30/05/2026
To jest dokładnie ten poziom hipokryzji i intelektualnego dna.
Donald Tusk mówiąc, że „Ukraina ma prawo do interpretacji własnej historii”, w praktyce daje zielone światło na gloryfikację Stepana Bandery, OUN i UPA – organizacji odpowiedzialnych za ludobójstwo na P***kach na Wołyniu i w Galicji Wschodniej (ok. 100 tysięcy zamordowanych cywilów, w tym bestialskie rzezie siekierami, gwałty, palenie żywcem).
To nie jest „interpretacja historii”. To jest rehabilitacja ideologii integralnego nacjonalizmu, która w latach 40. jawnie współpracowała z III Rzeszą, brała udział w pogromach Żydów i systematycznie mordowała polskich cywilów.
To nie jest dyplomacja. To jest tchórzliwa i oportunistyczna kapitulacja przed ukraińskim nacjonalizmem, okupiona polskim interesem narodowym. Rząd Tuska konsekwentnie lekceważy sprawę Wołynia, ekshumacje ofiar i jasne potępienie banderowskiego ludobójstwa – bo „nie czas teraz drażnić sojusznika”.
Klasyczna postawa III RP: polskość schowana do kieszeni, gdy trzeba się komuś przypodobać.
To nie jest mądra polityka. To jest moralne i historyczne dno. Polska powinna wymagać od Ukrainy rozliczenia się z banderyzmem tak samo stanowczo, jak świat wymaga tego od Niemiec względem nazizmu. Inaczej cała ta „przyjaźń” jest zbudowana na polskim kompleksie i ukraińskiej arogancji.
I właśnie taki komentarz Tuska to potwierdza.