26/08/2026
Dziś trochę inaczej. Bez miasta, polityki i wielkich tematów.
Kiedy się gubię, wracam
Kiedy się gubię, nie szukam nowych dróg.
Wracam.
Do miejsc, które znam. Do ulic, po których kiedyś chodziłam bez zastanowienia. Do kawiarni, w której dawno nie byłam. Do gór, jeśli tylko mam na to siłę. Do książki, którą czytałam kilka razy. Do filmu, którego zakończenie znam na pamięć.
Wracam do ludzi, przy których nie muszę niczego udowadniać.
I do muzyki.
Czasem wystarczy jedna stara piosenka, żeby na chwilę znowu mieć dwadzieścia kilka lat. Żeby przypomnieć sobie, kim się wtedy było, o czym się marzyło i jak wiele rzeczy wydawało się jeszcze możliwych.
Lubię ten powrót.
Bo kiedy życie robi się zbyt głośne, dobrze usłyszeć coś znajomego.
Wracam do swojego dawnego hobby. Takiego, na które teraz wiecznie „nie ma czasu”. Zawsze jest coś ważniejszego. Praca. Dom. Dzieci. Telefony. Sprawy do załatwienia. Czyjeś potrzeby.
I nagle orientuję się, że minęło kilka lat, a ja przestałam robić rzeczy, które kiedyś sprawiały mi zwyczajnie przyjemność.
Bez celu.
Bez produktywności.
Bez pytania: „Co mi to da?”.
Po prostu dla siebie.
Może właśnie tego najbardziej potrzebujemy w trudnych momentach??
Nie kolejnego poradnika.
Nie kolejnego planu naprawczego.
Nie zawsze wielkiej zmiany.
Czasem potrzebujemy wrócić do tego, co już znamy.
Do zapachu domu rodzinnego.
Do starego zdjęcia.
Do przepisu, który robiła mama.
Do spaceru tą samą trasą.
Do piosenki, której słuchało się w samochodzie.
Do książki wyciągniętej z półki.
Do miejsca, w którym kiedyś było nam dobrze.
Może człowiek nie zawsze odnajduje siebie, idąc do przodu?
Czasem możemy się odnaleźć wracając kawałek do tyłu.
I nie chodzi o życie przeszłością.
Chodzi o przypomnienie sobie, że zanim wydarzyło się to wszystko, co dzisiaj nas przytłacza, byłyśmy kimś jeszcze.
Miałyśmy swoje zachwyty.
Swoje małe rytuały.
Swoje piosenki.
Swoje miejsca.
Swoje marzenia.
One wcale nie musiały zniknąć.
Może tylko zostały odłożone na później.
Dlatego kiedy jest mi trudno, próbuję wracać.
Nie po to, żeby uciec od tego, co jest, tylko żeby przypomnieć sobie kim jestem…
A Wy? Co pomaga Wam, kiedy życie robi się trudne? Do czego wracacie, żeby złapać oddech i znowu poczuć siebie? ❤️