20/01/2026
Proszę proszę, komuś się zebrało na wspominki! 🙂
Kto był w starej Chwili na koncercie Hani Rani i Dobrawy Czocher? 🙂
Na twórczość Hani Rani po raz pierwszy natknąłem się zimą 2015 roku.
Co jakiś czas miewam, nazwijmy to, fazę na muzykę Grzegorza Ciechowskiego i Republiki, kiedy po kolei przesłuchuję ich płyty, wracam do ulubionych piosenek, kompozycji.
Pamiętam, że tamtego wieczoru siedziałem akurat w Chwili (klubokawiarni, którą przez lata prowadziliśmy w Warszawie) przy komputerze i słuchałem kolejnych nagrań mojego - jakby nie patrzeć - ulubionego polskiego zespołu i wykonawcy.
I właśnie wtedy na ekranie wyskoczył mi utwór „Tak tak to ja” w wykonaniu kompetnie mi wówczas nieznanego duetu... Duetu Hania Rani & Dobrawa Czocher. Jak się miało okazać: było to nagranie promujące ich debiutancki album, płytę „Biała flaga” - zupełnie wyjątkowy krążek z coverami utworów Ciechowskiego i spółki, zaaranżowanymi jedynie na fortepian i wiolonczelę. Szybko przełączyłem się na Spotify, żeby sprawdzić, czy może tam znajdę więcej nagrań z tego wydawnictwa.
No i nalazłem. No i przepadłem.
Zakochałem się po uszy.
Obiecałem sobie wtedy, że pewnego dnia Hania i Dobrawa w Chwili wystąpią. I tak też się stało.
W piątek, 10 marca 2017 roku, pojechaliśmy z Bartkiem i Michałem (których ciepło przy tej okazji pozdrawiam!) na Jazdów, gdzie w jednym z otwartych, artystycznych domków-pracowni Hania przetrzymywała akurat swoje ulubione pianino. Z niemałym trudem zapakowaliśmy je we trójkę na pakę wynajętego dostawczaka i zawieźliśmy do klubu. Ponieważ ze względów finansowych tego rodzaju wydarzenia organizowaliśmy wówczas mocno prowizorycznie (wejściówki były albo darmowe, albo za pięć czy dziesięć złotych), to zmuszony byłem osobiście dziewczyny nagłośnić. Zrobiłem co mogłem, choć przyznaję, że „nagłośnienie” było tu określeniem raczej umownym. Stara Chwila była przestrzenią otwartą, połowa sali funkcjonowała w trybie kawiarnianym. Przed sceną rozłożyliśmy kilka rzędów krzesełek, a do samego końca nie wiedzieliśmy, ile osób się zjawi.
W finale był komplet.
Goście, którzy wcześniej siedzieli rozsiani po całej Chwili, słysząc te wspaniałe utwory w przepięknych aranżacjach Hani i Dobrawy, zaczęli podchodzić bliżej sceny. Z jednej strony sali na drugą. Oczy zaszklone, w powietrzu aura czegoś absolutnie wyjątkowego. To był jeden z najbardziej magicznych wieczorów w historii Chwili. Niesamowity, liryczny koncert - cudowna muzyka zagrana z miłością i pokorą, pasją i skromnością.
Po wszystkim dziewczyny rozłożyły się przy jednym ze stolików z małym stoiskiem, miały ze sobą kilka winylowych egzemplarzy „Białej flagi”. Jak same mi wtedy powiedziały, album wytłoczyły z czystej miłości do analogu - łącznie ponoć pięćdziesiąt sztuk.
Oczywiście kupiłem jeden egzemplarz i od razu, będąc już w trybie fanowskim, poprosiłem Hanię i Dobrawę o autograf. Były tym wyraźnie speszone - nie wiedziały, gdzie się podpisać, czy dodać dedykację. „Podpiszcie się proszę tak, jak tylko chcecie" - powiedziałem. „To dla mnie ogromna radość móc was tutaj gościć. Wiem, że ten wieczór zapamiętam na bardzo długo. Przed wami wielka przygoda”.
Następnego dnia ponownie zapakowaliśmy pianino Hani na dostawczaka i odwieźliśmy je na Jazdów. Do samego koncertu sporo dopłaciliśmy, ale nie miało to dla mnie - dla nas - wówczas najmniejszego znaczenia. Wiedzieliśmy, że uczestniczyliśmy w czymś, co zostanie z nami już na zawsze.
Dwa lata później ukazał się solowy debiut Hani Rani - album „Esja”, wydany przez cenione, niezależne wydawnictwo Gondwana Records, z którym artystka współpracuje zresztą do dziś. No, z drobnymi wyjątkami, takimi jak płyta „Inner Symphonies”, nagrana wspólnie z... Dobrawą Czocher i wydana przez prestiżowe Deutsche Grammophon. I to również właśnie to niemieckie wydawnictwo postanowiło po latach wznowić samą „Białą flagę”, wznowienie - swoją drogą - już także niedostępne.
A w minioną niedzielę hania rani odebrała Europejską Nagrodę Filmową za najlepszą muzykę do filmu „Sentimental Value” („Wartość sentymentalna”).
Wielka przygoda trwa w najlepsze.
A piękne wspomnienia z Chwilowego koncertu są po prostu wieczne.
PS
Od czasu do czasu ktoś pyta, czy nie sprzedałbym tego egzemplarza „Białej flagi”. Odpowiedź jest zawsze ta sama: nie, nigdy. Mam w kolekcji kilka albumów, których nie oddałbym za żadne pieniądze. Ten jest jednym z nich.
PS2
W sekcji komentarzy dorzucam jeszcze zdjęcie z koncertu Hani i Dobrawy w starej Chwili. Zrobione z naszego gniazda, czyli z miejsca, w którym najczęściej operował oświetleniowiec oraz realizator koncertu.