13/08/2026
16 -ty Wrzesień 1939 roku. W Bytyniu rozegrało się wydarzenie, o którym przez dziesięciolecia pamiętali mieszkańcy.
Z relacji jednej z mieszkanek Bytynia wynika, że w jednym z domów schronił się ranny żołnierz Wojska Polskiego. Miał być ranny w nogę i kulał. Pewnego dnia, siedząc w ganku domu, usłyszał zbliżającą się kolumnę pojazdów od strony Chełma. Sądząc, że nadjeżdżają polscy żołnierze, wyszedł na drogę. Okazało się jednak, że byli to Niemcy. Widząc Polaka w mundurze, mieli do niego krzyczeć „Hande hoch”, a następnie jeden z niemieckich żołnierzy oddał do niego serię z karabinu maszynowego.
Żołnierz zginął.
Historię tę potwierdza kolejne świadectwo – wspomnienia Franciszka Banaszkiewicza:
«„Tymczasem w Bytyniu pojawili się Niemcy – przejechał przez wieś patrol pancerny tj. dwa samochody pancerne i kilka motocykli. Po podpaleniu budynku na środku wsi i zastrzeleniu z karabinu maszynowego idącego drogą żołnierza, pojechali dalej w kierunku Uhruska.”»
Ale to nie jedyne świadectwo.
W naszych zbiorach znajduje się również pamiętnik Pani Wiktorii Nowosad, w którym zachowała się znacznie dłuższa relacja dotycząca zabitego żołnierza.
„ Tylko naprzeciw naszego domu leżał żołnierz Polski w kałuży krwi, mózgu aż na płocie, to od Burjanów. Jeden wyszedł na drogę, nie spodziewał się że już Niemcy obeszli do Bugu i tu go śmierć dopadła.
Tato z sąsiadami wzięli go z drogi, położyli pod brzozą, następny wieczorem zanieśli tam na mogiłki, gdzie był stary cmentarz. Wykopali dół, pochowali żołnierza, postawili brzozowy krzyż, a na nim zawiesili hełm i tato przypiął medal, który miał przy sobie. Nazywał się Władysław Rydzewski RKU był z Małkini.
Po wojnie odesłał ten medal ale niewiem gdzie, minęło wiele i przyjechała jego żona z córeczką i zabrała jego ciało, ale to nie prędko, może za 20 lat, bo córka była już panną.”
To właśnie ten zapis jest dla nas szczególnie ważny. Wynika z niego, że mieszkańcy nie pozostawili ciała żołnierza bez pochówku. Zabrali je z drogi, pochowali na terenie starego cmentarza i postawili nad mogiłą brzozowy krzyż. Na krzyżu miał zostać zawieszony hełm, a ojciec autorki miał przypiąć do niego medal znaleziony przy żołnierzu.
Relacja Pani Wiktorii Nowosad różni się w szczegółach od późniejszych wspomnień mieszkańców. Jest jednak kolejnym niezależnym świadectwem potwierdzającym obecność w Bytyniu zabitego polskiego żołnierza we wrześniu 1939 roku.
Według późniejszej relacji jednej z mieszkanek Bytynia, jeszcze w latach 70. i na początku lat 80. w miejscu pochówku znajdował się ziemny grób z drewnianym krzyżem. Mieszkańcy Bytynia mieli o niego dbać i zapalać znicze.
Z innej relacji wynika, że w 1992 roku szczątki żołnierza zostały ekshumowane.
Niestety, nie odnaleźliśmy dotychczas dokumentów potwierdzających przeprowadzenie ekshumacji ani informacji o miejscu, do którego przeniesiono szczątki.
W przekazach mieszkańców pojawia się również nazwisko żołnierza – Rydzewski. W dokumentach PCK nazwisko może jednak występować w innej formie, m.in. Rodzewski lub Roczewski. To kolejny element, który wymaga dalszych poszukiwań.
Mamy więc dziś kilka świadectw tej samej historii – wspomnienia mieszkańców, pamiętnik Pani Wiktorii Nowosad oraz relację Franciszka Banaszkiewicza.
Kim był żołnierz, który zginął w Bytyniu?
Czy rzeczywiście nazywał się Rydzewski, Rodzewski lub Roczewski?
Gdzie znajdowała się jego mogiła?
I gdzie spoczęły jego szczątki po ekshumacji w prawdopodobnym 1992 roku?
Być może ktoś z mieszkańców Bytynia lub okolic pamięta ten grób, zna historię jego ekshumacji albo posiada rodzinne fotografie, dokumenty czy wspomnienia.
Każda informacja może pomóc nam przywrócić pamięć o człowieku, który zginął w Bytyniu we wrześniu 1939 roku.