05/08/2026
HAŁAS, BRUD I PIJAŃSTWO
czyli turystyka po krakowsku
Skutków maksymalizacji zysku z turystyki przez polityków i kapitalistów kosztem mieszkańców doświadczamy w wielu aspektach naszego życia. Czy to przy wynajmowaniu mieszkania, czy to korzystając z infrastruktury publicznej, a zwłaszcza komunikacji miejskiej, czy gdy okazuje się, że nasze ulubione spożywczaki lub kawiarnie zostały zastąpione przez monopolistyczne, drogie sieciówki.
Najbardziej namacalnym doświadczeniem turystyki w wydaniu kapitalistycznym jest jednak wieczorny spacer po rynku lub jednej z otaczających go ulic pod koniec tygodnia. Krajobraz wtedy zazwyczaj przypomina pobojowisko - walające się po kostce brukowej śmieci z fastfoodów, rozbite butelki, krzyki, burdy, zgonujący imprezowicze na progach kamienic, obsceniczne zachowania, a wszystkiemu wtórują ustawieni co 10 metrów wzdłuż ulicy naganiacze, próbujący zaciągnąć przechodzących do strip clubów.
Ktoś mógłby powiedzieć, że to tylko wina imprezowiczów, że nie potrafią się zachować – w rzeczywistości problem jednak jest większy. Ten smutny los rynku, zabytkowych uliczek Starego Miasta i Kazimierza zawdzięczamy w dużej mierze pazerności osób, które czerpią finansowe korzyści z takiego stanu rzeczy. Od lat 90-tych nieruchomości na Starym Mieście były reprywatyzowane oraz skupywane przez prywatnych inwestorów i fundusze inwestycyjne. Stopniowo tradycyjne życie krakowskiego Starego Miasta wymierało, mieszkańcy zmuszani byli do wyprowadzki, lokalne biznesy zamykały się, a w ich miejsce pojawiały się luksusowe hotele, restauracje, apartamenty dla turystów, bary i kluby nocne. Wszystko oczywiście za przyzwoleniem władz miasta. Fakt, że uchwalona kilka lat temu prohibicja nie objęła barów i klubów pokazuje dobitnie, że wprowadzono ją by wzbogacili się dobrze znani ratuszowi właściciele biznesów.
Trudno spodziewać się innego zakończenia niż dantejskie sceny, które musimy teraz oglądać, gdy najważniejsza dla historii Krakowa dzielnica została dla zarobku kilku osób zmieniona w imprezownię. Niedługo wybory na Prezydenta Krakowa, a kandydaci już zaczęli łudzić nas swoją obywatelskością i troską o mieszkańców. Prawda jest jednak taka, że niezależnie od tego, czy mamy do czynienia z kolejnymi umoczonymi w układy sługusami bogaczy, czy z tymi, których intencje wydają się czyste, możliwości na zmianę tej patologii są obecnie bardzo ograniczone. Nie może być mowy o przywróceniu miasta jego mieszkańcom w systemie kapitalistycznym, który inherentnie opiera się na pomnażaniu kapitału przez właścicieli przy pomocy polityków, a zyski z turystyki są zbyt duże, żeby mogli przejść obok nich obojętnie.
Władza w ręce pracowników, miasto dla mieszkańców!