Ogarnięte Mangozjeby

Ogarnięte Mangozjeby Dane kontaktowe, mapa i wskazówki, formularz kontaktowy, godziny otwarcia, usługi, oceny, zdjęcia, filmy i ogłoszenia od Ogarnięte Mangozjeby, Organizacja polityczna, ul. Kościuszki 5, Rybnik.

23-24 listopada odbył się Tsuru Japan Festival, nasz pierwszy konwent w Rybniku :DPoniżej zamieszczamy galerię konwentow...
29/11/2019

23-24 listopada odbył się Tsuru Japan Festival, nasz pierwszy konwent w Rybniku :D

Poniżej zamieszczamy galerię konwentową autorstwa Pauliny Kakuby pełną fotek wystawców, cosplayerów, konwentowych ozdób czy idolkowych występów.

 Giji Harem (bądź też Pseudo Harem w angielskim tłumaczeniu) to manga autorstwa Saito Yuu. Historia zadebiutowała na Twi...
12/09/2019


Giji Harem (bądź też Pseudo Harem w angielskim tłumaczeniu) to manga autorstwa Saito Yuu. Historia zadebiutowała na Twitterze, jednak nie trzeba było czekać długo na jej serializację w magazynie Gessan, najbardziej znanego z publikowania Karakai Jouzu Takagi-san.
Manga opowiada historię dwójki licealistów z drama clubu: pierwszaczki Nanakury Rin, która jest wschodzącą gwiazdą wspomnianego klubu, oraz jej senpaia, Kitahamy Eijiego, który uczęszcza do drugiej klasy. Dziewczynka jest bardzo zakochana w swoim starszym koledze, który pewnego dnia mówi jej, że jako chłopiec chciałby choć raz w życiu być popularnym, a także zwierza się zakochanej w nim dziewczynie, że prawdę mówiąc marzy on o haremie.
I tutaj zaczyna się faktyczna fabuła tej “haremówki”. Rin w żadnym wypadku nie uznaje Eijiego za degenerata, zboczeńca czy wroga wszystkich kobiet. Wręcz przeciwnie! Postanawia mu ten harem stworzyć. I nie, nie szuka mu do niego kolejnych kandydatek - zamiast tego sama zostaje każdą z nich. Cała ta historia bowiem, opowiada o zakochanej, aktorsko utalentowanej licealistce, która chłopcu, do którego żywi uczucia, odgrywa cały harem zakochanych w nim po uszy dziewcząt o całym spektrum różnych charakterów i zachowań.
Manga ma króciutkie chaptery - zazwyczaj mają one po cztery strony - i na ten moment nieco ponad 50 przetłumaczonych rozdziałów. Abstrahując już nawet od poziomu - który moim osobistym zdaniem jest co najmniej przyzwoity - warto się tym tytułem zainteresować chociażby ze względu na niecodzienny setting i nietypowe spojrzenie na gatunek haremu, który jako fani M&A, chcąc nie chcąc, znamy już pewnie na wylot.

Przypominamy też tu, że nawiązaliśmy współpracę z odbywającym się właśnie teraz konwentem Hikari 2019 organizowanym prze...
30/08/2019

Przypominamy też tu, że nawiązaliśmy współpracę z odbywającym się właśnie teraz konwentem Hikari 2019 organizowanym przez grupę ConTrust 🌸

Uświadczycie podczas niego prelekcji od naszej moderatorki Shippo, które odbędą się kolejno w sobotę o 20 oraz niedzielę o 8 w sali yin:
"Uzależnienie od hazardu przez pryzmat małych dziewczynek"
Każde uzależnienie to poważna sprawa, jednak niektóre z nich są traktowane nieco inaczej. Na tym panelu przyjrzymy się fenomenowi japońskich gacha game'ów - w jaki sposób potrafią wyciągać od ludzi pieniądze i z jakimi smutnymi konsekwencjami trzeba się zmierzyć jeśli nasze zainteresowanie zabrnie za daleko.

"Dlaczego isekaie są takie popularne?"
Niezależnie od tego, czy kochamy isekaie, czy ich nienawidzimy - nie da się negować popularności tego gatunku. Skąd ta fascynacja seriami, które w większości przypadków są co najwyżej przeciętne? Zapraszam do dyskusji.

Pełen program wraz z innymi atrakcjami znajdziecie w aplikacji konwencik albo pod tym linkiem:
https://hikari-fest.pl/program/

Mamy nadzieję, że spotkamy Was na konwencie 😎👉

W tym roku ponownie zawitaliśmy na odbywające się w Warszawie lipcowe Animatsuri. W porównaniu z poprzednią edycją, gdzi...
08/08/2019

W tym roku ponownie zawitaliśmy na odbywające się w Warszawie lipcowe Animatsuri. W porównaniu z poprzednią edycją, gdzie pojawiliśmy się jako media, tutaj mieliśmy pełnię współpracy: przejawiającą się zarówno w partnerstwie medialnym, poprowadzeniu sali z atrakcjami, jak i jeszcze jednej rzeczy, która wynikła niespodziewanie, ale tu również dogadaliśmy się bardzo sprawnie... Ale o tym zaraz :>

Jak co roku od 2016, Animatsuri odbyło się w CKS-ie na Bobrowieckiej 9 w Warszawie. Zaletą tego conplace niewątpliwie jest dogodna lokalizacja - parę tramwajów z centrum, bus spod dworca dosłownie pod prawie sam konwent, obok Żabka, Tesco, pizzeria i wietnamska knajpa. Do tego wszystko co potrzebne do konwentowania na miejscu, więc do sleepa wystarczy podejść do budynku obok bez potrzeby tłuczenia się komunikacją do nieco oddalonej szkoły, jak to czasem bywa na niektórych imprezach.
Co więcej, nawet można było się załapać na sleep w tym samym budynku, co sale i atrakcje! Szczególnie że tym razem na trzecim piętrze oddano nam aż dwie spore sale do spania, dzięki czemu przez całe 3 dni żadna z nich nie była jakoś szczególnie zatłoczona. Nie mieliśmy żadnego problemu ze znalezieniem miejsca nawet dla licznej grupy osób i dwóch sporych materacy, ani razu też nie poczułam jakiegoś ścisku uniemożliwiającego mi przedostanie się od drzwi do materaca.
W porównaniu z poprzednim rokiem, prysznice były w lepszym stanie, nawet pomimo prowizorycznych firanek, wciąż jednak pojawił się problem dezinformacji w kwestii czy teraz jest kolej dziewczyn czy facetów na mycie. Zdarzało się nawet, że dziewczyny pilnujące pryszniców mówiły rzeczy sprzeczne z tym, co było na kartkach za ich drzwiami. Nawaliła także ochrona, która początkowo nie chciała wpuszczać do budynku sleepowego (a więc miejsca z medykami i prysznicami) osób bez opaski noclegowej, na szczęście została ustawiona do pionu przez orgów.
Z wad warto jeszcze nadmienić to, że CKS jest 5-piętrowym budynkiem z dostępnymi tylko dwoma windami na 2000-osobowy konwent, więc nieraz trzeba się nalatać po tych schodach. Szczególnie że w tym roku niestety zamknięto boczne schody przy łazienkach na końcu korytarza po prawej, więc cały ruch pionowy skupił się na głównych schodach i tych dwóch windach.

Jak zwykle Animatsuri miało dużo nowości, których dawno (albo wcale) nie widziałam w konwentowych planach atrakcji, zwłaszcza w kwestii konkursów. Niestety również typowo dla Animatsuri, sporo z tych rzeczy nakładało się na siebie nawzajem i nie dało się obczaić wszystkich. Nas jako twórców sali zmęczył też trochę fakt, że w przeciwieństwie do Gakkonów, Magnificonów i innych takich nie mieliśmy możliwości na zrobienie przerw w nocy, przez co na np. odbywającym się w okolicach 4 rano tabu ciężko było stwierdzić, czy mniej żywy jest prowadzący czy uczestnicy. Plusem jednak jest to, że o każdej porze dnia lub nocy niemal każdy mógł znaleźć coś dla siebie dzięki temu, że w kwestii sal było sporo i różnorodnie, a także istniał podział na te z atrakcjami azjatyckimi, te z zachodnimi, gejmingowwymi itd. Dużym udogodnieniem była aplikacja Konwencik dająca przypomnienia o wyczekiwanych atrakcjach, gdzie można było też je ocenić i skomentować, zawierała również plan budynku. Niestety nie każdy miał możliwość aby ją zainstalować, a organizacja nie zdążyła dostarczyć papierowych planów. Ich brak oceniam na ogromny minus, bo osobiście uważam je za wygodniejsze (w aplikacji atrakcje są podzielone według godzin, a w planie według sal) i po prostu lubię zabierać na pamiątkę do domu.

Warto na pewno wspomnieć też o tym, co działo się poza salami. W tym roku przygotowano dla nas całą masę koncertów, innych wydarzeń i udogodnień:

- pokaz laserów zastępujący zniesione kilka lat temu fajerwerki (który niestety wyszedł strasznie krótki, choć wciąż ciekawy, zawędrowałam na niego przypadkiem, ale zostałam do końca)

- spotkanie z cosplayerami tworzącymi musical z Boku no Hero Academia, którzy odbyli Q&A z fanami, odśpiewali kilka piosenek, a nawet poprowadzili teatralne warsztaty

- koncert hologramowych Vocaloidów - mimo że nie był to pierwszy konwent w Polsce z taką atrakcją, ale zdecydowanie dawał najbardziej koncertową atmosferę dzięki temu, że Animatsuri sprzedawało przed nim glowsticki, wydzieliło pod sceną miejsce do tańczenia i wystawiło na przód osoby doświadczone w japońskim typie koncertów, które nadawały rytm podskakującemu i krzyczącemu tłumowi

- poza tym można było uświadczyć też na świeżym powietrzu konwentowego amfiteratru koncertu piosenek z anime w wersji pianinowej Radomira Rakowskiego oraz tradycyjnej muzyki japońskiej granej na shamisenie przez Masato Yokoe

- oczywiście odbył się też stały punkt każdego konwentu czyli konkurs cosplay na mainie, w którym zaszczytne pierwsze miejsce w kategorii grupowej wygrali odtwórcy bohaterów znanych nam z Mario, a w indywidualnej podium zajęli kolejno cosplaerzy z: Jak wytresować smoka?, Monster Hunter i Akame ga Kill

- do tego standardowo dla Animatsuri można było cieszyć się słynnym Samowodą-kunem, czyli basenikiem z wodą, który umilał parną lipcową pogodę, a podczas przesiadywania w nim popijać zimną darmową wodę sponsorowaną przez Warszawską Kranówkę, która wystawiła zbiorniki na terenie conplace

U rozstawionych po kilku piętrach wystawcach obok standardowego merchu pojawiającego się wszędzie jak plakaty, kubki, poduszki itd. można było dostać m.in. gejmingowe podkładki ze słynnym kadrem z Keanu w Cyberpunku 2077 czy mystery boxy z poszczególnych serii/franczyz, w których środku można było znaleźć merch kosztujący nawet i 2 razy tyle, co wydane na boxa 50 złotych. Sami nawet zakupiliśmy 2 sztuki z Free i Kobayashi-san coby rozłożyć stuff z nich przy ołtarzyku w sali OM. W oczy rzucał nam się też choćby automat z Pocky czy manekin z wigiem i chokerem reklamujący rękodzieło ze stoiska tuż przy naszej sali. Choć w strefie gastronomicznej stoisk było bardzo mało to również postarano się o różnorodność i w tym roku poza typowymi sushi czy ramenem można było dostać też okonomiyaki oraz kakigori - ten słynny kruszony lód, który tak często widujemy na festiwalach w anime. Słabiej niż wcześniej wypadł za to sklepik konwentowy, w którym jedyną wyraźną nowością wydawały się być świecące neonowe okulary związane z cyberpunkową konwencją imprezy - ciężko to porównać do zeszłorocznych bajerów takich jak vouchery do escape roomu czy dobrej jakości sprzęt do grania.

Kolejny akapit pragnę poświęcić czemuś, co nie do końca było przez orgów planowane czy zainicjowane (chociaż trzeba im oddać, że mieli swój wkład!), ale był to dla mnie integralny element Animatsuri 2019, który na zawsze w moich wspomnieniach wyróżni ten konwent spośród wszystkich innych. Mowa tu oczywiście o całej akcji skupionej wokół dotkniętego tragedią studia Kyoto Animation. Już pierwszego dnia konwentu w sali OM zorganizowaliśmy im pamiątkowy ołtarzyk, lecz za pomysłem orgów (którzy nawet udostępnili nam specjalnie swoją prywatną świnkę-skarbonkę!) od piątkowo-sobotniej północy zaczęliśmy prowadzić też akcję zbierania datków na wsparcie KyoAni od nas, naszych znajomych i uczestników każdej naszej kolejnej atrakcji. I ku naszemu szczeremu zaskoczeniu okazała się ona sporym sukcesem, bo w przeciągu +/- 40 godzin udało nam się rozbudować je o sporo kwiatów, merchu i narysowanych na miejscu rysunków oraz, przede wszystkim, nazbierać prawie 400 złotych, które jeszcze na konie wpłaciliśmy! Na pewno nie udałoby się nam to gdyby nie zaangażowanie samej organizacji Animatsuri w rozreklamowanie nam tego eventu i rozwieszenie informacji o zbiórce po całym conplace.

Podsumowując.
Sprawnie zorganizowana sala, szybka wymiana informacji i tak dobra współpraca przy zorganizowaniu całkowicie spontanicznej akcji były czynnikami, które na dobre przypieczętowały naszą współpracę ze stowarzyszeniem Animatsuri jako bardzo udaną i zadowalającą obie strony, nawet pomimo pewnych wad i niedogodności z jakimi zmierzyliśmy się na konwencie. Zdecydowanie kontynuujemy ją przy kolejnych imprezach tej organizacji, które na pewno wam głośno obwieścimy i zareklamujemy! :>

Stay tuned, bo to na pewno nie ostatni konwent jaki odwiedzimy w tym roku!
Już niedługo więcej info o naszych kolejnych planach!

19-21 lipca odwiedziliśmy Warszawę aby ponownie zawitać na konwent Animatsuri organizowanym przez Stowarzyszenie Animats...
03/08/2019

19-21 lipca odwiedziliśmy Warszawę aby ponownie zawitać na konwent Animatsuri organizowanym przez Stowarzyszenie Animatsuri w Centrum Konferencyjno-Szkoleniowym przy Bobrowieckiej 9. Dzisiaj mamy dla was fotki z wydarzenia autorstwa Pauliny Kakuby, a na jutro szykujemy relację pisemną napisaną przez nas. W galerii znajdziecie zdjęcia conplace, uczestników, paru atrakcji, wystawców, konkursu cosplay, koncertu Vocaloidów, pokazu hologramów oraz naszego ołtarzyka poświęconego KyoAni, który umieściliśmy w sali OM.

25/07/2019

[ANIMATSURI2019] [FAMILIADA]

Jakiś czas temu zapowiadaliśmy, że na Animatsuri przeprowadzimy konkurs animangowej Familiady, do którego nawet zbieraliśmy pośród grupowiczów odpowiedzi na pytania konkursowe. Nasz pomysł cieszył się taką popularnością, że dostaliśmy nawet kilka pytań o wyniki w poszczególnych kwestiach. W związku z tym postanowiliśmy nagrać nasz konkurs, aby móc udostępnić go wam na grupie!

Poniżej linkujemy video (w niektórych miejscach dźwięk może trochę posysać, ale tak to już bywa w warunkach konwentowych):
https://drive.google.com/file/d/16vY-NLeOb0hVCyzbjea-jtS1i55MB4zB/view

 Z racji tego, że w tym sezonie wychodzi adaptacja mangi Mitsuru Adachiego o nazwie Mix (swoją drogą szczerze polecam, z...
17/04/2019



Z racji tego, że w tym sezonie wychodzi adaptacja mangi Mitsuru Adachiego o nazwie Mix (swoją drogą szczerze polecam, zapowiada się na topkę sezonu), przeczytałem ostatnio inny tytuł tego autora, będący w pewnym stopniu prequelem Mixa.

Touch, bo to o tym tytule mowa, opowiada o losach braci bliźniaków, Tatsui i Kazui Uesugich, oraz ich sąsiadki, Asakury Minami. Bracia są od siebie skrajnie różni - Kazuya to ciężko pracujący szkolny prymus, a także miotacz (jedna z najważniejszych pozycji w baseballu) oraz wielka nadzieja drużyny liceum Meisei (i nie tylko) na występ na Koshien (stadion, na którym odbywają się japońskie Mistrzostwa Liceum w baseballu) . Wszyscy znajomi, a także rodzice samych zainteresowanych widzą ponadto w Kazui i Minami przyszłe małżeństwo, mimo że ci uparcie powtarzają, że są tylko przyjaciółmi z dzieciństwa. Tatsuya to z kolei kompletne przeciwieństwo swojego młodszego brata - jest leniwy, a czas, który mógłby przeznaczyć na naukę, woli spędzać na podglądaniu płci pięknej. I robi to mimo że wszyscy, którzy znają braci trochę lepiej twierdzą, iż to właśnie Tatsuya ma więcej czystego talentu. On z kolei, choć nie lubi być na świeczniku, zdaje sobie sprawę, że w jednym celu gotów jest się poświęcić - w zdobyciu serca Minami.

Autor Toucha, Mitsuru Adachi, to jeden z najbardziej poczytnych mangaków, jeden z zaledwie kilku artystów, którzy rysowali mangi dla magazynów shounen, shoujo i seinen i w każdym odnieśli sukces. Znany jest najbardziej z komedii romantycznych i sportówek (a zwłaszcza mang o baseballu), które to gatunki Touch reprezentuje.

Ale dlaczego warto w ogóle po ten tytuł sięgnąć? Touch to bardzo dobra manga o dorastaniu, która świetnie kreuje i rozwija charaktery swoich bohaterów, a także dynamikę relacji między nimi (relacja trójki głównych bohaterów to mistrzostwo świata). Naprawdę dobrze operuje też dramatem i (zwłaszcza) humorem - nie jest to może najśmieszniejsza rzecz, jaką czytałem, ale humor jest tu naprawdę trafny i dobrze umiejscowiony. Do tego dostajemy liczną gamę postaci pobocznych, od najlepszego ziomeczka Harady, przez jedynego tak naprawdę wielkiego złego mangi, trenera Kashiwabę, kolegów z drużyny i przeciwników z baseballowego boiska czy Yukę Nittę - siostrę największego rywala szkoły głównych bohaterów, która jakby na przekór temu po uszy zakochana jest w asie Meisei, aż po Puncha - psa bliźniaków i Minami, który jest absurdalnie wręcz uroczy (zdjęcie niech posłuży jako dowód). Manga, mimo oczywistego tematu baseballu przewijającego się przez większość stron, nie skupia się wyłącznie na nim, ani nawet nie jest głównie o nim - najważniejszym tematem zawsze pozostaje dorastanie bohaterów i to, jak zmieniają się pod wpływem zachodzących wydarzeń. Baseball służy tu bardziej jako tło, czy często katalizator tego, co dzieje się w historii. Jedno z kluczowych wydarzeń rozgrywa się poza boiskiem, zaraz przed jednym z meczów.

Wiele osób zastanowi się pewnie - co z zakończeniem? Czy warto zabierać się za tak długi (26 tomów) tytuł, jeśli na koniec dostać możemy jakąś kupę? Od razu uspokajam - Touch kończy się w odpowiednim momencie, a samo zakończenie jest bardzo satysfakcjonujące. Jeśli jednak kogoś nie przekonuje manga, to Touch ma również anime - z tego co wiem również dobre, chociaż chyba jeszcze dłuższe, bo trwa ono aż 101 odcinków.

Kuc

  Przed wami pierwszy tekst autorstwa osoby spoza administracji napisany od początku z intencją wrzucenia go tutaj. ----...
05/04/2019



Przed wami pierwszy tekst autorstwa osoby spoza administracji napisany od początku z intencją wrzucenia go tutaj.

----------

Dzisiaj będzie polecajka isekaia. Jakiś czas temu trafiłem na niego i z każdą kolejną chwilą z nim spędzoną, coraz bardziej miałem ochotę podzielić się tym cudem ze światem. I jak zacząłem najpierw od swoich znajomych, tak ostatecznie uznałem, że więcej osób zasługuje na to, by móc z nim obcować. Ponadto dochodzi fakt, że na grupie coraz częściej zdarzają się pytania i prośby o polecenie jakichś isekaiów, toteż czemu by nie napisać polecajki?

Kage no Jitsuryokusha ni Naritakute!, czy też To Be a Power in the Shadows! jak brzmi angielski tytuł, to isekai o dosyć nietypowym chłopcu. Wszyscy jego rówieśnicy zawsze byli wielbicielami superbohaterów, jednak żaden z nich nie czuł nawet ułamka zachwytu, którym protagonista darzył szare eminencje. Nie interesowała go ogromna siła, którą idole jego kolegów prezentowali w jak najbardziej efektowny sposób. Jego marzeniem było zostać cieniem, który kryłby się za kulisami, jednocześnie nie ustępując siłą zanadto paradnym superbohaterom. Cały swój wolny czas poświęcał na pogoń za tą ambicją, aż podczas jednego z treningów zmarł i zreinkarnował się w innym świecie, który - jakżeby inaczej - był bardzo podobny do średniowiecznej Europy, z tą różnicą, że istniała w nim magia. Bohater szybko zrozumiał, że ten świat jest środowiskiem niezmiernie sprzyjającym zostaniu typem osoby, który zawsze podziwiał, toteż kiedy tylko mógł, doskonalił swoje umiejętności pod osłoną nocy, w dzień grając nieporadnego, przeciętnego chłopca - tym samym stopniowo realizując swoje największe marzenie.

W większym skrócie i z uwzględnieniem dalszej części fabuły: chuuni typ odradza się w innym świecie, gdzie LARP-uje szarą eminencję, a wszyscy mu w to wierzą, ponadto cały czas rzuca jakimiś losowymi krawędziowymi historyjkami, które wymyśla na poczekaniu i które rzeczywistości okazują się być prawdą, jednak protagonista nawet nie zdaje sobie z tego sprawy i ostatecznie ciągle ratuje świat, cały czas myśląc, że to tylko LARP. Taka trochę konosuba, tylko turbochuuni.

Tytuł ten ma mangę, która jednak jest dość świeża, więc są tylko 4 rozdziały, natomiast webnowelka (która jest tłumaczona) ma ich aż 180+. Ponadto jest też LNka, ale jej raczej nie da rady zbytnio czytać po angielsku.

Jasiek

 Makasete Iruka to jeden z tych nielicznych przypadków, gdy od japońskiego wolę tytuł angielski - Grrl Power!Bajka o tym...
17/03/2019



Makasete Iruka to jeden z tych nielicznych przypadków, gdy od japońskiego wolę tytuł angielski - Grrl Power!

Bajka o tym tytule to urocza 24-minutowa OVA opowiadająca trójce małych dziewczynek. Umi, Sora i Ao (te trzy w środku) to prawdopodobnie najciężej pracujące dziewczynki w wieku szkolnym w całej Japonii. Do tego stopnia, że do szkoły nie chodzą, bo wykonywanie prac dorywczych (nie jestem do końca pewien jak przetłumaczyć odd-jobs service, to chyba najbliżej, jak ktoś oglądał Gintamę, to protagoniści prowadzą właśnie coś w tym stylu, tylko fabuła się na tym średnio skupia) zajmuje cały ich czas, a poza tym szkoła i tak nie nauczy cię niczego sensownego.

Swój czas spędzają więc na pomocy licealistom w robieniu zadań domowych (przypominam, są w podstawówce), wyprowadzaniu starszych pań na spacery, dostarczaniu zapomnianych drugich śniadań do rybaków, którzy wypłynęli już w morze, czyszczeniu fabrycznych kominów czy negocjacjach między strajkującymi związkowcami a zarządem firmy. Akcja jedynego odcinka zaczyna się, gdy dziewczynki dostają kolejną pracę - mają przekonać swojego kolegę ze szkoły, by ten zaczął do niej uczęszczać, co jest dość problematyczne, biorąc pod uwagę, że same do niej nie chodzą.

Grrl Power to bardzo zabawna, świetnie zanimowana komedia, która zestarzała się bardzo dobrze jak na swój wiek - wyszła wszak w 2004 roku. Jej reżyserem był Akitarou Daichi, czyli pan, którego znać możecie z reżyserii takich klasyków jak Kamisama Hajimemash*ta czy Now and Then, Here and There, a ostatnio zrobił jeden odcinek wychodzącej obecnie Ekody. No ale kogo ja oszukuję, staff przecież nikogo nie obchodzi. Tak czy inaczej polecam Grrl Power z całego serca, zwłaszcza, że nie jest jakoś specjalnie długie.

Kuc

Przed wami pierwsza recenzja w serii  , która nie jest naszego autorstwa, lecz została nam nadesłana przez jednego człon...
03/03/2019

Przed wami pierwsza recenzja w serii , która nie jest naszego autorstwa, lecz została nam nadesłana przez jednego członków OM! Zapraszamy serdecznie do spojrzenia na Nausicę z Doliny Wiatru okiem Ignacy Wiński.

Hayao Miyazaki to persona kojarzona chyba przez wszystkich, którzy mają jakąkolwiek styczność z popkulturą, a filmy anime współzałożonego przez niego studia Ghibli zostały obsypane licznymi nagrodami i są rozpoznawalne nawet przez tych, co z chińskimi bajkami mają niewiele wspólnego. Brak mi wiedzy i talentu by poddać analizie ten fundament jego twórczości, ale chciałbym zwrócić uwagę na swoisty kamień z Rosetty, w którym zawierają się główne motywy jakimi się posługuje, a więc silna kobieca bohaterka, motywy ekologiczno-religijne, lekko zarysowany romans oraz z lekka niepokojący design istot nadprzyrodzonych. Jest to manga "Nausicaä z Doliny Wiatru".

Powstawała ona w latach 1982-1994 i liczy sobie około 1000 stron. Film z 1984 adaptuje "po łebkach" tylko parę pierwszych rozdziałów, ale oddaje całkiem sprawnie ich ducha (no i sekwencja początkowa tej animacji zostanie lata później przeniesiona niemalże jeden do jednego w "Star Wars: The Force Awakens"). Główne motywy początku to ekologia z lekko mistycznym zarysem i obrona ojczyzny. Jednakże miesięczny format pracy Miyazakiego owocuje dojrzewaniem dzieła wraz z autorem, a sama historia staje się o wiele głębsza.

Zacząć należy od worldbuildingu, który stoi na bardzo wysokim poziomie. W miarę lektury poznajemy różne ludy i narody wraz z ich kulturami i religiami, fragmenty historii świata przed apokalipsą czy pogłębioną rolę toksycznego lasu. Przy tym świat ten jest stosunkowo niewielki i nie przytłacza, a technologia którą posługują się postacie jest nieco bardziej prymitywna, niż w filmowej adaptacji.

Fabuła zyskuje dodatkową głębię. Kolejni antagoniści są raczej moralnie "szarzy", a logika stojącą za ich czynami zostaje prędzej czy później przedstawiona czytelnikowi. Motywy sakralne przeważają nad ekologią w "zielonym" wydaniu, a i sama dobroć świata natury zostaje kilka razy postawiona pod znakiem zapytania. Wreszcie, w ostatnich rozdziałach (co bardzo mnie zaskoczyło, a jeszcze bardziej mi się spodobało) pojawia się wieloaspektowy motyw "immanentyzacji eschatonu". (https://en.wikipedia.org/wiki/Immanentize_the_eschaton)
Przy tym wszystkim akcja nie zwalnia i trzyma w napięciu.

Na koniec warto wspomnieć o samej bohaterce tytułowej, która również przechodzi znaczną metamorfozę. Zaczyna jako Mary Sue by w środkowej części historii zmierzyć się z trudnościami ponad jej siły i stać się prorokiem na wzór Muad'Diba z "Diuny". Ten wyróżniony mityczny aspekt bohaterki wydaje się być przemyślanym zabiegiem, bo w ostatnich rozdziałach pojawia się crème de la crème opowieści o świętych herosach - hybris i hamartia. Co najlepsze, księżniczka Doliny Wiatru sama zdaje sobie sprawę ze swojej hipokryzji.

"Nausicaä z Doliny Wiatru" jest pięknym i dobrym komiksem, który na moim prywatnym podium stoi na równo z "Watchmenami", "Monsterem", "Szninklem" i stopień pod "Sagą Winlandzką". Polecam serdecznie.

 Skoro mamy już funpag, wypadałoby go jakoś wykorzystać, ruszamy więc z nową inicjatywą. Pod hashtagiem, który macie na ...
01/03/2019



Skoro mamy już funpag, wypadałoby go jakoś wykorzystać, ruszamy więc z nową inicjatywą. Pod hashtagiem, który macie na górze będziemy wrzucać pisane przez nas teksty różnej długości i tematyki.

Jeżeli chcecie sami coś napisać, nie bójcie się wrzucać takich rzeczy na grupkę (najlepiej z hashtagiem, żeby było łatwo znaleźć)

Do tego jeśli pragniecie opublikować na naszym funpagu tekst, którego wy jesteście autorami, wyślijcie nam go w wiadomości, to postaramy się wrzucić go na stronkę. Posty będziemy udostępniać tak szeroko jak tylko sie da, na pewno każdy z nich będzie na OM i paru innych grupach.

No ale przejdźmy do rzeczy.

Lekko ponad tydzień temu na nyaa pojawiła się dość duża paczka filmów z samych początków japońskiej animacji. Znajdziecie ją tutaj nyaa. si/view/1120921 (oddzielone spacją, bo facebook nie lubi linków). Jest w niej sporo rzeczy z lat '20, '30 a nawet '40 XX wieku, czyli czasów praktycznie prehistorycznych i w najbliższych paru tekstach pewnie będę pisał właśnie o nich. Do tego są w naprawdę znakomitej jakości, wiec jeśli chcieliście (lub właśnie nabraliście chęci) na zapoznanie się z tak antycznymi anime, to jest to chyba najlepsza możliwość. Nie powinniście mieć problemów z większością tych tytułów nawet, jeśli słabo znacie angielski, bo dialogów za wiele nie ma, a jak już występują, to są przeważnie bardzo proste

Filmy są różnej długości, od dwu- czy trzyminutowych po takie, które trwają ponad pół godziny.

Co prawda oglądam chronologicznie, ale zacznę od trzeciego obejrzanego przeze mnie filmu z tej paczki, czyli Historii Tabaki (bo właśnie go skończyłem).

Autorem animacji jest Noburo Ofuji, jeden z najważniejszych autorów tego okresu, o którym przy wystarczającej znajomości angielskiego przeczytacie więcej tutaj
https://blog.sakugabooru.com/2019/01/31/noburo-ofuji-award/

Sam film powstał w 1926 roku i trwa nieco ponad trzy minuty i łączy ze sobą elementy live action z animowanymi. Fabuła (przedstawiona w formie plansz z tekstem zajmujących na kilka sekund ekran, charakterystycznych dla filmów niemych z tamtego okresu,) jest bardzo prosta - animowany człowieczek (na zdjęciu po lewej) kłóci się z w pełni trójwymiarową (aczkolwiek w dwuwymiarowym medium) panią o papierosa, którego ta mu zabrała. Zabawna historyjka i kilka minut ciekawej, zwłaszcza z punktu widzenia dzisiejszego widza, animacji. Zapraszam do oglądania.

Kuc

Adres

Ul. Kościuszki 5
Rybnik
44-200

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Ogarnięte Mangozjeby umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Udostępnij