06/03/2026
Bardzo trafna obserwacja. Często największe napięcie w relacjach rodzi się właśnie z tego, że próbujemy wydobyć z drugiej osoby coś, czego ona po prostu jeszcze w sobie nie ma – albo czego nigdy nie wypracowała.
Na spotkaniach Męskiego Kręgu często widzimy, jak ważna jest w tym miejscu samoświadomość. Kiedy mężczyźni zaczynają słuchać historii innych i dzielić się własnym doświadczeniem, nagle pojawia się moment rozpoznania: „to przecież o mnie” albo „ja też tak robię w relacjach”. Czasem odkrywamy w sobie deficyty, których wcześniej nie widzieliśmy, a czasem zaczynamy rozumieć ograniczenia innych ludzi.
I to jest moment przełomowy – bo dopiero gdy coś zobaczymy naprawdę, możemy przestać walczyć z rzeczywistością i zacząć brać odpowiedzialność za własny rozwój.
Krąg jest właśnie taką przestrzenią, gdzie poprzez uważne słuchanie, autentyczne historie i doświadczenia innych mężczyzn można zobaczyć więcej – zarówno w sobie, jak i w relacjach, które tworzymy. A z tej świadomości bardzo często rodzi się zmiana.
Największy kłopot w relacjach międzyludzkich polega na tym, że ludzie bardzo często chcą dostać od innych to, czego ci inni po prostu nie mają. Uczciwości od osób mijających się z prawdą, lojalności od tych bez granic, podziwu od tych, którzy nikogo nie cenią, uważności od skoncentrowanych na sobie, refleksyjności od ludzi defensywnie zajętych własną samooceną.
I niesamowite jest to, ile wysiłku wkładamy w próby wydobycia z kogoś czegoś, czego tam po prostu nie ma. Proszenie, błaganie, wyjaśnianie, czekanie, usprawiedliwianie, przypominanie się, kolejne tłumaczenia, kolejne rozmowy - jakby samą siłą determinacji można było sprawić, żeby ktoś stał się kimś, kim nie jest. To jak picie z wyschniętej studni.