27/08/2026
Bassarka Beata Bassara : Kochanki: przypadek, zaniedbanie czy coś więcej?
Uczestniczyłam wczoraj w sesji Rady Miasta i spotkaniu mieszkańców z prezydentem oraz przedstawicielami miasta w sprawie ul. Kochanki w Starogardzie Gdańskim. I niestety, po tym spotkaniu mam więcej pytań niż przed nim. Pojawiały się nowe fakty, okoliczności, ciąg zdarzeń. I niestety, zamiast spokojnych, konkretnych odpowiedzi, coraz częściej było widać zniecierpliwienie, przewracanie oczami, podnoszenie głosu. Padały nawet słowa w rodzaju: „proszę pani wyłączyć już mikrofon”. Dochodziło również do spięć z przedstawicielami mediów. Jednocześnie prezydent bardzo głośno podkreślał: „Nikt tej inwestycji tutaj nie chce. My też nie chcemy”. Ja w to nawet wierzę, że DZIŚ nikt jej nie chce. Tylko że właśnie tutaj zaczyna się problem.
Bo z informacji, które sprawdzałam, wynika, że w 2022 roku uchwalono nowy miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego. Na wniosek właściciela konkretnej działki dopisano możliwość gospodarowania i składowania odpadów. Wśród szkół i osiedli mieszkaniowych. I nikt wtedy - jak wynika z dzisiejszej dyskusji - nie zadał podstawowego pytania: po co? Dlaczego ktoś chce w tym konkretnym miejscu możliwości prowadzenia działalności związanej z odpadami?
Dziś na sali z osób, które głosowały nad tamtym planem, obecna była już tylko przewodnicząca Rady. W pewnym momencie padło z jej strony stwierdzenie, że ówczesny „inwestor” nic nie mówił o odpadach toksycznych. Inwestor.
To ciekawe określenie, skoro przez cały czas słyszymy, że żadnego inwestora wtedy nie było.
Czy to tylko przejęzyczenie? Czy może jednak słowo, które mówi więcej, niż powinno?
Kiedy później pojawił się konkretny wniosek potencjalnego inwestora, mieszkańcy - z tego, co dziś usłyszeliśmy - również nie zostali zapytani o zdanie. Miasto rozpoczęło procedurę zbierania opinii od kilku instytucji. Pojawiło się ogłoszenie w BIP. Był czerwiec. I dopiero dziś sprawa naprawdę „wypłynęła”. Co więcej, pojawiła się informacja, że w momencie wpłynięcia wniosku można było jeszcze rozpocząć procedurę zmiany planu zagospodarowania przestrzennego. Tak, trwałaby ona kilka miesięcy. Tak, jak powiedziała naczelnik, „cudem” udałoby się ją przeprowadzić teraz. Ale można było ją rozpocząć. Dzisiaj - jak wynika z przedstawionych informacji - jest już za późno, żeby realnie wpłynęła na tę konkretną decyzję.
I właśnie to jest dla mnie najbardziej bulwersujące. Bo widzę tutaj tylko dwie możliwości. Pierwsza: ktoś wiedział, co może się wydarzyć i świadomie niczego nie zrobił.
Jeżeli tak było - pytanie brzmi: dlaczego?
Druga: nikt tego nie przewidział, nikt nie połączył faktów, nikt nie pomyślał, że dopisanie możliwości gospodarowania odpadami na takim terenie może kiedyś doprowadzić do sytuacji, z którą mieszkańcy będą musieli się mierzyć.
Jeżeli tak było - to pozostaje pytanie o kompetencje osób odpowiedzialnych za podejmowanie tych decyzji. Być może istnieje trzecie wyjaśnienie. Chciałabym je poznać, bo na ten moment go nie widzę. I naprawdę chciałabym wierzyć, że to nie była celowa gra.
Chciałabym wierzyć, że po prostu zabrakło refleksji. Że między kolejnymi bankietami, zdjęciami, konferencjami i wszelkimi medialnymi wydarzeniami zabrakło kilku minut na zadanie prostego pytania: „Dlaczego ktoś chce mieć możliwość składowania odpadów właśnie tutaj i co może z tego wyniknąć za kilka lat?”
Bo dzisiaj mieszkańcy słyszą: „My też tego nie chcemy”. Tylko że mieszkańcy mają prawo zapytać: Skoro naprawdę tego nie chcieliście- to co zrobiliście, kiedy jeszcze można było coś zrobić? I właśnie na to pytanie chciałabym usłyszeć konkretną odpowiedź: kto, kiedy i dlaczego podjął konkretne decyzje oraz dlaczego nie zareagowano wtedy, kiedy jeszcze była na to realna możliwość. Bo dzisiaj może się okazać, że mieszkańcy mają 30 dni na wypowiedzenie się, ale osoby, które powinny były działać wcześniej, miały na to znacznie więcej czasu.