22/02/2026
📸 Kilka kadrów ostatniego tygodnia, na których możecie zobaczyć nowe perspektywy dworu, wcześniej niewidoczne, bo zasłonięte ścianami samosiejek 🌱. Te młode, szczupłe drzewka, które zostawiliśmy to lipy, graby i parę najładniejszych jesionów i klonów zwyczajnych. Kiedy się ockną na wiosnę i „zobaczą” ile wokół jest teraz przestrzeni i światła, poszybują w górę i zgrubieją 🌞🌳. A potem znów będziemy decydować, czy dla nich wszystkich aby na pewno jest miejsce. Spójrzcie na fakturę starych grabów. Jeden z nich jest niestety martwy, drugi półżywy, ale oba wyglądają jak rzeźby z metalu, trawionego przez artystkę-przyrodę grzybami i porostami 🗿. Te graby oczywiście zostaną tu na zawsze, jako świadkowie dawnego układu parkowego. Wyjeżdżając, zostawiliśmy stosiki usuniętych samosiejek i już wiemy, że czeka nas pracowity urlop wielkanocny z rębakiem🪓. Musimy uprzątnąć te chlubki zanim porośnie i wchłonie je trawa. Jest coś ostatecznego i podniosłego w takim decydowaniu o życiu i śmierci małych drzewek. Przez te parę dni poczucie winy mieszało się u mnie z satysfakcją i zachwytem wywoływanym odkrywaniem uwięzionych wśród klonów okazów do zachowania 🌲. Taki ze mnie parkowy demiurg, który wybawia i zgładza jednocześnie. Muszę jak Piłat umyć ręce, żeby zielona krew tych niewinnych drzewek na mnie nie spadła. Uwierzcie mi jednak: oddechy ulgi i okrzyki radości tłumionych latami, młodziutkich lip unoszą się teraz w parkowym powietrzu. A ja już myślę o moich przyszłych rojach pszczół, które jak dzikie rumaki będą się paść na ich słodko pachnących kwiatach 🐝🌼.