28/04/2026
5,5 miliona na nazwę, a dla mieszkańców brakuje pieniędzy!!
Panie Prezydencie Pawle Gulewski,
trudno nie odnieść wrażenia, że mieszkańcy Toruń po raz kolejny mają finansować projekt, który w dużej mierze powinien opierać się na środkach prywatnych sponsorów. Festiwal Camerimage od lat współpracuje z dużymi partnerami biznesowymi, dlatego pojawia się zasadnicze pytanie – dlaczego to miasto ma dokładać miliony złotych do zmiany jego nazwy?
Zastanawia również, czy podczas spotkań z takimi partnerami jak Energa – chociażby 25 września 2025 roku – nie można było wynegocjować większego udziału sponsora. Skoro sam Pan mówi, że „poważne projekty mają poważnych partnerów”, to dlaczego główny ciężar finansowania ponoszą mieszkańcy? Patrząc na efekty, trudno oprzeć się wrażeniu, że z tych rozmów niewiele wyniknęło.
Mówi Pan o „strategicznej inwestycji”, ale warto przypomnieć, że od początku kadencji minęły już dwa lata. I to właśnie teraz pojawia się ten „strategiczny” pomysł – wydać ponad 5,5 mln zł, których miasto zwyczajnie nie ma. Czy inne miasta w podobnych sytuacjach działały w ten sposób? Czy Bydgoszcz albo Łódź płaciły takie kwoty za samą obecność w nazwie festiwalu? Czy naprawdę jedynym rozwiązaniem zawsze musi być sięganie do kieszeni mieszkańców?
Mówi Pan o inwestycjach i rozwoju, a jednocześnie widzimy kolejne wydatki, zamiast realnego wsparcia podstawowych potrzeb mieszkańców – takich jak drogi, mieszkania czy usługi publiczne. W tym samym czasie zamykane są oddziały przedszkolne w różnych częściach miasta. Czy to są właśnie te priorytety?
Pisze Pan o budowaniu marki miasta – proszę jednak spojrzeć na fakty: ilu mieszkańców opuściło Toruń w ostatnich latach? Jak wygląda bezpieczeństwo i infrastruktura, skoro niemal co miesiąc słyszymy o wypadkach tramwajów?
A jeśli mówimy o promocji – czy naprawdę wcześniejsze działania, jak choćby imprezy sylwestrowe z Polsatem, przyniosły realny efekt? Czy liczba turystów wzrosła na tyle, by mówić o sukcesie? Czy rzeczywiście mamy dziś taki napływ odwiedzających, że trzeba ich powstrzymywać słupkami na starówce?
Na koniec warto zauważyć jedną rzecz – jeśli projekt jest naprawdę dobry i atrakcyjny, to nie ma problemu ze znalezieniem sponsorów. Pokazują to różne inicjatywy – jak choćby Łataogang – gdzie prywatne środki i zaangażowanie pojawiają się naturalnie, bez konieczności sięgania po publiczne pieniądze. W takich przypadkach sponsorów jest wielu, a projekt broni się sam. Dlaczego więc tutaj głównym sponsorem ma być mieszkaniec Torunia?
Nie negując znaczenia kultury i promocji, trudno nie odnieść wrażenia, że zamiast rozwiązywać realne problemy mieszkańców, stawia Pan na kosztowne projekty wizerunkowe. Mieszkańcy oczekują konkretnych działań poprawiających jakość życia, a nie tylko haseł o prestiżu i promocji.
Dawid Utnicki