30/06/2022
Pani Hela i poeta
Helena Ochenduszko skończyła robić zamówienie na książkowe nowości i właśnie zalewała sobie kawę w ulubionym kubku z biedronką, gdy na zaplecze weszła bibliotekarka Honoratka. Kierowniczka bezwiednie się uśmiechnęła na widok nieco pulchnej blondynki, zawsze gdy ta wchodziła do jakiegoś pomieszczenia, robiło się od razu jaśniej i jakoś weselej.
- Pani Helu, przyszedł ten poeta, Maksymilian Grąbczak - powiedziała Honoratka - pyta czy może z panią porozmawiać
Helena tęsknym wzrokiem spojrzała na kawę, westchnęła i ruszyła na salę. Przy ladzie stał mężczyzna wysoki, cienki jak trzcina, szyja jego omotana była kremowym szalem, którego koniec ciągnął się po ziemi, natomiast reszta stroju była czarna. Poetyckiego szyku dodawały rozwiane, półdługie włosy w kolorze ciemnego blondu i błyszczące jakby od gorączki oczy.
- Piękna pani Heleno - zaczął - jak pani wie, mamy Rok Romantyzmu Polskiego...
- Tak, wiem - odpowiedziała bibliotekarka nieuważnie, myśląc o tym, że na zapleczu kawa jej stygnie.
- I ja właśnie przybywam z propozycją nie do odrzucenia... Mianowicie, jako poeta rozkochany w romantykach polskich i korzystający w swej twórczości z najlepszych tradycji rodzimej literatury XIX-wiecznej, proponuję pani zorganizowanie spotkania autorskiego. Po znajomości nie policzę dużo bibliotece, moi fani będą mogli nabyć tomiki poezji w bardzo atrakcyjnej cenie, no i prestiż placówki się podniesie.
Pani Hela słuchała tego wywodu z zagadkową miną, myśląc o tym, że skromność, z całą pewnością, nie jest cechą Maksymiliana Grąbczaka. Bibliotekarka znała poetę nie od dziś i miała już nieszczęście czytać jego wiersze.
Mężczyzna ciągnął dalej - Pani Heleno, milczy pani, wiedziałem, po prostu wiedziałem, że będzie pani zachwycona. Pani mina mnie uskrzydla, zaraz wyrecytuję moje najnowsze dzieło, ekhem - stanął przekrzywiony z jedną ręką wspartą na biodrze, drugą uniesioną w geście samozachwytu i zanim bibliotekarka zdążyła zaprotestować, zaczął recytować:
Nie ma ciebie, szukam wszędzie...
Co to będzie, co to będzie...
- O Jezu... - jęknęła Helena.
Szybko padam do twych stóp,
powiesz "nie", to będzie grób.
- Starczy, już starczy! - powiedziała głośno, czując nadchodzącą migrenę. Dostrzegła kątem oka, że Honoratka kwiczy ze śmiechu, próbując ukryć się za stosem książek.
- Mam tego oczywiście dużo więcej - wyznał Maksymilian zachwycony - Wiem, że jest pani zapracowana, zostawiam więc mój najnowszy tomik, pani sobie resztę wierszy doczyta. Tu daję termin, koszt spotkania oraz moje wymagania - wręczył jej kartkę i książkę.
- Tak, ekhem, panie Maksymilianie, oczywiście przedłożę pana ofertę w dyrekcji, ja niestety nie jestem osobą decyzyjną w tej kwestii, proszę więc czekać na telefon - powiedziała, w myślach dodając "do świętego nigdy".
- To może ja będę wpadał i dopytywał? - poeta przestępował z nogi na nogę.
- Nie ma doprawdy takiej potrzeby - przestraszyła się Helena - od razu idę na zaplecze, otwieram tomik i będę czytać pana wiersze.
Udobruchany Maksymilian pożegnał się, a kierowniczka szybko uciekła. Tak jak myślała, kawa była już zimna. Usiadła przy swoim biurku, na wysiedzianym fotelu, nad głową mając reprodukcję "Słoneczników" Van Gogha i otworzyła tomik na chybił trafił.
Ledwo dycham, ledwo czuję...
tylko serce jakoś kłuje.
Ręki twojej nie ma tu,
szlocham sobie ze smut-ku.
Helena zatrzasnęła książkę i wrzuciła ją w czeluść najniższej szuflady, na wszelki wypadek przykrywając ją jeszcze stosami teczek i otrząsnęła się. Na zaplecze weszła Honoratka, nadal chichocząc.
- Zrobić pani świeżą kawę, pani Helu? - zapytała - coś słabo pani wygląda.
- Tak, poproszę - powiedziała Helena. Jej myśli pobiegły do pięknej poezji romantyków polskich i westchnęła. Przypomniał jej się Norwid, pijąc gorącą kawę recytowała sobie w głowie strofy ukochanego wiersza:
Nad Kapuletich i Montekich domem
Spłukane deszczem, poruszone gromem
Łagodne oko błękitu
Patrzy na gruzy nieprzyjaznych grodów,
Na rozwalone bramy do ogrodów
I gwiazdę zrzuca ze szczytu.
Cyprysy mówią, że to dla Julietty
Że dla Romea ta łza z nad planety
Spada i w groby przecieka;
A ludzie mówią, i mówią uczenie,
Że to nie łzy są, ale że kamienie,
I że nikt na nie nie czeka.*
* Cyprian Kamil Norwid "W Weronie"