14/03/2021
Siema, chciałbym wam opowiedzieć o moim dniu pracy jako Specjalista ds. spedycji gastronomicznej. Zaczęło się niewinnie, zaledwie kilka adresów. W końcu jadę pod pewien szczególny dom. Czas dostawy trwał koło godziny, więc najgorzej nie było jak na sobotę, ale wiadomo jak czasem jest z ilością zamówień w weekend. Podjeżdżam pod willę, dzwonię, widzę.. Mężczyzna rosły, najprawdopodobniej w stanie wskazującym. Mówię klasycznie "Dzień dobry" od razu się zaczęło mówienie "co tak długo" na to odparłem że w końcu sobota. Kwota do zapłaty 30 złotych, daję jedzenie i czekam na banknot (mój błąd, wybaczcie 😂). Na co jegomość odpowiada "No i teraz mam w was wy*ebane, tak długo czekałem więc nic nie zapłacę". I wrócił do domu. Chwilę stałem zastanawiając się nad tym co się stało, bo przecież jedzenie zostało dostarczone zgodnie z czasem przedstawionym klientowi telefonicznie XD Dzwonię więc na domofon. Ponoć nie krzyczy się do jaskini niedźwiedzia ale 30 złotych to kwota, za którą można już położyć swoje życie na szali. Klient wyszedł, ja proszę o pieniądze, na co on odparł, że on chce gadać z szefem i że on nie zapłaci 30 złotych, co najwyżej 15. Telefon do szefa.. Tłumaczenie sprawy. Szef to ogarnięty człowiek, więc wie że z niektórymi ludźmi nie warto się wykłócać. Nagle oświecenie, gość daje mi 50 złotych, bardzo zniesmaczony że jednak będzie musiał ZAPŁACIĆ ZA JEDZENIE DOSTARCZONE ZGODNIE Z PODANYM MU CZASEM XD Nie myśląc wiele wydałem mu 20 złotych i poszedłem do samochodu. W drodze do auta usłyszałem mnóstwo obelg, których dla waszego dobra tutaj nie napiszę. Kilkakrotnie jeszcze ów jegomość dzwonił zbulwersowany do lokalu żeby powiedzieć że go bezwstydnie oszukałem.
Opracowaniem historii zajął się administrator Hejted Rogoźno.
Buźka ludzie, nie bądźcie bucami 😘