08/10/2025
Po ostatniej powodzi ruszyły prace regulacyjne na wielu rzekach i dotarły na Bystrzycę. Wjechały koparki, ciężarówki, rozpoczęło się pogłębianie, prostowanie i zabezpieczanie brzegów. Dla większości mieszkańców to dobra wiadomość – rzeka została „uporządkowana”, brzegi wzmocnione, a woda płynie „jak trzeba”.
Nie negujemy potrzeby tych działań. Bezpieczeństwo ludzi, domów i infrastruktury jest ważne. Rzeka musi być utrzymywana w sposób odpowiedzialny.
Problem leży gdzie indziej – w braku podstawowych działań, które mogłyby ochronić życie biologiczne tej rzeki.
To właśnie teraz trwa tarło pstrąga potokowego. W czasie prac te miejsca zostały zniszczone lub zasypane, przykryte mułem.
Najbardziej bolesne jest to, że Polski Związek Wędkarski, pewnie nie podjął działań, by odłowić ryby przed rozpoczęciem prac. Taki odłów to powinna być standardowa procedura w miejscach, gdzie prowadzi się roboty hydrotechniczne. Tymczasem rzeka została zdewastowana bez żadnego zabezpieczenia fauny.
Wystarczyłaby minimalna współpraca między Wodami Polskimi a PZW. Kilka dni więcej, konsultacja z ichtiologiem, odrobina dobrej woli – to wszystko mogłoby zrobić ogromną różnicę. Warto, by zleceniodawcy tych prac – urzędnicy, samorządowcy, pracownicy gmin i miast – również zaczęli dostrzegać, że w rzece nie płynie tylko woda. Żyją tam ryby, które zasługują na ochronę.
Podczas luźnej rozmowy z kierownikiem prac zapytałem, czy można by zostawić choć kilka głębszych miejsc – naturalnych schronień dla ryb. Odpowiedział, że według zlecenia i poleceń inspektora z Wód Polskich wszystko ma być równo jak na stole.
W tym samym czasie widzieliśmy pstrągi, które bezskutecznie próbowały sforsować sztuczny próg – raz po raz uderzając w beton. Zasugerowałem, że warto byłoby obniżyć progi lub przebudować je na bystrza z kamieni, które umożliwiłyby migrację ryb. Takie rozwiązania są znane, proste i stosowane w wielu krajach i w naszym kraju już też. Tutaj jednak nikt o tym nie pomyślał. Kierownik skomentował: „Pracownicy Wód Polskich to by go najchętniej jeszcze podwyższyli.”
Dla nas – wędkarzy, którzy znają tę rzekę, łowią w niej, obserwują ją od lat – to dramat. Dla większości mieszkańców to sukces – rzeka „nie zagraża”. Rozumiemy tę perspektywę. Ale nie można przy okazji dopuszczać do bezsensownego niszczenia życia biologicznego, które tworzyło się tu przez lata.
Rzekę można utrzymać i zabezpieczyć z głową. Da się pogodzić ochronę przeciwpowodziową z ochroną przyrody ale do tego potrzeba czegoś więcej niż tylko sprzętu i betonu. Potrzeba wiedzy, wyobraźni i szacunku do życia, które w tej wodzie istnieje.
Nikt nie oczekuje rewolucji – wystarczy przewidzieć skutki, zapytać specjalistów, posłuchać ludzi znających tę rzekę.
Wystarczy nie tylko „wyregulować rzekę”, ale też nie zabijać tego, co w niej żyje.