28/08/2026
Prawo powinno być ostatnią linią obrony przed tymi, którzy mają pieniądze i wpływy. W „Apelacji” Johna Grishama wygląda to jednak zupełnie inaczej. Sądy, kampanie wyborcze, lobbyści i wielki kapitał tworzą system, w którym sprawiedliwość coraz bardziej przypomina towar, a zwykły człowiek staje się tylko kolejną pozycją w rachunku kosztów.
Nie jest to najlepsza książka Grishama i momentami wyraźnie traci tempo, ale zostawia po sobie wyjątkowo gorzkie pytanie: co zostaje z prawa, gdy reguły gry mogą pisać ci, których stać na najdroższy długopis?
O tym napisałem w recenzji „Prawo jako waluta wpływów”, wyróżnionej przez redakcję serwisu NaKanapie.
https://nakanapie.pl/recenzje/prawo-jako-waluta-wplywow-apelacja
"Prawo jako waluta wpływów"
„Apelacja” Johna Grishama to książka, która od pierwszych stron jasno sygnalizuje, że nie będzie opowieścią o sprawiedliwości rozumianej naiwnie ani o prostym podziale na winnych i niewinnych. To historia zanurzona w kampanii wyborczej, sądach najwyższej instancji, politycznych układach i wielkim kapitale, w świecie, w którym prawo jest narzędziem, a nie moralnym kompasem. Grisham po raz kolejny rozbiera amerykański system prawny na części i pokazuje, jak blisko mu do rynku, PR-u i chłodnych kalkulacji, a jak daleko do idei ochrony zwykłego człowieka.
Początek wciąga, bo autor bardzo sprawnie wprowadza czytelnika w mechanizm gry o wpływy. Sędziowie nie są tu niezależnymi strażnikami prawa, lecz figurami na szachownicy, o które walczą potężne interesy. Kampania wyborcza do sądu staje się kluczowym polem bitwy, a za hasłami o uczciwości kryją się pieniądze, lobbyści i korporacje gotowe zapłacić każdą cenę, by zabezpieczyć swoje zyski. Grisham pisze to z doświadczeniem i bez złudzeń, dzięki czemu całość brzmi wiarygodnie i niepokojąco, bo trudno oprzeć się wrażeniu, że to nie literacka przesada, ale uproszczony obraz rzeczywistości.
Im dalej w fabułę, tym wyraźniej widać, jak małe znaczenie ma jednostka. Zwykli ludzie, ofiary systemu, pojawiają się raczej jako tło, jako argument w sporze, a nie realni uczestnicy gry. To jedna z najbardziej przygnębiających cech tej powieści, bo pokazuje świat, w którym życie ludzkie staje się pozycją w tabeli kosztów, a prawo nie służy naprawie krzywd, lecz ich legalnemu zagospodarowaniu. W tym sensie „Apelacja” jest książką smutną i dość bezlitosną, pozbawioną pocieszeń.
Mniej więcej od połowy tempo zaczyna jednak siadać. Mechanizm, który na początku robi wrażenie, zostaje powtórzony zbyt wiele razy, a kolejne rozdziały nie wnoszą już takiego napięcia jak wcześniej. Grisham nadal sprawnie prowadzi narrację, ale pojawia się zmęczenie materiału, jakby autor bardziej chciał udowodnić tezę niż opowiedzieć historię, która naprawdę trzyma za gardło. To moment, w którym czyta się dalej bardziej z ciekawości niż z autentycznego zaangażowania.
Największym zaskoczeniem pozostaje jednak zakończenie. Jest ono tak dalekie od oczekiwań, że trudno uwierzyć, iż miało przynieść jakąkolwiek satysfakcję czy katharsis. Z jednej strony można je odczytać jako brutalnie realistyczne, zgodne z logiką świata przedstawionego, w którym nie ma sprawiedliwych finałów. Z drugiej strony pozostawia ono czytelnika z poczuciem pustki i niedosytu, jakby cała droga prowadziła donikąd. To finał, który bardziej prowokuje do złości niż do refleksji, choć być może właśnie o to chodziło autorowi.
„Apelacja” nie jest najlepszą powieścią Grishama, ale jest jedną z tych, które najmocniej obnażają bezradność jednostki wobec systemu. Wymaga cierpliwości, akceptacji zawiłych niuansów prawnych i gotowości na to, że nie zostaniemy nagrodzeni prostą puentą. To książka ciekawa, momentami męcząca, bardzo gorzka i w gruncie rzeczy przerażająca, bo pokazuje świat, w którym prawo nie chroni słabszych, a wygrywają ci, którzy mają wystarczająco dużo pieniędzy, by napisać reguły gry na nowo.