Pałac Książęcy we Wleniu

Pałac Książęcy we Wleniu Strona Pałacu Książęcego we Wleniu. Zapraszamy na odpoczynek, herbatę, do organizacji imprez i konferencji czy spokojnego przesiadywania w naszym parku!

Poproszono nas, by napisać coś o dawnej fabryce mebli we Wleniu. Najprościej jest zamieścić ponownie artykuł publikowany...
31/05/2026

Poproszono nas, by napisać coś o dawnej fabryce mebli we Wleniu. Najprościej jest zamieścić ponownie artykuł publikowany przed laty na portalach wleninfo.pl i wlen.org.pl:
Fabryka Mebli Reinhold Hille we Wleniu
Oprócz licznych manufaktur działających we Wleniu, funkcjonował tu również przemysł meblarski. Jednym z jego najważniejszych przedstawicieli była Fabryka Mebli Reinhold Hille, której główna siedziba mieściła się w Neugersdorf w Saksonii.
Firma została założona w 1900 roku przez Reinholda Hille. Po nim przedsiębiorstwo prowadził jego syn Paul Hille, aż do swojej śmierci w kwietniu 1945 roku. Główny zakład w Neugersdorf został upaństwowiony w 1972 roku.
Wleńska fabryka znajdowała się przy drodze do Lwówka Śląskiego, około 100 metrów od rynku, w pobliżu rzeki Bóbr. Największy rozkwit zakładu przypadał na lata około 1930 roku. W tym czasie zatrudniano około 50 robotników pracujących pod kierownictwem mistrza Georga Maia, urodzonego 27 lipca 1889 roku. Georg Mai wraz z rodziną mieszkał we Wleniu, bezpośrednio przy fabryce.
Gotowe meble trafiały najpierw do Neugersdorf. Córka właściciela, Ilka Hille, organizowała tam w sali Neheim-Hüsten coroczne spotkania dla pracowników wleńskiej fabryki.
28 grudnia 1938 roku pożar strawił znaczną część zakładu, jednak fabrykę bardzo szybko odbudowano. W późniejszym okresie kierownictwo przedsiębiorstwa przejęły władze nacjonalistyczne, co doprowadziło do stopniowej marginalizacji zakładu.
Fabryka we Wleniu specjalizowała się w produkcji wysokiej jakości mebli jadalnianych, między innymi bufetów z witrynkami oraz bufetów ze spiżarkami.
Do najbardziej znanych projektów należały dwa modele:
• Model nr 191 – zaprojektowany w 1934 roku przez pana Weissa z Zeulenrody. We Wleniu wyprodukowano około 200 egzemplarzy tego bufetu.
• Model nr 245 – zaprojektowany w 1936 roku przez pana Wiesnera z Berlina. Tego modelu wykonano około 600 sztuk.
Zachowały się również dwa dodatkowe zdjęcia mebli projektu Wiesnera z Berlina. W samym 1936 roku we Wleniu wyprodukowano około 30 egzemplarzy tego kompletu.
Meble wykonywano z wysokogatunkowego drewna orzechowego. Fronty pokrywano fornirem z korzenia orzecha, a następnie politurowano i polerowano na wysoki połysk. Tego rodzaju produkcja wymagała ogromnego kunsztu, doświadczenia oraz wyjątkowych umiejętności stolarskich.
Pod koniec II wojny światowej w fabryce produkowano części do szybowców, prawdopodobnie wojskowych szybowców transportowych typu „Lastensegler”.
Horst Knobloch
Postscriptum
Jako uczeń z Nielestna przynosiłem obiady mojemu ojcu, Brunowi Knoblochowi, pracującemu w fabryce. Była to dla mnie okazja, by spędzić trochę czasu wśród stolarzy - z czego byłem niezwykle dumny.
Mój ojciec pracował w hali maszyn i odpowiadał za wykonywanie giętych oraz profilowanych elementów mebli. Był zatrudniony w zakładzie do 1941 roku, kiedy został powołany do wojska.
Zdjęcia fabryki oraz dokumentacja produkowanych mebli zostały udostępnione przez pana Hansa Hille — wnuka Paula Hille.
Tłumaczenie: Sławek Osiecki
www.palacwlen.pl

Azalie przy pałacowej werandzie mają w sobie coś z arystokratek na letnich wakacjach — są eleganckie, kolorowe i absolut...
27/05/2026

Azalie przy pałacowej werandzie mają w sobie coś z arystokratek na letnich wakacjach — są eleganckie, kolorowe i absolutnie świadome, że wszyscy na nie patrzą. Rozsiadły się w ogrodzie z takim wdziękiem, jakby od pokoleń należało do nich nie tylko rabatowe królestwo, ale i cały ten spokojny zakątek pachnący słońcem, drewnem i rozgrzaną zielenią.
Weranda starego pałacu tonie w miękkim świetle, które przesącza się przez liście drzew i maluje na ścianach ruchome złote refleksy. Drewno skrzypi cicho od ciepła dnia, a wokół unosi się ten szczególny zapach późnej wiosny — trochę kwiatów, trochę trawy i trochę historii, której nikt już dokładnie nie pamięta, ale wszyscy chętnie słuchają.
Wśród gałęzi trwa prawdziwe ptasie zamieszanie. Rodzice uwijają się z karmieniem piskląt, jakby prowadzili małą leśną restaurację z bardzo wymagającą klientelą. Co chwilę słychać świergot, trzepot skrzydeł i pełne oburzenia „ćwir!”, oznaczające zapewne, że dostarczona gąsienica była jednak odrobinę za mała. Nad wszystkim płynie spokojny szum drzew, który działa lepiej niż niejeden luksusowy pakiet SPA.
To miejsce nie narzuca pośpiechu. Tutaj człowiek automatycznie zwalnia kroku, siada na chwilę na schodach werandy i nagle odkrywa, że od dziesięciu minut patrzy tylko na światło tańczące między liśćmi. Azalie zdają się mówić: „Usiądź. Herbatę możesz wypić później. Najpierw popatrz.”
I rzeczywiście — trudno o lepszy klimat do wypoczynku, kontemplacji czy twórczości. To właśnie w takich miejscach powstają najlepsze pomysły, najładniejsze zdania i najdłuższe marzenia. Człowiek zaczyna wierzyć, że napisze książkę, namaluje obraz albo przynajmniej wreszcie odpowie na zaległe wiadomości bez wzdychania.
Pałacowa weranda otoczona kwitnącymi azaliami nie jest zwykłym fragmentem ogrodu. To mały azyl od świata, w którym czas płynie wolniej, ptaki prowadzą własne koncerty, a słońce urządza codzienny spektakl światła i cienia. I tylko azalie pozostają niewzruszone — piękne, dumne i najwyraźniej przekonane, że cały ten teatr natury został przygotowany specjalnie dla nich.

Dzielnica Wlenia, w której znajduje się Pałac Książęcy, była kiedyś osobną wsią o wdzięcznej nazwie Kleppelsdorf. Zaczęl...
25/05/2026

Dzielnica Wlenia, w której znajduje się Pałac Książęcy, była kiedyś osobną wsią o wdzięcznej nazwie Kleppelsdorf. Zaczęliśmy się zastanawiać, jak mogła brzmieć jej słowiańska nazwa - o ile w ogóle takową posiadała.
I tu zaczynają się schody. Dziewiętnastowieczny autor książki „Dawne słowiańskie nazwy pruskich miejscowości” podaje nazwę „Klepen”. Przyznajmy jednak uczciwie - brzmi to równie słowiańsko jak parówka po włosku. „Klepacz”? O, to już byśmy kupili bez targowania.
Z kolei książka „Heimatbuch des Kreises Löwenberg in Schlesien” wspomina, że w VIII wieku miejscowość nosiła nazwę „Cloppo”. Im głębiej człowiek kopie, tym bardziej wygląda na to, że ze słowiańską nazwą mogło być krucho. Ale nie nazewnictwo jest tu najciekawsze.
Jedna z niemieckich gazet opisała bowiem teorię, według której od nazwy wsi miały wziąć nazwę słynne „kleppery” - konie hodowane tutaj na potrzeby Zamku Lenno.
Dzisiejsze filmy przyzwyczaiły nas do obrazu rycerza siedzącego na wielkim, smukłym rumaku, który wygląda jak koń po siłowni i diecie białkowej. Tymczasem archeolodzy badający kości ludzi i koni zgodnie twierdzą, że średniowiecze było raczej epoką kompaktową - ludzie byli mniejsi, mniejsze były też konie. Zresztą trudno sobie wyobrazić rycerza wdrapującego się na dwumetrowego ogiera w pełnej zbroi bez użycia drabiny i pomocy giermka.
Kleppery były za to praktyczne: niewysokie, potężnie zbudowane, muskularne i wytrzymałe. Bez problemu transportowały towary na wzgórze zamkowe, a podczas walki rozpędzony z góry taki koń działał trochę jak taran z kopytami. Urodą może nie grzeszyły, ale w średniowieczu ważniejsze było, żeby koń dowiózł rycerza żywego, niż żeby dobrze prezentował się na portrecie.
Z czasem słowo „klepper” zaczęło oznaczać po prostu mizernego konia czy szkapę. Dziś koń częściej ma być ozdobą i symbolem statusu właściciela niż partnerem ciężkiej pracy.
Co ciekawe, w Kleppelsdorfie konie hodowano aż do końca II Wojny Światowej i dzisiaj nadal w ziemi wokół pałacu natrafia się na stare podkowy – żelaznych świadków epoki koni. Jeszcze całkiem niedawno można tu było podziwiać piękne rasowe konie w gospodarstwie pana Gliwy. I trochę szkoda, że zniknęły już z naszego krajobrazu - bo bez koni okolica wydaje się jednak odrobinę mniej romantyczna.

Przy pałacu wszystko idzie swoim rytmem — nawet bzy wiedzą, kiedy zaczyna się sezon komunijny 🌿🤍 Co roku niezawodnie str...
23/05/2026

Przy pałacu wszystko idzie swoim rytmem — nawet bzy wiedzą, kiedy zaczyna się sezon komunijny 🌿🤍 Co roku niezawodnie stroją park w białe kwiaty i wyglądają tak pięknie, jakby specjalnie ćwiczyły tę chwilę przez cały rok. A cały park? Jak zawsze zaprasza na spacer, chwilę wytchnienia i korzystanie z jego uroków.

Kiedyś trafiliśmy na informację, która od razu wywołała u nas lekki uśmiech niedowierzania. Otóż podobno dawno, dawno te...
21/05/2026

Kiedyś trafiliśmy na informację, która od razu wywołała u nas lekki uśmiech niedowierzania. Otóż podobno dawno, dawno temu istniał tajemniczy korytarz łączący Pałac Książęcy (wówczas jeszcze kasztel) z zamkiem Lenno. W razie napaści rycerze mieli ponoć ewakuować się właśnie tą drogą. Brzmiało to trochę jak lokalna wersja „Władcy Pierścieni” - tylko zamiast hobbitów pod ziemią biegali rycerze w zbrojach.

Kilka lat później opowiedzieliśmy tę historię, wraz z naszymi wątpliwościami, naukowcowi z Uniwersytetu Wrocławskiego zwiedzającemu pałac. Najbardziej nie dawała nam spokoju jedna kwestia: jak niby zrobić szczelny tunel pod rzeką Bóbr? Przecież to nie metro w Londynie.

Ku naszemu zaskoczeniu usłyszeliśmy, żeby takich opowieści wcale pochopnie nie odrzucać, bo legendy bardzo często kryją w sobie ziarenko prawdy - czasem nawet całkiem spore. Według niego taki tunel mógł być wręcz bezpieczniejszy wtedy, gdy był zalany. Miejscowi wiedzieliby, że trzeba pod wodą przeciągnąć się kilkadziesiąt metrów po linie, natomiast żaden obcy napastnik, zwłaszcza w zbroi, raczej dobrowolnie nie wybrałby nurkowania w ciemnym, nieznanym korytarzu. I trudno się z tym nie zgodzić.

Od tamtej rozmowy zaczęliśmy patrzeć na tę historię zupełnie inaczej. W podziemiach pałacu znajduje się bowiem zagadkowy korytarz prowadzący… donikąd. Kończy się przy zewnętrznej ścianie budynku. Za nią natomiast znajduje się zasypane ziemią tajemnicze pomieszczenie o wymiarach około czterech na cztery metry, ze schodami.

Co więcej, podczas budowy kanalizacji w naszej części Wlenia, w okolicach furtki do parku natrafiono na tajemniczy korytarz zbudowany ze słabo obrobionych kamiennych ciosów.

Kiedy połączyć wszystkie te elementy w jedną całość, tunel prowadzący do zamku Lenno przestaje brzmieć jak zwykła legenda opowiadana przy ognisku. A zaczyna wyglądać jak coś, co… mogło naprawdę istnieć.

Komnata numer 5 — gdzie światło wpada szerokim strumieniem, a wenę podobno zostawia pod drzwiamiPokój numer 5 był niegdy...
18/05/2026

Komnata numer 5 — gdzie światło wpada szerokim strumieniem, a wenę podobno zostawia pod drzwiami

Pokój numer 5 był niegdyś sypialnią pana domu. Na przełomie XIX i XX wieku mieszkał tu Wilhelm Rohrbeck — człowiek, który najwyraźniej cenił sobie zarówno wygodę, jak i dyskrecję. W komnacie znajdował się bowiem ozdobny żeliwny sejf, solidnie wmurowany w ścianę. Historia sejfu zakończyła się jednak mniej dostojnie niż mogłoby się wydawać. Jeden z pracowników remontujących pałac przyznał po latach, że jeszcze jako chłopak wraz z kolegą wymontował go i sprzedał na złom. Sprawcy działali bez większego ryzyka — sejf był już wcześniej opróżniony, o czym świadczyła wypalona palnikiem dziura z boku. Jak widać, dawni mieszkańcy pałacu również miewali swoje „gorące” sprawy.

Dziś Komnata numer 5 cieszy się szczególną popularnością wśród pisarzy, zwłaszcza poza sezonem turystycznym. Twórcy zgodnie twierdzą, że właśnie tutaj najłatwiej znaleźć ciszę, skupienie i odrobinę natchnienia — dobra wyjątkowo trudne do zdobycia we współczesnym świecie. Być może pomaga im w tym światło, którego w tej komnacie zdecydowanie nie brakuje. Trzy wielkie południowe okna sprawiają, że jest to najjaśniejszy pokój w całym pałacu.

I jeszcze jedno — dla wszystkich, którzy przed snem nasłuchują skrzypienia podłogi i tajemniczych westchnień zza ściany: w tej komnacie nie straszy. Przynajmniej oficjalnie.

Dziś dzień limeryków, więc nie mogliśmy się powstrzymać, by nie dodać naszego ;) Stary jesion rosnący na placu,Leczy nie...
12/05/2026

Dziś dzień limeryków, więc nie mogliśmy się powstrzymać, by nie dodać naszego ;)

Stary jesion rosnący na placu,
Leczy nie tylko gości na kacu.
A gdy burza nadciąga,
To pioruny on ściąga,
Mówiąc: „Tu walcie! Nie ruszać pałacu!”

W przypałacowym parku wydarzyło się coś, co wprawiło nas w lekkie osłupienie. Oto kamienna dama z dzbanem, która od lat ...
11/05/2026

W przypałacowym parku wydarzyło się coś, co wprawiło nas w lekkie osłupienie. Oto kamienna dama z dzbanem, która od lat cierpliwie pilnuje fontanny i raczej nie słynie z życia towarzyskiego, nagle została obsypana kwiatami niczym lokalna bogini urodzaju, deszczu i dobrych plotek.
Ktoś najwyraźniej uznał, że zwykłe „dzień dobry” to za mało i przeszedł od razu do składania hołdów. Przy jej stopach oraz na głowie pojawiły się kwiaty, a całość wygląda tak, jakby za chwilę miały rozpocząć się tajemne obrzędy ku czci Pani od Dzbana i Wiecznej Wody.
Nie wiemy, czy to artystyczna instalacja, romantyczny gest, czy może mieszkańcy odkryli nową patronkę spełnionych życzeń. Jedno jest pewne — od teraz przechodząc obok fontanny, człowiek mimowolnie zwalnia krok i zastanawia się, czy dla świętego spokoju też nie zostawić tam choć jednego kwiatka.

Góra Grzęba i osada na jej zboczach sąsiadująca z nami mają historię tak bogatą, że spokojnie starczyłoby na kilka sezon...
09/05/2026

Góra Grzęba i osada na jej zboczach sąsiadująca z nami mają historię tak bogatą, że spokojnie starczyłoby na kilka sezonów serialu historycznego — z pożarami, Kozakami, Francuzami i spektakularnymi ucieczkami do lasu w rolach głównych.
Wszystko zaczęło się co najmniej w 1292 roku, kiedy Arnestus de Czedlicz z Kleppelsdorfu przekazał na wieczyste użytkowanie swój majątek Arnsberg wraz z jurysdykcją proboszczowi z Wlenia. Potem było już tylko „ciekawiej”.
22 listopada 1622 roku wieś zaatakowali Kozacy, a 9 maja 1731 roku potężna burza doprowadziła do pożaru, który niemal doszczętnie strawił zabudowania. Jakby tego było mało, w 1813 roku mieszkańcy ratowali siebie, bydło i cały cenniejszy dobytek, uciekając do lasu parafialnego nad Bobrem przed nadciągającym wojskiem. Niedługo później, 22 sierpnia 1813 roku, Francuzi rozbili obóz we wsi i na okolicznych polach — można więc powiedzieć, że Grzęba miała międzynarodowych gości na długo przed erą turystyki.
Po II Wojnie Światowej miejscowość otrzymała nazwę Arniewo, a następnie Grzęba. W 1954 roku została włączona w granice administracyjne miasta Wleń.
Na pokolorowanej przez AI pocztówce widzimy właśnie dawną Grzębę — spokojną i malowniczą, choć jej dzieje pokazują, że mieszkańcy tej góry nieraz musieli wykazać się wyjątkowym hartem ducha.

Adres

Ulica Winiogórska 11
Wlen
59-610

Telefon

+48506030298

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Pałac Książęcy we Wleniu umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Udostępnij

Kategoria