16/08/2026
Księżniczka Marianna w roku w którym rozpoczęła podróż do Ziemi Świętej. Akwarela J.C. Valois, 1849.
12 lipca 1849 parowiec bocznokołowy "Król Willem I" z księżniczką Marianną Orańską na pokładzie wyruszył w rejs, który prawdopodobnie był przykrywką dla oczekiwanego porodu jej pozamałżeńskiego dziecka z Van Rossumem. W skład książęcej kompanii wchodziło dwanaście osób w tym pastor Van Senden (w swoich pamiętnikach opisał tę podróż ) i oczywiście Johannes Van Rossum sekretarz/bibliotekarz, a jednocześnie ukochany księżniczki. Według planu podróż miała potrwać pięć miesięcy, ale ostatecznie okazało się, że trwała trzynaście. W tym czasie statek „Willem I” pokonał trasę wiodącą wzdłuż francuskiego wybrzeża (Le Havre), via Portugalia i Hiszpania (Cadiz, Sewilla, Granada) na Sycylię, gdzie nieoczekiwanie dla uczestników podróży kapitan zarządził postój dłuższy niż dwa miesiące. Księżniczka Marianna w towarzystwie Johannesa Van Rossum i pastora Van Senden opuściła pokład i zamieszkała w wynajętym w Cefalu domu, gdzie 30 października 1849 r. urodziła chłopca. Dziecku dano imiona: Johannes Willem: po jego naturalnym ojcu Johannesie Van Rossum i po jej ojcu królu Wilhelmie I. Nie wiadomo do dziś, czy pastor Van Senden był uprzedzony o nadchodzącym radosnym, aczkolwiek dla niego dość kłopotliwym wydarzeniu. Pewne jest, że w nim uczestniczył i wkrótce po narodzinach chłopca trzymał dziecko do chrztu. Tymczasem towarzysze podróży, nieświadomi tego, co działo się w Cefalu, spędzali czas na pokładzie statku zakotwiczonego na redzie Catanii i na wycieczkach po okolicy. 13ego listopada dotarła do nich wreszcie wiadomość, że księżniczka ze swą świtą powraca na statek i rejs będzie można kontynuować. Dzieciątko pozostało tymczasem na Sycylii. W zachowanych listach i dziennikach podróży żaden z uczestników nic nie wspomina o widocznej zmianie wyglądu księżniczki, być może ze względu na (po)żądaną dyskrecję. Jedynie holenderski konsul na Sycylii donosił w swym raporcie do ministra Spraw Zagranicznych w Hadze, że księżniczka Marianna opuściła wyspę „blada i mocno wychudzona”. Tymczasem statek, jak gdyby nigdy nic wziął kurs na Aleksandrię.