24/07/2026
Międzynarodowe badania metodologicznie rzetelne (m.in. analizy Lisaka i innych) wskazują, że odsetek fałszywych zgłoszeń o napaści seksualnej wynosi zazwyczaj 2–10% wśród zgłoszeń, które trafiają do organów ścigania.
Podobne wnioski pojawiają się w badaniach europejskich – w krajach takich jak Austria, Belgia, Niemcy czy Szwecja odsetek ten nie przekracza 9%, najczęściej oscylując wokół 2–6%. Nie ma wiarygodnych danych wskazujących, że Polska odstaje od tego zakresu w górę.
W Polsce problemem nie jest nadmiar fałszywych oskarżeń, lecz ogromna niedorejestrowaność rzeczywistych gwałtów. Według raportów fundacji takich jak STER czy Centrum Praw Kobiet, nawet 90–94% ofiar nie zgłasza przestępstwa policji lub prokuraturze – głównie z powodu braku wiary w skuteczność systemu, wstydu, obawy przed wtórną wiktymizacją czy braku dowodów. W 2024 r. policja wszczęła ok. 3 tys. postępowań z art. 197 k.k., ale stwierdziła przestępstwo w nieco ponad 40% przypadków.
Wysoki odsetek umorzeń (często 60%+) wynika przede wszystkim z braku wystarczających dowodów (brak świadków, opóźnione zgłoszenie, relacja „on powiedział – ona powiedziała”), a nie z udowodnionego kłamstwa.
Fałszywe oskarżenia są ścigane z urzędu (art. 234 Kodeksu karnego) i od czasu do czasu pojawiają się głośne sprawy kończące się skazaniem (np. wyroki w Gliwicach). Jednak ich skala jest marginalna w porównaniu z liczbą rzeczywistych, niezdiagnozowanych gwałtów. Wysokie umorzenia budzą kontrowersje i bywają wykorzystywane do podważania wiarygodności ofiar, co dodatkowo zniechęca kobiety do zgłaszania.
Podsumowując: fałszywe oskarżenia o gwałt w Polsce nie są zjawiskiem masowym ani „wysokim” procentowo. Znacznie większym problemem jest niska wykrywalność i skazalność rzeczywistych sprawców (tylko kilkaset wyroków rocznie przy szacunkowo kilkunastu tysiącach incydentów).
Dyskusja o fałszywych oskarżeniach powinna być prowadzona ostrożnie, by nie pogłębiać traumy ofiar i nie zniechęcać ich do szukania sprawiedliwości. Rzetelne statystyki policyjne i prokuratorskie potwierdzają, że mit „masowych kłamstw” nie znajduje oparcia w danych.