17/02/2023
Gry bitewne czy RPG to nie tylko rozrywka.
To bodziec do tworzenia. To drzwi, za którymi rodzą się pomysły.
Dzisiaj chciałem podzielić się krótkim tekstem napisanym przez Krzyśka Kazimierskiego vel Orrisa, traktującym o zbliżającej się bitwie w systemie Warhammer Fantasy Battle.
Wiele osób tworzy raporty z gier, ale są też tacy, którzy nadają im wątki fabularne.
Jeżeli jesteście ciekawi, co było dalej i jaki był wynik starcia elfów z nieumarłymi - dajcie znać.
Namówię Orrisa, by pisał dalej.
Zatem - czytajcie poniżej:
Z kronik elfickiej faktorii handlowej u brzegu Czarnej Zatoki w sprawie wojny z wampirami.
Pióra Eltheasa Thereona Jaskrawego Kwiata, pokornego skryby w służbie Tronu Feniksa.
Rok 2347 kalendarza Imperium.
Najpierw zaczęło się od tych najbardziej niewidocznych strat – księgowych. Spadały wpływy z handlu, cła, a pielgrzymów odwiedzających miasto było niewielu. Coraz mniej płodów rolnych docierało na rynek a krasnoludzkie rudy żelaza, miedzi czy srebra były spławiane w coraz mniejszych ilościach. Zbywano te oznaki machnięciem ręki bądź tłumaczono je spekulacjami, blokadami handlowymi, rozbójnikami, krasnoludzką chciwością bądź ludzką głupotą.
Zbyt wiele się działo, żeby skojarzyć, że nowe zagrożenie wyrasta. Pewien imperialny kupiec mówił, że krowy z okolicznych pastwisk się nie cielą i nie dają mleka. Prostaczkowie mówili o jakichś klątwach, marach i przekleństwach (oraz tuzinie innych wymówek), chociaż nasze źródła donosiły, że wieśniacy zaczęli wysyłać swoje towary na zachód i północ dla lepszego zarobku i z powodu uprzedzeń do elfów. Szpiedzy sugerowali, że to jakieś rywalizujące koterie podsycały nastroje antyelfickie wśród ludzkich autochtonów. Kilka lat temu grupa bretońskich giermków żaliła się, że chcieli oddać hołd wielkiemu rycerzowi Marcelowi Lormoy (szambelanowi nieistniejącego już od ponad tysiąca lat hrabstwa), który wsławił się pokonaniem smoka, lecz jego kurhan został sprofanowany. Nikt nie miał serca mówić młodzieńcom, że rabusie zrobili się coraz bardziej zuchwali, co potwierdzały doniesienia naszych patroli i podróżujących kupców.
W zeszłym roku doszło do aresztowania pewnego Ostlandczyka za naruszanie porządku. Nie byłby to fakt godny odnotowania, gdyby nie to, że był to łowca czarownic o imieniu Gerwig Knirsch z autentycznym listem żelaznym zatwierdzonym przez Oficium Sigmara z Altdorfu. Tłumaczył straży, że znalazł się w mieście ze względu na trop Karla Leitnera, poszukiwanego maga – renegata, za którym Kolegium Magiczne wystawiło list gończy. Miejscowy mag badający kwestie domeny życia dostrzegł, że w ostatnich latach doszło do aktów wandalizmu wobec kamieni mocy, anomalii przepływu wiatrów magii i niepokojącego wzrostu ścieków wiatrów Dhar, co ma ponoć oznaczać pojawienie się mrocznych mocy. Podejrzewano sabotaż ze strony mrocznych elfów z Naggaroth bądź zwierzoludzi.Na domiar złego, zaczęło dochodzić do sporadycznych porwań wieśniaków w peryferyjnych lennach naszej elfickiej domeny. Ławy wiejskie zaczęły wywierać coraz większy nacisk i pretensje do zarządu faktorii. Perfidnie zarzucano nam nieutrzymywanie bezpieczeństwa.
Biorąc pod uwagę te wszystkie wydarzenia oraz złe przeczucia, zarząd faktorii zalecił wyruszenie z twierdzy celem rozpoznania i ustanowienia porządku, Armia była już praktycznie powołana, pozostało jedynie zebranie aprowizacji. Mobilizacja garnizonu i takprzedłużała się już ze względu na raporty o zwiększonej aktywności floty mrocznych elfów, migracji plemion orczych i ogólnej niestabilności w rejonie Księstw Granicznych. W ciągu ostatnich lat doszło do wielu przewrotów w niedalekich ksiąstewkach a wywiad donosił o wzrastającym zainteresowaniu regionem ze strony Imperium oraz niektórych krasnoludzkich twierdz. Wszystko to wpływało na interesy – trzymanie obywateli pod bronią kosztowało, opozycja nasilała uzasadnioną krytykę a żaden elficki arystokrata nie pozwoli sobie na takie ryzyko polityczne. Pokusa i potrzeba okrycia się chwałą były zbyt duże a armia zbyt piękna i szykowna by z niej nie skorzystać. Nadszedł czas na demonstrację siły.
Książę przejął dowodzenie i wyruszył na północ w kierunku pogranicznego (i jak się później okazało – pechowego) miasteczka Bauerheim.
Im bardziej wojska postępowały dalej od morza tym bardziej dowództwo sobie uświadamiało, że sytuacja wygląda gorzej niż zazwyczaj. Nie dochodziło do typowych działań znanych z potyczek między drobnymi księstwamia do irracjonalnych zachowań. Zatruwano studnie w miejscach gdzie wody było pod dostatkiem, palono pola ale zostawiano trzodę. Zamiast zajmować miejscowości i je fortyfikować czy wyciskać z nich bogactwa, ktoś porywał miejscowych nie zostawiając żywej duszy na miejscu. Nic z tego, co widzieliśmy w okolicy nie pasowało do szablonu walk, z jakimi ta kraina ma do czynienia od kilkuset lat.
Pewnej nocy jeden patrol nie wrócił ze zwiadu a Mag-rezydent naszej faktorii przygalopował do obozu wielce podniecony. Opowiedział księciu, że badał okoliczny krajobraz pod kątem wiatrów magii i natknął się na poważne zaburzenia równowagi. Został zaproszony na radę wojskową celem złożenia raportu oficerom i arystokratom biorącym udział w wyprawie. Dopiero wtedy, kiedy każdy z obecnych wysłuchał obaw stanu czarodziejskiego, zaczęto przypominać sobie pogłoski i łączyć je w fakty. Uważny czytelnik z pobłażliwym uśmiechem zauważy, że przecież to było oczywiste, natomiast z kronikarskiego obowiązku trzeba wspomnieć, że w tamtych latach nikt nie brał na poważnie groźby inwazji nieumarłych w tych stronach.
Na wojska truposzy pod dowództwem wampirzej Margrabiny Lidii Rohr natknięto się kolejnego wieczoru.