19/07/2026
Drodzy Państwo,
W załączeniu znajdują się kolejne dwa wydania tygodnika "Wałbrzych".
W numerze 25 z 13-19 lipca na stronie 2 tekst Wacława Mrozowskiego "W trosce o zdrowie górnika", w którym autor informuje jak wyglądała opieka społeczna w Wałbrzychu i okolicy. Szpital spółki brackiej, czyli de facto szpital górniczy, był ekspozyturą centrali w Tarnowskich Górach. Był dobrze wyposażony, przeznaczony przede wszystkim dla górników, ale przyjmował wszystkich potrzebujących jako jedyny szpital w mieście i powiecie. W 1947 r. personel szpitala wynosił 163 osoby, w tym 11 lekarzy i 46 pielęgniarek. Trwały rozmowy nad jego przejęciem przez ubezpieczalnię społeczną, czyli upublicznieniem, ale nie wiadomo kiedy to miało nastąpić. Ten szpital znajdował się przy ulicy Batorego, tam gdzie obecnie jest położony Szpital Specjalistyczny im. dra Alfreda Sokołowskiego w Wałbrzychu.
Na tej samej stronie tekst "Śmietnik powszechny", czyli o stanie czystości w Wałbrzychu. Był on miastem brudnym z dwóch powodów: brudzili ludzie, ale także źle działał Miejski Zakład Oczyszczania. Nawet Rynek był pokryty śmieciami. Nie wierzono, żeby zmiana sposobu zarządzania MZO cokolwiek zmieniła, bo czystością nie przejmowali się mieszkańcy. Dla porównania czysto było w Jeleniej Górze i Cieplicach.
Na stronie 4 kilka gorzkich uwag o życiu kulturalnym w Wałbrzychu. W tekście "Miasto szarej nudy" pisano, że w Wałbrzychu nie było teatru, przeciętny mieszkaniec był skazany na nudę, jedyną atrakcją były góry. Kina były brudne, najlepszą rozrywką była wódka bądź potańcówka w ordynarnej budzie na Śródmieściu. Z kolei w tekście "Pieśń o naszym mieście" autor pisał, że dorobek wałbrzyskiego życia kulturalnego sprowadzał się do zamknięcia teatru na Podgórzu, który dopóki otwarty, był omijany przez niemal wszystkie wartościowe zespoły teatralne.
Wydanie nr 26 z 20-26 lipca dodaje kolejną gorzką pigułkę na temat życia kulturalnego. Na stronie 2 tekst "Jeszcze o Melpomenie". Po zamknięciu teatru na Podgórzu działał Teatr Lalek na Rynku w Wałbrzychu. Jest to nawiązanie do tekstów z poprzedniego wydania o kulturze. Autor w odpowiedzi na żądanie stałego teatru w Wałbrzychu pyta dla kogo miał on być stworzony, skoro frekwencja była bardzo niska? Teatr na Podgórzu upadł z powodu późno rozwieszanych afiszów i błędów programowych, które spowodowały, że ugruntowała się tradycja niezadowolenia z teatru i nie chodzenia na sztuki. Jednak żeby to przezwyciężyć należało utworzyć stały teatr. "Wałbrzych w świetle dolnośląskiej prasy miał zły wizerunek: miał mało boisk sportowych, mało poważnych klubów, bogatą kronikę kryminalną, był najbardziej rozpijaczonym miastem, brudnym. Z drugiej strony ośrodek pracy, węgla, ważny ośrodek przemysłowy. Sprawy teatru nie można było zlekceważyć, ale teatru dla mas nie dało się zrobić poprzez teatr wędrowny, poprzez gościnne występy "Niebieskiego motyla" i "Rozmaitości".
Na stronie 4 tekst "Pieśń o naszym mieście". Tym razem o turystyce, która latem rozwijała się dość mocno, co było widoczne po frekwencji w tramwajach do Szczawna-Zdroju. Ale miasto było brudne, plac na Nowym Mieście był uścielony papierami, a targ przy kościele w centrum Wałbrzycha było czuć z odległości kilkuset metrów, autor sugerował przenieść do w okolice Sobięcina, gdzie byłby ulokowany bliżej pól.
Na stronie 5 "Mogłoby potanieć, ale...", czyli narzekanie na drożyznę w Wałbrzychu. W nowo otwartym domu towarowym cena za kilo mięsa nierogacizny kosztowała 300 zł, w Warszawie 100 zł. Poza tym dom towarowy nie dysponował odpowiednim lokalem (dawny Merkur, późniejszy Pedet był wciąż zajęty przez Sowietów), a Zarząd Miejski zdaniem autora nie udzielał w tej mierze wsparcia - tylko pytania jakiego wsparcia autor oczekiwał? Sam Sowietów z Pedetu wygonić nie mógł, a problemy lokalowe w Wałbrzychu były ogromne.
Te i inne teksty znajdziecie Państwo w tych dwóch wydaniach "Wałbrzycha".
Zachęcam do lektury!