09/11/2018
Dzisiaj o Hance. Niemniej jednak, nie dołączę się do wylewania pomyj na panią prezydent. I zanim dojdzie do linczu, spieszę wytłumaczyć dlaczego. Obchody 11 miały się skończyć dla P*Su blamażem. Prezydent planował, przejąc, ze tak powiem, kierownictwo, nad odbywającym się cyklicznie marszem niepodległości, który jest największa impreza patriotyczna w Polsce. Przejście w pochodzie, mogło posłużyć P*Sowi, za doskonały materiał propagandowy, aby pokazać w Polsce i Europie, jak wielkie jest poparcie dla rządu- o czym zresztą politycy prawicy wspominali. Organizatorzy zdawali sobie z tego sprawę, toteż odrzucili propozycje Andrzeja Dudy, co było zresztą do przewidzenia. I tak miał skończyć P*S, mamy 100 niepodległości, a partia, która uważa się za patriotyczną, nie potrafiła stanąć na wysokości zadania i święto należycie uczcić... I tu na scenę wkracza Hanka, która zakazuje marszu niepodległości. Rozpoczyna się walka z czasem, pozwy, odwołania, sady etc. Nieżalenie od tego, jak mogło by się to dalej potoczyć, prezydent "postanawia" wziąć sprawy w swoje ręce, oraz zorganizować własny marsz niepodległości, co ciekawe, który ma przebiec dokładnie ta sama trasa co stary. I tutaj ciekawostka, nawet jeśli narodowcy wygrają przed sadem, to i tak nie będą mogli zorganizować swojego pochodu, albowiem musieli by wyznaczyć inna trasę, na co ratusz nie wyda zgody. Gdyby nie Hanka, podobny manewr mógłby się nie udać, a środowiska narodowe z pewnością zniechęciły by się do P*Su jeszcze bardziej. Po zakazie zarówno P*S i Andrzej Duda, maja pretekst, by zrobić coś, co chcieli, ale ze względu na kalkulacje polityczna, nie były w stanie przeprowadzić. Tak więc, gdyby nie pani Waltz, bilans obozu rządzącego wypadł by fatalnie. Sytuacja się zmieniła, ciekawe tylko, czy także dla pani prezydent. Jak myślicie, trafi jeszcze za aferę prywatyzacyjną do więzienia? ;)