31/08/2025
🔥Anna Walentynowicz, z domu Lubczyk, urodziła się w 1929 roku w ukraińskiej rodzinie w Siennem pod Równem.
Jej rodzice, Nazar i Pryśka, mieli sześcioro dzieci.
Wojnę przeżyła jako dziecko w dramatycznych okolicznościach: oddana do pracy u polskiej rodziny Teleśnickich, straciła kontakt z bliskimi.
Słyszała wtedy straszne słowa: „Jeśli powiesz, że jesteś Ukrainką – to cię zabiją”.
To piętno nosiła przez całe życie. Teleśniccy zabrali ją najpierw w okolice Warszawy, a po wojnie – do Gdańska. Tam już została.
Anna wyrobiła sobie nowy akt urodzenia – w papierach stała się Polką. Ukraińskie korzenie ukrywała tak głęboko, że nie mówiła o nich nawet przyjaciołom, a ostatecznie dopiero wiele lat później spotkała swoją rodzinę w Równem – po ponad pięćdziesięciu latach rozłąki. Dopiero wtedy jej bliscy dowiedzieli się, że ich siostra żyje.
W Gdańsku zaczęła od pracy jako służąca, a w 1950 roku zatrudniła się w Stoczni Gdańskiej. Była spawaczką, później suwnicową. Pracowała ciężko, często kilkanaście godzin.
Nigdy nie godziła się na niesprawiedliwość – walczyła o prawa kobiet, pisała skargi do władz, organizowała ludzi do walki o wolność.
To właśnie jej wyrzucenie z pracy w sierpniu 1980 roku stało się bezpośrednią iskrą, która zapaliła wielki strajk. Robotnicy rozpoczęli protest z żądaniem jej przywrócenia. To od niej zaczęła się fala, która przerodziła się w powstanie „Solidarności”.
Anna była sercem strajku-obecna w stoczni, przemawiała do robotników, podtrzymywała na duchu, a jej determinacja sprawiła, że ludzie nie rozchodzili się do domów.
A jednak o tym, że była Ukrainką, wciąż w Polsce prawie nikt nie mówi. Sama przez większość życia bała się o tym opowiedzieć.
Dopiero pod koniec lat dziewięćdziesiątych, tuż przed tragiczną śmiercią w katastrofie smoleńskiej, zaczęła otwarcie wspominać o swoich korzeniach.
Pamiętajmy o Pani Annie-Ukraince z pochodzenia, Polce-z wyboru…