Standaryzacja wyciekła z korporacji zalewa, popularne platformy internetowe paradoksalnie wbijają nas w sztywny mundurek norm – to wszystko nas tresuje, a może nawet i hoduje niczym rzeźną trzodę. A wszystko to w imię „naszego dobra”... przekonują. Każda działalność człowieka pozostaje w jakimś, silniejszym bądź słabszym związku z innymi ludźmi. Niezależnie – czy jest to aktywność w sferze kultury
, nauki, sztuki, czy jest to działalność handlowa, usługowa czy gastronomiczna – podstawą wymienionych jest interakcja, relacja, jaką nawiązują ze sobą poszczególni ludzie. Podstawowe zadanie wielkich korporacji, sieci handlowych czy gastronomicznych, jakim jest nieustanny rozwój poprzez wzrost prowadzący do maksymalizacji zysku – utrudnia i zniekształca międzyludzkie relacje. Schematy i procedury, według których muszą funkcjonować takie organizacje, by być sterowalnymi i przewidywalnymi w swoim działaniu (często implantowane do naszej kultury z innych krajów czy kontynentów) coraz bardziej stoją w sprzeczności z relacjami międzyludzkimi, do jakich przyzwyczaiła nas nasza własna „kultura”. „Kultura” państwa historycznie ukształtowanego w Europie Środkowej – na podorędziu z tym, co wynieśliśmy z domu, szkoły czy podwórka...
Stopniowe domykanie się „systemu” – wbrew pozorom jego bogactwa – nie pozostawia nam szerokiego wyboru. Swoje tygodniowe zapasy możemy kupić w jednej z „Biedronek” albo w jednym z „Lidli”, sezonowy ciuch w jednej z wielu galerii handlowych. Na randkę możemy się udać do jednego z dwóch kin, czyli Cinema City albo Cinema City. Jak wiele niesmaku budzi w nas wciskanie nam „na siłę” niepotrzebnej książki w Empiku albo ohydnego napoju kofeinowego na sieciowej stacji benzynowej? Coraz częściej rozmawiamy przez telefon z automatem, który kojącym, acz automatycznym głosem powiadamia nas o kolejnych promocjach dowolnej z usług. Te obserwacje doprowadziły nas na skraj przepaści. Zaraz za tym skrajem zobaczyliśmy… „Czerwonego Żuka”. Ikonę PRL-owskiej motoryzacji zbudowanej na bazie radzieckiej „Pabiedy”, swym imieniem chwalącej historyczne i przyszłe zwycięstwa narodu. Ten czerwony wóz Ochotniczych Straży Pożarnych za swój symbol sprzeciwu obrała garstka ludzi, którzy nie godzą się na zastały stan rzeczy, którzy walą pięścią w stół, którzy chcą coś zmienić, krzewiąc w sobie zalążek idei... Idei – Czerwonego Żuka. Wychodząc z założenia, że czasy w których przyszło nam żyć odhumanizowują międzyludzkie kontakty, gdzie osoba oferująca produkt niewiele o nim wie, sprzedawca biletu do sieciowego „kiniska” poza wpisem z internetowej strony nic więcej nie wykrztusi o tej dawce kultury, częściej ”podkultury”, gdzie czytanie powieści to psychiczna dysfunkcja, a bibliofil odbierany jest jak pedofil. W czasach, gdy rzeźba to muskuły miłośnika „siłki”, a obraz to „facebookowy mem”, gdzie muzyka to komputerowe sample, a historia to coś, co należy przezornie wykasować z przeglądarki – postanowiliśmy się zbuntować, przeprowadzić własną rewolucję, czyli „Kontrrewolucję Kulturalną”. Czerwony Żuk – idea
Czerwony Żuk jest realizacją idei powrotu do starych, może zapomnianych, ale dla nas wartościowych tradycji smaku – „dobrego smaku”. Smaku potraw, napojów, smaku wolnego czasu, smaku przestrzeni, smaku kultury, wreszcie...smaku życia! Fabryka Żuka
Idea Fabryki Żuka ma być odpowiedzią na zauważane nie tylko przez nas, lecz także coraz większą liczbę ludzi, deficyty ogarniającego nas szybciej i szybciej „systemu”. Podobnie jak slow food jest odpowiedzią na fast food, tak Fabryka Żuka jest odpowiedzią na „system”.