No Problem Meetings & Events

No Problem Meetings & Events Meetings & Events Agency

CASE STUDY: Czy można dostać pracę i jej nie zacząć?  Oczywiście, że można. Dwie strony: pracownik i pracodawca umówili ...
11/12/2025

CASE STUDY: Czy można dostać pracę i jej nie zacząć?
Oczywiście, że można.
Dwie strony: pracownik i pracodawca umówili się na rozpoczęcie współpracy. Ustalona została w czasie 2 spotkań interview data jej rozpoczęcia, nawet godzina, nawet biurko, oczywiście kwota wynagrodzenia i bonusy (zależne od wyników).
Co robi strona, która się rozmyśla i zmienia zdanie? …. Dobrze! Tak jest! Informuje drugą stronę o zmianie decyzji. Taka jest oczywista reguła. Wydaje się prosta.

A czy można inaczej? …. Raczej nic do głowy nic nie przychodzi, bo reguła savoir vivre w biznesie powyżej. Ale jednak… życie czasem nie stosuje się do zasad, a ponieważ to case study to napiszę co się przydarzyło:
Przyszły pracownik dzwoni do tej przyszłej firmy (już za tydzień praca), żeby zapytać o jakieś technikalia. Nie dodzwania się za pierwszym, drugim razem, potem sms i znów próba dodzwonienia się. Jest! Bingo! Udało się! Co słyszy w słuchawce? „Właśnie miałam/miałem do Ciebie dzwonić, zmieniliśmy decyzję i nie zatrudniamy nikogo”.
W tym miejscu jak w teatrzyku Zielona Gęś powinna opaść kurtyna….
Ale dodam, że w ogłoszeniu na pracuj.pl była informacja: „Szukamy wielu kandydatów (2 wakaty)”.

12/02/2024

Wrzucam dla zwiększenia zasięgu swoje przemyślenia po ostatnim arcyciekawym przetargu:

I ja zapraszam na koncert. Przygodę z chórem Ave zacząłem niedawno, bo w październiku. I jak dożyję i dam radę, to drugi...
26/01/2024

I ja zapraszam na koncert. Przygodę z chórem Ave zacząłem niedawno, bo w październiku.
I jak dożyję i dam radę, to drugi raz w nim wystąpię:

Chór AVE w 2024 roku obchodzi swoje 85-lecie! Jubileusz zainauguruje wielki koncert kolęd i pastorałek w sobotę 3 lutego o g. 16 w Domu Kultury „Świt” przy ulicy Wysockiego 11, w którym wystąpią również Filharmonicy. Zaprezentowane zostaną premierowo utwory bożonarodzeniowe w zaskaku...

O WYPRAWIE NA LITWĘW tym roku udało nam się wrócić na Mierzeję Kurońską. Tym  razem bez Połągi, sam półwysep. Z oczywist...
09/11/2023

O WYPRAWIE NA LITWĘ

W tym roku udało nam się wrócić na Mierzeję Kurońską. Tym razem bez Połągi, sam półwysep.
Z oczywistych względów tylko litewską część.
Plan był taki, aby przejechać Mierzeję rowerem. Zanocowaliśmy więc w połowie półwyspu, w miejscowości Juodkrante czyli w/na „czarnym wybrzeżu”. Miejscowość piękna, jak przystało na miejsce znajdujące się na liście UNESCO. Zresztą przyroda i cywilizacja żyją tam w doskonałej synergii. Nie ma walających się swobodnie śmieci, architektura jest zadbana i estetycznie wyrafinowana. Brak budowlanej samowoli cieszy oko przybysza. Lasy nie są wycinane (dobrze, że nie działają na Litwie nasze Lasy Państwowe, bo byłaby wycinka, jak w niedoszłym Turnickim Parku Narodowym).
Zanocowaliśmy w miejscu, które booking.com wycenia na 9* (na 10 możliwych). Moja recenzja tego miejsca spisana od razu po pobycie oddaje dobrze warunki: cisza, spokój, przestrzeń miejsca, szerokie, wielkie okna; piękna, duża weranda. Kuchnia, pralka, działający kominek! Życzliwy i pomocny gospodarz. Moskitiera! Przydało się ogrzewanie, było super. Szkoda, że sypialnia nie jest oddzielona od pokoju dziennego drzwiami.
Nie zabraliśmy ze sobą rowerów, pożyczyliśmy za to je na miejscu. Na 1 maja nie było to łatwe, jeszcze przed sezonem. Ale dzięki pomocnemu gospodarzowi udało się. Cena 12 EUR za dobę. Mieliśmy następnego dnia wymianę roweru, firma wypożyczająca spisała się na medal. Musieli przyjechać z „kontynentu” z nowym rowerem, ustawić się w kolejce do promu. Byli niezawodni.

Pierwszego dnia pojechaliśmy w stronę Kłajpedy. Przed nami piękna ścieżka rowerowa między lasem a plażą. Jednak niebawem się urwała, gdyż dalsza jej część była w remoncie. Pewnie latem już w pełni sprawna, szeroka jak autostrada (śmiem twierdzić, że ok. 4 metrów szerokości). My tymczasem jechaliśmy trochę plażą, trochę lasem, a na końcu z powodu piachu już drogą dla samochodów. Był wówczas mały ruch, więc byliśmy b. zadowoleni. Zobaczyliśmy także trochę wojennej historii,
a konkretnie kilka schronów z czasów II wojny światowej. Na trasie dopisała nam pogoda. Było chłodno i wietrznie, więc klimatyzowane zewnętrza. Zrobiliśmy pierwszego dnia ok. 50 km, zjedliśmy w Kłajpedzie (ale na półwyspie) kolację w restauracji i wróciliśmy już krótszą i szybszą drogą na nocleg.
Następny dzień to była wyprawa do Nidy. Czyli pod granicę z obwodem królewieckim. Znów ścieżka rowerowa między lasami a plażą. Tym razem bez remontu (pewnie nastąpi jesienią), ale widać, że z niej staruszka. Zdarta, zniszczona, ale ciągle przejezdna. Jechaliśmy sprawnie. Obejrzeliśmy pokaźne Martwe Diuny z zasypanymi wioskami czy łodziami. Kiedyś mieszkali tam ludzie, ale ciągłe wiatry i piaski z nimi wygrały i musieli się przenieść gdzie indziej. Bardzo widowiskowy fragment wyprawy, bez wątpienia wart drobnej opłaty i wysiłku.
Po pewnym czasie szlak rowerowy poprowadził nas w kierunku zalewu Kurońskiego. Przed wioską Pervalka odpadł nam w jednym rowerze pedał. To nawet nie była połowa drogi. Dalsza jazda była niemożliwa, nawet rower w formie odpychanej hulajnogi nie dałby rady pojechać na tyle kilometrów (tego dnia zrobiliśmy ponad 70 km). Co byś czytelniku zrobił w takiej chwili? Jak wracać (ok. 20 km)? W naszym przypadku zadziałała dewiza „potrzeba matką wynalazku”: zatrzymaliśmy litewskich rowerzystów, ale nie pomogli. Przejeżdżał obok nas van. Też nie pomógł, ale powiedział nam, że 500 metrów dalej znajduje się warsztat naprawy… łodzi. Poprowadziliśmy tam rowery, pan mechanik obejrzał pedał i powiedział, abyśmy przyszli za pół godziny. Odesłał na spacer na pobliską kopę, czyli wydmę. Odnotowałem, że nazywała się Skirpstas. Tłumaczenia nie będę podawał, bo mi nie pasuje do niczego. Ale spacer się udał, widoki były piękne (znów na cały wszechświat), a po powrocie czekał na nas sprawny rower. Mechanik nie chciał zapłaty. My mieliśmy w gotówce jedynie 10 EUR i bez wahania je człowiekowi chciałem przekazać choćby w formie napiwku, jednak zdecydowanie odmówił.
Tak więc szczęśliwi pojechaliśmy dalej w kierunku Nidy, którą znaliśmy już z ubiegłorocznej, jednodniowej wyprawy samochodowej na mierzeję. Odwiedzając różne wydmy zajechaliśmy też nad zalew kuroński w Preila. Bardzo polecam to miejsce do zatrzymania się. Mniejsza to wioska niż Juodkrante, ale z wieloma domami nad samym zalewem. Gdybym miał wrócić kiedyś na tę mierzeję – próbowałbym zanoclegować właśnie w Preili. Ale uwaga: słońce może podglądać śpiących rano w sypialni. Niedaleko w pieszym zasięgu od Preili znajduje się piękna wydma z widokiem 360⁰ na morze i zalew, na Kłajpedę i Nidę. Również pieszo dojść można do punktu obserwacyjnego kolonii kormoranów. Dużo obumarłych drzew, dużo gniazd i latających wszędzie rodziców to widok, który zapamiętaliśmy na dobre. Trochę powiało grozą, jak u Hitchcocka, no ale nie daliśmy się strachowi, wyszliśmy szalenie zadowoleni i pojechaliśmy dalej – tym razem po stronie zalewu do Nidy. Zakotwiczyliśmy w porcie na smaczną obiado-kolację, przejechaliśmy w drodze powrotnej przez sklep Maxima i popędziliśmy na nocleg do Juodkrante. Bardzo chcieliśmy zobaczyć wydmę, która umknęła nam rok temu. Otóż litewskie google maps nie pokazują szlaków rowerowych i akurat ta diuna na mapach oznaczona jest źle. Znów mapa wywiodła nas w przysłowiowe pole. I znów się nie udało. Dopiero następnego dnia, kiedy pojechaliśmy inną trasą samochodem znaleźliśmy mały parking z oznaczeniem jak iść do Vecekrugo kopa (w wolnym tłumaczeniu „stara wydma”). No i polecam wszystkim. To chyba jedna z najpiękniejszych wydm na Mierzei. Na pewno najwyższa (67 m. n. p. m.). Oczywiście nie wolno nie odwiedzić wydmy Sklandytojų kopa (czyli Szybowcowej). To przy samej granicy z obecnie Rosją królewiecką. Widoki piękne, gdyby nie morze i zalew, moglibyśmy pomyśleć, że jesteśmy na pustyni w Emiratach.

Jesteśmy rodziną, która nie lubi wracać tą samą drogą, którą przyjechała. Z konieczności dotarliśmy do Kłajpedy, ale stamtąd wracaliśmy już do kraju nie nudną autostradą, lecz bocznymi drogami. Przez Silute (po polsku dziwna nazwa Szyłokarczma). Była po drodze, ale do dziś została mi w pamięci jako piękna, schludna, estetyczna, odnowiona miejscowość. Tym bardziej, że jesteśmy po wakacyjnej wyprawie do Rumunii przez Słowację, Węgry a nawet z zahaczeniem o jedną miejscowość w Bułgarii.
I widzę, że udało się Polsce i udało się Litwie wyjść z wirażu historii lepiej niż Słowacji, Węgrom czy Rumunii. Tam widać po prostu większą biedę i więcej śladów po komunizmie.
Nasza dalsza droga doprowadziła nas do miejsowości Poniemuń. To mała osada graniczna nad Niemnem. Po drugiej stronie rzeki miasto w okręgu królewieckim obecnie zwane Sowieck. Nazwa nie jest historyczna, lecz propagandowa. Wcześniej była to Tylża, znana nam z kart historii jako miejsce zawarcia pokoju, który Polsce dał Księstwo Warszawskie. Wcześniej byli tu Krzyżacy.
Nie przekroczyliśmy granicy, a widok po drugiej stronie rzeki smutny. Zrujnowane zakłady, na ścianie najbliżej stojącego domu widać wstęgę w kształcie nazistowskiej litery „Z” oznaczającej wojnę. Świat zamknięty z każdej strony, getto niewinnie uwięzionych obywateli, którzy nie bardzo gdzie mają i mogą wyjechać.

W następnym artykule napiszę o dalszej podróży, m. in. o wieży widokowej Bristonas nad Niemnem o dojeździe do Troków koleją.

07/08/2023

wakacje bez ludzi wokół

Bestival Berlin. Spotkania bez obowiązku odhaczenia kilkudziesięciu meetingów w ciągu dnia. Luźniej, mniej stresowo. I w...
10/07/2023

Bestival Berlin. Spotkania bez obowiązku odhaczenia kilkudziesięciu meetingów w ciągu dnia. Luźniej, mniej stresowo. I w zrównoważony środowiskowo sposób. A jak? A tak - np. na zdjęciu parking na Kreuzbergu. Więc rowerowo. Jak ponadto? Na przykład posiłki podczas Bestivalu są wege. Bez ryb nawet.
A na trzecim zdjęciu pojazd dostawczy listonoszki. Nie ma problemów z parkowaniem....

Już po kawie...
11/06/2023

Już po kawie...

31/05/2023

☘ Jak Brytyjczycy (na szczęście) zepsuli swój 250-letni trawnik ☘

Trawnik to jedna z najbardziej bezsensownych rzeczy, jakie wymyślili ludzie. Bo to w pełni ludzki wymysł. Monokultura jednego gatunku rośliny, na której dzielnie walczymy z jakimikolwiek innymi roślinami nazywając je przy tej okazji „chwastami”.

Średniowieczne odpowiedniki współczesnych trawników miały swój konkretny cel – do otoczonej nimi budowli trudno było się podkraść niezauważenie. Używano więc często systemu biokosiarek, które jednym końcem przystrzygały rośliny na minimalną wysokość, a drugim nawoziły teren zostawiając aromatyczne ślady.

Natomiast trawniki we współczesnej wersji narodziły się gdzieś w XVII wieku w Anglii na terenach należących do bardzo bogatych posiadaczy ziemskich. Strzyżony, pielony i pielęgnowany trawnik był najbardziej bezużytecznym sposobem wykorzystania terenu i krzyczał wokoło „patrzcie, mój właściciel ma tyle kasy, że może marnować całe połacie ziemi i jeszcze płacić za ich utrzymanie!”.

Tylko, że tak to działało w Anglii. Tej, która ma szczególny klimat zapewniany przez Golfsztrom. Ciepły prąd oceaniczny sprawia, że na wybrzeżu Szkocji mogą rosnąć palmy, a morska wilgoć jest w stanie utrzymać przy życiu słynne, rosnące od setek lat trawniki.

Właśnie z takich trawników słynie Cambridge. Pomiędzy budynkami uniwersytetu ciągną się połacie idealnych trawników. Jednym z najsłynniejszych jest ten na dziedzińcu King’s College, który posiano po raz pierwszy w 1772 roku. Idealny, nienaruszony, onieśmielający.

Na szczęście w 2019 roku naukowcom udało się przekonać władze uniwersytety do przeprowadzenia eksperymentu. Część świętego trawnika zamieniono na łąkę kwietną i przestano obsesyjnie kosić ścinając rośliny tylko dwa razy w roku.

Po 4 latach podsumowano projekt. Co się okazało?

🌼 na łące jest trzykrotnie więcej gatunków roślin i zwierząt, niż na sąsiednim trawniku

🌼 biomasa bezkręgowców jest tam 25-krotnie wyższa

🌼 łąka przyciągnęła dwa razy więcej gatunków chronionych

🌼 emisja gazów cieplarnianych z łąki jest 112 razy niższa niż z trawnika

🌼 koszt utrzymania trawnika jest 132 razy wyższy niż łąki

🌼 łąka odbija od 25 do 34% więcej światła słonecznego niż trawnik

Można by tak jeszcze długo wymieniać – link do pracy opisującej wyniki badania znajdziecie w komentarzu.

Warto tu jeszcze dodać, że badanie przeprowadzono w Anglii, miejscu, które ze swoim wybitnie morskim, ciepłym klimatem idealnie nadaje się do uprawy trawników. W przeciwieństwie do Polski, mającej klimat kontynentalny z ciepłym latem (klasyfikacja Köppena), czy miejsc jeszcze mniej przyjaznych strzyżonym nisko monokulturom trawy.

Może więc wyleczymy się z pseudobogackiego uwielbienia dla idealnych połaci trawy, na które trzeba wylewać tysiące litrów wody, tony nawozów i herbicydów?

Poranek w pracy
31/05/2023

Poranek w pracy

Adres

Warsaw

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy No Problem Meetings & Events umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Ta Organizacja

Wyślij wiadomość do No Problem Meetings & Events:

Udostępnij