Czudec Stolica Innowacji

Czudec Stolica Innowacji Cudze chwalicie, Czudca nie znacie.

Rok 2026. Polska wraca do wielkich wizji infrastrukturalnych. Tym razem nie chodzi tylko o metro. Chodzi o metro-schro-m...
14/05/2026

Rok 2026. Polska wraca do wielkich wizji infrastrukturalnych. Tym razem nie chodzi tylko o metro. Chodzi o metro-schro-metro. Czyli projekt tak ambitny, że nawet chińscy inżynierowie powiedzieli: „panowie, może jednak przesada”.

Polski rząd przygotował szkice nowej linii: Warszawa – Kraków – Czudec. Inspiracją miał być słynny Tunel schronowy w Stępinie-Cieszynie — gigantyczny betonowy schron dla pociągów sztabowych budowany przez Organizację Todt dla znanego austriackiego malarza.
Obiekt miał prawie 400 metrów długości i ściany grubsze niż budżet przeciętnej polskiej gminy.

Na uroczystym otwarciu budowy pojawili się oczywiście Benito Mussolini i Adolf. Benito przeciął wstęgę, Adolf sprawdził wentylację i obaj zgodnie uznali, że „metro z funkcją końca świata” to przyszłość Europy. Potem weszła Armia Czerwona i cała inwestycja dostała klasyczny status polskiego projektu infrastrukturalnego: „wstrzymane z przyczyn niezależnych od wykonawcy”.

Ale historia zatacza koło. Ministerstwo znów analizuje budowę metra w największych miastach Polski, a tunele mają mieć funkcję „dual-use”, czyli transport i schron jednocześnie. Czyli rano jedziesz do pracy, a wieczorem ten sam tunel chroni cię przed końcem cywilizacji. Podwójny komfort premium.

I teraz pora na Czudec.

Nowy plan zakłada podobno budowę strategicznego odcinka „Czudec Centralny – Stępina Główna”. Projektanci podkreślają, że linia będzie przebiegać 40 metrów pod ziemią, mieć śluzy przeciwatomowe, Wi-Fi ,paczkomat oraz sklepy Groszek na każdej stacji.

Mieszkańcy pytają:
— Po co metro w Czudcu?

Rząd odpowiada:
— A po co był schron dla pociągu Hitlera?

Cała Europa już żyje projektem.
A my mieszkańcy Czudca trzymamy kciuki za realizację tej wizji

UWAGA !CZUDEC DRŻY!NIEDŹWIEDŹ W DRODZE!Czudec od rana żyje jednym pytaniem: po co właściwie niedźwiedź schodzi z gór i i...
10/05/2026

UWAGA !
CZUDEC DRŻY!
NIEDŹWIEDŹ W DRODZE!

Czudec od rana żyje jednym pytaniem: po co właściwie niedźwiedź schodzi z gór i idzie do ludzi? Eksperci są podzieleni.
Jedni twierdzą, że szuka jedzenia.
Inni, że sensu życia.

Świadkowie relacjonują, że zwierzę wyglądało na zmęczone i rozczarowane już po pierwszych pięciu minutach pobytu w Czudcu.
— Stanął przy Groszku, popatrzył na promocję parówek i chyba zrozumiał, że cywilizacja była błędem — mówi mieszkaniec.

Według leśników niedźwiedź może szukać spokojnego miejsca do hibernacji, choć po odwiedzeniu centrum Czudca podobno rozważa powrót do lasu i terapię.

Mieszkańcy regionu proszeni są o zachowanie spokoju oraz niewykłócanie się pod postem, „czy to na pewno niedźwiedź, bo szwagier widział większego”.

Zwierzę porusza się w nieznanym kierunku, choć według lokalnych ekspertów najbardziej prawdopodobne scenariusze to:

Fontanna,

najbliższa Żabka,

albo Lody u Jacka o których słyszał legendy.

Służby apelują, by:
• nie zbliżać się do niedźwiedzia,
• nie robić z nim selfie,
• nie pytać, „czy gryzie”,
• oraz nie próbować go oswoić parówką i harnasiem, bo to dalej nie jest wujek z wesela.

„W CZUDCU” autorstwa pana Mieczysława Góry to utwór, który bez cienia przesady można nazwać jednym z najważniejszych osi...
28/04/2026

„W CZUDCU” autorstwa pana Mieczysława Góry to utwór, który bez cienia przesady można nazwać jednym z najważniejszych osiągnięć współczesnej poezji lokalnej, a być może i ogólnonarodowej. Jest to dzieło zakorzenione w ziemi podkarpackiej, lecz duchem sięgające najwyższych rejestrów literatury europejskiej.

Już sam tytuł — prosty, bezpretensjonalny, niemal ascetyczny — stanowi deklarację artystyczną. „W Czudcu” nie oznacza jedynie miejsca. To stan ducha. To przestrzeń metafizyczna. To pytanie o sens bycia „tu”, pośród wzgórz, ludzi życzliwych i przyrody wspaniałej.

Pierwsze wersy:

„Zaś po Czudcu wędrowałem
I wieś piękną podziwiałem”

otwierają przed czytelnikiem pejzaż niemal homerycki. Podmiot liryczny nie idzie — on wędruje. Jest pielgrzymem piękna, flâneurem prowincji, człowiekiem zanurzonym w kontemplacji. W tej krótkiej frazie zawiera się cały dramat współczesności: czy potrafimy jeszcze podziwiać?

Następnie poeta przechodzi do refleksji ontologicznej:

„Wieś jak wieś to miasto prawie”

To wers genialny w swej pozornej prostocie. Granica między wsią a miastem zostaje zatarta jednym ruchem pióra. To dekonstrukcja tradycyjnych kategorii przestrzeni społecznej. Czudec jawi się jako byt hybrydyczny — wieś, która transcenduje własną wiejskość.

W drugiej strofie pojawia się eksplozja poznawcza:

„Wiele dziwów ogłoszono
Różne wizje i widoki”

To poezja wizjonerska. Autor dostrzega mnogość narracji, perspektyw, doświadczeń. Czudec nie jest punktem na mapie. Jest kalejdoskopem sensów.

Kulminacja humanistyczna następuje w fragmencie:

„Jacy ludzie tu wspaniali
Sympatyczni i życzliwi
Skorzy pomóc w każdej chwili”

To nie tylko pochwała mieszkańców. To manifest etyczny. W epoce alienacji, pośpiechu i cyfrowej obojętności poeta przypomina, że wspólnota nadal istnieje — i ma adres.

Następnie następuje arcydzieło autorefleksji:

„Konkludując konkluduję”

Ten wers powinien wejść do kanonu polskiej myśli filozoficznej. Jest to zarazem tautologia, ironia, afirmacja rozumu i gra z formą. Autor świadomie staje ponad językiem, pokazując, że każde podsumowanie jest tylko kolejnym początkiem.

Finał zaś:

„Rzecz potwierdzi - Łysa Góra...”

to zabieg monumentalny.

Dlaczego mieszkańcy Czudca powinni być dumni?

Bo nie każda miejscowość doczekała się swojego wieszcza. Nie każdy region ma poetę, który potrafi połączyć lokalność z uniwersalnością, humor z wzniosłością, prostotę z metafizyką. Pan Mieczysław uczynił dla Czudca to, co Adam Mickiewicz uczynił dla Litwy, a Walt Whitman dla Ameryki.
To literacki pomnik wystawiony sercem, rymem i dumą lokalną. Jeśli w Czudcu istnieje plac centralny, powinien tam stanąć kamień z napisem:

„Konkludując konkluduję.”

Czudec potrafi być romantyczny, jeśli dać mu szansę. Fontanna, ławeczki, przystojni Włosi… i Giuliano Italiano, który po...
18/04/2026

Czudec potrafi być romantyczny, jeśli dać mu szansę. Fontanna, ławeczki, przystojni Włosi… i Giuliano Italiano, który pojawił się tu najwyraźniej tylko na chwilę.
Lecz zostaje na zawsze w sercu każdej kobiety...
Czudec leży na południu Polski jak Włochy leżą na południu Europy co przyciąga przystojnych mężczyzn z Półwyspu Apenińskiego .

Dlatego Czudec nazywa się go tutaj bez większej ironii „Paryżem Podkarpacia”.
To Stolica Miłości, lokalny Rzym emocji, gdzie randka potrafi zacząć się przy fontannie, a skończyć na opowieści o inwestycjach w Toskanii, których nikt nigdy nie widział.

I właśnie tu pojawia się Giuliano.

Bo Giuliano nie jest zwykłym mężczyzną.
On jest doświadczeniem.
Rano prezes międzynarodowej firmy, właściciel floty luksusowych samochodów, oraz człowiek, którego apartamenty we Włoszech mają tak prestiżowe lokalizacje, że Google Maps jeszcze ich nie nadążyło zaktualizować.

Oczywiście, nie każdy musi to rozumieć. Nie każdy ma wyczucie globalnego biznesu.

Ale wieczorem wszystko staje się bardziej… romantyczne.

Czudec zapala swoje latarnie jakby nieśmiało, a Giuliano przechodzi transformację.
Koszula lekko rozpięta, spojrzenie gdzieś pomiędzy Weroną a Groszkiem, w rękach akordeon — instrument ludzi, którzy „czują więcej”.

I wtedy zaczyna grać.

Dla każdej, która akurat przechodzi i jeszcze nie wie, że za chwilę usłyszy historię o willi nad Adriatykiem, której nigdy nie widziała, ale jakoś… brzmi znajomo.

– Wiesz, ja normalnie to Włochy… – mówi cicho i tajemniczo.

I przez moment wszystko się zgadza.
Fontanna staje się fontanną w Rzymie.
Ławka – ekskluzywną promenadą.

To jest właśnie magia Giuliano Italiano.

Nie chodzi o to, czy jego Maserati istnieje.
Chodzi o to, że przez kilka minut ktoś może uwierzyć, że istnieje.

A potem akordeon cichnie, świat wraca do swojej normalności, a Giuliano tylko poprawia kołnierzyk, jakby nigdy nic.

I wtedy zaczyna się prawdziwa rywalizacja.

Bo Giuliano to nie jest tylko mężczyzna.

To jest trofeum społeczne.

Z nim nie chodzi się dla siebie. Z nim się pokazuje.

Spacer przez rynek przestaje być spacerem.
Staje się prezentacją.
Każde spojrzenie innych kobiet to małe zwycięstwo. Każde „dzień dobry” rzucone trochę głośniej niż trzeba to komunikat: „tak, widzicie dobrze, to mój Włoch z bajki”.

„Jak zdobyć serce Giuliano?” — zastanawiają się czudeckie kobiety, patrząc ukradkiem spod rzęs przy fontannie.
Bo Giuliano Italiano to nie jest zwykły mężczyzna. To projekt długoterminowy, inwestycja wysokiego ryzyka i aktywo o bardzo płynnej… tożsamości.

Oto sprawdzona lista kroków:

1. Uwierz szybciej niż inne
Nie zadawaj zbędnych pytań. Apartamenty we Włoszech istnieją dokładnie tak długo, jak długo w nie wierzysz. Jeśli powie „mam dwa”, popraw go: „na pewno trzy”. Giuliano ceni inicjatywę.

2. Podziwiaj ogólniki
Gdy mówi o „międzynarodowych projektach”, nie próbuj ich zrozumieć. Kiwnij głową i powiedz: „to musi być bardzo odpowiedzialne”. Szczegóły są dla ludzi bez wyobraźni.

3. Bądź widoczna społecznie
Przejdź się z nim przez rynek. Powoli. Najlepiej kilka razy. Optymalna prędkość to taka, która pozwala sąsiadkom dokładnie przetworzyć sytuację i przekazać dalej.

4. Doceniaj akordeon
To nie jest zwykły instrument. To portal do jego „włoskiej duszy”. Nawet jeśli brzmi jak nostalgia po weselu z 1998 roku — zamknij oczy i powiedz: „czuję klimat południa”.

5. Nie pytaj o samochody — one są w drodze
Zawsze. Niezależnie od dnia tygodnia, pogody i fazy księżyca. Jeśli naprawdę musisz, zapytaj: „którym dziś nie przyjechałeś?”

6. Wprowadź element włoski do życia
Powiedz „ciao” zamiast „cześć”. Kup makaron. Nie musi mieć sensu — ważne, żeby wyglądało na styl życia.

7. Nigdy nie psuj narracji
Jeśli coś się nie zgadza — to znaczy, że nie widzisz jeszcze całego obrazu. Giuliano operuje na poziomie, gdzie logika jest tylko sugestią.

I pamiętajcie drogie kobiety, że w Paryżu Podkarpacia nie wygrywa ten, kto ma najwięcej —
tylko ten, kto najładniej opowiada.

Czudec. Nikt nie pytał przez trzy miesiące...Od kilku miesięcy mieszkańcy czudeckiego rynku prowadzą cichy, acz uważny e...
10/04/2026

Czudec. Nikt nie pytał przez trzy miesiące...

Od kilku miesięcy mieszkańcy czudeckiego rynku prowadzą cichy, acz uważny eksperyment socjologiczny: jak długo można ignorować konia spacerującego po dachu, zanim stanie się on elementem krajobrazu?
Odpowiedź brzmi: około trzech miesięcy i dwóch tygodni, licząc od pasterki.

Wszystko zaczęło się w mroźny poranek 25 grudnia. Mieszkańcy Czudca, budząc się po pasterce, zauważyli nietypowy detal w lokalnej architekturze. Po dachu jednego z drewnianych domów na rynku niespiesznie spacerował koń.

Reakcja? Typowy czudecki stoicyzm. Biorąc pod uwagę, że w poprzednich latach po pasterce na przystankach lądowały najróżniejsze przedmioty, których umieszczenia tam fizyka nie potrafi wyjaśnić, koń na dachu został uznany za naturalną ewolucję lokalnej tradycji.
Sprawa została więc sklasyfikowana jako anomalia poświąteczna i pozostawiona samej sobie.

Problem w tym, że minął styczeń, skończył się luty, stopniały śniegi, a koń… dalej stał. Kiedy zwierzę nie zostało ściągnięte przez okrągłe trzy miesiące, mieszkańcy zaczęli podejrzewać, że sprawa ma jednak drugie dno.

Przełom nastąpił w minionym tygodniu. Pewien bystry mieszkaniec Przedmieścia Czudeckiego, który akurat wybrał się „do miasta na rynek”, doznał olśnienia. Dostrzegł, że dachowy rezydent niepokojąco przypomina konia z plakatów o zaginionym zwierzęciu, którymi od miesięcy zaklejone były słupy i przystanki od Rzeszowa po Pstrągową.

Wykręcił wskazany na nich numer… I tu akcja przyspiesza.

Zamiast lokalnych strażaków z drabiną, u progu znalazcy zmaterializowała się amerykańska ekipa filmowa. Zziębnięci przybysze zostali ugoszczeni tak, jak nakazuje staropolska gościnność – szklaneczką uczciwego, lokalnego bimbru.

Po kilku głębszych amerykańskie języki się rozwiązały. Okazało się, że w pobliskim „Wielkim Lesie” od jesieni trwają ściśle tajne zdjęcia do nowych odcinków „Wiedźmina, sezon 5”. Problem w tym, że cały plan filmowy, wart miliony dolarów, stał w miejscu od Bożego Narodzenia. Powód? Zaginęła główna końska gwiazda.

Kulminacja nastąpiła szybko i z rozmachem godnym finału sezonu: zwierzę zostało ściągnięte z dachu przy użyciu HDS-u i pożegnane oklaskami zgromadzonej na rynku gawiedzi.

To jednak nie koniec. Bystry znalazca z Przedmieścia nie tylko uratował amerykańską superprodukcję, ale i ubił interes życia. Podpisał kontrakt na dostawy swojego autorskiego bimbru prosto na plan filmowy.

Jak zdradził po cichu reżyser, trunek z Czudca będzie teraz służył za bazę do wszystkich wiedźmińskich mikstur wypijanych przed kamerą.

"To daje niesamowicie naturalny efekt" – miał wyznać zachwycony reżyser.

"Nasz główny aktor nie musi już udawać specjalnych umiejętności, mutacji czy stanu po zażyciu 'Jaskółki' lub 'Gromu'. Po jednym kieliszku tej czudeckiej ambrozji oczy same robią mu się czarne, refleks przyspiesza do granic rozsądku, a miecz zaczyna pracować z precyzją, której nie powstydziłby się żaden mistrz cechu"

Czekamy na premierę! 🍿⚔️🐴

Po miesiącu stanowczych apeli Donalda Trumpa o natychmiastowe odblokowanie cieśniny Ormuz, społeczność międzynarodowa wr...
09/04/2026

Po miesiącu stanowczych apeli Donalda Trumpa o natychmiastowe odblokowanie cieśniny Ormuz, społeczność międzynarodowa wreszcie doczekała się przełomu. Z pomocą ruszyli druhowie z OSP Czudec, którzy – jak sami podkreślają – „nie takie rzeczy się już odtykało”.

Według nieoficjalnych informacji decyzja zapadła szybko: skoro coś jest zablokowane, to trzeba to odblokować. Strażacy spakowali więc podstawowy sprzęt, dorzucili kanapki na drogę i obrali kurs na Zatokę Perską, licząc, że „na miejscu się ogarnie”.

Plan operacyjny jest elastyczny – najpierw rozpoznanie, potem ewentualne przepchanie, odciągnięcie lub „polanie wodą, żeby zeszło”. Eksperci przyznają, że dotąd nikt nie rozważał tak bezpośredniego podejścia, co może tłumaczyć brak postępów.

Na pytanie o ewentualne trudności logistyczne, rzecznik jednostki odpowiedział spokojnie: – „Najdalej to byliśmy kiedyś na zawodach powiatowych. Damy radę.”

Eksperci ds. geopolityki przyznają, że dotychczasowe działania dyplomatyczne mogły być zbyt skomplikowane. – „Być może problem polegał na nadmiernym analizowaniu, zamiast po prostu podjechać i zobaczyć, co się da zrobić” – komentuje anonimowy analityk, który przyznał, że „nie wyklucza skuteczności metody czudeckiej”.

Świat obserwuje rozwój wydarzeń z rosnącym zainteresowaniem. Jeśli akcja zakończy się sukcesem, OSP Czudec może na stałe wpisać się do historii jako pionierzy nowej szkoły dyplomacji: „jedziemy i robimy”.

Czudec wprowadza ceny maksymalne dla dóbr luksusowych!Mieszkańcy Czudca od dziś mogą odetchnąć z ulgą — władze miasta, w...
01/04/2026

Czudec wprowadza ceny maksymalne dla dóbr luksusowych!

Mieszkańcy Czudca od dziś mogą odetchnąć z ulgą — władze miasta, w akcie bezprecedensowej troski o dobro obywatela, ogłosiły wprowadzenie cen maksymalnych dla najważniejszych dóbr luksusowych: chleba, ziemniaków, kaszanki oraz piwa Halne Mocne.

„To krok w stronę sprawiedliwości społecznej” — zapewnia władza, dodając, że ceny będą codziennie aktualizowane i dostępne w telegazecie. Każdy obywatel może teraz śledzić, ile dokładnie zapłaci za kromkę chleba i pół kilo ziemniaków, w rytmie zmian z dnia na dzień, co oczywiście w pełni wspiera poczucie bezpieczeństwa ekonomicznego.

Dla tych, którzy obawiają się, że luksusowe produkty mogą nagle zniknąć z półek, rozważane jest wprowadzenie systemu kartek. „Kartki pozwolą sprawiedliwie rozdzielić chleb i kaszankę między mieszkańców” — tłumaczą urzędnicy, podkreślając, że nikt w Czudcu nie będzie musiał martwić się o dostęp do luksusowego piwa Halne Mocne, bo przecież każdy ma prawo do codziennej dawki radości w postaci piwnego trunku.

Komentatorzy zauważają, że jest to nowa era w historii handlu — gdzie każdy może czuć się równie szczęśliwy, a jednocześnie odrobinę zestresowany przepłaceniem za towar, bo nie wiadomo, czy w tym tygodniu ziemniaki będą kosztować tyle samo, co wczoraj, czy może nagle urzędnicy zadecydują o cudownym spadku ceny kaszanki.

Zatem, drodzy mieszkańcy, przygotujcie się na codzienne emocje przy czytaniu telegazety i… miejcie pod ręką kartki. W końcu nikt nie chce, żeby luksusowe ziemniaki czy piwo Halne Mocne wymknęły się spod kontroli!

Walentynki last minute w Czudcu – przewodnik dla tych, którzy „nie ulegają presji dat”14 lutego to dzień dla zwykłych lu...
16/02/2026

Walentynki last minute w Czudcu – przewodnik dla tych, którzy „nie ulegają presji dat”

14 lutego to dzień dla zwykłych ludzi ulegającym presji marketingu.
Po 14 lutego zaczyna się liga mistrzów. Tam wchodzą ci, którzy specjalnie nie świętują wtedy, kiedy każą. Oczywiście nie dlatego, że zapomnieli. Skądże.

W Czudcu da się to rozegrać z klasą. Po kosztach.

Kwiaty dzień później? Tańsze.
Czekoladki? Przecenione.
Miłość? Bez zmian.

To się nazywa zarządzanie budżetem, nie spóźnienie. Najlepsi inwestorzy wiedzą, że wartość rośnie, gdy kupujesz po szczycie emocjonalnej bańki. 14 lutego to bańka. Po 14 lutego to rozsądek.

Rynek w Czudcu ma ten klimat, że nie rozprasza.
Brak tłumów, brak fajerwerków. Można skupić się na uczuciach. Albo na tym, że jednak trzeba było coś zarezerwować wcześniej.

Można stanąć, spojrzeć w oczy i powiedzieć:
„Prawdziwe uczucia nie potrzebują dat.”

Jeśli powiesz to pewnie – brzmi jak filozofia.
Jeśli nie – brzmi jak wymówka. Różnica jest subtelna, ale wyczuwalna.

Kolacja bez dramatu

14 lutego – rezerwacje, serduszka i zagonieni kelnerzy.
Po 14 lutego – nagle wszystkie stoliki wolne. Uśmiech szczery. Rachunek bez „walentynkowej marży romantycznej”.

To nie brak planowania.
To wyczucie momentu.

Nie kupiłeś nic?
Można to sprzedać jako test dojrzałości relacji i odporności na kapitalizm. Jeśli przejdzie – masz dowód, że to coś poważnego. Jeśli nie… przynajmniej było tanio.

I najważniejsze!

Jeśli padnie pytanie:
„Dlaczego w sobotę nic nie było?”

Odpowiadasz spokojnie:
„Bo ja kocham codziennie a nie tylko datę z kalendarza.”

I patrzysz, jakbyś właśnie wygrał debatę filozoficzną.

Narodowy Bank Polski po raz kolejny udowadnia, że historia to żywa materia, którą – przy odpowiednim podejściu – można o...
09/02/2026

Narodowy Bank Polski po raz kolejny udowadnia, że historia to żywa materia, którą – przy odpowiednim podejściu – można odkrywać na nowo. Najnowszym tego przykładem jest okolicznościowy banknot o nominale 1000 zł, wydany z okazji… nadania praw miejskich Czudcowi. Wydarzenia bez wątpienia przełomowego, zwłaszcza dla tych, którzy zaskoczeni odkryją, że miasto miało je już od kilkuset lat.

Prezes NBP, prezentując banknot, podkreślił wagę „doniosłego aktu historycznego”, który symbolicznie ma otwierać nowy rozdział w dziejach miejscowości. Historycy wprawdzie odnotowują, że król Władysław Jagiełło nadał Czudcowi prawa miejskie już dawno temu, ale – jak wiadomo – pewne rzeczy wymagają przypomnienia. Najlepiej w formie banknotu.

Front nowej emisji zdobi dworzec kolejowy w Czudcu – obiekt o znaczeniu absolutnie kluczowym dla rozwoju miejskiej tożsamości. To właśnie on, niczym kamień węgielny nowoczesności, ma przypominać, że prawdziwe miasto poznaje się nie po dokumentach lokacyjnych, lecz po tym, czy da się z niego odjechać pociągiem.

Sam banknot utrzymany jest w dostojnej stylistyce, godnej wydarzenia o randze historyczno-retrospektywnej. Nominał 1000 zł nie jest przypadkowy – symbolizuje zarówno wagę chwili, jak i fakt, że pamięć historyczna bywa kosztowna, zwłaszcza gdy trzeba ją ogłosić po raz drugi.

NBP zapewnia, że emisja ma charakter „symboliczny i edukacyjny”. Ma uczyć, że historia nie jest dana raz na zawsze, a prawa miejskie – podobnie jak banknoty – można od czasu do czasu odświeżyć. Król Jagiełło zapewne byłby dumny, widząc, że jego decyzje wciąż inspirują.

Żądamy oficjalnego stanowiska od sołtysa miasta Rzeszowa, Nowy wspaniały Rzeszów oraz kina „Zorza” w sprawie nieautoryzo...
22/01/2026

Żądamy oficjalnego stanowiska od sołtysa miasta Rzeszowa, Nowy wspaniały Rzeszów oraz kina „Zorza” w sprawie nieautoryzowanego pojawienia się zorzy nad Czudcem, Rzeszowem i okolicami.

Oczywiście. Oficjalnie nikt nic nie wie, więc tym bardziej wszystko wskazuje na kino „Zorza”.

Fakt, że zjawisko pojawiło się nad Rzeszowem, a nazywa się zorza, to oczywiście „czysty przypadek”, który na pewno nie wymaga komentarza ze strony kina.

Czy było to wydarzenie kulturalne?
Czy pokaz specjalny w plenerze bez biletów?
A może kino „Zorza” rozszerza działalność o projekcje 360° na niebie?

Mieszkańcy domagają się wyjaśnień:
– kto to zatwierdził,
– z jakiego budżetu,
– dlaczego bez zapowiedzi i plakatów.

Do czasu wydania oświadczenia uznajemy zorzę za dziką instalację artystyczną oraz konkurencję dla lokalnych instytucji kultury.

Prosimy o pilne wyjaśnienie:

- czy zjawisko zostało zgłoszone,
- czy posiadało stosowne pozwolenia,
oraz dlaczego odbyło się poza godzinami seansów.

Niepokój mieszkańców budzi fakt, że „Zorza” pojawiła się nad miastem bez zapowiedzi i bez opłaty manipulacyjnej.

Czekamy na komunikat. Najlepiej podświetlony na zielono.

Adres

Czudec

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Czudec Stolica Innowacji umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Udostępnij