02/09/2026
🇮🇸 Islandczycy w referendum odrzucili wniosek o rozpoczęcie negocjacji akcesyjnych z UE. Jakie były główne powody tej decyzji? Suwerenność – obawa, że wejście do UE oznaczałoby utratę kontroli nad kluczowymi obszarami polityki krajowej i własnym prawodawstwem.
Obawa o ingerencję w ich zasoby naturalne i wyjątkowe kompetencje, czyli rybołówstwo.
Gdyby porównać to do Polski – my mamy swoje wyjątkowe zasoby węgla i kompetencje z tym związane.
Wcześniej z podobnych powodów wejście do wspólnoty europejskiej w referendum odrzuciły już Norwegia i Szwajcaria, a Duńczycy w referendum ograniczyli kompetencje UE do ingerencji w ich sprawy wewnętrzne i wymiar sprawiedliwości.
Mała Islandia właśnie pokazuje, jak uczciwie i z godnością broni się przed ingerencją w swoje prawodawstwo i zasoby.
A u nas? UE nie tylko zakazała korzystania z naszych naturalnych kompetencji, czyli węgla, i każe go wygaszać, ale również zablokowała wszystkie nasze środki – do czasu, aż do władzy wrócą jej lizusy. Niby chodziło o ustawę o KRS, tymczasem gdy Tusk wrócił do władzy, środki nie dość, że natychmiast odblokowano (nie zmieniając żadnej ustawy), to jeszcze nowy KRS wybrano na podstawie dokładnie tej samej ustawy. A UE… nie zrobiła nic.
Wynik referendum w Islandii od razu wywołał komentarz w głównym niemieckim dzienniku "Süddeutsche Zeitung", który napisał: "Odpowiedzialność za decyzję o rozpoczęciu rozmów z UE muszą wziąć na siebie politycy – pani premier i rząd. Przerzucanie tej odpowiedzialności na naród jest opacznie pojmowaną demokracją" – koniec cytatu.
Czyli według Niemców takie decyzje powinny podejmować wybrane przez nich marionetki, a nie jacyś tam ludzie – jakaś tam demokracja. Tak mówią właśnie ci, którzy najgłośniej bronią demokracji.