Dermascan Lorin Lex Beauty

Dermascan Lorin Lex Beauty Lex Beauty Lorin kosmetologia oparta na wiedzy, fizjologii skóry i bezpieczeństwie. Szkolenia specjalistyczne dla branży Beauty, konsultacje

Mariola Sater-Kołaczuch, kosmetolog z wykształceniem medycznym i ponad 24-letnim doświadczeniem zawodowym. Parking przed budynkiem

10/09/2026
10/09/2026

Jak co piątek zapraszam na darmowe konsultacje kosmetologiczne w moim sklepie .

TO NIE WYGLĄDA JAK ZWYKŁY SINIAK PO WKŁUCIU. Post nie ma w żadnym wypadku ataku na tą osobę. Taki stan wymaga pilnej kon...
10/09/2026

TO NIE WYGLĄDA JAK ZWYKŁY SINIAK PO WKŁUCIU.
Post nie ma w żadnym wypadku ataku na tą osobę. Taki stan wymaga pilnej konsultacji medycznej i nie słuchania opinii koleżanek z internetu.
Post ma charakter wyłącznie edukacyjny i podkreśla jak ważny jest czas reakcji.
Mam zgodę na publikację zdjęć.

Otrzymałam wiadomość od kobiety, u której podano kwas hialuronowy w okolice bruzd nosowo-wargowych. Wykonano również zabieg z użyciem toksyny botulinowej. Pacjentka wspomina, że zastosowano mocniejsze znieczulenie.

Na zdjęciach widzimy jednostronne, czerwone i sinofioletowe przebarwienie skóry, obejmujące policzek, skrzydełko nosa, bruzdę nosowo-wargową oraz okolicę górnej wargi. Widoczny jest także obrzęk, miejscami siateczkowaty układ zmian, podbiegnięcie krwawe oraz nadżerka ze strupem przy wardze.

Ze zdjęcia nie można postawić rozpoznania. Ten obraz jest jednak wystarczająco niepokojący, aby w pierwszej kolejności pilnie wykluczyć zaburzenie ukrwienia po podaniu wypełniacza.

Okluzja naczyniowa może powstać, gdy preparat dostanie się do naczynia lub ograniczy przepływ krwi przez jego ucisk. Skóra może początkowo zblednąć, później staje się marmurkowata, czerwona, sina lub szarawa. Następnie mogą pojawić się pęcherzyki, nadżerki, strupy, a w najcięższych przypadkach martwica i trwałe blizny.

Bruzda nosowo-wargowa nie jest niewinnym miejscem do podawania preparatu. W tej okolicy przebiegają gałęzie tętnicy twarzowej i kątowej, które mają połączenia z innymi naczyniami twarzy.

Silniejsze znieczulenie może ograniczyć odczuwanie bólu, dlatego brak silnych dolegliwości nie wyklucza niedokrwienia. W zależności od rodzaju znieczulenia możliwa jest również reakcja na sam preparat. Nie wolno jednak automatycznie uznać, że taki wygląd skóry to tylko efekt znieczulenia.

Toksyna botulinowa również nie tłumaczy typowo takiego jednostronnego, sinofioletowego obrazu skóry.

To, że ktoś wcześniej kilka razy miał wykonywany podobny zabieg i nic się nie wydarzyło, nie daje gwarancji bezpieczeństwa przy kolejnym podaniu. Każde wkłucie to nowe miejsce, nowy tor igły i ponowne ryzyko kontaktu z naczyniem.

Takiej osoby nie powinno się uspokajać przez telefon słowami: „to tylko siniak, proszę poczekać”. Pacjentka wymaga pilnej oceny przez lekarza mającego doświadczenie w rozpoznawaniu i leczeniu powikłań po wypełniaczach.

Jeżeli pojawią się zaburzenia widzenia, ból oka, podwójne widzenie, opadnięcie powieki, silny ból głowy, nudności lub objawy neurologiczne, jest to sytuacja alarmowa wymagająca natychmiastowej pomocy medycznej.

Zanim zgodzisz się na podanie wypełniacza, nie pytaj wyłącznie o cenę i liczbę mililitrów.

Zapytaj o kwalifikacje osoby wykonującej zabieg, nazwę preparatu, jego pochodzenie oraz procedurę postępowania w przypadku okluzji naczyniowej.

Bo w przypadku powikłania nie liczy się piękne wnętrze gabinetu ani liczba obserwujących na Instagramie.

Liczą się wiedza, szybkie rozpoznanie i odpowiedzialność za pacjenta.

Czy przed swoim zabiegiem zapytałaś, co się stanie, jeżeli dojdzie do powikłania?

Jeżeli nie pytasz o takie szczegóły, dotyczące zabiegu,to niestety ale sama podejmujesz to ryzyko i leczenie,które w tej sytuacji może okazać się bardzo kosztowne.

Wtedy należy zwrócić się oficjalnie pismem do swojego zabiegowca, zbierać rachunki, dokumentować koszty leczenia i osoba która zabieg wykonała, musi pokryć koszty leczenia.

ZABIEGI BEAUTY, KTÓRE CZAS ZWERYFIKOWAŁCZĘŚĆ 2. RF MIKROIGŁOWA I HIFUNajpierw miały napiąć twarz.Potem zaczęli zgłaszać ...
10/09/2026

ZABIEGI BEAUTY, KTÓRE CZAS ZWERYFIKOWAŁ

CZĘŚĆ 2. RF MIKROIGŁOWA I HIFU

Najpierw miały napiąć twarz.

Potem zaczęli zgłaszać się ludzie, którzy mówili:

„Moja twarz wygląda starzej niż przed zabiegiem”.

Zapadnięte policzki.

Zmiana owalu.

Nierówności.

Utrata objętości.

I wtedy pojawiło się pytanie, którego przez lata prawie nikt nie zadawał:

A CO, JEŚLI ENERGIA, KTÓRA MIAŁA NAPIĄĆ TKANKĘ, ZACZNIE JĄ USZKADZAĆ TAM, GDZIE WCALE TEGO NIE CHCIELIŚMY?

Bo RF mikroigłowa i HIFU sprzedawano pod bardzo atrakcyjnymi hasłami.

„Lifting bez skalpela”.

„Kontrolowana przebudowa kolagenu”.

„Napinanie od środka”.

„Stymulacja”.

„Remodeling”.

I znowu: te technologie mogą działać.

To trzeba powiedzieć uczciwie.

RF mikroigłowa ma badania pokazujące poprawę tekstury i napięcia skóry.

W przeglądzie systematycznym opublikowanym w 2026 roku obejmującym 20 badań i 558 osób efekty oceniano pozytywnie, a w samych badaniach klinicznych ciężkie powikłania praktycznie się nie pojawiały.

I można byłoby na tym zakończyć.

Tylko że w październiku 2025 roku wydarzyło się coś bardzo ciekawego.

FDA WYDAŁA OSTRZEŻENIE DOTYCZĄCE RF MIKROIGŁOWEJ.

Nie TikTok.

Nie niezadowolona klientka.

Nie konkurencyjny gabinet.

FDA.

Regulator poinformował, że otrzymuje zgłoszenia dotyczące poważnych powikłań związanych z niektórymi zastosowaniami RF mikroigłowej.

Wymienił:

oparzenia,
blizny,
utratę tkanki tłuszczowej,
deformacje,
uszkodzenia nerwów.

Niektóre przypadki wymagały interwencji medycznej lub chirurgicznej.

I właśnie wtedy zrobiło się naprawdę interesująco.

Bo mamy dwie rzeczy, które na pierwszy rzut oka wyglądają jak sprzeczność.

Badania kliniczne mówią: profil bezpieczeństwa jest dobry.

A regulator mówi:

docierają do nas zgłoszenia poważnych powikłań.

Jedno nie wyklucza drugiego.

I właśnie dlatego ta historia jest tak ważna.

BADANIE KLINICZNE TO NIE TO SAMO CO PRAWDZIWY ŚWIAT.

W badaniu mamy określone urządzenie.

Określony protokół.

Wybranych pacjentów.

Przeszkolonych operatorów.

Określone parametry.

I kilkuset uczestników.

A potem technologia trafia do tysięcy gabinetów.

Pojawiają się różne urządzenia.

Różne głębokości.

Różne energie.

Różne liczby przejść.

I moje ulubione:

„Zrobimy trochę mocniej, żeby był lepszy efekt”.

Tylko tkanka nie zna pojęcia „trochę mocniej”.

Tkanka zna temperaturę.

RF MIKROIGŁOWA NIE JEST ZWYKŁYM MIKRONAKŁUWANIEM.

I to trzeba ludziom tłumaczyć.

Igły są elektrodami.

Wchodzą w tkankę i dostarczają energię RF.

Powstaje ciepło.

To właśnie kontrolowane oddziaływanie termiczne ma uruchomić przebudowę tkanki. FDA opisuje, że każda mikroelektroda wytwarza niewielki obszar intensywnego ogrzewania.

I wszystko jest dobrze, dopóki działamy tam, gdzie chcemy i w takim zakresie, jaki planowaliśmy.

Problem zaczyna się wtedy, kiedy efekt termiczny obejmuje struktury, których uszkadzać nie chcemy.

A na twarzy kilka milimetrów naprawdę ma znaczenie.

Skóra.

Tkanka podskórna.

Przedziały tłuszczowe.

Nerwy.

Naczynia.

To nie jest wielka przestrzeń.

A UTRATA TŁUSZCZU NA TWARZY NIE ZAWSZE JEST „WYSZCZUPLENIEM”.

To jest chyba jedna z największych pułapek marketingowych.

Na brzuchu redukcja tkanki tłuszczowej może być celem.

Na policzku?

Niekoniecznie.

Bo młoda twarz nie wygląda młodo tylko dlatego, że ma napiętą skórę.

Wygląda młodo również dzięki objętości i rozmieszczeniu przedziałów tłuszczowych.

Jeżeli stracimy objętość w niewłaściwym miejscu, możemy dostać coś dokładnie odwrotnego od odmłodzenia.

Bardziej zaznaczone bruzdy.

Zapadnięcie.

Szkieletowy wygląd.

Starszy wygląd twarzy.

I dlatego zdanie:

„RF redukuje tłuszcz”

może być świetną reklamą zabiegu na ciało.

Ale przy odmładzaniu twarzy powinno zapalić zupełnie inną lampkę.

A TERAZ HIFU.

Tu historia jest podobna, choć mechanizm inny.

Skoncentrowane ultradźwięki mają tworzyć ogniska termiczne na określonej głębokości.

Czyli znowu:

energia + temperatura + konkretna warstwa tkanki.

I ponownie wszystko zależy od tego, gdzie ta energia faktycznie trafia.

Przegląd bezpieczeństwa mikroogniskowanych ultradźwięków z wizualizacją obejmował 19 publikacji i 506 pacjentów.

W badaniach naukowych ciężkie zdarzenia były rzadkie, ale odnotowano przypadek zaniku tkanki podskórnej.

Kiedy autorzy przeanalizowali również 106 zgłoszeń z amerykańskiej bazy MAUDE, wśród częściej raportowanych poważniejszych problemów znalazły się:

lipoatrofia,
uszkodzenia nerwów,
ogniskowe drętwienie,
dysestezje,
opadanie tkanek oraz bliznowacenie.

Autorzy bardzo wyraźnie zaznaczają, że zgłoszenia z MAUDE są w dużej mierze niezweryfikowane i nie pozwalają określić częstości takich powikłań. Ale jednocześnie pokazują sygnały bezpieczeństwa, których nie wolno po prostu ignorować.

I tutaj dochodzimy do sedna.

HIFU I RF MIKROIGŁOWA NIE SĄ „ZŁYMI ZABIEGAMI”.

Problemem jest coś innego.

Przez lata sprzedawaliśmy zabiegi energetyczne trochę tak, jakby energia wiedziała, że przyszła odmładzać.

Nie wie.

Energia wykonuje pracę fizyczną.

To operator musi wiedzieć:

gdzie ją dostarczyć,

jak głęboko,

w jakiej dawce,

w jakiej tkance,

i przede wszystkim gdzie absolutnie nie chce jej dostarczyć.

I dlatego po latach patrzę na te zabiegi zupełnie inaczej.

Nie pytam już:

„Jak mocne jest urządzenie?”

Pytam:

„CZY OSOBA, KTÓRA TRZYMA GŁOWICĘ, WIE DOKŁADNIE, CO ZNAJDUJE SIĘ POD NIĄ?”

Bo możesz mieć urządzenie za pół miliona.

Możesz mieć certyfikat.

Możesz mieć piękną klinikę.

Ale anatomii nie da się kupić razem z urządzeniem.

I JESZCZE JEDNA RZECZ.

FDA w swoim komunikacie napisała coś, co moim zdaniem powinno zakończyć dyskusję o traktowaniu RF mikroigłowej jak kolejnego „zabiegu kosmetycznego”.

Regulator określa RF microneedling jako procedurę medyczną, a nie zabieg kosmetyczny.

To zdanie warto przeczytać dwa razy.

Bo mówimy o technologii zdolnej dostarczać energię cieplną pod powierzchnię skóry.

I właśnie dlatego druga część tej serii nie brzmi:

„RF I HIFU NIE DZIAŁAJĄ”.

Działają.

Pytanie jest znacznie ważniejsze:

CZY W POGONI ZA CORAZ MOCNIEJSZYM „LIFTINGIEM BEZ SKALPELA” NIE ZACZĘLIŚMY CZASEM NISZCZYĆ TEGO, CO W MŁODEJ TWARZY POWINNIŚMY CHRONIĆ?

Bo zmarszczkę można poprawić.

Wiotkość można poprawić.

Ale jeżeli niepotrzebnie stracimy objętość twarzy albo uszkodzimy nerw, rozmowa o „stymulacji kolagenu” zaczyna brzmieć zupełnie inaczej.

I właśnie dlatego zdjęcie zaraz po zabiegu nie zamyka historii.

Czasami dopiero ją otwiera.

W części 3 pójdziemy jeszcze dalej.

Bo pokażę zabieg, który kiedyś wydawał się genialnym sposobem na trwałą poprawę wyglądu.

Dopiero po latach okazało się, że największą zaletą miała być jego trwałość.

I właśnie trwałość stała się problemem

CZY DA SIĘ POPRAWIĆ WYGLĄD BEZ INIEKCJI I AGRESYWNYCH ZABIEGÓW?Da się. I właśnie dlatego od lat wybieram technologie, kt...
09/09/2026

CZY DA SIĘ POPRAWIĆ WYGLĄD BEZ INIEKCJI I AGRESYWNYCH ZABIEGÓW?

Da się. I właśnie dlatego od lat wybieram technologie, które pozwalają pracować z tkanką, zamiast próbować ją na siłę zmieniać.

Jedną z terapii, z których obecnie szkolę, jest TECAR.

Na zdjęciach widzicie efekty mojej pracy. Ciało, skóra problematyczna, skóra dojrzała. A to naprawdę tylko niewielka część możliwości tej technologii.

Ale chcę powiedzieć coś ważniejszego.

Nie sztuka kupić urządzenie. Sztuka wiedzieć, co z nim zrobić.

TECAR nie jest magiczną maszyną. To narzędzie. Efekt zależy przede wszystkim od wiedzy człowieka, który przy nim stoi.

Dlatego wybierając szkolenie, nie pytaj tylko:

„Ile lat pracujesz na tym urządzeniu?”

Zapytaj:

Jakie masz wykształcenie kierunkowe? Jaką szkołę ukończyłeś?
Czy znasz tylko urządzenie, czy rozumiesz również procesy zachodzące w tkankach?

Bo żeby świadomie pracować z tkanką, nie wystarczy nauczyć się przesuwać elektrody.

Trzeba znać anatomię, fizjologię, biologię skóry i procesy naprawcze.

Rozumieć, co dzieje się pod wpływem energii, dlaczego jedna tkanka reaguje inaczej niż druga i kiedy większa moc wcale nie oznacza lepszego efektu.

Dlatego dla mnie wszystko zaczyna się od podstaw. Od kosmetologii. Dopiero na tym fundamencie buduje się wiedzę o technologii.

Sama znajomość urządzenia nie zastąpi znajomości człowieka.

Na swoich szkoleniach nie chcę uczyć:

„ustaw tutaj, pracuj 15 minut i gotowe”.

Chcę, żeby kursant wiedział dlaczego. Potrafił obserwować reakcję tkanki i zdecydować, kiedy zrobić więcej, kiedy mniej, a kiedy zabiegu nie wykonywać.

Zdjęcia w tym poście pokazują efekty mojej własnej pracy. Nie katalog producenta i nie cudze materiały reklamowe.

I dlatego przed wyborem szkolenia sprawdzajcie kwalifikacje osoby, której powierzacie swoją edukację.

Bo w naszej branży czasami najgłośniej mówią osoby, które wiedzę zdobywały wyłącznie samodzielnie.

Samokształcenie jest potrzebne. Sama uczę się cały czas.

Ale nie zastępuje fundamentów kierunkowego wykształcenia, anatomii, fizjologii i biologii.

Po ponad 20 latach w kosmetologii wiem jedno:

najlepszą inwestycją nie jest urządzenie. Jest nią wiedza człowieka, który przy nim stoi.

Sprzęt można kupić.

Wiedzy nie dostaje się razem z fakturą.

Dlatego zanim wybierzesz szkolenie, zapytaj nie tylko:

„Na czym mnie nauczysz pracować?”

Zapytaj również:

„Kto i czego nauczył Ciebie?”

Bo masz prawo wiedzieć, od kogo naprawdę będziesz się uczyć.

09/09/2026

NAJBARDZIEJ NIE ZAWIODŁY MNIE ZABIEGI.

NAJBARDZIEJ ZAWIEDLI MNIE LUDZIE. Osoby które pracują w tej branży. Nie moi przyjaciele. Oni wciąż stoją obok mnie i wspierają mnie jak umieją najlepiej.

Sprzęt może nie spełnić oczekiwań. Preparat może okazać się kolejną pięknie opakowaną obietnicą. Metoda, którą przedstawiano jako przełom, po kilku latach może zniknąć z rynku równie szybko, jak się na nim pojawiła.

To można przeanalizować, wyciągnąć wnioski i zostawić za sobą.

Znacznie trudniej pogodzić się z tym, że zawiódł człowiek, któremu się ufało.

Przez ponad 20 lat poznałam branżę beauty od każdej strony. Widziałam w niej pasję, ogromną wiedzę i osoby, które naprawdę chcą pomagać. Spotkałam jednak również zazdrość, niezdrową rywalizację, fałszywe przyjaźnie i relacje, które trwały dokładnie tak długo, jak długo można było coś ze mnie zaczerpnąć.

Brzmi gorzko?

Być może.

Ale to właśnie jest ta część branży, o której prawie nikt nie mówi.

Tutaj ktoś potrafi zwracać się do Ciebie „kochana”, zachwycać się Twoją wiedzą i przekonywać, jak bardzo Ci kibicuje.

Pyta, nad czym pracujesz. Słucha Twoich planów. Chce znać szczegóły nowych projektów. Wydaje Ci się, że rozmawiasz z koleżanką, więc dzielisz się tym, co dopiero kiełkuje w Twojej głowie.

A później widzisz swój pomysł w cudzej ofercie.

Już bez Twojego nazwiska.

Przedstawiony tak, jakby narodził się zupełnie gdzie indziej.

Nie będę udawać, że mnie to nie bolało.

Bolało bardzo.

Nie dlatego, że ktoś zrobił coś podobnego. Pomysły mogą się przecież spotykać, ludzie mogą wzajemnie się inspirować.

Bolało mnie wykorzystane zaufanie.

Świadomość, że rozmowa, którą uważałam za szczerą, dla drugiej osoby mogła być jedynie sposobem na zdobycie gotowego pomysłu.

Najpierw szukałam winy w sobie.

Może przesadzam?

Może to przypadek?

Może jestem zbyt podejrzliwa?

Może powinnam przemilczeć, żeby nie robić niepotrzebnego zamieszania?

Kobiety bardzo często uczone są właśnie tego. Mamy być miłe, wyrozumiałe i nie nazywać rzeczy po imieniu, bo wtedy ktoś powie, że jesteśmy konfliktowe, zazdrosne albo przewrażliwione.

Milczałam więc dłużej, niż powinnam.

Aż w końcu zrozumiałam, że moja złość nie była wadą charakteru.

Była informacją, że ktoś przekroczył moją granicę.

Dzisiaj nie opowiadam już każdemu o swoich planach. Nie dlatego, że stałam się zimna albo nieufna wobec całego świata.

Po prostu nauczyłam się, że nie każda osoba stojąca blisko mnie rzeczywiście jest mi bliska.

Niektórzy nie przychodzą po relację.

Przychodzą po dostęp.

Do wiedzy. Do pomysłów. Do kontaktów. Do czegoś, co mogą wykorzystać, a później przedstawić jako własne.

Taka lekcja zmienia człowieka.

Nie odbiera mu serca, ale uczy, komu to serce można bezpiecznie pokazać.

Przez lata przejrzałam nie tylko ludzi. Przejrzałam także mechanizmy całej branży.

Sama kiedyś zachwycałam się nowościami. Jeździłam na szkolenia, inwestowałam, testowałam technologie i chciałam wierzyć, że kolejny zabieg rzeczywiście jest przełomem.

Z czasem zauważyłam jednak powtarzający się schemat.

Najpierw pojawia się wielka obietnica.

Później zachwyt, szkolenia, certyfikaty i zdjęcia spektakularnych efektów.

Przez chwilę wszyscy mówią dokładnie to samo.

A kiedy zaczynają pojawiać się rozczarowania, brak efektów albo powikłania, robi się dziwnie cicho.

Nagle nikt niczego nie obiecywał.

Nikt nie pamięta wcześniejszych zapewnień.

Odpowiedzialność zostaje po stronie klienta, który zaufał pięknej reklamie.

Ja nie chcę być częścią takiego świata.

Dlatego zostałam tylko przy tym, w co naprawdę wierzę. Przy metodach, których działanie daje efekty .
Przy pracy, której ograniczenia potrafię uczciwie wyjaśnić.

Wolę powiedzieć klientowi „tego nie potrzebujesz”, niż zarobić na jego niepewności.

Wolę mieć mniej w ofercie, ale móc spokojnie spojrzeć człowiekowi w oczy.

Wolę stracić sprzedaż niż własne sumienie.

I właśnie to niektórym przeszkadza.

Bo niewygodna jest osoba, która po tylu latach nadal potrafi powiedzieć: sprawdzam.

Niewygodna jest kobieta, której nie wystarczy znane nazwisko, piękny certyfikat ani zapewnienie producenta.

Niewygodny jest ktoś, kto przypomina, że za każdą modą stoją prawdziwe twarze, prawdziwe tkanki i prawdziwe konsekwencje.

Nie piszę o tym, ponieważ nie lubię tej branży.

Wręcz przeciwnie.

Piszę, bo kiedyś naprawdę ją kochałam. I właśnie dlatego tak trudno było mi patrzeć, jak wiedzę zastępuje marketing, odpowiedzialność ustępuje sprzedaży, a koleżeństwo kończy się tam, gdzie zaczyna się cudzy sukces. Kocham ją nadal ale dzisiaj zupełnie inaczej ją postrzegam.

Nie będę już udawać, że tego nie widzę.

Nie pozwolę wciskać kłamstwa sobie.

I nie będę spokojnie patrzeć, jak wciska się je Wam.

Wam, którzy powierzacie specjalistom swoją skórę, zdrowie, wygląd, pieniądze i zaufanie.

Nie jesteście dla mnie zasięgiem ani numerem telefonu w kalendarzu.

Jesteście ludźmi.

Widzę Wasze lęki, nadzieje i potrzebę poczucia, że trafiliście do kogoś, kto nie wykorzysta Waszej niepewności.

Wiem, ile waży zaufanie człowieka, który siada naprzeciwko i mówi: „Pani Mariolu, wierzę Pani”.

Tego zdania nie wolno traktować jak zaproszenia do sprzedaży.

To zobowiązanie.

Dlatego nadal będę sprawdzać, pytać i mówić. Nawet wtedy, gdy moje słowa będą niewygodne. Nawet jeśli ktoś kolejny raz skopiuje mój pomysł, a później będzie udawał, że nigdy mnie nie znał.

Dziś już wiem, że można powtórzyć moje słowa.

Można przejąć temat, koncepcję albo sposób prezentacji.

Nie można jednak skopiować mojego doświadczenia, wrażliwości i powodów, dla których to robię.

A robię to także dla Was.

Nie obiecuję, że zawsze powiem to, co chcielibyście usłyszeć.

Obiecuję coś ważniejszego.

Że nigdy świadomie nie powiem Wam tego, co ma się jedynie dobrze sprzedać.

Bo Wasze bezpieczeństwo jest dla mnie ważniejsze niż branżowe układy, sztuczne przyjaźnie i święty spokój.
I tego zamierzam się trzymać,czy się to komuś podoba czy nie….😘

I na koniec chcę Wam powiedzieć coś jeszcze.

Realizujcie swoje marzenia. Zwiedzajcie świat. Jedźcie w miejsca, które od dawna nosicie w sercu. Róbcie zdjęcia, nawet jeśli danego dnia nie podoba Wam się własne odbicie. Za kilka lat nie będziecie oglądać na nich zmarszczek. Zobaczycie miejsce, emocje i ludzi, którzy byli wtedy obok.

Dbajcie o siebie dlatego, że siebie lubicie, a nie dlatego, że boicie się starzenia.

Nie pozwólcie, aby każda nowa linia na twarzy odbierała Wam radość. Zmarszczka nie oznacza, że coś przegrałyście. Jest śladem czasu, który przeżyłyście. Uśmiechów, wzruszeń, trudnych chwil, nieprzespanych nocy i dni, po których podnosiłyście się silniejsze.

Życie jest zbyt krótkie, żeby sprowadzić je wyłącznie do wyglądu.

Żaden zabieg nie zwróci nam podróży, na którą zabrakło odwagi. Nie odda spotkania, które odłożyliśmy na później, ani chwili, której nie przeżyliśmy, bo znowu byliśmy zajęci poprawianiem siebie.

Pielęgnujcie skórę, ale jeszcze uważniej pielęgnujcie swoje życie.

Śmiejcie się. Kochajcie. Poznawajcie świat. Spełniajcie nawet te marzenia, które innym wydają się zbyt odważne.

Nie oddawajcie życia w zamian za obietnicę zatrzymania czasu.

Czas i tak pójdzie dalej.

Idźcie razem z nim, po swoje.

BTX W PROMOCJI. ALE CO NAPRAWDĘ TRAFIA POD SKÓRĘ?Najpierw reklama: „BTX w cenie modelki”, „full face”, ograniczona liczb...
08/09/2026

BTX W PROMOCJI. ALE CO NAPRAWDĘ TRAFIA POD SKÓRĘ?

Najpierw reklama: „BTX w cenie modelki”, „full face”, ograniczona liczba miejsc.

Potem oferta z numeru oznaczonego jako wietnamski. Nadawca przedstawia się jako dystrybutor koreańskich preparatów i proponuje sprzedaż osobom prowadzącym działalność.

W kolejnej wiadomości pada deklaracja: „Kupiła mi botoks”.

Tak może wyglądać zaplecze podejrzanie tanich promocji.
Dodatkowo osoby te zamawiają leki i inne produkty i za nie nie płacą. Czyli krótko mówiąc okradają tych ludzi.
Nie popieram podawania podejrzanych preparatów ale okradania innych również nie.
Takich wiadomości mam dużo. Znam te wszystkie gabinety i naprawdę apeluję do Was drodzy klienci.
Nie dajcie siebie krzywdzić ❗️❗️

Toksyna botulinowa jest lekiem, a nie kosmetykiem, który można bezpiecznie zamówić przez komunikator. Określenie „oryginalny koreański preparat” nie jest pozwoleniem na import ani dowodem legalnego źródła.

Sprowadzenie leku z Wietnamu lub innego państwa spoza UE podlega ścisłym przepisom. Liczy się cały legalny łańcuch:

pozwolenie na dopuszczenie preparatu do obrotu w Polsce lub UE
uprawniony importer
legalna hurtownia farmaceutyczna albo apteka
dokumentacja zakupu
numer serii i termin ważności
prawidłowe warunki transportu i przechowywania
możliwość prześledzenia preparatu w razie działań niepożądanych

Jeżeli preparat pochodzi spoza legalnego łańcucha, pacjent nie ma pewności, co, w jakim stężeniu i w jakich warunkach zostało mu podane.

Podrabiane lub nielegalnie dystrybuowane preparaty mogą mieć niewłaściwą dawkę, nieznany skład albo być źle transportowane.

FDA opisywała hospitalizacje po podaniu podrobionych produktów sprzedawanych jako Botox. Możliwe objawy obejmują zaburzenia widzenia i połykania, osłabienie mięśni oraz problemy z oddychaniem.

Promocja się kończy. Powikłania mogą zostać.

Przed zabiegiem zapytaj:

Jaka jest pełna nazwa preparatu?
Czy zobaczę oryginalne opakowanie?
Jaki jest numer serii i termin ważności?
Czy produkt jest dopuszczony do obrotu w Polsce lub UE?
Z jakiej apteki albo hurtowni pochodzi?
Kto wystawił receptę i kto wykona zabieg?
Zapytaj też o PWZ i sprawdź w rejestrze lekarzy.

Brak opakowania, brak nazwy preparatu, zasłanianie się „tajemnicą gabinetu” albo odpowiedź „to oryginalny koreański botoks” powinny zapalić czerwoną lampkę.

Nie pozwól, żeby ktoś ryzykował Twoim zdrowiem dla promocji i większego zarobku.
Udostępnij, zanim kolejna osoba wybierze zabieg wyłącznie po cenie.
Uważajcie na siebie ❌
A ta wiadomość przyszła do mnie przed chwilą.
Niestety nie podam nazwy gabinetu ale jako Fundacja mam obowiązek to zgłosić.
A kiedy okradacie swoich dostawców,to chyba nie jesteście zdziwione ,że podają Wasze nazwiska?

Wina jest nie tylko po stronie dostawcy, on chce sprzedać. Główną odpowiedzialność ponosicie Wy.
Bo doskonale wiecie,co kupujecie i podajecie swoim klientom.
I nie jest to moi drodzy hejt.
To edukacja i walka z takimi praktykami.
I mam gdzieś wasze lamenty,że niszę branże.
To nieprawda. Same ją niszczycie, narażając ludzi na takie działania.
Mam nadzieję,że ktoś to przeczyta i wnioski wyciągnie. Wstyd i hańba 😡😡😡

IDZIESZ NA ZABIEG W OKOLICY OCZU.ALE CZY MASZ PEWNOŚĆ, ŻE OSOBA, KTÓRA GO WYKONUJE, NAPRAWDĘ WIE, GDZIE MOŻE PRACOWAĆ?Do...
08/09/2026

IDZIESZ NA ZABIEG W OKOLICY OCZU.

ALE CZY MASZ PEWNOŚĆ, ŻE OSOBA, KTÓRA GO WYKONUJE, NAPRAWDĘ WIE, GDZIE MOŻE PRACOWAĆ?

Dostałam dużą ilość zapytań w wiadomościach, więc odpowiadam .
Czy można pracować na ruchomej powiece urządzeniami czy też nie?

To pytanie może brzmieć niewygodnie.

Ale właśnie w okolicy oka powinno paść jako jedno z pierwszych.

Bo dla klienta „okolica oczu” to jedno miejsce.

Dla specjalisty absolutnie nie.

Kurze łapki, okolica pod oczami, dolna powieka, powieka nieruchoma i RUCHOMA POWIEKA to różne strefy anatomiczne.

A kilka milimetrów może tutaj zmienić wszystko.

Ruchoma powieka jest niezwykle cienka. Pod nią znajduje się mięsień okrężny oka, tarczka powiekowa, spojówka, a jeszcze głębiej gałka oczna.

Dlatego zdanie:

„Spokojnie, dam mniejszą moc”

nie jest dla mnie odpowiedzią dotyczącą bezpieczeństwa.

Chcę wiedzieć:

CZY KONKRETNE URZĄDZENIE W OGÓLE MOŻE PRACOWAĆ W TYM MIEJSCU?

LASER NA POWIECE?

Tak, istnieją technologie laserowe wykorzystywane bezpośrednio na powiekach.

Ale wtedy procedura wygląda zupełnie inaczej niż zwykły zabieg na twarzy.

Ekspercki konsensus dotyczący bezpieczeństwa laserowego z 2025 roku zaleca przy pracy wewnątrz kostnego oczodołu odpowiednio dobrane, metalowe osłony rogówkowe.

Powinny być prawidłowo dopasowane, założone i zabezpieczone przez cały zabieg.

Zamknięcie oka NIE jest ochroną.

Płatek kosmetyczny NIE jest ochroną.

Okulary położone na twarzy również nie rozwiązują problemu, jeżeli laser pracuje na samej powiece.

W literaturze opisano oparzenia rogówki, uszkodzenia tęczówki, soczewki i siatkówki po zabiegach laserowych twarzy i okolicy okołoocznej.
W analizie opisanych przypadków ponad 60 procent zdarzeń wiązało się z brakiem ochrony oka lub jej usunięciem podczas zabiegu, żeby „podejść bliżej”.

I jeszcze jeden szczegół.

Nie każda osłona nadaje się do każdej technologii.

Liczy się długość fali, rodzaj źródła światła, materiał osłony i sposób jej stosowania.

Dlatego nie pytaj:

„Czy laser można robić na powiekę?”

Zapytaj:

„Czy TEN laser ma takie wskazanie i jak producent nakazuje chronić oko?”

A IPL?

Tutaj chciałabym zatrzymać się na chwilę.

Bo IPL NIE JEST LASEREM.

Emituje szerokie spektrum światła.

I właśnie dlatego czasami traktowany jest z mniejszym respektem.

Niesłusznie.

Światło emitowane przez IPL może zostać pochłonięte przez pigmentowane struktury oka, szczególnie tęczówkę.

Opisano przypadki, w których po kosmetycznym IPL wykonywanym w okolicy powieki wystąpiły:

silny ból oka,

światłowstręt,

zapalenie przedniego odcinka oka,

zaburzenia źrenicy,

zanik tęczówki,

a niektóre następstwa pozostały trwałe.

W przeglądzie opisującym powikłania po domowych i profesjonalnych urządzeniach świetlnych większość przypadków dotyczyła zabiegów wykonywanych właśnie na twarzy i w okolicy okołoocznej. IPL odpowiadał za większość opisanych ekspozycji.

Czy to oznacza, że IPL nie można używać w okolicy oka?

Nie.

Oznacza, że nie można powiedzieć:

„To tylko IPL.”

Jeżeli urządzenie ma być stosowane bardzo blisko oka albo na powiece, chcę zobaczyć w jego dokumentacji:

dokładnie dopuszczony obszar zabiegowy,

rodzaj osłony,

zakres emitowanych fal,

wymaganą ochronę oka,

protokół producenta.

I uwaga.

Nawet zwykłe okulary opisane jako „IPL protective” nie powinny być traktowane bezkrytycznie.

W badaniu opublikowanym w 2026 roku część badanych gogli przeznaczonych do IPL nie zapewniała wystarczającego tłumienia w całym klinicznie istotnym zakresie widma.

Czyli znowu:

nie wystarczy mieć ochronę.

Trzeba mieć WŁAŚCIWĄ ochronę.

RF NA GÓRNEJ POWIECE?

Są systemy, których producent wyraźnie dopuszcza pracę na górnej i dolnej powiece. Jest to Thermage.

Ale wtedy mamy dedykowaną końcówkę, konkretny protokół i określony sposób zabezpieczenia gałki ocznej.

Dlatego nie mówimy:

„RF jest bezpieczne na powiekę”.

Mówimy:

„TEN konkretny system został do tego przeznaczony.”

TECAR?

Tutaj jestem szczególnie ostrożna.

W instrukcjach europejskich urządzeń można znaleźć bardzo jednoznaczne zapisy:

„Do not treat the area of the eyes.”

Czyli:

„Nie wykonywać zabiegu w okolicy oczu.”
I tak jest napisane w instrukcji w większości urządzeń.

Więc warto przed zabiegiem, poprosić swojego operatora o pokazanie tego fragmentu w instrukcji obsługi.
Jeżeli operator ma obawy pokazania instrukcji, to twój wybór czy chcesz ryzykować.

W innych instrukcjach, które przejrzałam , producent zakazuje bezpośredniego przykładania elektrody do oczu i ich bezpośredniego otoczenia.

I dlatego ja NIE prowadzę klasycznej aktywnej elektrody TECAR po ruchomej powiece.

Nawet na małej mocy.

Bo problemem nie jest wyłącznie moc.

Liczy się wielkość elektrody.

Powierzchnia kontaktu.

Gęstość energii.

Czas ekspozycji.

I przede wszystkim anatomia.

Na ruchomej powiece kilka milimetrów pod miejscem działania znajduje się gałka oczna.

Dlatego właśnie w górnej okolicy okołooczodołowej wybieram pracę RĘKAMI I BRANSOLETKAMI.

Bardzo delikatnie.

Subtermalnie.

Bez przegrzewania.

Bez polowania na 40 czy 42 stopnie.

W systemie, na którym pracuję, bransoletki pozwalają przekazywać energię poprzez dłonie terapeuty zamiast małej klasycznej elektrody.

A dla mnie dłonie mają tutaj ogromną przewagę.

Czuję temperaturę.

Czuję napięcie.

Czuję obrzęk.

Czuję reakcję tkanki.

Mogę natychmiast zmienić ruch albo przerwać pracę.

Ale ważne:

bransoletki również nie są automatycznym pozwoleniem na pracę bezpośrednio nad gałką oczną.

Nadal obowiązuje instrukcja konkretnego systemu i granice anatomiczne.

DERMAPEN?

„Okolica oka” nie oznacza automatycznie ruchomej powieki.

Jeżeli instrukcja urządzenia wyklucza pracę wewnątrz kostnego brzegu oczodołu, nie zmienia tego nawet ustawienie 0,25 mm.

Mała głębokość nie zmienia przeznaczenia urządzenia.

MIKROPRĄDY I ELEKTROSTYMULACJA?

Dokładnie ta sama zasada.

Są urządzenia z dedykowanymi programami okołoocznymi.

Są również takie, których instrukcje zabraniają przykładania elektrod do powiek.

„Mikro” nie oznacza „wszędzie bezpiecznie”.

SONOFOREZA I ULTRADŹWIĘKI?

Program nazwany „eye” może oznaczać pracę WOKÓŁ oka.

Nie musi oznaczać prowadzenia głowicy bezpośrednio po ruchomej powiece nad gałką oczną.

LED?

Tu mamy inny mechanizm działania i zwykle znacznie łagodniejszą terapię.

Ale nadal interesuje mnie długość fali, irradiancja, bezpieczeństwo fotobiologiczne konkretnego urządzenia oraz zalecenia producenta dotyczące ochrony wzroku.

Dlatego jeżeli idziesz na zabieg w okolicy oka, zadaj jedno proste pytanie:

CZY TYM KONKRETNYM URZĄDZENIEM WOLNO PRACOWAĆ DOKŁADNIE W TYM MIEJSCU?

Nie:

„Czy można robić oczy?”

Tylko:

„Czy można pracować na RUCHOMEJ POWIECE?”

A jeżeli odpowiedź brzmi:

„Tak robimy od lat”

albo:

„Na małej mocy nic się nie stanie”,

to nadal nie jest odpowiedź.

Poproś o instrukcję urządzenia.

Bo w okolicy oka wiedza zaczyna się tam, gdzie kończy się domysł.

DLACZEGO RUCHOMA POWIEKA WYMAGA TAKIEJ OSTROŻNOŚCI?

Bo to nie jest po prostu kawałek cienkiej skóry.

Skóra górnej powieki należy do najcieńszych na twarzy. W badaniach histologicznych w okolicy brzegu rzęs mierzono około 0,3 mm, ale jej grubość zwiększa się wraz z odległością od brzegu powieki.

Czyli nawet sama powieka nie ma wszędzie tej samej budowy.

Bezpośrednio pod skórą znajduje się bardzo cienki mięsień okrężny oka.

Jego część pretarsalna uczestniczy w mruganiu i zamykaniu powieki.

Głębiej znajduje się tarczka powiekowa, czyli gęsta struktura łącznotkankowa nadająca powiece kształt i stabilność.

W jej wnętrzu przebiegają gruczoły Meiboma.

I to jest niezwykle ważne.

Gruczoły te produkują lipidową część filmu łzowego. Bez prawidłowej warstwy lipidowej łzy znacznie szybciej odparowują, a powierzchnia oka może ulegać przesuszeniu.

Po stronie wewnętrznej tarczkę pokrywa spojówka powiekowa.

A kiedy oko jest zamknięte, ta powierzchnia powieki znajduje się w bezpośrednim kontakcie z powierzchnią oka poprzez bardzo cienką warstwę filmu łzowego.

To już nie jest więc:

skóra, trochę tkanki i gdzieś głęboko oko.

Oko jest naprawdę bardzo blisko.

Wyżej w górnej powiece znajdują się również rozcięgno mięśnia dźwigacza powieki, mięsień Müllera, przegroda oczodołowa oraz położone za nią przedrozcięgnowe poduszeczki tłuszczowe.

Do tego dochodzi bogate unaczynienie powieki, między innymi łuki naczyniowe biegnące w sąsiedztwie tarczki.

Dlatego ruchoma powieka nie może być traktowana jak mały policzek, na którym po prostu ustawimy mniejszą moc.

To część aparatu ochronnego oka.

Odpowiada za mruganie.

Pomaga rozprowadzać film łzowy.

Chroni rogówkę.

Utrzymuje prawidłowe nawilżenie powierzchni oka.

I właśnie dlatego urządzenie, które można bezpiecznie zastosować kilka centymetrów niżej, nie staje się automatycznie bezpieczne po przesunięciu głowicy na ruchomą powiekę.

Tutaj kilka milimetrów naprawdę zmienia anatomię.

A wraz z nią powinny zmienić się nasze decyzje zabiegowe.

I czasami największą oznaką kompetencji specjalisty nie jest to, że potrafi przyłożyć urządzenie wszędzie.

Tylko że dokładnie wie, gdzie NIE powinien go przykładać.

Post ma charakter edukacyjny. Każde urządzenie należy stosować zgodnie z aktualną instrukcją producenta, jego przeznaczeniem oraz zasadami ochrony narządu wzroku.

Adres

Opolska
Katowice
41-707

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Dermascan Lorin Lex Beauty umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Ta Organizacja

Wyślij wiadomość do Dermascan Lorin Lex Beauty:

Skróty

Udostępnij