27/09/2022
W niedziele Jasia widziałem na Kraszewskiego przy rynku. W poniedziałek na rogu Krasza i Sienkiewicza. Pomyślałem że znowu zima idzie i znowu będzie miał gorzej niż latem.
Minęło kilkanaście godzin i Jasia nie ma. Dla wielu przechodniów, a nawet dla mieszkańców Jeżyc był ciągle pijanym menelem na wózku od którego śmierdziało. Ale Jasiu zrobił dla dzielnicy i na dzielnicy więcej niż tysiące "porządnych" ludzi.
Gdy pierwszy raz go spotkałem, jego nogi nie nosiły go już idealnie, ale jakoś dawał radę i każdego dnia skoro świt, albo i przed nim był w pracy. Pracę miał, a jakże, na Rynku Jeżyckim. Pomagał rozładowywać samochody, układać towar na straganach itp. Osobliwą walutą mu płacili, bo były to jabole, mózgojeby czy alpagi jak kto woli. Potem łażenie, trzeźwienie i po południu pomoc przy sprzątaniu straganów i znowu flaszka jako zapłata. Do nocy był na gazie. I tak dzień po dniu, tylko chodził coraz wolniej. A potem wyrok. Obie nogi mu amputowali. Wózek i niby płaskie ulice i chodniki, a dla niego to była równia pochyła. Godzinami stał na chodnikach w bezruchu, najczęściej śpiąc.
Zawsze w takich sytuacjach myślę czy było można pomóc. Czy flaszka była dobrą walutą? On nie był bezdomny, więc tym bardziej chyba coś więcej by można było zrobić. Nie wiem ile miał lat, mówił że nie pamięta. Nie wspominajmy go jako menela, lecz jako Jeżyczanina dzięki któremu jabłka, pyry i truskawki mogliśmy kupować na straganach.
Jasiu, Drożdżówa patrz z góry ciepło na Jeżyce!
Zdjęcie wykonane rano zapożyczone ze strony spotted: mpk Poznań..