Kocham Pasłęk

Kocham Pasłęk Pasłęk wczoraj, dziś i jutro. Z miłości do miasta, z dystansu, obiektywnie. Unikalne informacje. Pasja, inspiracja, kreacja.

09/07/2026
Dziękujemy za piękny kadr autorowi zdjęcia B.A.
09/07/2026

Dziękujemy za piękny kadr autorowi zdjęcia B.A.

Wczoraj przeczytałam jednym tchem książkę A Smile in One Eye: A Tear in the Other („Uśmiech w jednym oku, łza w drugim”)...
06/07/2026

Wczoraj przeczytałam jednym tchem książkę A Smile in One Eye: A Tear in the Other („Uśmiech w jednym oku, łza w drugim”). To niezwykłe wspomnienia Gerharda Wobsera (autorstwa jego syna Ralpha Webstera), który dzieciństwo spędził w przedwojennym Preussisch Holland - dzisiejszym Pasłęku. Do samej książki jeszcze wrócę, bo zasługuje na osobny wpis. Dziś jednak jej fragmenty posłużą jako komentarz do wyjątkowych kart pocztowych o tematyce kolejowej.
Dla większości z nas dworzec kolejowy to po prostu miejsce, z którego odjeżdżają pociągi. Dla małego Gerharda Wobsera był symbolem całego miasta.
We wspomnieniach pisze:
„Ojciec zawsze twierdził, że pomimo ośmiusetletniego dziedzictwa, tym, co naprawdę umieściło Pr. Holland na mapie, była stacja kolejowa przy Bahnhofstrasse.”
To właśnie dzięki kolei jego ojciec trafił do Pruskiego Holandu w 1902 roku. Tu rozpoczął pracę u Arisów, założył firmę i związał swoje życie z tym miastem. Można więc powiedzieć, że historia rodziny Websterów zaczęła się właśnie na pasłęckim dworcu.
Dla kilkuletniego chłopca stacja była miejscem fascynującym:
„Pociągi z Gdańska do Królewca i z powrotem mijały stację przy Bahnhofstrasse kilka razy każdego dnia. Stacja kolejowa była zawsze pełna zamieszania i ekscytacji.”
Nie opisuje architektury dworca, lecz atmosferę miejsca. To właśnie najbardziej utkwiło mu w pamięci. Tragarze, bagaże, wagony towarowe, rodziny czekające na bliskich i ludzie machający na pożegnanie - taki był obraz przedwojennego Pasłęka: niewielkiego miasta, które żyło własnym rytmem, ale dzięki kolei było połączone ze światem.
Najbardziej porusza jednak jedno dziecięce wspomnienie:
„Musiałem mieć około dziewięciu lat i pamiętam, jak zadawałem sobie pytanie, dlaczego ktokolwiek miałby w ogóle opuszczać Niemcy. Czyż nie mieliśmy wszystkiego, czego ktokolwiek mógłby potrzebować?”
W 1938 roku rodzina opuszcza Prusy Wschodnie i jedzie do Berlina. To nie jest już zwykła podróż. Webster pisze, że zostawiają za sobą dom, gospodarstwo w Crossen i większość swojego dobytku -„na zawsze”. Pociąg odjeżdżający z Pasłęka staje się początkiem życia uchodźców.
Dziś budynek dworca nadal stoi. Mijamy go często, nie zastanawiając się, ilu ludzi rozpoczynało tu nowe życie, ilu żegnało bliskich i ilu odjeżdżało z nadzieją, że jeszcze kiedyś wrócą.
Historia dworca w Pasłęku to nie tylko historia kolei. To historia ludzi. A te pocztówki przypominają, że za każdym starym widokiem kryją się czyjeś losy, czyjeś dzieciństwo i czyjeś pożegnanie.

Marzewo.
04/07/2026

Marzewo.

Czy wiecie, że w pałacu w Barzynie koło Pasłęka przez wiele lat znajdował się oryginalny obraz Rembrandta?Mowa o „Autopo...
04/07/2026

Czy wiecie, że w pałacu w Barzynie koło Pasłęka przez wiele lat znajdował się oryginalny obraz Rembrandta?
Mowa o „Autoportrecie jako Zeuksis” (ok. 1662–1668), jednym z ostatnich i najbardziej intrygujących dzieł Rembrandta van Rijna. W Polsce obraz przez lata bywał nazywany „Śmiejącym się Rembrandtem”, jednak jego właściwy tytuł to właśnie Autoportret jako Zeuksis.
Dlaczego Rembrandt się uśmiecha? Obraz nawiązuje do starożytnej legendy o greckim malarzu Zeuksisie, który miał umrzeć ze śmiechu podczas malowania portretu starszej kobiety pragnącej zostać przedstawioną jako piękna Afrodyta. W głębokim cieniu po lewej stronie płótna można dostrzec zarys twarzy tej kobiety, subtelny szczegół, który od wieków fascynuje historyków sztuki.
To niezwykłe dzieło trafiło do Barzyny dzięki kolekcji rodu von Carstanjen, a następnie znalazło się w majątku rodziny von der Gröben. Jeszcze przed wkroczeniem Armii Czerwonej w 1945 roku najcenniejsze obrazy zostały ewakuowane do Niemiec. Dzięki temu Autoportret jako Zeuksis ocalał, podczas gdy pałac w Barzynie został splądrowany i zniszczony.
Dziś obraz można podziwiać w Wallraf-Richartz-Museum, gdzie należy do najcenniejszych dzieł późnego okresu twórczości Rembrandta.
To mniej znany, ale niezwykle ciekawy fragment historii Barzyny i okolic Pasłęka - dowód na to, że światowej klasy arcydzieła przez dziesięciolecia były częścią dziedzictwa naszego regionu.

CO ŁĄCZY DAWNY PASŁĘK, MILIONERA W KORONIE I „ARCHIWUM ŁEZ”? Wyobraźcie sobie taką scenę: trwa koszmar I wojny światowej...
04/07/2026

CO ŁĄCZY DAWNY PASŁĘK, MILIONERA W KORONIE I „ARCHIWUM ŁEZ”?

Wyobraźcie sobie taką scenę: trwa koszmar I wojny światowej. Pod dzisiejszym Pasłękiem (wtedy Preussisch Holland) działa wielki obóz jeniecki, o zgrozo wybudowany z inicjatywy samych mieszkańców... Tysiące żołnierzy żyje tam za drutami. Głód, chłód i brak jakichkolwiek wieści od rodzin odbierają im resztki nadziei.
Nagle na ratunek rusza... król Hiszpanii, Alfons XIII!
Choć jego kraj jest neutralny, monarcha nie potrafi stać z boku. Wszystko zaczyna się od jednego listu od ubogiej praczki. Kiedy król odnajduje jej męża, rusza prawdziwa lawina. Do Madrytu zaczynają spływać tysiące rozdzierających serce listów z całego świata. Ludzie błagają o pomoc w odnalezieniu synów, ojców i mężów. Zbiór tych wiadomości zyska potem przejmującą nazwę: „Archiwum Łez”.
Co robi król? Pokazuje klasę, o jakiej dzisiejsi przywódcy mogą tylko pomarzyć:
Płaci za wszystko z własnej, prywatnej kieszeni! Nie bierze ani grosza z podatków obywateli.
Zatrudnia w pałacu sztab około 50 osób - tłumaczy i mistrzów pisania na maszynie, którzy pracują dzień i noc.
Tworzy potężne biuro humanitarne, które wysyła swoich ludzi w głąb Europy.
Hiszpańscy dyplomaci docierają także na nasze ziemie - wprost do obozu w Preussisch Holland! Kontrolują baraki, wymuszają na Niemcach ludzkie traktowanie jeńców, przekazują paczki i niosą nadzieję. Dzięki tej akcji uratowano ponad 70 000 cywilów, a setki tysięcy rodzin odzyskały kontakt z bliskimi. Nic dziwnego, że we Francji króla nazwano „Królewskim Rycerzem Miłosierdzia”
Ta niesamowita, prawdziwa historia stała się fundamentem porywającej powieści historyczno-szpiegowskiej „Listy do pałacu” autorstwa Jorge Díaza.

Jeśli szukacie książki na wakacje, która trzyma w napięciu, pokazuje bezwzględne kulisy gry wywiadów, a jednocześnie dotyka niezwykłych i prawdziwych śladów historii w naszym regionie -to pozycja obowiązkowa.
Czy słyszeliście wcześniej o tej niezwykłej misji hiszpańskiego króla w okolicach Pasłęka? A może znacie już tę książkę? Dajcie znać w komentarzach! 👇

Płynęliście już? ...a może raczej: jechaliście już statkiem po trawie?Jeśli jeszcze tego nie zrobiliście, czas nadrobić ...
04/07/2026

Płynęliście już? ...a może raczej: jechaliście już statkiem po trawie?
Jeśli jeszcze tego nie zrobiliście, czas nadrobić zaległości!
Kanał Elbląski to nie jest zwykła droga wodna.
To: unikat, cud hydrotechniki, Jeden z Siedmiu Cudów Polski, Pomnik Historii, zabytek techniki, cud techniki, perła hydrotechniki, inżynieryjny cud, cud inżynierski, XIX-wieczne arcydzieło budownictwa wodnego, ewenement hydrotechniki na skalę światową, zabytek o znaczeniu międzynarodowym, unikat na skalę światową, unikalna droga wodna, statkiem po trawie, rejs po trawie, jedyny taki działający szlak na świecie, inwestycja droższa niż wieża Eiffla, prawdziwy unikat, najważniejszy produkt turystyczny regionu.
Poniżej nasza ulubiona kanałowa karta pocztowa z kolekcji Kocham Pasłęk.

Niezwykła historia pasłęckiego rodu Aris.Czy zastanawialiście się kiedyś, czyje sekrety kryją zarośnięte bluszczem macew...
04/07/2026

Niezwykła historia pasłęckiego rodu Aris.
Czy zastanawialiście się kiedyś, czyje sekrety kryją zarośnięte bluszczem macewy na cmentarzu żydowskim w Pasłęku (dawnym Preußisch Holland)? Jedno nazwisko pojawia się w kontekście cmentarza wyjątkowo często: ARIS. To historia spektakularnego sukcesu gospodarczego i wielkiej tragedii.
Czy można przejść drogę od pozycji najbogatszej rodziny w mieście do całkowitego zapomnienia w ciągu zaledwie kilku dziesięcioleci? Historia rodu Aris pokazuje, że tak. Dziś o ich istnieniu przypominają już tylko nieliczne macewy na cmentarzu żydowskim w Pasłęku, albo raczej archiwalne dokumenty. A przecież przez ponad sto lat należeli do najważniejszych mieszkańców dawnej Pruskiej Holandii.
Początki tej historii sięgają 1812 roku, kiedy pruski edykt emancypacyjny umożliwił Żydom osiedlanie się na stałe i uzyskanie praw obywatelskich. Wkrótce do Pasłęka przybył Jacob Aris, pochodzący ze Złotowa. To właśnie on zapoczątkował ród, który w ciągu kilku dekad stał się symbolem przedsiębiorczości i gospodarczego sukcesu. Arisowie prowadzili handel skórami, tekstyliami i zbożem, a ich nazwisko widniało w miejskich księgach adresowych i telefonicznych przez ponad sto lat, aż do 1937 roku.
Największą sławę zdobył Heinrich Aris. Kronika miejska określa go mianem najbogatszego mieszkańca Pr.Holland, a jego majątek szacowano na milion marek Rzeszy, fortunę imponującą nawet jak na realia końca XIX wieku. Nie był jednak jedynie zamożnym kupcem. Przez wiele lat przewodził miejscowej gminie żydowskiej, angażując się w życie religijne i społeczne miasta. Równie ważną rolę odgrywał Samuel Aris, który w 1871 roku został członkiem komitetu zarządzającego nowo utworzoną Giełdą Zbożową, mającą swoją siedzibę w hotelu Deutsches Haus. O pozycji rodziny świadczył również cmentarz -Arisowie posiadali tam największą liczbę rodzinnych kwater i okazałych grobowców.
Wpływy rodu wykraczały daleko poza Pasłęk. Już w 1818 roku Aron Aris osiedlił się w Braniewie, gdzie założył fabrykę skór i przez ćwierć wieku zasiadał w radzie miejskiej. Jego potomek, Leopold Aris, zapisał się w historii jako autor bezcennej monografii braniewskiej gminy żydowskiej oraz bractwa pogrzebowego Chewra Kadisza. Dzięki jego pracy zachowała się pamięć o społeczności, której świat bezpowrotnie przeminął.
Wszystko zmieniło się po 1933 roku. Rodzina, od pokoleń związana z miastem i w pełni zasymilowana, stała się ofiarą nazistowskich prześladowań. Odebrano jej majątek, a wielu jej członków deportowano do gett i obozów zagłady. Ella, Leo, Meta, Max i inni przedstawiciele rodu zginęli w Theresienstadt, Mińsku oraz innych miejscach kaźni. Podobny los spotkał krewnych z Braniewa i Gdańska. Po rodzinie, która przez dziesięciolecia współtworzyła historię regionu, pozostały jedynie nieliczne materialne ślady.
Nielicznym udało się ocaleć dzięki emigracji. Max Aris zamieszkał w Berkeley w Kalifornii, a Ernst Günther Aris, urodzony w 1926 roku, znalazł schronienie w Wielkiej Brytanii. Zmarł w kwietniu 2023 roku w North Cotswolds jako jeden z ostatnich świadków historii pasłęckiego rodu.
Dziś spacerując po cmentarzu żydowskim w Pasłęku trudno uwierzyć, że pod zachowanymi macewami spoczywają członkowie jednej z najbogatszych i najbardziej wpływowych rodzin miasta. Na zdjęciu z 1935 roku : trzech braci Aris (Gabriel, Ernst i Hans) z matką Leonore Lilly i ciotką, willa Lilly i Leo Arisów, okładka cennej książki ze wspomnieniami Ernsta Arisa z naszej kolekcji.

Zapach fiołków z Drulit. Czasami kolekcjonerowi trafia się przedmiot, który okazuje się czymś znacznie więcej niż tylko ...
04/07/2026

Zapach fiołków z Drulit.
Czasami kolekcjonerowi trafia się przedmiot, który okazuje się czymś znacznie więcej niż tylko starym papierem. Tak było z niepozorną pocztówką wysłaną 4 kwietnia 1912 roku z Drulit (Draulitten) w Prusach Wschodnich.
Na awersie widzimy elegancki pałac rodziny Krahmerów. Na odwrocie zaś znajduje się odręcznie napisany list skierowany do Siostry Olgi Lüttges, prawdopodobnie diakonisy lub nauczycielki związanej z Berlinem i czasowo przebywającej w Koszalinie.
Na początku nic nie zapowiadało, że ten list otworzy historię obejmującą ponad sto lat europejskich dziejów. Autor pisze o zbliżających się Świętach Wielkanocnych. Nie są to jednak radosne życzenia.
Przeciwnie. W liście pobrzmiewa samotność. Pisze:
"Te święta spędzam ZNOWU sam, bez mojej żony i dwójki starszych dzieci, które są w Homburgu." To słowo -„znowu” - brzmi wyjątkowo przejmująco.
W ogromnym pałacu pośród pruskiego majątku ziemskiego siedzi człowiek, który wraca do zdrowia po chorobie, zarządza gospodarstwem i spędza święta bez najbliższych.
Najbardziej poruszający jest jednak inny fragment. Autor wspomina starą kartkę bożonarodzeniową otrzymaną od Olgi. Znalazł ją przypadkiem jako zakładkę w książce.
I wtedy wydarzyło się coś niezwykłego. Pisze, że gdy zobaczył jej charakter pisma i adres, miał wrażenie, jakby z kartki unosił się zapach fiołków. Był tak przekonany o tym zapachu, że uznał kartkę za perfumowaną. Dopiero po chwili zauważył wieniec fiołków na ilustracji i sam przyznał, że był to jedynie odruch pamięci i tęsknoty.
Na końcu dodaje zdanie, które po ponad stu latach nadal porusza:
„Moje myśli zawsze spieszą naprzeciw Pani myślom.”
Kim był ten człowiek?
Wszystko wskazuje na to, że autorem listu był 47-letni dr Robert Krahmer, właściciel majątku w Drulitach. Dalsze poszukiwania doprowadziły do niezwykłego odkrycia. Żoną Roberta była Juliane Wertheimber, córka znanej żydowskiej rodziny bankierskiej z Bad Homburga. To najprawdopodobniej do rodzinnego Homburga wyjechała na święta wraz z dziećmi, pozostawiając męża samego w Drulitach. W tamtym momencie nic nie zapowiadało tragedii.
Był rok 1912. Europa żyła jeszcze w świecie wielkich majątków, rodzinnych pałaców i spokojnych świąt. Nikt nie wiedział, że już za kilka lat wybuchnie wojna, a kolejne pokolenie tej rodziny zostanie wciągnięte w dramat XX wieku. Po dojściu nazistów do władzy Juliane Wertheimber-Krahmer, ze względu na swoje żydowskie pochodzenie, została zmuszona do opuszczenia Niemiec. Uciekła do Francji. W 1940 roku, gdy wojska niemieckie zbliżały się do Paryża, odebrała sobie życie, nie widząc dla siebie przyszłości w Europie opanowanej przez nazizm. Jej syn Hans-Werner Krahmer został ostatnim właścicielem Drulit.
Jego córka, Catherine Krahmer, miała zaledwie sześć lat, gdy w styczniu 1945 roku musiała wraz z rodziną uciekać z Prus Wschodnich przed Armią Czerwoną.
Po wojnie los rzucił rodzinę do Francji. Tam, dzięki rodzinnym kontaktom z francuską gałęzią Rothschildów, znaleźli schronienie w Normandii. Mała dziewczynka z pałacu w Drulitach dorosła, została cenioną historyczką sztuki i autorką książek.
Dziś, mieszkając w Paryżu z partnerką, opublikowała swoje wspomnienia zatytułowane:
„Von Ostpreußen nach Frankreich – Eine Odyssee der vierziger Jahre”
(„Z Prus Wschodnich do Francji - Odyseja lat czterdziestych”)
I właśnie wtedy historia zatoczyła niezwykłe koło.
W czasie, gdy wnuczka Roberta Krahmera opisuje utracony świat swojego dzieciństwa w Drulitach, na rynku kolekcjonerskim pojawia się odręcznie napisana pocztówka jej dziadka.
Kartka, na której nie ma wielkiej polityki. Nie ma wojny. Nie ma jeszcze tragedii XX wieku.
Jest tylko samotny człowiek siedzący w pałacu w Prusach Wschodnich, wspominający zapach fiołków z listu otrzymanego od przyjaciółki.
Czasami jeden niewielki kawałek papieru potrafi opowiedzieć więcej niż książka.
Cdn.

Adres

❣ Stare Miasto ❣
Pasłek
14-400

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Kocham Pasłęk umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Ta Organizacja

Wyślij wiadomość do Kocham Pasłęk:

Skróty

Udostępnij