19/03/2026
Niestety, takie są realia...
A opozycjonistą nie stajesz się z wyboru, do opozycji jest się często wypchniętym...
🩸SOŁECTWA „OP0ZYCYJNE”.
CZYLI CO SIĘ DZIEJE, GDY ROZWÓJ ZALEŻY OD SYMPATII WŁADZY
Są takie momenty, kiedy człowiek – nawet po trzydziestu latach pracy w samorządzie – nadal potrafi się zdziwić. I nie jest to zdziwienie w stylu „o, jak miło, że ktoś przyniósł ciasto”. To raczej ten rodzaj zdziwienia, gdy słyszysz coś na sesji rady gminy… i sprawdzasz, czy przypadkiem nie przewróciłeś kartki scenariusza i nie trafiłeś na kabaret polityczny.
Dostałem niedawno wiadomość od radnego. Cytuję jego relację z sesji:
„Proszę wytykać więcej, mniej zrobimy w… (nazwa miejscowości). Czym więcej ataku, tym mniej zrobimy.”
Tak miała odpowiedzieć wójt miejscowości na pytanie o nierówny podział środków i brak inwestycji w jednym z sołectw. Publicznie. Z protokołem. Z kamerą. Na sesji. Z pełnym przekonaniem, że takie słowa mogą po prostu przejść.
Powiem wprost: jeśli tak było – to nie jest to żaden błąd w komunikacji, nieporozumienie czy „niefortunne sformułowanie”. To zapowiedź mechanizmu karnego. ▪️Kara za krytykę. ▪️Kara za brak zgody. ▪️Kara za zadawanie pytań. ▪️I – być może – kara za to, że dane sołectwo ma „niewłaściwego” sołtysa albo „niewłaściwe” sympatie polityczne.
Sołectwa pierwszej i drugiej kategorii
Wielokrotnie dostawałem sygnały z całej Polski o podobnych praktykach – choć zwykle ubrane były w delikatną formę:
„my dostaliśmy mniej”,
„u nas od lat nic nie robią”,
„wszystko idzie do sołectwa X”.
Ale tutaj mamy nowy poziom szczerości: „krytykujesz — to nie dostaniesz”.
I tak zaczyna się tworzyć podział na dwie Polski lokalne:
▪️ sołectwa „wójtowe” lub „burmistrzowskie”, gdzie nagle znajduje się asfalt, chodnik, nowa lampa i doposażenie świetlicy;
▪️oraz sołectwa „opozycyjne”, gdzie brakuje niemal wszystkiego poza poczuciem, że to kara.
To nie jest już kwestia różnic w potrzebach. To nawet nie jest kwestia braku pieniędzy.
To jest zinstytucjonalizowana faworyzacja.
A faworyzacja w samorządzie to nie jest „zła praktyka”. To jest zagrożenie dla demokracji lokalnej.
Dlaczego?
Bo wójt, burmistrz (czy prezydent) ma zarządzać całą wspólnotą – a nie prowadzić prywatny ranking sympatii: kto bardziej, kto mniej, kto zasłużył, kto „podskakuje”.
▪️Bo środki publiczne nie są narzędziem wychowawczym.
▪️Krytyka władzy nie jest powodem do represji.
▪️Radny i sołtys, którzy pytają, wykonują swoją pracę.
Bo brak inwestycji w sołectwie to nie żart – to realne pogorszenie jakości życia mieszkańców.
Jeśli wójt lub burmistrz mówi publicznie: „Czym więcej ataku, tym mniej zrobimy”, to jest to komunikat nie tylko do radnego. To sygnał do całej gminy: „Albo jesteście grzeczni, albo was pominiemy”.
Czy ktoś słyszał o podobnych praktykach? Tak – i to częściej, niżbyśmy chcieli.
Raz są to decyzje o remoncie dróg, raz o środkach sołeckich, raz o imprezach, raz o grantach dla stowarzyszeń. Mechanizm ten sam: nagroda dla „swoich”, cisza dla „innych”.
Opozycja w radzie gminy bywa traktowana jak intruz. Sołtysi z niewłaściwego środowiska – jak powietrze. A mieszkańcy tych miejscowości? Jak zakładnicy złej polityki.
A prawda jest taka, że rozwój gminy nigdy nie może zależeć od sympatii wójta. Żadnej gminy.
Nigdy.
I naprawdę chciałbym przeżyć sesję, na której padają słowa:
„Krytyka jest potrzebna. Posłuchajmy. Sprawdźmy. Rozwiążmy problem. Wszyscy mieszkańcy są równi.”
Ale może to ja – po tylu latach – wciąż mam zbyt dużo wiary w lokalną demokrację.
Postaw kawę autorowi. Stać Cię 😀😀 Espresso tylko 10 zł. Kliknij w link buycoffee.to/urzedniczo-samorzadowe-pogaduchy