25/05/2026
Działacze naszego Oddziału:
✅️ Przemysław Czarnecki - Prezes Oddziału
✅️ Przemysław Bielak
uczestniczyli w debacie: Wolność słowa i jej współczesne ograniczenia.
Czynnym członkiem debaty był eurodeputowany do Parlamentu Europejskiego Marcin Sypniewski❗️
W debacie publicznej coraz częściej pojawia się pytanie: czy wolność słowa nadal istnieje w praktyce, czy jedynie w teorii❓️ Oficjalnie można mówić wszystko, pod warunkiem że mieści się to w granicach akceptowanych przez platformy technologiczne, media i dominujące środowiska polityczne.
W praktyce wiele tematów funkcjonuje według zasady: „można mówić dobrze albo wcale”.
Dotyczy to szczególnie tematów związanych z migracją, wojną na Ukrainie, polityką historyczną, ideologią LGBT czy krytyką dużych organizacji i środowisk wpływu. Problemem nie jest sama moderacja treści — bo każda platforma ma do niej prawo — lecz brak równych zasad wobec wszystkich stron debaty❗️
Coraz częściej obserwujemy sytuację, w której jedne grupy społeczne podlegają szczególnej ochronie przed krytyką, podczas gdy inne można atakować niemal bez ograniczeń. W Polsce regularnie spotykają się z ostrą krytyką konserwatyści, katolicy czy osoby o poglądach prawicowych. Po 2022 roku podobne zjawisko dotknęło także zwykłych Rosjan, których często oceniano zbiorowo przez pryzmat działań Kremla.
Jednocześnie media i platformy społecznościowe deklarują walkę z „dezinformacją”, choć granica między informacją, opinią i interpretacją staje się coraz bardziej płynna. Algorytmy nie analizują kontekstu jak człowiek — reagują na słowa kluczowe. W efekcie można otrzymać ograniczenie zasięgów lub blokadę nie za nawoływanie do przemocy, lecz za samo poruszenie kontrowersyjnego tematu.
Przykładem są platformy społecznościowe, na których materiały dotyczące migracji, Ukrainy czy polityki kulturowej bywają ograniczane automatycznie. Podobnie dzieje się z filmami zawierającymi określone słowa, nawet jeśli zostały użyte w kontekście informacyjnym lub krytycznym. Algorytm nie rozróżnia cytatu, analizy i propagandy — często reaguje mechanicznie.
Wątpliwości budzi także działalność organizacji fact-checkingowych. Ich pierwotnym zadaniem miała być weryfikacja faktów, jednak coraz częściej oceniają również opinie, interpretacje i komentarze polityczne. Powstaje więc pytanie: gdzie kończy się sprawdzanie faktów, a zaczyna wpływanie na debatę publiczną❓️
Problem dotyczy również mediów lokalnych. W wielu miejscach w Polsce osoby skonfliktowane z lokalną władzą twierdzą, że zostają wyciszane medialnie lub marginalizowane. Pojawia się zarzut zależności ekonomicznej części mediów od samorządów i spółek publicznych, co może ograniczać ich niezależność.
Osobnym zagadnieniem jest rosnąca władza korporacji technologicznych. Platformy płatnicze, media społecznościowe i serwisy internetowe mogą dziś praktycznie wyłączyć organizację lub środowisko z debaty publicznej poprzez blokadę kont, ograniczenie zasięgów czy demonetyzację. Problemem nie jest tylko sama decyzja, lecz często brak jasnego uzasadnienia i przejrzystej procedury odwoławczej.
Przykłady blokowania zbiórek, kanałów czy publikacji pokazują, że prywatne firmy technologiczne zaczynają pełnić funkcję arbitra debaty publicznej. Rodzi to pytanie: kto kontroluje tych, którzy kontrolują przepływ informacji❓️
Wolność słowa nigdy nie była absolutna i zawsze podlegała pewnym ograniczeniom — na przykład w przypadku gróźb, nawoływania do przemocy czy pomówień. Jednak współczesny problem polega na tym, że granice tych ograniczeń stają się coraz szersze i mniej precyzyjne. Coraz częściej sankcjonowane są nie czyny, lecz same poglądy uznawane za niewłaściwe.
Dlatego podstawowym pytaniem pozostaje: czy społeczeństwo demokratyczne jest jeszcze gotowe na otwartą debatę, także z opiniami niewygodnymi i kontrowersyjnymi? Czy wolność słowa ma obowiązywać wszystkich, czy tylko tych, którzy mieszczą się w dominującym nurcie ideologicznym❓️