12/07/2017
Park. Rozmawiamy i liczymy mrówki, które próbują wejść do naszych sandałów, w poszukiwaniu cienia. Jest naprawdę upalnie. Wtem podchodzi pan, przerywa nam rachunki i dyskusję. Czy istnieje jakaś zależność między dziewczętami siedzącymi w parku, a przyciąganiem podchmielonych nieznajomych, którzy z chęcią opowiedzą jak to jest? Czy wy też ją zauważyliście? Pan odkłada swoje reklamówki, w których są inne reklamówki, a w nich na pewno jakieś skarby. Podciąga dżinsy i wpycha głębiej do spodni swoją polarową kraciastą koszulę. Nachyla się nad leżącą na ławce książką.
- Co czytacie? - pyta.
- Książkę. - decydujemy się na odpowiedź w stylu "idź sobie".
- Ha! Co wy myślicie, że jestem durny? Przecież widzę, że książkę! - mruży oczy i próbuje odczytać nazwisko autora pełne liter iście polskich: ł, ą, ż.
- Wy polaczki! - wykrzykuje.
Są takie tematy, które pewne grupy osób zawsze chcą omówić (albo wyłożyć) gdy dowiadują się, że spotkane osoby pochodzą z Polski. Pan zaczął od miłości, ale wywód zmierzał w kierunku katastrofy.
- Ja wszystkich kocham! I Ukraińców, i polaczków kocham. Tylko moskali nie! To zło. Ja im mówiłem żeby przestali do dzieci w tym języku gadać, bo nie można! - wskazuje palcem na siedzącą na ławce obok rodzinę, która w tym momencie odwraca głowy, jakby wcześniej wcale się nie przysłuchiwała. Po kilku soczystych zdaniach krytyki dotyczących osób rosyjskojęzycznych pan płynnie przechodzi do sedna:
- Putin zabił Kaczyńskiego! Bo kto mógłby? Chyba tylko Bóg, ale Bóg by takiego nie zrobił, a Szatan? A Szatan - owszem! Oni radarami tak zrobili, że samolot krasz dałn. To czysty dewil. Zaczęło faktycznie robić się jak w piekle, upał i wykłady o Smoleńsku. Na szczęście w tym samym momencie postanowiłyśmy wstać i udać się po lody. Pan zaczął zbierać swoje skarby, nie przerywając opowieści. Gdy odchodziłyśmy, mówił już o Leninie. Nie pozwoliłyśmy ucałować rączek, mimo usilnych próśb.