17/07/2026
Czy naprawdę o taką Polskę nam chodzi?
Nie wiem, jak Wy, ale mam wrażenie, że w Polsce dzieje się coś bardzo niepokojącego.
Coraz mniej rozmawiamy.
Coraz częściej walczymy.
Nie różnimy się poglądami.
My zaczynamy traktować drugiego człowieka jak wroga.
Wojna polsko-polska przestaje być metaforą. Wchodzi na ulice, do Internetu, na zebrania społeczne, do rodzin, do miejsc pracy.
Ludzie są oceniani nie po tym, co robią, ale po tym, na kogo głosują, jak wyglądają, skąd pochodzą, kogo kochają albo jakie media czytają.
Coraz częściej zamiast argumentów pojawiają się wyzwiska.
Zamiast dyskusji – pogarda.
Zamiast współpracy – donoszenie, szukanie haków i publiczne lincze.
Od lat działam społecznie.
I widzę zjawisko, które mnie zwyczajnie przeraża.
Zebrania i inicjatywy społeczne coraz częściej nie są oceniane przez pryzmat efektów dla mieszkańców.
Liczy się znalezienie przecinka.
Literówki.
Potknięcia stylistycznego.
Formalnego haczyka.
Nie po to, żeby coś naprawić.
Po to, żeby kogoś zniszczyć.
To już nie jest społecznikostwo.
To staje się sport polegający na udowadnianiu, że drugi człowiek nie ma prawa zrobić nic dobrego.
Jeszcze bardziej niepokoi mnie coś innego.
Rosnąca akceptacja dla agresji.
Wyzwiska wobec cudzoziemców.
Poniżanie ludzi z powodu koloru skóry.
Obrażanie osób LGBT.
Publiczne nawoływanie do nienawiści.
Wulgarność, która jeszcze kilka lat temu szokowała, dziś dla wielu staje się codziennym językiem.
W ostatnich tygodniach media opisywały między innymi atak na nastolatki z Ukrainy w Bielsku-Białej, które zostały zwyzywane i zaatakowane tylko dlatego, że mówiły po ukraińsku. Eksperci zwracają uwagę, że podobnych incydentów jest coraz więcej i że agresja wobec cudzoziemców przestaje być zjawiskiem marginalnym. (TVN24)
Możemy mieć różne poglądy.
Możemy głosować na różne partie.
Możemy się ze sobą fundamentalnie nie zgadzać.
Ale jest granica, której przekroczyć nie wolno.
Tą granicą jest odczłowieczanie drugiego człowieka.
Bo historia uczy jednej rzeczy.
Każda wielka tragedia zaczynała się od języka pogardy.
Najpierw były żarty.
Potem wyzwiska.
Potem przyzwolenie.
A na końcu przemoc.
Dlatego mówię temu głośne NIE.
Nie dla ksenofobii.
Nie dla nacjonalizmu, który zamienia patriotyzm w nienawiść.
Nie dla homofobii.
Nie dla politycznej przemocy.
Nie dla szczucia jednych Polaków na drugich.
Silne państwo nie buduje się na strachu.
Silne społeczeństwo buduje się na wzajemnym szacunku.
Można kochać Polskę i jednocześnie szanować drugiego człowieka.
Ba…
Moim zdaniem tylko wtedy ta miłość do Polski ma jakąkolwiek wartość.
Jest jeszcze jedna rzecz, która daje mi do myślenia. Zadaję sobie jedno pytanie.
Czy klimat społeczny sprawia, że część ludzi przestaje czuć się bezpiecznie i otwarcie mówić o swoich poglądach czy swojej orientacji ?
Jeżeli odpowiedź choćby w części brzmi „tak”, to mamy problem znacznie poważniejszy niż zwykły spór polityczny.
Bo społeczeństwo, w którym człowiek zaczyna ukrywać swoją tożsamość z obawy przed hejtem, wykluczeniem czy agresją, przestaje być społeczeństwem opartym na wolności.
I właśnie dlatego warto mówić głośno „NIE” wszelkim formom nienawiści — niezależnie od tego, kogo dotyczą.
Wolność nie polega na tym, że większość decyduje, kto ma prawo być sobą.
Wolność polega na tym, że nikt nie musi bać się być sobą.
A Wy?
Czy też macie wrażenie, że przekraczamy granicę, po której coraz trudniej będzie wrócić do normalnej rozmowy?