Hain im Riesengebirge, czyli opowieści z dawnej Przesieki

Hain im Riesengebirge, czyli opowieści z dawnej Przesieki Historie, ciekawostki i często nieznane informacje związane z przedwojenną Przesieką.
(1)

01/09/2026

Wywiad z Erichem Fuchsem z 1954 roku.

„SZTUKA, KTÓRĄ NALEŻY WSPIERAĆ!” - WYWIAD Z ERICHEM FUCHSEMOstatnimi czasy o Erichu Fuchsie mówi się coraz częściej. Dzi...
01/09/2026

„SZTUKA, KTÓRĄ NALEŻY WSPIERAĆ!” - WYWIAD Z ERICHEM FUCHSEM

Ostatnimi czasy o Erichu Fuchsie mówi się coraz częściej. Dzięki muzeom i lokalnym pasjonatom odbywają się wystawy, inicjatywy, a nawet powstał pomysł nazwania imieniem Fuchsa jednego ze szlaków turystycznych. W 2024 roku mogliśmy obejrzeć wystawę prac artysty „50 twarzy Fuchsa” w Muzeum Miejskim „Dom Gerharta Hauptmanna” w Jeleniej Górze-Jagniątkowie. Poświęcona była twórczości tego wyjątkowego artysty, pokazującej dawne rzemiosła i życie mieszkańców Karkonoszy. Już za kilka dni, 5 września, w tym samym miejscu otwarta będzie kolejna wystawa: „Erich Fuchs. Etnograf Karkonoszy”. Jak by tego było mało, w piątek 4 września, nastąpi uroczyste otwarcie nowej ulicy w Przesiece, imienia Ericha Fuchsa!

O Fuchsie i jego domu w Przesiece pisałem już w artykule ERICH FUCHS I „LISI ZAKĄTEK”, ale dziś chciałbym zaprezentować coś innego - nieznany bliżej wywiad z artystą zamieszczony w czasopiśmie Schlesische Bergwacht w roku 1954. Pytania zadawał Gustav Richter. W nawiasach kwadratowych znajdują się moje komentarze.

***

Sztuka, którą należy wspierać!

Rozmowa z rytownikiem Erichem Fuchsem.

GR: Co udało się ocalić z Pańskich prac, które były rozpowszechnione na całym Śląsku, zwłaszcza w Karkonoszach?

EF: Ponieważ każdy mógł zabrać tylko 30 kg bagażu, nie mogłem uratować niczego. Moje około 3000 wartościowych studiów dokumentacyjnych dotyczących kultury mieszkalnej, zwyczajów, rzemiosła, obyczajów i strojów przepadło. Tak samo około 4000 gotowych prac: obrazów olejnych, akwareli, rysunków piórkiem i ołówkiem oraz grafik (rycin).

[Szczęśliwie, do roku 1959, Fuchs dzięki swojemu uporowi zdołał odzyskać od polskich instytucji część swoich prac, co było wtedy niespotykane.]

GR: Kiedy został Pan wypędzony? I od kiedy mieszka Pan w Lindlar w Nadrenii?

EF: W czerwcu 1946 roku — najpierw w ciągu dziesięciu minut musieliśmy opuścić nasze mieszkanie w Hain [Przesiece]. 17 października 1948 roku moja żona, córka i ja musieliśmy opuścić Hain i w ogóle nasze ukochane Karkonosze. W Boże Narodzenie przybyliśmy do Lindlar. Od 1949 roku mieszkamy tutaj w zamku [Heiligenhoven].

[Jako, że po wojnie na liście niemieckich mieszkańców wsi przy nazwisku Fuchsa znalazła się adnotacja „reklamowany przez Ministerstwo Kultury i Sztuki”, Fuchsowie jeszcze dwa lata mieszkali w Przesiece „kątem”, m.in. u Konstantego Bielmana, fotografa.]

GR: Jak został Pan przyjęty w nowej ojczyźnie?

EF: Proszę nie mówić „ojczyzna”. „Wygnanie” jest właściwszym określeniem. Śląsk jest jedyną krainą, która mnie od razu urzekła. Tutaj na miejscu znalazłem jedynie niewielki krąg szczerych i życzliwych ludzi, którzy zrozumieli sens mojej pracy. Wyższe instancje mi pomagały, niższe — mniej.

GR: Ale mógł Pan znów podjąć swoją pracę?

EF: Było to trudne, kosztowne i czasochłonne — zdobycie potrzebnych narzędzi i materiałów. Mieszkamy tu całkiem na uboczu i najpierw trzeba było znaleźć źródła zaopatrzenia. Przyjaciele pomagali mi na początku, ponieważ przez prawie rok nie otrzymywałem żadnej pomocy socjalnej. Dzięki pożyczce dla wypędzonych mogłem kontynuować. Wykonałem dużą liczbę studiów dawnej kultury rzemieślniczej i chłopskiej, kilka obrazów olejnych i rycin zachodniej kultury ludowej.

GR: Otrzymywał Pan zlecenia? Czy śląskie instytucje troszczyły się o Pana i Pańską pracę?

EF: Jak Pan wie, zlecenia najczęściej odrzucałem. Chcę być sługą sztuki i pracy kulturalnej. Oczywiście chciałbym sprzedawać ryciny, ale jak mam tutaj, jako obcy, znaleźć odpowiedni krąg zainteresowanych? Na wystawy potrzebowałbym ram, opakowań i innych wydatków. Zlecenia odciągają mnie od mojego życiowego zadania. Opracowałem wprawdzie znów obrazy olejne o kulturze śląskiej, ale śląskiego wsparcia niestety nie otrzymałem, choć wykorzystałem wszystkie możliwości. Tylko z inicjatywy prof. Grundmanna mogłem z pomocą państwa odbyć dłuższą podróż studyjną po różnych krainach. Mieszkańcy wsi wskazywali mi ślady, których szukałem.

[Zaprzyjaźniony z Fuchsem, profesor Günther Grundmann (1892-1976) był historykiem sztuki i konserwatorem zabytków. To on odpowiadał za akcję ukrywania zrabowanych przez Niemców dzieł sztuki po koniec II wojny światowej.]

GR: Czy nie mógł Pan odzyskać uratowanych wzorów lub reprodukcji swoich cennych prac przedstawiających domy i warsztaty karkonoskie z innych źródeł?

EF: Tak, otrzymałem od przyjaciół szereg fotografii i ilustracji prasowych, także kilka rycin wypożyczonych. Na ich podstawie chciałbym utrwalić niektóre rzeczy w akwareli dla śląskiego Archiv der Länderkunde, dla Germanisches Museum. Ale czy nie powinno się w to zaangażować Kulturwerk Schlesien albo jakaś instytucja rządowa, aby umożliwić mi pole działania, bym mógł wykonywać taką pracę?

GR: Czy w tym kierunku dotąd nic się nie wydarzyło?

EF: Jeśli naprawdę chciano by stworzyć taką kolekcję, byłoby to zadanie wręcz obowiązkowe! Ale kto podejmie inicjatywę? Musiałbym malować rzeczy, które z góry liczą się z obecnym gustem albo z oddziaływaniem na szeroką masę. Uśmiecham się tylko nad najnowszymi „dziełami”. Oto pewne niemieckie miasto kupuje — podczas gdy setki naszych artystów żyją w niedostatku — „Czytającą kobietę” Picassa za sześćdziesiąt tysięcy marek.

GR: Proszę wybaczyć, że przerywam! Po co im to?

EF: Mówi się, że dla „profilowania” ich nowoczesnej kolekcji. Można tylko powiedzieć: kto liczy na głupotę, ten nigdy się nie przeliczy. To dotyczy nie tylko „najnowocześniejszych” odmian sztuki.

GR: Znam ten miażdżący osąd surrealisty Chirico, panie Fuchs. Napisał dosłownie: „Ten idiotyzm nie może trwać wiecznie. Czas skończyć z tymi popisami”. Z czego więc wynika, że nie wspiera się rozsądnej sztuki?

[Giorgio de Chirico 1888-1979) – włoski malarz, najbardziej znany jako twórca malarstwa metafizycznego, jeden z prekursorów surrealizmu, później krytyk nowoczesnej sztuki.]

EF: Dla etnografii i jej dokumentacji obrazowej istnieje niestety tylko niewielki krąg zainteresowanych. Tylko nieliczni badacze i artyści czują się zobowiązani tradycji i starają się ratować to, co da się uratować.

GR: Przepraszam, ale czy wpływowi decydenci nie uważają tylko „najnowocześniejszego” za postęp?

EF: To złudzenie! Czyż nasz wielki Ślązak Adolf von Menzel nie odniósł sukcesu dzięki ilustracjom historii Fryderyka Wielkiego? Jemu zawdzięczamy niezwykle sumienne studium ważnego okresu historycznego w niezliczonych szczegółach.

[Adolf von Menzel (1815-1905) był malarzem i grafikiem, jednym za najważniejszych malarzy niemieckich XIX wieku. Stworzył m.in. niezwykle popularne w Niemczech drzeworyty przedstawiające życie cesarza Fryderyka Wielkiego.]

GR: Pańska wizualna kronika śląskiego świata gór, którą widziałem powstającą przez dziesięciolecia, może być z tym porównana — choć dotyczy zupełnie innego obszaru. Jak wielkie było to dzieło ostatecznie?

EF: Sama kronika obejmowała 308 rycin. W całości było to moje największe dzieło. Ile czasu, dróg i studiów było potrzebnych, aby wykonać choć jedną rycinę! Gdzie musiałem wędrować i jakie osobiste ofiary ponosić — kto dziś jeszcze to pojmuje?

GR: Ależ! Na Śląsku wielu to wiedziało! Niestety, z powodu mojego uwięzienia z powodów politycznych, byłem daleko. Ale czy nie było nikogo, kto chciałby te dzieła ocalić?

EF: Nie, w potrzebie zawiedli nawet ci, którzy mieli zadanie ratowania mojego dorobku. Musieli przecież znać moje prace z wystaw i czasopism z dziesięcioleci przed 1933 rokiem. To, że również naziści o mnie pisali, nie było moją winą. Nigdy ich o to nie prosiłem. Moje badania i dzieła były — jak Pan może potwierdzić — zawsze ponadczasowe.

GR: Oczywiście! Czy dlatego Gerhart Hauptmann nie chciał przyjąć Pańskich prac, drogi panie Fuchs?

[Z noblistą Gerhartem Hauptmannem Fuchs znał się od 1924 roku. Wykonał m.in. ilustracje do jego dramatu „Tkacze”.]

EF: Tak, i jestem mu za to wdzięczny. Znał je i cenił. Ale — tylko dlatego, że Pan pyta, muszę to powiedzieć — niestety nie znalazł się żaden Niemiec, który miałby odwagę dostarczyć je Hauptmannowi. Każdy, kto mnie zna, wie, że mój stan zdrowia na to nie pozwalał.

GR: Przy moim aresztowaniu i wypędzeniu miałem podobne doświadczenia, mój drogi Panie. Dziś nie chce się tego pamiętać.
Ale czy nie chciał Pan teraz przesiedlić się?

EF: Owszem! Bo to, co chcę jeszcze ukończyć, nie znosi zwłoki. Pogodziłem się już z niedogodnościami, wynikającym z tego, że nie mieszkam tam, skąd przybyłem. Sprzedałem już rzeczy. Moja córka zrezygnowała ze stanowiska. Mimo to nasze nadzieje się rozwiały. Ale mam nowe perspektywy. Nie chcę jednak nic o nich mówić, aby znów nie doznać rozczarowania. Potrzebuję odpowiedniego otoczenia, lepszej komunikacji i kręgu przyjaciół, aby z powodzeniem kontynuować moją pracę. Lekarz zalecił mi pilnie zmianę klimatu.

[Fuchs mówił tu zapewne o przeprowadzce do Marburga w Hesji, do której doszło w 1959 roku. Jak sam pisał: „Dzięki pomocy różnych osobistości śląskiego życia kulturalnego mogłem zebrać materiał do studiów nad ludem zachodnioniemieckim”. W Marburgu mieszkał przy Karl-Doerbecker-Strasse 5. Zmarł również w tym mieście w domu spokojnej starości dnia 5 lipca (wg niektórych źródeł 3 lipca) 1983 r.]

Naszemu twórczemu krajanowi Erichowi Fuchsowi (którego brat zresztą do dziś jako świecki opiekuje się wieloma pozostawionymi towarzyszami niedoli w kamiennogórskim Kościele Łaski!) życzymy z całego serca wszelkiego szczęścia!

Gustav Richter.

Okazało się, że strona Hain im Riesengebirge ma już TYSIĄC stałych obserwatorów! Wiem, że w internetowej skali to nieduż...
06/08/2026

Okazało się, że strona Hain im Riesengebirge ma już TYSIĄC stałych obserwatorów! Wiem, że w internetowej skali to niedużo 🙃 Dziekuję wszystkim czytającym i angażującym się w treści strony!

Witam nowych obserwatorów! Fajnie, że jesteście! Katarzyna Puchacz, Horst Herr
01/08/2026

Witam nowych obserwatorów! Fajnie, że jesteście! Katarzyna Puchacz, Horst Herr

MAX HUSCHKE, LIMPI I PUCKDzisiaj będzie trochę opowieść, ale bardziej odkrycie; odkrycie przedwojennego grobu… psa.W swo...
14/07/2026

MAX HUSCHKE, LIMPI I PUCK

Dzisiaj będzie trochę opowieść, ale bardziej odkrycie; odkrycie przedwojennego grobu… psa.

W swoim artykule z dnia 19.11.2024 r. („Max Huschke – pan na Srebrnym Zdroju”) pisałem o tytułowej postaci, charyzmatycznym właścicielu dawnego domu nr 101 (po wojnie ośrodek Warszawianka, ul. Łąkowa 3). Nils Huschke, prawnuk Maxa, przekazał mi informację, że na terenie posiadłości znajdowało się niegdyś miejsce pochówku psa Maxa, jamnika o imieniu Lumpi. Co więcej, miejsce oznaczone było pamiątkowym napisem wyrytym w kamieniu.

Udało się potwierdzić u byłej polskiej właścicielki ośrodka, że kamień się zachował. Pytanie, gdzie? Podczas wizyty Nilsa w Przesiece, próbowaliśmy razem odnaleźć kamień, znajdujący się ponoć niedaleko dawnego basenu na terenie dziś opuszczonego ośrodka. Mimo starań, nie udało się nam.

Sprawa nie dawała mi spokoju, więc już sam spróbowałem jeszcze kilka razy. Znów bez skutku. Wtedy dzięki tej stronie skontaktował się ze mną p. Adam (za co serdecznie dziękuję!), który pamiętał grób z czasu ostatniej swojej wizyty w Przesiece 6 lat temu. Przekazał mi więcej wskazówek, co do lokalizacji, więc w kwietniu tego roku spróbowałem ponownie.

Już miałem ponownie zrezygnować, ale w ostatniej chwili zauważyłem wystający spod ziemi i mchu nienaturalnie wyryty łuk na jednym z głazów. Nie miałem żadnych narzędzi, więc gołymi rękoma zdarłem mech i… spod niego zaczął wyłaniać się wyryty owal z jakimś ledwo widocznym napisem. Lumpi! To tutaj!

Dolna część kamienia była zupełnie przysypana ziemią i liśćmi, ale po ich usunięciu pojawił się drugi napis – krzyżyk i data „+ 6.XII.1936”. A więc to wtedy odszedł mały Lumpi.

Podzieliłem się nowinami z Nilsem, a ten przekazał mi informacje o jeszcze innym psie jego pradziadka. Napisał mi:

„Niestety, nie mogę ci nic powiedzieć o Lumpim. Poza kilkoma zdjęciami, na których pojawia się jako postać drugoplanowa, nie wiem o nim absolutnie nic. Inaczej jest z bokserem mojego pradziadka. Nazywał się Puck (von Pitzelstätten; tak, niemieccy hodowcy psów nadają swoim szczeniętom takie dziwne imiona…). Puck był często zabierany z Hain do Guben [rodzinnej miejscowości Maxa], a istnieje nawet zdjęcie z dzieciństwa mojego ojca, na którym siedzi w saniach w ośnieżonym ogrodzie, a Puck zagląda do nich z góry.
Kiedy moi pradziadkowie musieli pożegnać się z Hain, Puck był już bardzo stary i nie byłby w stanie odbyć podróży na zachód. Zaprzyjaźnionemu leśniczemu przypadło smutne zadanie – musiał skrócić cierpienia Pucka, zabijając go strzałem z dubeltówki. Nie wiem, czy i gdzie został pochowany w Hain. Nagrobka z pewnością mu nie postawiono”.

P.S.
Niejako w uzupełnieniu informacji na temat Maxa Huschke, podzielę się najnowszą informacją. We wspomnianym na początku artykule napisałem wtedy ostrożnie, że Max prowadził w swoim domu tzw. Deutsch-völkisches Heim, czyli jakby dom niemiecko-ludowy, „co w czasach narodowego socjalizmu jednoznacznie wskazywało na określone postawy”. Te „postawy” znalazły ostatnio potwierdzenie.

Nils Huschke napisał niedawno do mnie:

„Ja również mam kilka nowych — choć niezbyt przyjemnych — wiadomości: USA udostępniły w internecie kartotekę członków NSDAP i wreszcie mogłem sprawdzić, kiedy mój pradziadek wstąpił do partii: 1 listopada 1930 roku (załączam zrzut ekranu karty członkowskiej). To wciąż dwa lata przed słynnym przejęciem władzy, ale znacznie później, niż wcześniej się obawiałem. Mój dziadek z Guben wstąpił dopiero 6 lutego 1940 roku, prawdopodobnie wobec nalegania swojego szwagra, który uważał, że brak członkostwa dziadka szkodzi interesom fabryki. Jak wiesz, mój dziadek nie dożył konsekwencji działań „partii”, ponieważ zmarł na zapalenie płuc w domu w Guben w 1942 roku. Ale mój pradziadek musiał w pełni doświadczyć skutków tego poważnego błędu: wstąpienia do partii Hitlera. Mogę tylko mieć nadzieję, że wyciągnął z tego lekcję.
Choć nie potrafię zrozumieć i nie pochwalam tej strony jego osobowości, wciąż podzielam jego miłość do Karkonoszy i dlatego chciałbym promować Twoją piękną ojczyznę tutaj, w Bremie”.

Witam nowych obserwatorów! Fajnie, że jesteście! Daniel Więcławski, Paweł Pohl, Krzysztof Leśniewski, Bartosz Bizoń, And...
30/06/2026

Witam nowych obserwatorów! Fajnie, że jesteście! Daniel Więcławski, Paweł Pohl, Krzysztof Leśniewski, Bartosz Bizoń, Andrzej Daczkowski, Aneta Szolc-Strozik, Paweł Kochański, Grzegorz Lasecki, Halina Pawłowicz, Ewa Grodek, Małgorzata Miechowicz, Piotr Kiedrowski, Marcin Wajda, L**h Rugała

KOLEJKA LINOWA NA PRZEŁĘCZ KARKONOSKĄNa niektórych przedwojennych mapach zobaczyć można w rejonie Przełęczy Karkonoskiej...
23/06/2026

KOLEJKA LINOWA NA PRZEŁĘCZ KARKONOSKĄ

Na niektórych przedwojennych mapach zobaczyć można w rejonie Przełęczy Karkonoskiej (po dzisiejszej polskiej stronie) napis „Seilbahn” i zaznaczoną kolej linową. Czy kiedyś faktycznie istniał tam wyciąg?

Pierwszą kabinową kolejką linową w Karkonoszach była instalacja w Jańskich Łaźniach jadąca na szczyt Černej hory, oddana do użytku w 1928 roku. Następne kolejki powstały już po II wojnie światowej, w Pecu pod Sněžkou (1949/1950) i Karpaczu (1959/1960). Drugą najstarszą konstrukcją mogła być natomiast kolej linowa na Przełęcz Karkonoską, od strony Borowic/Przesieki.

„Der Wanderer im Riesengebirge“ z września 1928 roku donosi:

„Budowa kolejki linowej po niemieckiej stronie na Przełęcz Szpindlerową jest zabezpieczona. Rada nadzorcza firmy Elektrizitäts-Aktiengesellschaft, dawniej W. Lahmeyer & Co. z Frankfurtu nad Menem, podjęła decyzję o przekazaniu środków na tę budowę swojej spółce zależnej, Hirschberger Talbahn A.G. Plan zakłada przedłużenie linii tramwaju elektrycznego z obecnej stacji końcowej w Podgórzynie Górnym przez Borowice do Nässe [u ponóża Suchej Góry] oraz budowę kolejki linowej z Nässe do Przełęczy. Budowa ma rozpocząć się jak najszybciej. Poszczególne odcinki mają zostać ukończone w przyszłym [1929] roku, a cały system ma zostać oddany do użytku w 1930 roku. Administracja leśna zleciła już przeprowadzenie niezbędnych wycinek. Hirschberger Talbahn A.G. jest już właścicielem dawnego borowickiego młyna Babermühle, który padnie ofiarą budowy linii tramwajowej.”

Jeleniogórskie Tramwaje kupiły Babermühle rok wcześniej, a działalność młyna zawieszona była już od kilku lat.

„Jeśli wszystko dobrze pójdzie, w 1928 roku odwiedzający Karkonosze będą mogli nie tylko udać się w góry, ale do góry: dojechać na Szpindlerową Przełęcz. W planie jest kontynuacja trasy tramwajowej z Podgórzyna przez Dolinę Kaczej do Borowic, a stamtąd ostrym zakrętem do rejonu Nässe, na początku stromego podjazdu z Przesieki w kierunku Przełęczy.
Tutaj po półgodzinnej podróży z Himmelreich [Pod Skałką] do Nässe kolejka linowa zabierze podróżnych i przewiezie ich na grań w około 7 minut! Jakie turystyczne możliwości otworzy to wspaniałe udogodnienie, miłośnik gór może wyobrazić sobie sam, według własnego uznania i potrzeb. Rzecz w tym, że dopiero na górze musi zdecydować, czy chce iść na wschód czy na zachód, w stronę Śnieżki czy Śnieżnych Kotłów, do Karpacza czy do Szklarskiej Poręby. Kolej linowa w jednakowym stopniu tchnie nowe życie w cały Karkonoski Grzbiet. W każdym razie z wysokich gór będzie można wycisnąć znacznie więcej niż dotychczas i wykorzystać dzień o wiele intensywniej niż dzisiaj. Zaoszczędzi się cztery do pięciu godzin na podejściu i zejściu, a choć jedno i drugie przepiękne jest oraz zdrowe, to jednak przeważy pragnienie, by jak najdłużej przebywać w czystym, wysokogórskim powietrzu i uzdrawiającym słońcu na samym Grzbiecie”.

Jak widać, entuzjazm był ogromny, ale tak jak plan budowy drogi samochodowej na Przełęcz czy budowy linii kolejowej (o czym pisałem w osobnych artykułach), tak i projekt kolei linowej ostatecznie upadł. Jeleniogórskie tramwaje jeszcze dotarły do Podgórzyna Górnego w 1914 roku, tuż przed wybuchem I wojny światowej. Sama wojna, późniejszy kryzys gospodarczy, hiperinflacja i wzrost cen surowców stały się skutecznym hamulcem dla tego typu projektów. Inna sprawa, że pojawiły się również głosy przeciwników masowej turystyki i obrońców karkonoskiej przyrody.

Choć plan przedłużenia linii tramwajowej z Górnego Podgórzyna wyglądał na zaawansowany, nigdy nie został zrealizowany, a bez tego budowa kolei linowej na Przełęcz również pozostała tylko w sferze planów. Po II wojnie światowej pomysłu nie podchwycono z oczywistych względów – przez Przełęcz Karkonoską przechodziła pilnie strzeżona granica polsko-czechosłowacka, a ruch turystyczny ustał na wiele lat.

PRZESIECKI SKLEPW roku 2013 działalność zakończył przesiecki Sklep. Napisałem wielką literą, ponieważ przez ponad 70 lat...
28/05/2026

PRZESIECKI SKLEP

W roku 2013 działalność zakończył przesiecki Sklep. Napisałem wielką literą, ponieważ przez ponad 70 lat taką właśnie funkcję pełnił za czasów niemieckich, jak i polskich (za polskich był tu nawet odział pocztowy). Do dziś zresztą przystanek autobusowy przy budynku przy ul. Karkonoskiej 17 nazywa się oficjalnie „Przesieka Sklep”.

Przez ostatnie lata pomieszczenia handlowe stały puste. W tej chwili przechodzą jednak gruntowny remont, który niedawno ujawnił dwa ciekawe napisy świadczące o historii tego miejsca.

Sam budynek, przy którym powstał sklep zbudowany został pod koniec XIX w., gdy ówczesna wieś Hain przeżywała boom turystyczny. Powstało wtedy wiele domów z przeznaczeniem na pensjonaty dla gości.

Pensjonat o numerze 94 przez lata miał różnych właścicieli i przez to różne nazwy. Pierwszym znanym mi był Erich Reichstein, który tuż obok (nr 93) prowadził zakład stolarski. Tak sam w przewodniku z roku 1911 reklamował swoją działalność turystyczną:

„Pensjonat Im Landgarten w Hain, w drodze z Oblassers Hôtel [dziś Olimpia] do Gasthof zur Waldmühle [Zielona Gospoda], poleca szanownym przesieckim gościom swoje komfortowo wyposażone apartamenty letnie z kuchnią, zacienionym ogrodem i kolumnadą. Polecam również codziennie świeże warzywa, kwiaty, bukiety itp. z tej samej posesji. Ponieważ prowadzę obok działalność stolarską, polecam również życzliwej uwadze Szanownego Państwa tego typu wyroby. Właściciel Ernst Reichstein, mistrz stolarski”.

W tym czasie na parterze dostępne były cztery pokoje z kuchnią, na pierwszym piętrze sześć z kuchnią, a na drugim piętrze trzy pokoje „z alkową”.

W roku 1927 jako właściciel domu Landhaus Herta wymieniany jest Emil Baron, w latach 30-tych budynek należał do rodziny Hoppe (stąd pewnie Landgarten stał się Hoppegarten), Oswalda, a potem wdowy po nim, Elise.

Na koniec właścicielami była rodzina kupca Franza Pospiecha (żona miała na imię Hanna, a córka Eva-Marie). Wcześniej Franz mieszkał pod nr 90 (dziś ul. Karkonoska 18) i tam prowadził sklep spożywczo-turystyczny (na pewno w latach 1930-1937). Później przeniósł lub rozszerzył interes handlowy do nowo wybudowanego miejsca przy domu nr 94, o którym dziś mówimy (tzw. Lebensmittelhaus).

Franz urodził się 24 marca 1901 roku. Pod koniec II wojny światowej powołano go do wojska, zapewne w ramach Volkssturmu (był już w wieku pozapoborowym), rozpaczliwego pospolitego ruszenia, mającego powstrzymać nacierającą Armię Czerwoną. Nie wrócił już do swojego domu i sklepu, którym nie nacieszył się długo. 12 maja 1945 oficjalnie uznano go za zaginionego w okolicach dzisiejszego Grodkowa w województwie opolskim.

I to właśnie Pospiecha dotyczy jeden z odkrytych podczas remontu napisów. Nad prawymi drzwiami dostrzec można: INH. FRANZ POSPIECH („Inh.” to skrót od „Inhaber”, czyli „właściciel”). Obok zaś zachowało się niekompletne słowo KOLONIALWAREN („towary kolonialne”). Kiedyś tego typu składy były bardzo popularne, zresztą w dawnej Polsce też. Oferowały m.in. towary sprowadzane spoza Europy, często z zamorskich „kolonii”, takie jak kawa, herbata, cukier, ryż, tytoń, kakao, przyprawy czy egzotyczne owoce.

Z lewej strony budynku zobaczyć można już powojenną pamiątkę historii, polski napis SKLEP ROZDZIELCZY. Pochodzi z czasów, gdy zaopatrzenie w podstawowe artykuły było odgórnie planowane. Co dokładnie oznaczało określenie „rozdzielczy”? Może ktoś z Czytelników wie na ten temat coś więcej?

Żeby napisy zobaczyć, trzeba mocno wytężyć wzrok, tym bardziej, że z każdym dniem blakną i stają się coraz mniej widoczne.

Dziękuję najbardziej aktywnym osobom, które trafiły na moją tygodniową listę aktywności! 🎉 Mariusz Czerski, Gosia Budzyń...
28/04/2026

Dziękuję najbardziej aktywnym osobom, które trafiły na moją tygodniową listę aktywności! 🎉 Mariusz Czerski, Gosia Budzyńska, Artur Andrzejewski

(NIE)ZAPOMNIANY KASPER KARLENa tle budynku przesieckiej szkoły ubrany elegancko mężczyzna w prawej ręce trzyma jakieś na...
21/04/2026

(NIE)ZAPOMNIANY KASPER KARLE

Na tle budynku przesieckiej szkoły ubrany elegancko mężczyzna w prawej ręce trzyma jakieś naczynie, lewą wskazując na stojącą przed nim grubiutką świnię zwróconą w stronę przepełnionej miski z jedzeniem. Na świnię spogląda również stojąca obok dżentelmena kobieta z dłońmi spoczywającymi na barkach jasnowłosego dziecka. Obok nich wszystkich zaś widzimy szkolną tablicę opartą na drewnianej sztaludze. Na tablicy kredą napisano po niemiecku: „Unsere Zukunft hängt am Mistgabelstiel! Kasper. Hain/R.” Oznacza to: „Nasza przyszłość wisi na trzonku od wideł do obornika! Kasper, Przesieka”.

O co tu chodzi?

Zdjęcie, już po II wojnie światowej, otrzymał były mieszkaniec i nauczyciel z Hain/Przesieki, Robert Zander, od innego dawnego mieszkańca. Skłoniło go to do przypomnienia niezwykle barwnej postaci, którą był Karl Kasper, człowiek dziś zupełnie zapomniany.

Co ciekawe, anegdotę ze zdjęciem utrwalił przesiecki pisarz Hans Christoph Kaergel w swoim opowiadaniu „Peregrin Seidelmann”. Nie podaje nazwiska, ale pisze: „Pewnego dnia dobry nauczyciel z Hain postawił szkolną tablicę na podwórzu, zapędził pod nią najtłustszego wieprza i z niemałym wysiłkiem nauczył go na chwilę stać nieruchomo. Następnie wezwał fotografa z Giersdorfu [Podgórzyna]". W rzeczywistości fotografem był Alfred Exner, który miał zakład w ówczesnych Cieplicach. Słowa na tablicy w tymże utworze literackim brzmiały nieco inaczej: „Nasza przyszłość leży w świniach!” Tak czy inaczej, Kasper nawiązywał tutaj w kontrowersyjny sposób do słów cesarza Wilhelma II („Nasza [Niemiec] przyszłość leży na wodzie!”), wygłoszonych z okazji otwarcia portu w Szczecinie w 1898 roku. Poprzez tę inscenizację ze świnią, Kasper bronił tradycyjnej społeczności rolniczej, krytykując w ten sposób cesarza za jego marzenia o „wielkości, podbojach, krwi i żelazie”.

Kasper Karle, jak go we wsi nazywano, był przede wszystkim nauczycielem. W opowiadaniu Kaergla on i jego uczniowie określeni są jako „dziwni”, a „inspektor szkolny odkrył, że dzieci w tej górskiej wiosce były nad wyraz pobudzone. Udzielały szczerych odpowiedzi, rozmawiały o wszystkim, co pod słońcem i na świecie, i wiedziały więcej z gazet niźli ze wspaniałych opowieści z czytanek”.

Kasper do Przesieki przybył w 1890 roku, do starej szkoły nauczyciela Hermanna Kruschego, zwanej wtedy „Akademią” (pisałem o niej w osobnym artykule), a gdy 14 października 1902 roku otwarto nową ewangelicką szkołę, zaczął uczyć tamże.

Nowa szkoła powstała na terenie zwanym „Schwinghammers Lustgarten”, czyli w dawnych ogrodach dawnego właściciela wsi, Georga Andreasa Schwinghammera. Zander pisze: „Ponieważ Kasper był wielkim koneserem owoców, natychmiast przystąpił do zakładania wspaniałego ogrodu wokół nowego budynku szkoły, zgodnie z opracowanym przez siebie planem. Zawsze podziwialiśmy kunszt, z jakim dokonywał właściwego doboru odmian owoców, co nie było łatwe, ponieważ szkoła znajduje się prawie 600 metrów nad poziomem morza i tylko bardzo specyficzne, sprawdzone odmiany nadają się do uprawy na tej wysokości”.

Obok ogrodu Kasper miał też działkę, na której uprawiał warzywa. Zresztą, mieszkańcy Hain uważali, że Kasper minął się z powołaniem i bardziej niż na nauczyciela nadawał się na leśnika czy rolnika i hodowcę. Co ciekawe, przy wejściu do swojego ogrodu umieścił napis-ostrzeżenie:

„Tu rośnie chleb, kiedyś człowiek będzie się nim żywił. Wole, nie zadeptuj go swymi nogami!”

Przypominała ta przestroga inne spotykane gdzieniegdzie w górach, np. „Wstęp na łąkę dozwolony tylko bydłu!” (przy Spindlerbaude) lub „Drogi wędrowcze, pamiętaj: idź po ścieżce, a nie po trawie, aby łatwo i bez trudu odróżnić się od bydła” (przy Hampelbaude).

Gdy na początku XX wieku we wsi powstała stacja obserwacyjna Berlińskiego Instytutu Meteorologicznego, Kasper objął stanowisko obserwatora na część etatu i zarządzał stacją z wielkim zainteresowaniem i zapałem. Wiernie prowadził dziennik obserwacji, raportował je do centrali, a także zapisywał spostrzeżenia o charakterze ogólnym. W kronice szkolnej opisał szczegóły niszczycielskiej powodzi z 1897 roku. Eseje na temat doświadczeń meteorologicznych ukazały się nawet w czasopismach specjalistycznych. Zander wspomina, jak dzięki Kasperowi dowiedział się o ciekawym zjawisku pogodowym typowym dla Karkonoszy. Chodzi o groźny układ chmur zwany Moazagotl (od nazwiska jego odkrywcy, pasterza Gottlieba Matza). Pojawia się równolegle do długich grzbietów górskich, gdy wilgotne powietrze napływa i gromadzi się, przynosząc deszcz. Po drugiej stronie grzbietu powstaje wiatr fenowy, stąd szybownicy z Jeżowa wiedzieli, że Moazagotl zwiastował dobrą pogodę do latania.

Karl Kasper należał do Towarzystwa Karkonoskiego (RGV), znał śląskie góry, które przemierzał z bambusowym kijem i które sławił w różnych publikacjach. Kiedy na przełomie wieków Przesieka rozkwitła jako uzdrowisko, było to między innymi zasługą Kaspera.

Mimo, że Kasper należał do RGV, organizacji promującej rozwój turystyki, dostrzegał też zagrożenia z tego rozwoju wynikające. Pisał: „Naturę, przed którą nasi przodkowie kłaniali się jak przed kapłanką, degradujemy do roli służącej, nie – niewolnicy”. Utożsamiał się z ideałami popularnego pod koniec XIX w. ruchu zwanego „Heimatschutz” (czyli „ochrona ojczyzny”), który kładł nacisk na ochronę przyrody i krajobrazu, również cennego krajobrazu miejskiego, dziedzictwo kulturowe i tradycje, folklor i tożsamość regionalną. Postulował, by Towarzystwo Karkonoskie poprzez działania lokalne przyczyniało się do takiej właśnie ochrony.

Kasper był ponoć dobrym towarzyszem i dowcipnym rozmówcą, choć niekiedy dość drastycznym w swoich wypowiedziach. Ponoć nie przywiązywał wagi do swojego wyglądu, przez co czasem był niezrozumiany lub nie traktowany z należytą powagą.

To Karl Kasper napisał w 1894 roku specjalnie dla lokalnych mieszkańców sztukę teatralną „Eem Winde”. Wystawiano ją podczas przesieckich „wieczorów przędzalniczych”, ale też gościnnie w innych miejscowościach. W jednym z czasopism z 1900 r. znalazła się recenzja tejże jednoaktówki, w której czytamy, m.in.: „Wydana własnym nakładem autora. Cena 50 Pf. Na festyny klubowe, spotkania regionalne, a nawet dla teatru amatorskiego, autor oferuje nam tutaj małe dzieło, które zdecydowanie należy polecić. W tej prawdziwie czarującej sztuce typy i sytuacje chłopskie są przedstawione z rzadkim naturalizmem i bez najmniejszej nuty wulgarności. Postacie są żywo zarysowane, szczególnie efektowne są postacie kobiece. Dzieło było już wystawiane z wielkim sukcesem w Hirschbergu, Hermsdorfie u. K., Krummhübel, Görlitz i Forst i. L., a nawet zachwyciło Jej Królewską Wysokość Księżniczkę von Meiningen w cieplickim teatrze. Sztuka trwa 1,5 godziny. Po otrzymaniu kwoty 50 Pf. można ją nabyć bezpośrednio od autora, nauczyciela Kaspara w Hain w Karkonoszach”.

Jak pisze Zander, Karl Kasper był „prawdziwym Niemcem na wskroś”, a po zakończeniu I wojny światowej, „martwił się o dalsze istnienie swojej ojczyzny”. Wszystko, co związane z polityką, głęboko go poruszało. Był w tej kwestii pesymistą i ponoć przepowiadał, jakby z proroczą intuicją, upadek Cesarstwa, II wojnę światową i podział Niemiec.

Sam tego nie dożył. Jednego z pierwszych dni czerwca 1925 roku spoczął na podgórzyńskim cmentarzu. Po zakończeniu pracy w szkole w 1921 roku właśnie w Podgórzynie zamieszkał z żoną Elisabeth. Oszczędzone mu też było przeżywanie śmierci swojego jedynego syna. Pełnił on funkcję leśniczego powiatowego w górach wokół Bystrzycy Kłodzkiej, a pod koniec wojny pracował w administracji leśnej Generalnego Gubernatorstwa. Nie wrócił już stamtąd żywy do żony i czwórki dzieci.

Elisabeth Kasper wymieniona jest jeszcze w księdze adresowej Podgórzyna w roku 1927. Po II wojnie światowej została wysiedlona do strefy brytyjskiej i zmarła 30 czerwca 1951 roku w wieku 82 lat.

Adres

Przesieka

Telefon

+48501131931

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Hain im Riesengebirge, czyli opowieści z dawnej Przesieki umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skróty

Udostępnij