12/07/2026
Nie bardzo wiem nawet, jak o tym pisać. Miałam dość długo całkiem dobry nastrój, nowa praca zdecydowanie spełniła moje oczekiwania i ja dostałam kolejną umowę na trzy lata, co daje mi jakąś stabilizację po długich poszukiwaniach pracy jako wyoutowana autystka.
Dużo uczestniczyłam w różnych oficjalnych spotkaniach, które odbieram bardzo wizerunkowo, co potem po pytaniach znajomych, czy coś się rzeczywiście w sprawie naszego środowiska zmienia, odpowiadam zgodnie z prawdą: "Nie wiem, nie widzę konkretów." I dodawałam: "To jest potrzebne i zajmuje czas." Nie bardzo to na razie widzę.
I w tej chwili jestem w dobrze uświadomionym czarnym, monotropicznym korytarzu i nie widzę absolutnie żadnych dobrych, przyjemnych rzeczy. Nie mogę obserwować nawet za bardzo, co dzieje się na świecie, bo wszystko mnie przygnębia.
I nie wiem, co się stało, za dużo pewnie rzeczy się nagromadziło. Od kiedy pamiętam wakacje były dla mnie trudne, bo przestawało się dużo dziać, a funkcjonując ucieczkowo, to obnażało wszystko, o czym nie chciałam myśleć. W te wakacje postarałam się o wyjazd, pierwszy dłuższy sensowny urlop od kilkunastu lat pracy, który już za dwa tygodnie, a i tak przyszła ta czerń i beznadzieja.
I próbuję choć kilku minut ćwiczeń, kiedy absolutnie nie mam siły się poruszać, poczytałam dziś trochę, choć długo nie dawałam rady i absolutnie nic nie działa. Po odstawieniu leków z psychiatrą czuję porażkę i wiem, że jak tak dłużej potrwa, to trzeba będzie to szybko zaopiekować, bo jestem osobą po wielokrotnych kryzysach psychicznych powtarzających się od nastoletniości.
Daję Wam znać, choć absolutnie nie mam nawet pojęcia, czego potrzebuję, żebyście wiedzieli, że osoba, która z zewnątrz wygląda na superogarniającą, może ledwo trzymać się w środku. I wiem, że niestety wiele z Was wie, o co mi chodzi :(