24/03/2025
Droga pod Narolem, wrzesień 1939. Przy okazji kolejny fragment książki Melchiora Wańkowicza (WRZESIEŃ ŻAGWIĄCY), w poprzedniej części (zamieszczona 20.03.2025) General Anders zrobił musztrę straży przedniej w Krasnobrodzie… „ MARSZ MIĘDZY NIEMIECKĄ I ROSYJSKĄ ARMIĄ
Marsz brygady prowadził przez bezdroża, przez lasy, przez chaszcze, przez karczowiska i poręby. To się stało, to się dołączało kłusem. Błądziło się często i trzeba było zawracać. Koło Maziami wynurza się jakiś wachmistrz z plutonem 4. Pułku Strzelców Konnych - ten pluton był jedynym, który się uratował. Niemców na razie nie widać. Byli wczoraj, ale odeszli na zachód, informując struchlałą ludność, że ich zamieniają bolszewicy. Tylko przez lasy idą grube, nie znane polskiemu wojsku kable. Taki kabel, grubości dziecinnej ręki, nie obawia się żadnego przejeżdżania czołgów, żadnego przerwania. Przerwany jednak przez naszych ułanów i włączony do aparatu podsłuchowego, zaszumiał rozkazami dowództwa jakiegoś korpusu na wycofanie się taborów i zakładów z Tomaszowa na Zamość i z Cieszanowa na zachód. Wojska idą przez miejsca, gdzie poddał swoją dywizję generał Mond.
Około południa następuje postój brygady w majątku Huta Różaniecka. Właścicielka majątku, Żydówka, nie posiada się ze zgorszenia, że brygada nie poddała się dotychczas. Straszno się robi wysuwać z nocy zawilgłych lasów do budzącego się dnia i do ludzi. Konie otrzymują owies. To jest dziwnie krzepiąca muzyka - chrzęst owsa w pyskach kilkuset koni. Od 25. Pułku Ułanów, ubezpieczającego postój brygady słychać strzały. Pułkownik Stachlewski przysyła meldunek, że z kierunku Płazowa nacierają nań samochody pancerne i piechota. Samochody pancerne natrafiają znienacka na dociągających furmankami sześćdziesięciu "turystów" baoniku-znajdki. Pociski pękają o kilkaset metrów od furmanek. Wóz z ciężko rannym oficerem leci na przedzie galopem, za nim pozostałe pięć furmanek.
Z paradą, ze strzałami podjechali pod ganek - tak jak dobrymi czasy dziedzic jeszcze przed bramą sąsiada mówił: "Pal z bata!". Tymczasem generał wysyła porucznika Kiedacza zbadać sytuację. Porucznik jedzie motocyklem. Pod laskiem wszystko przewidujący pułkownik Stachlewski postawił żołnierza, aby ostrzegał nadciągających od brygady, że między tym laskiem a laskiem, z którego się broni 25. Pułk Ułanów, jest przerwa, która leży pod obstrzałem. Porucznik Kiedacz przebiega tę przerwę pieszo i dobiega do spieszonych ułanów, ostrzeliwujących atakującą niemiecką piechotę. Pułkownik Stachlewski przerywa obserwowanie przez lornetkę i mówi, że chodził do ataku, że wziął do niewoli jeńców i dwa samochody pancerne. Pokazuje plik dokumentów, zabranych u wziętych do niewoli oficerów niemieckich. Jest w tych dokumentach całe kwatermistrzostwo korpusu. Bo wszak dostaliśmy się na tyły niemieckie. Dokuczliwość Niemców narasta - już wprowadzili w grę artylerię. Stwierdzamy, że ściągają siły w celu zamknięcia nam drogi na południe. Generał więc decyduje się obejść Niemców w ciągu nocy, lasami przeskoczyć szosę Bełżec-Jarosław między Narolem i Płażewem (Płazowem). Brygada zmienia kierunek, rusza na północ, na nowej drodze spotyka znowuż przekradających się pojedynczych żołnierzy z l. Dywizji Piechoty Legionów, którzy opowiadają o wielkich stratach dywizji. Na dukcie leśnym nagle podbierają przedzierającego się samotnie kawalerzystę, podporucznika Kwiatkowskiego.
- Siadaj, Wojtek, na konia jako dowódca plutonu cekaemów brygady!
Porucznik Kwiatkowski ma łzy w oczach. Przed chwilą był dziadem - teraz ma konia pod sobą i dowodzi.
Tak jeszcze przed Rejowcem dobił do brygady generał Plisowski, ranny jako obrońca Brześcia. Generał Anders dał mu teraz dowództwo brygady nowogródzkiej, podporządkowując pułkownika Żelisławskiego jako zastępcę. Samochody osobowe już dawno zlikwidowano, przelewając benzynę do podążających z brygadą samochodów pancernych. Obecnie z wózka zostają przeniesione dwie walizki generała na juki pionierskie. Przy tej okazji wręczają generałowi znaleziony jeszcze pod Krasnobrodem w niemieckim wozie pyszny, skórzany kombinezon, podszyty futrem. W tym kombinezonie prowadzi brygadę do końca, w tym kombinezonie idzie po swoje dwie ostatnie rany. Zapadają ciemności takie, o których mówią na kresach "choć oko wykol". Brygada się prowadzi omal trzymając się za ręce. Działa DAK-u łamią z trzaskiem drzewa. Zewsząd widać błysk rakiet niemieckich, rzekłbyś: polują w kocioł na przemykającą się brygadę. Na szosie przed nami ciągły warkot motorów - ruch nie ustający jakby szedł jeden ciągły konwój. Wreszcie brygada pomyka przez szosę: naprzód 26., potem 25. Pułk Ułanów, za nimi DAK, zamyka 27. Pułk Ułanów. 1 krótki postój. Przynoszą generałowi wyrwaną w polu rzepę.
"Wyłoniło się pytanie - notuje w swoich pamiętnikach pułkownik Grobicki - co zrobić z jeńcami niemieckimi, których do tego czasu za te dwa dni nagromadziło się w oddziałach około dwustu, a których nie można było dalej prowadzić ze sobą, gdyż opóźniali marsz, a poza tym kłopot był z ich wyżywieniem. Były różne zdania w tym względzie, aż wreszcie za moją poradą postanowiono zaprowadzić ich w chwili naszego wymarszu możliwie daleko w głąb lasu i pokręciwszy tam we wszystkie strony, tak, żeby zupełnie stracili orientację dla zmylenia kierunku, puścić na wolność. Jak nam potem opowiadali konwojenci, Niemcy gdy im w lesie oświadczono, że mogą teraz iść dokąd chcą, bardzo się tym zmartwili, gdyż będąc bez broni bali się bardzo zemsty ze strony cywilnej ludności. Długo podobno prosili, aby ich samych nie zostawiać, że wolą iść przy oddziałach wojskowych, gdzie im bezpieczniej i o wyżywienie łatwiej, że nie tylko nie będą uciekać, ale jeszcze w marszu dopomagać będą przy popychaniu i wyciąganiu wozów itd. Paradoksalna sytuacja doprowadziła do tego, że konwój musiał galopem uciekać, aby się wreszcie od nich odczepić"… Wojska te poszły na Budomierz Mały, Lasy, folwark Horaj, Nahaczów, Kochanówkę. Około piątej nad ranem grupa zbliża się do nowej szosy, idącej na Jaworów-Krakowiec… Przypominamy, na różnych portalach książkę można kupić za grosze, nasza kupiona za 4 zł, dostępne także audiobooki, jak kto woli…