. Coś się we mnie złamało, wtedy zacząłem krzyczeć „Jebać psy!”.
Listopad – pierwszy raz w s**e
Każdy kolejny protest tylko mnie w tym utwierdza. Używany jest gaz, pałki, różne osoby są zatrzymywane i wywożone na komendę. Będąc na placu Powstańców pierwszy raz czuję, że media nie wyolbrzymiają. Wręcz przeciwnie ich relacje nie oddają tego jaka była atmosfera.
Policja stosuje też miękkie działania. Spisuje ludzi, co dla wielu, jak moje przyjaciółki jest bardzo stresujące. O dziwo ja podczas spacerów nigdy nie zostałem spisany, mimo że zawsze chodzę z wielkim transparentem. Młode dziewczyny chyba są łatwiejszym celem. Może myślą, że je łatwiej zastraszyć.
Policjanci są co raz bardziej gorliwi poza protestami. Polskę obiegło wideo jak na Krakowskim Przedmieściu 10 listopada kilku funkcjonariuszy zatrzymuję Kasię. Ja też dostąpiłem wątpliwej przyjemności wsadzenie do tzw. suki. Dwóch większych policjantów wyprowadziło mnie sprzed Pałacu Prezydenckiego, bo nie chciałem się wylegitymować. Niby byłem na to przygotowany, niby nic mi się nie stało, ale zatrzymanie na oczach ludzi i wyprowadzenie do auta policyjnego skutkowało dwiema nieprzespanymi nocami.
Można powiedzieć, że co ja tam wiem. Nie dostałem niczym w twarz od policji, nie byłem trzymany na komisariacie, nikt mnie nie zwyzywał, nie wyśmiewał, nie poniżał. Nie wiem, jak to jest i nie chcę się przekonać.
Nie będę starał się opisywać, jak może się czuć Kasia wrzucona do policyjnej suki i której ubliżają policjanci. Nie będę próbował snuć domysłów co myślała dziewczyna w czerwonej kurtce na pl. Powstańców, gdy była wynoszona przez kilku policjantów albo Margot która koniecznie „musiała” być aresztowana. Bo nie jestem żadną z nich i mam całkiem inne doświadczenia.
Wiem natomiast, że jestem w jakiś sposób uprzywilejowany, a za tym idą obowiązki. M.in. walka o to by osoby inne niż ja, nie były traktowane gorzej tylko dlatego, że z pozoru wymykają się schematom. O tym jak to widzę i co chcę zrobić napiszę w części drugiej.