19/08/2026
FAS ... "jeśli czyta to jakaś dziewczyna, która jest w ciąży albo kiedyś będzie, to błagam, nie rób sobie akcji typu: jedna lampka nic nie zrobi, przecież to tylko urodziny, przecież koleżanka piła i dziecko jest zdrowe. Serio, odpuść. Impreza się skończy, kieliszek zniknie ze stołu, a dziecko może później przez całe życie ogarniać skutki"
Taką wiadomość otrzymaliśmy....
Siema. Mam na imię Marek, mam 20 lat i mam FAS. No i dobra, długo się zbierałem, żeby w ogóle coś takiego napisać, bo łatwo jest gadać o FAS i FASD, jak temat cię nie dotyczy, a trochę inaczej jest powiedzieć publicznie: ej, to jest też o mnie. Obserwowałem całą akcję z Jackiem praktycznie od początku i serio, miałem momentami takie: wow, co tu się w ogóle dzieje. Gość, którego nawet nie znam, płynie setki kilometrów i robi taki hałas po to, żeby gadać o nas, o FAS i FASD. O ludziach takich jak ja. I wiecie co? To jest naprawdę grube, bo przez większość życia raczej słyszysz, że masz się ogarnąć, bardziej skupić, zapamiętać, nie odpalać się o byle co i przestać robić problemy, a tu nagle ktoś mówi: halo, może najpierw spróbujcie zrozumieć tych ludzi, zamiast ich od razu oceniać.
Mam 20 lat, skończyłem szkołę, pracuję, mam dziewczynę, którą mega kocham, mam swoje plany, marzenia, czasem głupie pomysły, czasem mam dobry dzień, a czasem najchętniej wyłączyłbym świat na chwilę. Normalne życie, tylko czasami trochę bardziej na hardzie. Są rzeczy, które dla innych są banalne, a ja muszę je sobie poukładać kilka razy. Czasem zapomnę coś, co ktoś mówił pięć minut wcześniej, czasem za szybko się wkurzę, czasem coś źle zrozumiem i potem sam mam do siebie pretensje. I tak, mam w sobie żal. Duży. Ale nie do mamy. Serio. Ona wtedy nie wiedziała. Nie było takich kampanii, nie było tylu informacji, nie było ludzi, którzy wszędzie powtarzali: w ciąży nie ma bezpiecznej dawki alkoholu. Więc nie będę teraz robił z niej potwora, bo co mi to da? Nic.
Za to jeśli czyta to jakaś dziewczyna, która jest w ciąży albo kiedyś będzie, to błagam, nie rób sobie akcji typu: jedna lampka nic nie zrobi, przecież to tylko urodziny, przecież koleżanka piła i dziecko jest zdrowe. Serio, odpuść. Impreza się skończy, kieliszek zniknie ze stołu, a dziecko może później przez całe życie ogarniać skutki czegoś, na co kompletnie nie miało wpływu. Ja jestem takim dzieckiem. Tylko już trochę wyrosłem.
I nie, nie potrzebuję tekstów w stylu: ojej, biedny Marek. Nie jestem biedny. Mam swoje życie. Chcę po prostu, żeby ludzie ogarnęli, że FAS i FASD to nie jest wymysł, moda ani wymówka. Jak ktoś z FASD zachowuje się inaczej, wolniej coś łapie, ma problem z emocjami albo pamięcią, to nie zawsze znaczy, że mu się nie chce. Czasem właśnie chce mu się cholernie mocno, tylko startuje z trochę innego miejsca niż reszta.
Dlatego mega szacun dla Jacka i całej Fundacji Mały Książę. Nie znam was osobiście, ale robicie coś, czego naprawdę potrzeba. Róbcie dalej ten hałas, bo gdzieś siedzi teraz dzieciak, który całe życie słyszy, że jest głupi, leniwy albo trudny i może dzięki temu wszystkiemu pierwszy raz pomyśli: ej, może ja nie jestem beznadziejny, może po prostu mój mózg działa trochę inaczej.
Mam na imię Marek, mam 20 lat i mam FAS. Pracuję, kocham, mam plany, czasem daję radę, czasem totalnie nie ogarniam, ale idę dalej. I serio, jestem czymś dużo większym niż trzy litery w papierach.
Dziękujemy ❤️