Filia Lgoczanka

Filia Lgoczanka Dane kontaktowe, mapa i wskazówki, formularz kontaktowy, godziny otwarcia, usługi, oceny, zdjęcia, filmy i ogłoszenia od Filia Lgoczanka, Biblioteka, Lgoczanka 1A, Lgoczanka.

Dzień dobry. Zdarza się, że to Wy Czytelnicy polecacie mi książkę, do której w swoich literackich podróżach jeszcze nie ...
29/05/2026

Dzień dobry. Zdarza się, że to Wy Czytelnicy polecacie mi książkę, do której w swoich literackich podróżach jeszcze nie dotarłam. Tak było z powieścią S. Downing zatytułowanej „Moja doskonała żona”, kryminałem z elementami thrillera. Ten znakomity debiut literacki wciągnął mnie od pierwszych stron, odmieniałam słowo „doskonałość” przez wszystkie przypadki, odkrywając jego różne odcienie. Millicent to perfekcyjna żona, dbająca o rodzinę, realizująca się na gruncie zawodowym. Kobieta lubi ustalony porządek, zasady, które wprowadziła w rodzinie, mają być przestrzegane. Czego brakuje w tym obrazie ideału?...prawdziwych uczuć. Nawet, jeżeli się uśmiecha, przytula swoich bliskich, wyraźnie wyczuwa się coś lodowatego i odpychającego. Niby idealna żona, niby idealne małżeństwo, ale za tą nieskazitelną fasadą kryje się makabryczna historia, którą poznajemy z perspektywy męża. To on wcielając się w rolę niesłyszącego Tobiasa, namierza kobiety i nawiązuje z nimi relacje, by następnie „wystawić” je swojej doskonałej żonie. Millicent przetrzymuje kobiety, bestialsko je męczy i morduje. Czy „biedny mąż” próbujący zasłużyć na miłość i uwagę żony został tak zdominowany przez mistrzynię manipulacji? A może sama świadomość tego, co robi, jest dla niego makabryczną rozrywką? Odpowiedzi są bardzo nieprzewidywalne, ale ja nie dostrzegłam w nich jakiegokolwiek usprawiedliwienia. Autorka kreując postać męża Millicent, do końca nie podała jego prawdziwego imienia, raz pokazując go jako wspólnika, innym razem jako ofiarę. Z kolei kobieta jest wyłącznie wzorową żoną i morderczynią, psychopatką realizującą swoje chore potrzeby. Nie ma ona żadnych wyrzutów sumienia, jej popisowa powierzchowność skrywa bestialską twarz. Taka była od najmłodszych lat…Fabuła „Mojej doskonałej żony” na pewno odbiega od utartych schematów i to jest plus powieści. Być może czasami przyspieszyłabym tempo, ale fakt jest taki, że trudno było mi się oderwać. Niby nie dzieje się nic spektakularnego, przez większość powieści wiele jest w sferze domysłów, a i tak przyciąga niby magnes, dlatego w 100% polecam. Jak skończy się historia doskonałej żony i jej męża? Odpowiedzi znajdziecie na stronach tego mrocznego thrillera.
Sylwia

Dzień dobry. Czasami autorzy wychodzą ze swojej strefy komfortu czytelniczo-wydawniczego i powstaje książka zupełnie inn...
08/05/2026

Dzień dobry. Czasami autorzy wychodzą ze swojej strefy komfortu czytelniczo-wydawniczego i powstaje książka zupełnie inna niż dotychczas. Mamy inny gatunek, ciężar przekazu też ulega zmianie. Tak jest z powieścią Siembiedy „Gołoborze”. Autor znany ze swoich fenomenalnych powieści sensacyjnych, kryminalnych z elementami historycznymi, tym razem postawił nacisk na aspekt moralny, na bardziej wyraziste tło społeczne. O czym opowiada „Gołoborze”…o wielopokoleniowej wojnie między dwoma rodzinami Kończakami a Cebrzynami. Ta samonapędzająca się machina zemsty wyznacza losy kolejnych członków rodzin. Nikt nie wyciąga ręki do zgody, a nawet gdyby próbował, to przeciwnicy jej nie przyjmą, a własna rodzina wyprze się go. To nie jest konflikt na poziomie Cześnika Raptusiewicza i Rejenta Milczka – bohaterów Aleksandra Fredy. Główne skrzypce gra tutaj wendeta, mylnie definiowany honor rodziny, które od wieków nakazują wziąć rozrachunek ze zwaśnionym klanem. Kończak musi odpłacić się Cebrzynie, Cebrzyna Kończakowi, a rewanż przybiera często formę drastyczną. „Gołoborze” nie jest łatwą książką, pomimo tego nie potrafiłam się od niej oderwać. Czasem mnie przytłaczała, innym razem dawała nadzieję, że ten konflikt można zakończyć. W powieści Siembiedy możemy przejrzeć się jak w lustrze i zobaczyć, że ten przykład nie jest odosobniony, wokół nas wciąż mają miejsce spory. Nie mam na myśli podziałów politycznych, tylko wewnętrzne rodzinne utarczki, niezgodę panującą między ludźmi. Te antagonizmy wciąż są żywe. Siembieda w sposób mistrzowski odmalował emocje towarzyszące bohaterom oraz obraz świętokrzyskiej wsi, która jest niemym obserwatorem wydarzeń. Czuć w tym wszystkim prawdę, może dlatego tak przyciągała mnie fabuła, jednocześnie obnażając ciemność ludzkiej psychiki. Tytuł rewelacyjnie oddaje aurę wydarzeń. Co to takiego gołoborze? To skalne rumowisko pozbawione roślinności, powstałe w wyniku silnego wietrzenia. Dla mnie historia Kończaków i Cebrzynów jest właśnie takim symbolicznym gołoborzem. Są jak te skały odarte z ludzkich uczuć, poddani mocnym wiatrom przeszłości, która rodzi tylko nienawiść. Książka Siembiedy zrodziła we mnie wiele refleksji, czasem nawet mnie przygnębiła, ale i tak warto było ja przeczytać.
Sylwia

Kartezjusz mawiał: "Czytanie dobrych książek jest niczym rozmowa z najwspanialszymi ludźmi minionych czasów."
29/04/2026

Kartezjusz mawiał: "Czytanie dobrych książek jest niczym rozmowa z najwspanialszymi ludźmi minionych czasów."

Dzień dobry. Za oknem chłód nie odpuszcza, kwietniowa aura nas nie rozpieszcza, dlatego polecam coś na rozgrzanie – klas...
10/04/2026

Dzień dobry. Za oknem chłód nie odpuszcza, kwietniowa aura nas nie rozpieszcza, dlatego polecam coś na rozgrzanie – klasyczny kryminał z elementami thrillera K. Puzyńskiej „Nic takiego”. Cóż…powróciła „stara, dobra” Puzyńska, której seria o Lipowie zrobiła na mnie kiedyś duże wrażenie. Połączenie błyskotliwej intrygi kryminalnej z arcyciekawymi bohaterami z uwzględnieniem ich portretów psychologicznych daje nam porywającą opowieść. Ale oddajmy głos treści…W wilii w Zalesiu zostaje zamordowany ciężko chory milioner. Dlaczego ktoś pozbawił życia śmiertelnie chorego Bacewicza? Prokurator Grzegorz Hala i policjantki Michalina Murawska oraz Kaja Dalke mają niełatwy orzech do zgryzienia. Atmosfera gęstnieje z każdym rozdziałem, zwłaszcza kiedy na jaw wychodzi, że Bacewicz chciał zmienić lub zmienił testament. Potencjalnych morderców mających motyw jest wielu, tyle że…również zaczynają ginąć. Kto pociąga za sznurki w tych zabójczych machinacjach? Co umyka śledczym? Pytania jak zwykle się mnożą, czytelnik musi być jednak bardzo czujny, by znaleźć odpowiedzi. A autorka bardzo dba o nas, wciągając w łamigłówkę, podrzucając tropy, a następnie negując je. W najnowszej powieści na uwagę zasługują główni bohaterowie, u których przeszłość ewidentnie daje o sobie znać. Prokurator Grzegorz Hala cierpiący na formę mizofobii, czyli lęku przed brudem, bakteriami, zarazkami, nosi w sobie wiele bólu po zdradzie ukochanej osoby. Wewnętrzna walka pomiędzy rzetelnością w działaniach prokuratorskich, dbaniem o swoją reputację a swoim strapieniem w pełni go definiuje. Pomimo tego mężczyzna wzbudził we mnie sympatię, podobnie jak podkomisarz Michalina Murawska. Jej osobiste problemy z synem, niewyjaśniona przeszłość przed jej adopcją kształtują kobietę z jednej strony silną i upartą, z drugiej skrywającą wiele delikatności. I Kaja Dalke barwny ptak wyciągający karty tarota, policjantka wywołuje na początku śmiech i zdziwienie. Z każdą jednak kolejną chwilą widać, że jest bardzo inteligentna i spostrzegawcza, a jaskrawe kolory ubrania, brzęcząca biżuteria i karty to rodzaj roli, w którą się wciela. Czy pod tą maska skrywa się tajemnica? „Nic takiego” to bardzo dobry kryminał z tłem obyczajowym i psychologicznym, uwypuklający pewną prawidłowość…każda nasza decyzja wcześniej czy później wywołuje konsekwencje. Błędy, które popełniamy, nigdy nie blakną, one są wpisane w nasze postępowanie na zawsze. Czy można je naprawić? Można…tylko strach nie może nas paraliżować. Nasze obawy, lęki, wątpliwości często skrywamy pod słowami „…to nic takiego”, bo lepiej przybrać pozę niż narazić się na śmieszność czy zapłatę. Czy na coś zwróciłam uwagę, co niekoniecznie mi pasowało? Chyba wyrzuciłabym wątek polityczny, banalnie poprowadzony. I pomimo fobii Hali to jednak wolałabym, żeby wciąż nie rzucał paragrafami na prawo i lewo. Myślę, ze Puzyńska całkiem interesująco rozpoczęła nowy cykl, jak dalej potoczą się losy naszej „trójki”…zobaczymy, ale na ten moment polecam ten kryminał.
Sylwia

Dzień dobry. Dzisiaj będzie tajemniczo i groźnie, a to za przyczyną lektury książki Camilli Grebe i Carla-Davida Parsona...
27/03/2026

Dzień dobry. Dzisiaj będzie tajemniczo i groźnie, a to za przyczyną lektury książki Camilli Grebe i Carla-Davida Parsona zatytułowanej „Dłużnik”. Gdybym miała zaklasyfikować tę powieść, to znalazłaby się na półce z thrillerami ale z elementami nadnaturalnymi. Skoro wiele lat temu nie mogłam się oderwać od cyklu „Czarny Wygon” S. Dardy, który uwypuklał świat nadprzyrodzony, to dlaczego nie „Dłużnik”. Fabuła książki jest zbudowana dwutorowo. Alba młoda policjantka przeniesiona zostaje do małej mieściny Sundby, gdzie ma się zająć nierozwiązanymi sprawami. Poznajemy też młode małżeństwo z córką Bisse – Leo i Marikę, którzy też trafiają w okolice Sundby i wynajmują domek na odludziu. Każdy z bohaterów musi poradzić sobie z ciężarem własnych doświadczeń i emocji. Alba nie kontroluje wybuchów agresji, wpada w szał, w jakiś rodzaj ciemności. Leo i Marika próbują przepracować traumę po tragicznej śmierci ich najstarszej córki – Sagi. Co łączy tych bohaterów? Mogę zdradzić, że ten sielski domek, w którym zamieszkała rodzina, to również miejsce zaginięcia dziecka sprzed lat. Jest jeszcze jedno…ale tę „petardę” lepiej żebyście odkryli sami. Spokój domku na odludziu zostaje jednak przerwany przez dziwne zdarzenia. Marika i Leo zauważają, że zaczynają ginąć różne przedmioty, które potem wracają na swoje miejsce albo na pojawiają się podobne. I najważniejsze…dziwne drgania ziemi, po których bohaterów, głównie Marikę, nawiedzają makabryczne sny, w których są innymi osobami, dodatkowo jakby były to wycinki prawdziwej przeszłości. Jeżeli do tego „dorzucimy” sąsiadów dziwnie się zachowujących, to robi się mrocznie. Klimat przesycony jest grozą i niepokojem, podszyty paranormalnymi zjawiskami. I wiecie co? W ogóle mi to nie przeszkadzało, historia Lea, Mariki i Alby zupełnie mnie wciągnęła. Policjantka ze swoim mrokiem i mrok wciągający małżeństwo. Alba krok po kroku odkrywając elementy zagadki zaginięcia dziecka, a potem jej tajemniczego odnalezienia, definiuje źródło swojej ciemności. Książka łącząc w sobie akcenty thrillera, powieści grozy, w pełni mną zawładnęła. Zakończenie czytelniczo paraliżuje i jednocześnie irytuje, takie mam wrażenie, że autorzy są mi „dłużni” kontynuację. Ale pomimo pewnej formy rozdrażnienia epilogiem powieści, nadal oceniam ją wysoko. Jest jakiś rodzaj genialności w poprowadzeniu tej historii, to ciągłe oczekiwanie nakręcało mnie jako czytelniczkę, ten lęk i strach przed ewentualnymi, kolejnymi wydarzeniami podsycały moją ciekawość. Powieść zbudowała we mnie jeszcze jedną refleksję. Możemy się śmiać, ironizować, podważać, ale jest coś, czego nie ogarniamy swoimi zmysłami. To pierwotne zło było, jest i będzie, w różnym czasie i w różnych kulturach nazywane odmiennie, czasami jednak daje o sobie znać w zupełnie inny sposób…gdzieś na granicy realności z nierealnością. Cóż pozostaje mi jedynie polecić Wam „Dłużnika”.
Sylwia

Dzień dobry. Rzadko kieruje swoje kroki na półkę z powieściami obyczajowymi, czasem jednak lubię wyjść spoza swojej stre...
13/03/2026

Dzień dobry. Rzadko kieruje swoje kroki na półkę z powieściami obyczajowymi, czasem jednak lubię wyjść spoza swojej strefy fascynacji czytelniczych. Efekt?...lektura książki Laury Barrow „Gdy powrócą kanarki”. Autorka zaprasza nas do małego miasteczka w Luizjanie, gdzie spotykają się trzy siostry: Savannah, Rayanne i Sue Ellen. Kobiety chcą odnaleźć zakopaną w ogrodzie ich rodzinnego domu kapsułę czasu, a przy okazji odwiedzić babcię zwaną Bunią. To ona zaopiekowała się siostrami, gdy ich matka zmarła, a ojciec nie interesował się losem dzieci. Kapsuła tak naprawdę staje się formą „wyzwalacza”. Siostry przez lata nie miały zbyt dobrego kontaktu, przychodzi czas, by oczyścić atmosferę i stawić czoła traumie z dzieciństwa. Rana przez lata się nie zabliźniła…śmierć matki i zaginięcie bliźniaczki Savannah – Georgie wciąż bolą. Przed siostrami trudna droga, wiele rozmów, skrajnych emocji. Czy uda im się na nowo odnaleźć jako siostry? Czy stare zdjęcie znalezione w kapsule pomoże wyjaśnić, co stało się z ich siostrą? Nie obawiajcie się odpowiedzi na te pytania i sięgnijcie po książkę Barrow. Pomimo trudnych tematów jak przebaczenie, przyznanie się do życiowych porażek, czy poszukiwanie prawdy autorce udało się stonować wydźwięk powieści. Są momenty pełne wzruszeń, sytuacje, które wywołują uśmiech, a obraz amerykańskiej prowincji jest pełen optymistycznych elementów. Wszystko to harmonizuje opowieść, autorka zadbała o odpowiednie proporcje w historii sióstr, historii niełatwej, pełnej niezrozumienia, bolesnych wspomnień. Barrow udało się wciągnąć mnie w rodzinną historię, poczuć klimat Luizjany usytuowanej wśród mokradeł i bagien. Prawda jest taka, że nie mogłam się oderwać od powieści, a zaduma nad najeżonymi trudnościami w budowaniu więzów rodzinnych towarzyszyła mi cały czas. Zakończenie nie jest pełne lukru, ale na pewno daje nadzieję, że nawet jeżeli życie nas zrani i całkowicie „rozwali” od środka, to słońce jeszcze wyjdzie, w promieniach którego zobaczymy kanarki symbolizujące radość i wolność.
Sylwia

Dzień dobry. Dzisiaj chcę z wami podzielić się moimi odczuciami po lekturze biografii Tadeusza Borowskiego „Nieocalony”....
27/02/2026

Dzień dobry. Dzisiaj chcę z wami podzielić się moimi odczuciami po lekturze biografii Tadeusza Borowskiego „Nieocalony”. Autorka Marta Byczkowska-Nowak w sposób szczegółowy opowiada o życiu tego pisarza i poety, o życiu naznaczonym sowietyzmem, okupacją, pobytem w obozach koncentracyjnych i komunizmem. Wiele lat temu opowiadania Borowskiego zrobiły na mnie ogromne wrażenie i wbiły się w świadomość autentycznym tragizmem. Słowa autora „Jesteśmy niewrażliwi jak drzewa, jak kamienie. I milczymy jak ścinane drzewa, jak rąbane kamienie” stały się dla mnie swoistego rodzaju komentarzem do sytuacji więźniów obozów koncentracyjnych. Apatia, zobojętnienie, bierność rodziły się w człowieku narażonym na okrucieństwa wojny. Według Borowskiego mechanizm zbrodni hitlerowskich polegał na tym, że nie funkcjonował tylko podział na ofiarę i kata, pokrzywdzony stawał się oprawcą wobec innej osoby. Absolutnie nie była to krytyka, raczej zgodność z rzeczywistością, w której przyszło mu żyć. Byczkowska-Nowak poświęca wiele stron właśnie na te zagadnienia dotyczące życiorysu Tadeusza. Jak zostały przyjęte jego obozowe opowiadania? Czy mógł liczyć na zrozumienie? Autorka stara się nie przemilczać niektórych wątków z życia Borowskiego, o co czasami był podejrzewany Drewnowski – biograf Tadeusza. „Nieocalony” to nie tylko biografia pisarza, ale przede wszystkim człowieka wciągniętego w wir dramatycznej historii. Człowieka pełnego rozgoryczenia, napięcia i niemal obsesji, by zbudować nową moralność. Zaletą książki jest możliwość zapoznania się z wieloma utworami poetyckimi, niepublikowanymi do tej pory. Dobrą stroną są efekty na pewno żmudnej pracy badawczej, chociaż czasami tych informacji jest za dużo, co może powodować chaos. Wystarczy, że w jakimś sensie jest druga bohaterka – Maria Rundo, żona Tadeusza. Biogramy innych osób są według mnie niepotrzebne, a na pewno nie tak szczegółowe. Tadeusz Borowski prawie zawsze podpisywał się małymi literami, a był w mojej opinii jednym z najlepszych autorów czasów wojny, chociaż jak widać sam tego nie czuł. Borowski w swojej twórczości uwypuklał behawioryzm, podkreślając cierpienie i zło. Tak…często był niezrozumiany, krytykowany, między innymi dlatego że autor Tadeusz był utożsamiany z narratorem opowiadań Tadkiem, a Borowskiemu chodziło tylko o to, żeby świat nie zapomniał..tylko tyle i aż tyle. Nie udało mu się ocalić siebie w tej walce o moralność po wojnie…
Sylwia

Dzień dobry, czas na zupełnie nową autorkę w moim repertuarze thrillerów/ kryminałów, to Freida McFadden i jej książka „...
06/02/2026

Dzień dobry, czas na zupełnie nową autorkę w moim repertuarze thrillerów/ kryminałów, to Freida McFadden i jej książka „Skazany”. Pierwszy raz sięgnęłam po jej powieść i muszę przyznać, że pochłaniałam stronę za stroną. To historia Brook Sullivan, która po jedenastu latach wraca ze swoim synem w rodzinne strony i podejmuje pracę pielęgniarki w męskim więzieniu o zaostrzonym rygorze. Praca nie należy do najłatwiejszych, ale lęk Brook potęguje zupełnie coś innego – „upiór z przeszłości” jak najbardziej żywy i realny. To Shan Nelson – szkolna miłość, mężczyzna, który zabił trzy osoby i próbował odebrać życie Brook. Teraz mogą się spotkać…Czy to dobry sposób, aby zmierzyć się z przeszłością? Czy upora się ze swoją traumą? Niestety Sullivan może przeliczyć swoje siły w nierównej walce. Zaczynają mnożyć się wątpliwości, czy Shan na pewno był winny? A może to psychopatyczna gra z Brook? Czy podjętymi decyzjami kobieta prowadzi siebie w paszczę lwa? Sullivan musi być ostrożna, niestety czasami jej naiwność ujawnia słabości. Na horyzoncie pojawia się również przyjaciel z dzieciństwa – Tim, który zaczyna odgrywać znaczącą rolę w jej życiu. Brook coraz częściej zastanawia się, czy Nelson jest winny? Te rozważania mącą jej w głowie. A jeżeli swoimi zeznaniami skazała Shana na dożywocie? Przez fabułę przewijają się wątki retrospekcyjne dotyczące tego makabrycznego dnia, kiedy o mało nie straciła życia. A może Tim był mordercą? Finał powieści jest zaskakujący, autorka ewidentnie plącze watki, zwodzi nas na manowce. Kiedy już myślałam, że wiem…okazywało się, że nie wiem…I nawet jeżeli czasem ta historia zdawała się być chaotyczna, czytało się wybornie. Słowem przewodnim w tym thrillerze jest manipulacja. Autorka manewruje czytelnikiem według swojego uznania, a Brook daje się sterować przez otoczenie, wpada w całkowitą dezorientację, też pod wpływem wspomnień. Nie szukajmy w tej powieści dynamizmu, bo to nie ten gatunek, to zawiłości i meandry ludzkiej psychiki są ważne. To nikczemność i zło w najczystszej postaci są wymownym tłem tej opowieści. Myślę, że sięgnę po kolejne powieści tej autorki, do czego Was również zachęcam.
Sylwia

Dziś recenzja książki z zupełnie „innej bajki”. Wiem…przyzwyczaiłam Państwa do tego, że głównie dzielę się swoimi przemy...
23/01/2026

Dziś recenzja książki z zupełnie „innej bajki”. Wiem…przyzwyczaiłam Państwa do tego, że głównie dzielę się swoimi przemyśleniami na temat kryminałów i thrillerów. Ale czasem przychodzi pora na totalny detoks…i tak jest teraz. Chociaż nie ukrywam, że był jeszcze jeden powód, że sięgnęłam po książkę Joanny Pawłowskiej „Kobieto! Spokojnie, to tylko wiek średni”. To słowa…”Główny Urząd Statystyczny określa 45. rok życia jako wiek średni…”. Cóż, przyznaję się oficjalnie, jestem w tym właśnie wieku. Czy mam z tym problem? Założeniowo nie, chociaż czasami nie ogarniam tego „matematycznie”, bo kiedy to minęło? Skonfrontowanie się z rozważaniami autorki na ten temat wypadło wybornie. Uśmiałam się do łez, budując liczne refleksje na temat dojrzałości po czterdziestce. Swoje uwagi przekazała z dystansem i dużą dozą humoru, powodując, że czytało się wyśmienicie. Postanowiła zburzyć wszelkie stereotypy, zdefiniowała liczne oczekiwania, które kobiety stawiają sobie pod wpływem obiegowych opinii społeczeństwa. Czy przekroczenie tego „magicznego Rubikonu” ma dołować? Czy „bajkowe” lustereczko na pytanie, kto jest najpiękniejszy, zacznie się jąkać? Te pytania są niepotrzebne, bo oszałamiająco można wyglądać w każdym wieku. Ilość zmarszczek i tłuszczu nie może określać kobiety, przecież przemijanie jest w nas zakodowane. Lektura książki Pawłowskiej rodzi wiele optymizmu, a dowcip wylewający się z każdej strony jeszcze to potęguje. Autorka nie idealizuje, nie koloryzuje szarej rzeczywistości, nie przejaskrawia, mówi wprost, ale uśmiecha się do nas i „puszcza oczko”. Czy jest to kolejny poradnik napisany przez kobietę dla kobiet, absolutnie nie. To luźne sugestie, odczucia, z którymi może zapoznać się każdy. Jeżeli potrzebujecie się pośmiać, to zachęcam.
Sylwia

Kłaniam się w Nowym Roku, mam nadzieję, że czeka Was wiele intrygujących przeżyć czytelniczych, a rynek wydawniczy będzi...
09/01/2026

Kłaniam się w Nowym Roku, mam nadzieję, że czeka Was wiele intrygujących przeżyć czytelniczych, a rynek wydawniczy będzie dostarczał dużo literackich perełek. Taką, co prawda z poprzedniego roku, jest powieść Jakuba Ćwieka „Drelich. Prosto w serce”. Muszę przyznać, że do przeczytania tej książki wyjątkowo zachęcił mnie fragment filmu, na który przypadkowo trafiłam. Kim jest tytułowy bohater? Marek Drelich to złodziej, znakomity i genialny w tym, co robi, perfekcja i przewidywanie ewentualnych niespodzianek to jego „drugie imię”. Czy Marka można zaskoczyć? Zbić z pantałyku? Okazuje się, że tak…ale tylko na moment, bo Drelich po chwilowym zamroczeniu odzyskuje swoje doskonałe umiejętności metodycznego działania. Ale może krótko o treści. Milena żona gangstera jest przekonana, że internetowo romansuje z Drelichem, a sam Marek…cóż nic nie wie o tej relacji. Kiedy na horyzoncie pojawiają się „pracownicy” szanownego męża Mileny, którzy chcą wyjaśnić Drelichowi, że nie flirtuje się z czyjąś żoną, zaczyna się splot nieoczekiwanych wydarzeń. W sensacyjny incydent zostaje wciągnięta była żona Drelicha – Iza, która rozstała się z nim właśnie z tego powodu, aby ominęły ją i dzieci zagrożenia płynące z racji „zawodu” wykonywanego przez Marka. Komu naraził się Drelich? Czy uda mu się rozwiązać zagadkę? Czy nieunikniona jest obecność Izy w tym zamieszaniu? Milena wierzy, że utrzymywała kontakt z Drelichem, jej mąż Zygmunt pała chęcią zemsty, Iza zaczyna wątpić w prawdomówność byłego męża. Marek nie ma łatwej drogi, ale jest gotowy na konfrontację prowadząca do rozstrzygnięcia. Plusem powieści Ćwieka jest niesztampowe poprowadzenie fabuły, nie idealizuje, nie przejaskrawia, dając nam dawkę dobrej czytelniczej przyjemności bez grama nudy. Dodatkowo paleta postaci jest bardzo barwna. Na pierwszy plan wysuwa się oczywiście Drelich, z jednej strony twardy i nieustępliwy, z drugiej kochający ojciec, złodziej z zasadami. Czy można go polubić? W mojej opinii jak najbardziej, chociaż jest pełen skrajności. Mamy też wielowarstwowe postaci kobiece, zarówno Milena jak i Iza ostatecznie okażą się silne, zdeterminowane na realizację celu. Autorowi udało się mnie przekonać do fabuły…fabuły pełnej wątków sensacyjnych, z wydarzeniami trudnymi do przewidzenia. Dynamiczna akcja, liczne watki niewprowadzające chaosu utrzymywały dobry poziom, dając poczucie, że nie marnuje się czasu.
Pozdrawiam Sylwia
Cykl „Drelich”
1.Prosto w splot
2.Nim braknie tchu

Adres

Lgoczanka 1A
Lgoczanka
42-253

Godziny Otwarcia

Poniedziałek 12:00 - 16:00
Wtorek 12:00 - 16:00
Środa 12:00 - 16:00
Czwartek 12:00 - 16:00
Piątek 12:00 - 16:00

Telefon

34 366 16 09

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Filia Lgoczanka umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Ta Organizacja

Wyślij wiadomość do Filia Lgoczanka:

Udostępnij

Kategoria